MENU

Pan Misio. Czy lisy śnią o gadających kurach? – Dzień pierwszy

Wigilijny prezent – opowiadanie Sławomira Pudy

19 grudnia 2018 Comments (0) Views: 400 Czytam, Poezja

Życie kilka numerów za duże – poezja Dominiki Lewickiej – Klucznik

Amsterdam pachnie już na dworcu

Zwiedzamy się jak miasto bez mapy

i rozkładu jazdy. Tu każde skrzyżowanie jest okazją

do tego, by pobawić się w od pana to tylko dwieście.

 

Nie mamy noclegu za dwie dychy ani w apartamencie

z trzema gwiazdkami. Będziemy spać pod księżycem.

Albo tylko leżeć z dłońmi zamiast koca. Gdy obok przejdą

strażnicy, zamieciemy śmiech pod dywan i zamkniesz mi usta.

 

Na chwilę. Słowa będą narastać i przestaną się w nas mieścić.

Patrzymy w jeden punkt. Jeszcze kilka lat temu

tak nie umieliśmy. A teraz smakujemy jak Amsterdam.

 

Miasto i ciebie mam pod paznokciami.

 

 

Życie kilka numerów za duże

Wieczory w hotelowym barze mijają

według podobnego scenariusza. Whiskey z lodem,

lampka wina i telefony w zasięgu. Znali się już z korytarza,

mijali wzrokiem przy śniadaniu. Co jakiś czas nawet odrywali

od monitorów i niby przypadkiem kupowali w automacie małą czarną.

 

Noc przynosiła chwile tylko na dwa nieszczęścia.

Przyciągali się z mocą, której nie hamowały zostawione gdzieś

drugie połówki. Jak nigdy oszukiwali samotność, topiąc los w kolejnych

łykach, które na krótko rozpuszczały kluchę w gardle.

 

Wszystko byle nie płakać, nie rozmazać i nie pokazać słabości. Byle tylko

być w kontakcie. Ręce coraz bliżej, usta coraz mocniej. Jedna noc nie zawali

świata. Z dwóch smutków nie ma radości, ale to czują dopiero przy porannej

toalecie. Bez wyrzutów sumienia na OIOM-ie umierały im dzieci.

 

 

 

Ślady

Po obecności nigdy nie oczekiwaliśmy szczęśliwego

finału. Tak jak nie mogliśmy zdecydować się,

jak kończyć zdanie. W naszym słowniku tam

i z powrotem oznaczały to samo miejsce,

 

więc gubiliśmy się na mało skomplikowanych drogach.

Potem okazywało się, że to nie buty decydują, gdzie stracić

poczucie rzeczywistości. Z tego wszystkiego czuję,

 

że nie umarłeś do końca, bo nie odchodzi się na zawsze

po tak wielu nieważnych kropkach i znakach zapytania.

 

 

Ryzyko otwarć

Nie umiem z tobą rozmawiać, gdy odcinamy kolejne

dni w kalendarzu i powinniśmy być wdzięczni za każdy

tydzień czy miesiąc. Bo za rok nie planujemy już nic.

 

Ugrzęźliśmy pomiędzy niebieskimi kartonikami z różowymi

tabletkami. A może jest odwrotnie. Nie mieszczą się w aptecznych

segregatorach na rano, po, przed, zamiast. Tak jak nie wiemy,

 

co sobie powiedzieć, bo przecież każde zdanie może być ostatnie,

gryzę się w słowa, żebyś nie zapamiętała, że akurat ten jeden

raz na do widzenia wymsknie mi się nieidealnie. Albo jeszcze zrobię

 

przykrość pomiędzy zieloną i czerwoną pastylką.

Albo zaboli cię wiara w to, że będzie dobrze. Przecież wiemy,

że jest do dupy i będzie jeszcze gorzej. Udajemy, że jest śmiesznie,

 

dajemy radę, są przypadki, niektórzy z tego wyszli, więc dlaczego

akurat ty masz nie sprostać. Jakby wbrew statystyce. Przejechałaś

całą Polskę, żeby ktokolwiek ci obiecał jeszcze jeden.

 

Rok, który zaczynał się twoim wierszem.

 

 

Osoblizny

Izabeli

 

Sen zawsze na lewym boku. W gazecie przeczytała,

że w ten sposób chroni serce. Dbała o siebie i powinno

być łatwiej. Po operacji musiała zmienić pozycję.

 

Blizna po piersi puchnie i ciało traci równowagę.

Czuła, jak zapada się w sobie i nosi ją jedynie szara

sukienka. Jeszcze nie dobrała protezy. Czeka, bo może

 

z resztą włosów pozbędzie się również drugiej piersi.

Wtedy będzie równo. Dla kobiet jest inna sala. Podobno

intymniej. Gdy siedzą podłączone do kroplówek

 

w różnych kolorach, to wyglądają jak małe skurczone klony

o połyskujących czaszkach. Beznadzieja miesza się tu z walką

o każdy dzień. Nowe diagnozy i szarlatańskie terapie bywają

 

jedynym światłem w tunelu. Ale głos rozsądku mówi

 

nie idź tą drogą.

 

 

 

Nobody

Nie krzyczała, gdy dowiedziała się, że drugi raz

wyrwą z niej coś, co nie stało się dzieckiem.

W myśl zasady – nie pierwsza i nie ostatnia.

Lekarz przerzucał przed oczami zdjęcia z USG,

wyniki hormonów i powtarzał nic z tego nie będzie,

nic z tego nie będzie. A nawet jakby miało być,

to zdrowe nigdy nie będzie. Tego przecież pani nie chce.

 

Nie chciała. Medycznego jazgotu i uszu nastawionych

na to, czy serce bije, czy już się poddało.

Nie chciała też kolejny raz rozkładać nóg, by wyciągali

coś, co się nie udało. I leżeć nie chciała ze swoim

bezbrzuchem pomiędzy ciężarnymi, kroplówkami

przedłużającymi czas do byle w terminie.

 

Trochę pani nam pękła. Musieliśmy szyć.

Wie pani, lepiej, żebyśmy się już nie spotkali.

 

 

fot. z archiwum autorki

Dominika Lewicka-Klucznik: 40 lat, animatorka, filolożka. Od początku istnienia Alternatywnego Elbląskiego Klubu Literackiego angażuje się w jego działania pisarsko oraz organizacyjnie. Od marca 2014 jest prezeską Stowarzyszenia Alternatywni, które zajmuje się organizacją wydarzeń kulturalnych w Elblągu, a przede wszystkim Festiwalu Literatury „Wielorzecze”.

Jest redaktorką, autorką wstępów, recenzji oraz materiałów promocyjnych. Publikuje w antologiach, pismach literackich i kulturalnych. Jest laureatką ogólnopolskich konkursów literackich i turniejów jednego wiersza.

W 2013 wydała debiutancki tom poetycki „Samopas” nominowany do nagrody Orfeusz w kategorii Orfeusz Mazurski.

W 2016 roku odebrała nagrodę Kreatora Kultury od Prezydenta Miasta Elbląg za dotychczasową działalność. W tym samym roku ukazał się drugi tomik autorki pt. „Limit na cuda” (Poznań), która została Elbląską Książką Roku.

W 2018 roku odebrała Nagrodę Marszałka Województwa Warmińsko-Mazurskiego w dziedzinie twórczości artystycznej, upowszechniania i ochrony dóbr kultury. Trwają prace nad jej kolejną książką.

 

 

 

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *