MENU
PX

Szkice

szczytno-2b

Odkrywanie Mazur

3 czerwca 2016 Comments (3) Views: 2721 Myślę

Zmalowałem tekst potencjalnie drażniący

Tekst ten stanowi kolejną już wersję moich refleksji sięgających roku 2013. Wówczas to, dokładnie w sobotę 4 maja, towarzyszyłem przyjaciołom w zwiedzaniu wystawy Themersonowie i awangarda w łódzkim Muzeum Sztuki Ms2. Uwielbiam scenerie, w których mój umysł otrzymuje rozliczne bodźce i może działać wielowątkowo. To była radosna, twórcza sobota.

 

Kiedy studiowałem eksponaty, początkowo ogarniało mnie niedowierzanie, następnie wyjątkowo wyostrzyło mi się postrzeganie świata oraz dowcip (są to u mnie procesy sprzężone). Po powrocie w domowe pielesze zacząłem analizować wrażenia, czytać, myśleć, wreszcie postanowiłem skreślić co nieco.

 

Zaznaczę wpierw – występuję jako profan. Pod pojęciem tym rozumiem osobę niewyposażoną w bagaż specjalistycznej wiedzy, taką, co to zmysłami odbiera, następnie reaguje, niekiedy odczuwa, myśli sporadycznie. Tacy profani chyba dominują w społeczeństwie. Jeżeli w jakiejś dziedzinie jest się profanem, warto mieć tego świadomość, wówczas z większą pokorą podchodzi się do wiedzy (problemem są kryptoprofani, ludzie, którym wydaje się, że dysponują wiedzą z danego obszaru).

 

Człowiek z pewnością jest istotą niezwykłą, często to akcentuję. Myślenie abstrakcyjne, tworzenie symboli oraz operowanie nimi – przymioty te nadają nam unikalnego w świecie zwierząt wyrazu. Zdobiąc swoje ciało, zdobiąc ściany jaskiń, nasi odlegli przodkowie wynaleźli sztukę. Ich dorobek nadal robi wrażenie. A sztuka? Ta wciąż wymyka się próbom jednoznacznego zdefiniowania.

 

Tak zwany człowiek „pierwotny” był istotą rozumną o wyrafinowanym poczuciu piękna, choć jego wiedza o świecie pozostawała nader uboga. Pierwsze relikty świadczące o początkach twórczości plastycznej pochodzą sprzed ok. 50 tys. lat. Są to znaleziska w postaci kości i płytek kamiennych pokrytych nacięciami. Nacięcia uszeregowane w celowy, przemyślany sposób nasuwają wniosek, że powstały w celu utrwalenia pewnych wiadomości, przeżyć, są symbolami myśli, pojęć. W roku 2000 naukowcy odkryli w jaskini Fumane, na północ od Werony,  rysunki skalne, które, jak wynika z analizy, mają 35 tys. lat. Pokryte czerwoną farbą przedstawiają zwierzęta i człowieka w masce z rogami – przypuszczalnie szamana. Prawdopodobnie jest to najstarsze malarstwo jaskiniowe. Rysunki skalne z Fumane są przynajmniej o 10 tys. lat starsze od słynnych rysunków z jaskini Altamira w Hiszpanii i Lascaux we Francji. W pobliżu naukowcy odkryli ponadto obrobione fragmenty krzemienia, kości, ozdoby z muszli, resztki obozowiska. Ślady wskazują, że obecni byli tu zarówno neandertalczycy, jak i przedstawiciele współczesnego Homo sapiens.

 

Między 25 a 10 tys. lat p.n.e. powstały dzieła o wysokim poziomie artystycznym. Malowidła jaskiniowe, drobna rzeźba. Najpiękniejsze zabytki malarstwa jaskiniowego pochodzą z grot Francji (Lascaux) oraz Hiszpanii (Altamira). Są to wizerunki zwierząt namalowane z ogromnym wyczuciem ruchu i znajomością anatomii. Przypuszcza się, iż mają charakter magiczny (magia myśliwska). Prehistoryczni myśliwi wierzyli, że łatwiej upolują zwierzę, jeśli zdobędą nad nim władzę, utrwalając jego obraz na ścianie skalnej. Używano głównie węgla drzewnego lub ochry bądź podobnych minerałów, które zwykle rozcierano z tłuszczem. Niekiedy dodawano miki lub kryształków rozmaitych minerałów, by malowidło dodatkowo się mieniło. Malowano palcem, często posługując się techniką polegającą na wydmuchiwaniu barwnika za pomocą rurki. Niektóre farby, uwzględniając ich skład, mogły być całkiem smaczne. Intryguje fakt, że na ścianach jaskiń widoczne są malowidła, natomiast nie ma śladów po kopcących łuczywach lub lampkach. Co ciekawe, bardzo często malowidła znajdują się w miejscach o dobrej akustyce.

 

Mniej znanym miejscem mieszczącym dorobek paleolitycznych twórców jest położona w Hiszpanii jaskinia El Castillo (Castillo to niewielka góra wznosząca się ponad Puente Viesgo, w prowincji Kantabria). Widnieją tam malowane czerwoną farbą negatywy rąk, zwane także sylwetkami rąk. Przedstawienia w jaskiniach las Chimeneas, la Pasoega, las Monedas, a zwłaszcza Castillo były wykonywane w ciągu całego okresu magdaleńskiego[1] i należą do wielu faz stylistycznych. Jaskinia El Castillo zawiera bardzo liczne znaki kwadratowe lub złożone z ciągów punktów.

 

Prehistoryczne malunki z jaskini El Castillo.

Prehistoryczne malunki z jaskini El Castillo. By Gabinete de Prensa del Gobierno de Cantabria [CC BY 3.0 es (http://creativecommons.org/licenses/by/3.0/es/deed.en)], via Wikimedia Commons

Już w czasach archaicznych działalność artystyczna wiązała się z symboliką. W jakim celu umieszczano abstrakcyjne znaki w różnych układach? Czy była to swoista „szkoła”? Instruktaż dla myśliwych? Magia? Dawna „galeria sztuki”? Uważam, że część tych malowideł mogła powstać po prostu z nudów, dla rozrywki lub jako element towarzyszący ówczesnym obrzędom czy wręcz imprezom. Nie odmawiajmy naszym antenatom prawa do rozrywki.

 

Zestawienie symboli malarstwa jaskiniowego (André Leroi-Gourhan)

 

Około 10 tys. temu malarstwo jaskiniowe na terenie Europy zanika, ustępując miejsca sztuce użytkowej (ceramika, początki architektury). Wynikało to z osiedlania się plemion, zmiany trybu życia. Kultowe znaczenie miały też pierwsze formy architektoniczne: menhiry (głazy stojące pojedynczo), dolmeny (dwa pionowe głazy przykryte trzecim) – tworzące rodzaj bramy, kromlechy – kręgi kamienne (np. w Stonehenge).

 

O ile można mieć wątpliwości co do charakteru abstrakcji wynikającej z działalności przedstawicieli paleolitycznych wspólnot, to obecnie, zwłaszcza w galerii czy muzeum, niejako z definicji doświadczam kontaktu ze sztuką. Tu właśnie pojawia się pewien empiryczny zgrzyt, gdyż patrząc na gros tych „dzieł”, nie mam żadnego wrażenia kontaktu z wytworami wyższego rzędu, czymś wysublimowanym, pobudzającym przekazem.

 

Spośród zgromadzonej w Łodzi ekspozycji spodobało mi się np. Rąbanie lasu/Walka Stanisława I. Witkiewicza. Proszę mnie tylko nie prosić o uzasadnienie. Wszak sztuka jest względna.

 

Rąbanie lasu/Walka (Stanisław I. Witkiewicz/Witkacy).

Rąbanie lasu/Walka (Stanisław I. Witkiewicz/Witkacy). [Public domain], via Wikimedia Commons

Dłuższą chwilę poświęciłem na obejrzenie filmu Stefan Themerson i język, prezentującego język semantyczny. Ujęła mnie formuła, zabawa, frajda wręcz, którą ewidentnie odczuwał sędziwy wówczas artysta. Zresztą czyż na teksty w klimacie „Jaśnie Oświecone Mości Panowie Magnaci, Bracia i Siostry Szlachta, Mężczyźni i Kobiety, Plemniki spoczywające na brzegach krzesełek, Wirusy…” biolog może pozostać obojętnym? Spokojnie, pytam retorycznie.

 

Zatrzymałem się też na dłużej przy pracy Władysława Strzemińskiego (zm. 1952 r.). Skutek? Przeczytałem Teorię widzenia jego autorstwa. Polecam.

 

Nieszczególnie imponujący wynik. Witkiewicz, Themerson, Strzemiński na trzy piętra łażenia.

 

Dadaistyczny mistrz Marcel Duchamp (zm. 1968 r.) stworzył termin „ready-made”, oznaczający użycie „przedmiotu gotowego” jako dzieła sztuki. Jego pisuar z inskrypcją: R. Mutt 1917, ustawiony w galerii sztuki jak rzeźba, stał się symboliczną cezurą między sztuką kontynuacji w długim pochodzie artystów przez stulecia a sztuką zrywającą ostatnie ograniczenia w sposób radykalny i ironiczny. Jeżeli teraz ustawię sracz w galerii, będzie to naśladownictwo, aktywność wtórna; tamten był pierwszy i stał się nośnikiem, emanacją pewnej koncepcji. Dlatego, chociaż kontrowersyjny, przeszedł do historii – uwaga! – sztuki!

 

W komedii Nie lubię poniedziałku (1971 r.) znajdują się cudowne minuty (dokładnie w przedziale 1:15 – 1:19 godz. filmu) przedstawiające sztukę współczesną w prześmiewczy sposób (tu należy zrobić pauzę, skorzystać przykładowo z zasobów serwisu YouTube i sprawdzić, co mam na myśli). Sztuka stanowi w znacznej mierze wytwór aktualnej rzeczywistości, dominującej ideologii czy interpretacji świata. Większość artystów pragnie bowiem uznania, nie gardząc pieniędzmi. Są wszak ludźmi. I nie są samożywni. Film ukazuje zarazem, że do wszystkiego można dorobić filozofię. Nawiązując, celowo bądź nie, do Duchampa, pokazuje przy tym, iż nawet banalny obiekt umieszczony w przestrzeni muzeum, galerii może być uznany za dzieło sztuki.

Na łódzkiej wystawie doświadczyłem podobnej dychotomii, interpretacyjnego zagubienia. Otóż w pewnym momencie natrafiłem na duże urządzenie szpulowe bodajże z kartką „Projektor uszkodzony”. Miałem dylemat, nie wiedząc, która z opcji jest słuszna: 1. rzeczywiście jest to przedmiot z usterką; 2. to eksponat, który został tak właśnie skomponowany, przemyślany. Pani pilnująca wystawy nie raczyła odpowiedzieć, miast tego żachnęła się na mnie, prychnęła subtelnie.

Sztuka, sztuka, sztuka. Rozumiem, że cywilizacja Zachodu dąży do uproszczeń, ale czy nie stać nas, mas współczesnych, na wygenerowanie ambitniejszych, głębszych potrzeb estetycznych, duchowych? Spokojnie, znów pytam retorycznie.

 

Odniosłem wrażenie, że duża część prac nosi tytuł „Bez tytułu”. Tak jakby sami twórcy mieli problem z rozszyfrowaniem własnych dokonań. Usłyszę pewnie, że chodzi o unikanie narzucania odbiorcy dzieła konkretnej interpretacji. Ok. Chociaż z drugiej strony rynek zawsze rozpozna słabą walutę, niezależnie od jej wyglądu.

Chodzę, chodzę. Paczę.

 

Pochylam się nad gablotą. Zawiera ona dokumentację następujących „dokonań”. Oto golas legł pod wielkim kawałem szkła lustrzanego, kazał wylać na to benzynę i podpalić. Cytuję: „Po kilku sekundach odskoczyłem, zaś szyby upadły, roztrzaskując się na podłodze.” Banał. Sztuką byłoby gdyby nie odskoczył.

Ten sam oryginał uzewnętrznia się dalej: „O godz. 19.45 zostałem postrzelony w lewe ramię przez znajomego. Był to nabój miedziany bocznego zapłonu typu 22 LR kalibru 0,22 cala. Mój znajomy stał w odległości około 4,5 m ode mnie”. Cały bajer nosi nazwę – nie uwierzycie – STRZAŁ. Z tekstu zdaje się wynikać, że znajomym artysty był nabój, ale pal licho. Pal! Uważam zresztą, że przy takim naboju, takim trafieniu, takim dystansie – to żadna sztuka. Gdyby znajomy wygarnął z kilometra, dajmy na to rosyjskim karabinem SWD, to już coś. Nabój w tym wariancie też reprezentuje sztukę większego kalibru (7,62 mm) i metalu w nim więcej (rdzeń ołowiany, stalowy penetrator).

 

Zaintrygował mnie obiekt zatytułowany CH. W. D. PRACY F**K WORK. Tu przynajmniej przesłanie jednoznaczne, intencje zrozumiałe, dla ludu/profanów atrakcyjne. Myślałem początkowo, że obiekt, na który spoglądam, to jakiś wąż na kamieniu, słonik lub gówienko (nic mnie już nie mogło zaskoczyć); dopiero po chwili, gdy nastawiłem się na skojarzenia elementarne, pojąłem, że przede mną stoi, leżąc, trywialny penis. Fallusik znaczy. Spytałem woźnej, czy to się pociera jakoś na szczęście, cmoka, niczym w buddyzmie, ale odpowiedzi nie uzyskałem. Żal.

 

Gdzie indziej wisi obrazek jakowyś. Patrzę, nie kumam. Zerknąłem na tytuł, licząc, że coś mi wyjaśni. Tam zaś widnieje treść takowa: „Sowy i koczkodany, diabeł, anioł, koty, nietoperze, diabły, babcia, japońskie duchy, inne duchy i mali bogowie”. Taki obraz w obrazie, zabawa w spostrzegawczość. Za cholerę tam tego zwierzyńca nie dostrzegłem. Połowy nawet. O bytach eterycznych nie wspominając.

 

By nie wyjść na profana totalnego, poczytałem nieco. Generalnie utwierdzam się w przekonaniu, że obecnie do rangi sztuki wynieść można wszystko. Plusem jest to, że zachwycamy się banałami na skalę niezwykłą. Istotę sztuki współczesnej trafnie ukazano m.in. w niezwykle serdecznym, ciepłym filmie francuskim Nietykalni z 2011 roku. Tych, co nie widzieli, namawiam do seansu.

Recenzje w stylu: „Na trzecim piętrze stykamy się w dziełach z tematyką codzienności. U Robakowskiego staje się ona nawet na chwilę atrakcyjna. Jego Samochody, samochody! pełne entuzjastycznych okrzyków takich jak w tytule to zatrzymanie chwili. Podobnie rzecz się ma z koncepcją Daniela Spoerri, gdzie widzimy jeszcze brudne naczynia po dopiero co skonsumowanym obiedzie”. Głębia takiego zatrzymania chwili polega na tym, że z głośników wciąż słychać, że one – wspomniane w tytule samochody – jadą. Jadą, jadą. Czar normalnie. Dygresja taka. Samochód jeździ, nie chodzi. Mało kto wie, że pierwotnie jako polski odpowiednik słowa „automobil” proponowano m.in. „samojezd”. Słowo „samochód” wybrano w drodze konkursu, utrwaliło się w języku polskim jeszcze w czasach II Rzeczypospolitej. Gdyby historia potoczyła się inaczej, dzieło Robakowskiego nosiłoby frapujący tytuł Samojezdy, samojezdy! Niewiele by to jednak zmieniło w ogólnym odbiorze.

 

Gapiąc się na przyczepiony w poziomie do ściany stół z brudną zastawą (koncepcja Daniela Spoerri), wątpić zacząłem w sens zmywania. Ileż potencjalnych dzieł zniweczyłem w ten sposób?

 

Zerkam do Internetu. Jeden z blogerów pisze: „Na mnie największe wrażenie robi zawsze przestrzenna instalacja Mirosława Bałki zatytułowana Święty Wojciech, w której chrześcijańskie przesłanie pokazano wyjątkowo sugestywnie”. Z tym częściowo się zgadzam, widać, że Wojciech świętym został nie bez powodu.

 

Der Heilige Adalbert, Miroslaw Balka, 1987 Foto: Piotr Tomczyk

 

Imadło w rękawiczce dziecięcej. Tu zaskoczenia nie było; za szybką – imadło w rękawiczce dziecięcej autorstwa Themersona. Ponoć świadectwo ironii, dystansu oraz stale obecnego u tego twórcy humoru nieoczywistego. Podszyte żartem zestawienie rzeczy codziennych, znajdujących się w zasięgu ręki. Pojmuję intencje, lecz w ten sposób filozofię da się dorobić do wszystkiego. U mnie zresztą też obecny jest stale humor nieoczywisty (precyzując – dla mnie jest on oczywisty, dla innych, o dziwo, nie zawsze). Proponuję dzieła w stylu: Kij w oku, Palec w dupie czy mniej fizjologiczne Plastikowy pajacyk w maszynce do mięsa klikający „lubię to” na Facebooku.  

Odprężony zatopiłem się w materiale video Kontestator Jacka Niegody (do obejrzenia np. tu: http://www.youtube.com/watch?v=78IAKREQyFg).

 

 

Koleś idzie pod prąd ruchomymi schodami, z chłodną wyniosłością trącając przypadkowe osoby. Rzeczywiście to osoba kwestionująca publiczne wartości i normy obowiązujące w życiu społecznym. Na podobnej zasadzie mógłby jeść zupę nożem lub ścigać się schodami z windą. Pod prąd. Ożywiłem się pod koniec materiału, gdy tytułowy kontestator trafia na dwóch ignorantów-profanów, abnegatów totalnych, którzy uświadamiają mu, że tworzenie sztuki w miejscach publicznych, tej dzikiej, samoporządkującej się przestrzeni miasta, chaosu obfitującego w kąty i linie proste, bywa ryzykowne. Kontestator otrzymuje parę kopów i przemieszcza się, o ironio, zgodnie z prawami fizyki i przestrzeni miejskiej. Spada. W dół.

 

W maju 1961 r. włoski artysta Piero Manzoni, zainspirowany twórczością Duchampa, stworzył pracę, która wywołała w świecie sztuki prawdziwą burzę, połączoną z niesmakiem i fascynacją. Przedstawił światu Gówno artysty (Merda d’artista), na które złożyło się 90 ponumerowanych puszek zawierających (ponoć) odchody artysty.

Edycja obejmowała sygnowane i numerowane prace. Każda puszka zawierała dokładnie 30 g odchodów wielkości 4,8 x 6,5 cm, które na etykiecie zostały opisane w czterech językach (włoskim, angielskim, niemieckim, francuskim). Pomysł z puszką jako opakowaniem okazał się trafny. Wciąż trwają spekulacje, czy puszki rzeczywiście zawierają trywialne gówno. Pomimo licznych doniesień o eksplozjach i wyciekach – 45 puszek uległo bowiem zniszczeniu – gipsie zamiast fekaliów nikt nie mógł jednoznacznie potwierdzić, co kryje się za metalową osłonką. Dokonano otwarcia jednej z puszek, w środku znaleziono kolejną. Początkowo Manzoni uznał, że puszki będą sprzedawane za cenę w złocie odpowiadającą ich wadze – w roku 1961 wychodziło to jakieś 37 dolarów za sztukę. W roku 1993 jeden z egzemplarzy został sprzedany przez dom aukcyjny za 67 tys. dolarów. Stopniowo jednak oferowane kwoty zaczęły spadać, osiągając mniej więcej stały pułap cenowy wysokości 28 tys. dolarów. W lipcu 2002 r. londyńskie Tate Gallery obwieściło, że udało się nabyć puszkę numer 004 za jedyne 30 tys. dolarów. W roku 2007 jedna z kontrowersyjnych prac została sprzedana za 124 tys. euro, rok później puszka z numerem 083 osiągnęła kwotę 97 250 funtów. Na aukcji Chrietie’s (2012 r.) puszkę z numerem 012 sprzedano za 161 173 dolarów.

Ukazało się wiele artykułów zadających pytania o kondycję sztuki, moralność (lub jej brak) artysty i granicę sztuki, poza którą nie należy się już posuwać. Opinie w klimacie: „może ta sztuka jest po prostu gówno warta”. Może jest. Parafrazując Roberta Górskiego z Kabaretu Moralnego Niepokoju – nie nazywajmy szamba perfumerią.

 

Gówno będące sztuką. Foto: Mark B. Schlemmer. [https://www.flickr.com/photos/mbschlemmer/8483160536, (CC BY 2.0 https://creativecommons.org/licenses/by/2.0/)]

Wątek skatologiczny. Który typ zasługuje ewentualnie na miano dzieła sztuki?

 

Ze sztuką powinno być jak z muzyką. Prawdziwy artyzm, wielkość – jest uniwersalny, to się czuje. Niektórym najwyraźniej dana jest nawet możliwość pokonania barier międzygatunkowych. Już na początku milenium stwierdzono, że muzyka służy zarówno florze, jak i faunie. Naukowcy z uniwersytetu w Leicester zaobserwowali, że krowy dają więcej mleka, słuchając w oborze Symfonii pastoralnej Beethovena. Dużym krowim hitem był też Most nad wzburzoną wodą Simona i Garfunkela. Właściciele serwujących krowom muzykę farm na Hawajach i w Hiszpanii zgodnie twierdzą, że na jakość mleka nie ma jak Mozart. W roku 2011 Królewska Orkiestra Filharmoniczna w Londynie nagrała nawet płytę z muzyką dla ogrodników, a ściślej – dla roślin. 45-minutowa płyta zawiera fragmenty utworów Mozarta, które muzycy wykonali w sali koncertowej Cadogan Hall w Londynie przed ukwieconą publicznością, złożoną ze stu gatunków roślin.

 

Badania amerykańskich naukowców wykazują, że abstrakcyjne obrazy malowane przez małpy są bardzo podobne do tych produkowanych przez ludzi i że używają one bardzo podobnych technik. Sam Salvador Dali był pod wielkim wrażeniem „twórczości” szympansa o imieniu Congo. Miał powiedzieć: „Ręka szympansa jest pseudoludzka, ręka Jacksona Pollocka jest totalnie zwierzęca”.

 

Pockets Warhol (dane na rok 2011) to małpa żyjąca w schronisku dla dzikich zwierząt niedaleko Toronto. Jeden z bardziej znanych zwierzęcych artystów. Małpka doczekała się własnego fanpage`a, a jej dzieła są sprzedawane nawet za 300 dolarów. Unikalną cechą stylu Warhola jest to, że nie używa on pędzli. Zamiast tego korzysta ze swojego wygimnastykowanego ogona, owłosionego zadka, dłoni, stóp, a nawet języka jako artystycznych narzędzi. Małpa uwielbia pracować z wyrazistymi kolorami. Dzieła są dosyć trudne w odbiorze, abstrakcja wręcz wylewa z ram obrazów tworzonych przez tego oryginalnego artystę (patrz: http://pocketswarhol.blogspot.com/2012/05/macaws-in-flight.html).

 

Pockets Warhol – jedno z „dzieł”.

Oto Pockets Warhol

 

W roku 2011 świat usłyszał o australijskiej artystce Aelicie Andre. Jej prace osiągały już wtedy ceny liczone w tysiącach dolarów (obecnie 5–24 tys. dolarów), miała też wówczas pierwszą wystawę w Nowym Jorku. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że malarka urodziła się zaledwie 4 lata wcześniej. Przez lokalne media Aelicie została porównana do takich malarzy jak Pablo Picasso i Salvador Dali. Kiedy dziewczynka zaczęła ujawniać swój talent, rodzice postanowili przedstawić jej dzieła lokalnym galeriom. Nie informowali nikogo o wieku córki. Początkowo miała organizowane specjalnie wystawy. Następnie prace artystki można było obejrzeć tylko w galerii w Melbourne. Dziewczynka zaczęła malować, zanim jeszcze nauczyła się chodzić. Rodzice podkreślają, że tworzy z niezwykłą pasją i chęcią. Urządzili jej pokój przypominający profesjonalną pracownię. Ojciec artystki podkreśla, że prace powinny być oceniane tylko pod względem artystycznym, a nie przez pryzmat wieku malarki. Wspaniałe, że rodzice stworzyli dziecku cudowne wręcz warunki do zabawy (patrz: http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=23hWMvSrZx8#!).

 

Aelicie Andre.

Aelicie Andre. Detail photograph of „Coral Nebula” (by Aelita Andre). ([http://www.flickr.com/photos/63506501@N07/5816550313/in/photostream/ original on Flickr]) Author: Deborah Greenhut (Defining the Capture) Fair use rationale: http://creativecommons.org/licenses/by CC BY-SA 2.0

Widzę szczęśliwą dziewczynkę, która ma całkowite przyzwolenie na swoją aktywność i dostarczone materiały, środki ekspresji, która daje jej spełnienie i satysfakcję. Ale czy to wybitny talent? Kwestia dyskusyjna. Jak wspomniałem, sztuka jest względna i w tym m.in. tkwi jej urok, moc, a zarazem słabość. Pokażcie mi 4-latkę tworzącą samoistnie niczym barokowy Caravaggio, renesansowy Albrecht Dürer czy żyjący na przełomie średniowiecza i renesansu Hieronim Bosch (to zresztą malarz niderlandzki, ci zaś stanowią materiał na odrębną historię). Czemu wspomniałem akurat te nazwiska? Bo ich malarstwo do mnie przemawia. Po prostu. Podobnie jak niektóre płótna Rembrandta, Dalego, prace Zdzisława Beksińskiego (zamordowany w 2005 r.), Hansa Rudolfa Gigera (zmarły przed dwoma laty twórca postaci ksenomorfa do filmu Obcy – ósmy pasażer Nostromo) czy peruwiańskiego ilustratora Borisa Vallejo (patrz: http://hebuss.free.fr/). Zdaję sobie sprawę, że zestawienie kontrowersyjne. Ale taka właśnie jest sztuka.

 

Małpy, słonie, delfiny, foki, wreszcie także ludzkie dzieci mogą „tworzyć” prace, które często bez większego trudu oszukują odbiorcę i są uznawane za sztukę nowoczesną. Nie słyszałem natomiast o małpie, słoniu, delfinie, foce, wreszcie także o ludzkim dziecku tworzącym niczym artysta wykraczający poza ramy/granice/obszary sztuki nowoczesnej.

Bez trudu odróżnimy dobrze – i wcześnie – rachujące dziecię od matematycznego geniusza. Podobnie nawet gdy setka osób powie na gówno „ciacho”, jego prawdziwa istota powinna pozostać oczywistą. Utwierdzam się jednak w przekonaniu, że coraz częściej to krytycy, samo środowisko ludzi związanych ze sztuką, marszandzi decydują o tym, co można uznać za sztukę. Ile z tych „dzieł” wytrzyma próbę czasu? Chyba niewiele. Nie można tego powiedzieć o byku z jaskini Altamira (od 1984 r. jaskinia znajduje się na liście UNESCO Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego Ludzkości).

 

Grafika10

Byk, jaskinia Altamira, CC0 Public Domain, https://pixabay.com/pl/bizon-jaskinia-altamira-1171794/

 

Zakończę, przytaczając cytat i fakt.

 

Najpierw cytat:

Pewien mężczyzna staje w galerii sztuki, a jego kolega raz za razem strzela do niego z broni palnej, trafiając go w rękę. To jest sztuka. Inny mężczyzna, mocno wytatuowany, każe sobie nakładać koronę cierniową. To też nazwiemy sztuką. (…) Pewna kobieta maluje obrazy własnym sromem. I to jest sztuka. Znam dwoje ludzi, którzy co chwila zderzają się ze sobą, nadzy, z rosnącym impetem. Jest w tym sztuka, seks i agresja. Pewien mężczyzna wkłada zakrwawioną damską bieliznę i kopuluje z górą mielonego mięsa. Jest w tym sztuka, seks, agresja, krytyka kultury i prawda. Inny mężczyzna wbija sobie w członek gwoździe. I w tym jest już wyłącznie prawda.

Don DeLillo, Performerka, Warszawa 2009, s. 97–98.

 

Teraz fakt.

Niedawno zwiedzający Muzeum Sztuki Nowoczesnej w San Francisco padli ofiarą żartu pewnego 17-latka. Chłopak położył na podłodze zwykłe okulary, które imitować miały jedno z nowoczesnych dzieł sztuki, chcąc sprawdzić czujność zwiedzających. Okazało się, że okulary szybko zaczęły być postrzegane jako nowe dzieło – wiele osób zatrzymywało się przy „instalacji” i robiło jej zdjęcia oraz chciało kontemplować „sztukę”.

 

Twitter

 

To pisałem ja. Profan.

 

Ps. Zachęcam do lektury krótkiego tekstu Dlaczego nie rozumiemy sztuki współczesnej?: http://wyborcza.pl/1,112588,10287125,Dlaczego_nie_rozumiemy_sztuki_wspolczesnej_.html.

 

Autor: Krzysztof Pochwicki

Korekta: Dorota Bury

 


[1] Kultura magdaleńska – jedna z kultur późnego paleolitu, występująca w Europie Zachodniej i Środkowej. Nazwa wywodzi się od miejscowości La Madeleine w departamencie Dordogne we Francji. Charakteryzowała się dość wyrafinowaną produkcją narzędzi z krzemienia, rogu i kości. Z tego okresu pochodzi na przykład igła kościana z uszkiem. Właśnie do kultury magdaleńskiej zaliczają się odkryte w jaskiniach, głównie Francji i Hiszpanii, monumentalne przykłady malarstwa naskalnego w jaskiniach: Altamira, Lascaux, Font-de-Gaume i inne. Zabytki kultury magdaleńskiej znane są także z Polski, m.in. z Jaskini Maszyckiej koło Ojcowa.

 

Źródła grafik

 

Grafika 1: https://pl.wikipedia.org/wiki/El_Castillo_(jaskinia)#/media/File:Cueva_del_Castillo_interior.jpg

Grafika 2: http://art.lostonsite.com/67021046-005/ lub http://www.fuw.edu.pl/~akw/Prehistoria.pdf

Grafika 3: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Witkacy-R%C4%85banie_lasu._Walka.jpg

Grafika 4: http://www.stylemiasta.pl/fileadmin/obok_01.jpg

Grafika 5: https://www.flickr.com/photos/mbschlemmer/8483160536

Grafika 6: http://aard.blox.pl/resource/skat.png

Grafika 7: https://web.facebook.com/pocketsmonkey/photos/pb.242464755775483.-2207520000.1464753991./935256513162967/?type=3&theater

Grafika 8: https://web.facebook.com/pocketsmonkey/photos/pb.242464755775483.-2207520000.1464753903./1096489527039664/?type=3&theater

Grafika 9: https://en.wikipedia.org/wiki/Aelita_Andre#/media/File:Coral_Nebula_Aelita_Andre.jpg

Grafika 10: https://pixabay.com/pl/bizon-jaskinia-altamira-1171794/

Grafika 11: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1515,title,Polozyl-na-ziemi-okulary-w-Muzeum-Sztuki-Nowoczesnej-Zwiedzajacy-zaczeli-kontemplowac-jego-sztuke,wid,18351334,wiadomosc.html?ticaid=1171c4

Filmy, ilustracje i zdjęcia zawarte w tekście użyte w oparciu o licencje CC BY, CC BY-SA itp., CC0 (z Domeny publicznej) oraz osadzone (embed – wyświetlane bezpośrednio ze źródła)

 

fot. M. Kowalczuk

fot. M. Kowalczuk

Krzysztof Pochwicki: Wszechstronnie wykształcony, samodzielnie myślący (od lat analizuje, czy to wada czy zaleta), z olbrzymim dystansem do rzeczywistości i siebie. Niestrudzony poszukiwacz własnych neuronów lustrzanych. Niezmiennie ciekaw świata. Pisze od dawna (m.in. współpracował z nieistniejącym już pismem „Gameranking”, w latach 2009-2013 członek zespołu redakcyjnego miesięcznika „21.Wiek”). Dumny ojciec (dziedzic Szymon), dbający o kota-oryginała (Bidon), fan (zawsze to akcentuje) zespołu Laibach.

Jak dotąd najwięcej pracy kosztowała go debiutancka książka „Cywilizacja traw”.

Strona Fanpage autora: https://www.facebook.com/SUEI.Poprostu/ .

 

 

Tags: , , ,

Komentarze do Zmalowałem tekst potencjalnie drażniący

  1. Marek Różycki jr. pisze:

    Przejrzysty, a jednocześnie pogłębiony, przystępnym językiem napisany i piękną polszczyzną tekst o meandrach sztuki współczesnej wywodzącej się także przecież z archetypów kultury. Sztuka współczesna, szczególne ta awangardowa – jak widać może wpaść w pułapkę… „awangarda awangardą”…;))

    Serdecznie pozdrawiam i dziękuję…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *