MENU
fot. z archiwum autora

Zachwyt – Małgorzaty Gołębiewicz

marek-sztarbowski-foto2

Zamykamy noc sobą – poezja Marka Sztarbowskiwego

10 października 2016 Comments (0) Views: 828 Czytam

Zguba – dramat w jednym akcie

MOTTO:

Wszystko, co się zdarza, ma swój sens.

                                                      Paulo Coelho

 

OSOBY:

Michał (Obecny duchowo i cieleśnie, z czego jednak niewiele wynika.)

Narrator (Obecny tylko głosem. Mówi sam do siebie i nie dba o to, czy ktokolwiek go słucha.)

Autor (Nawet głosem nie jest obecny. Próbuje ogarnąć wszystkie rozłażące się wątki, ale nie liczy na sukces w tej materii. Niecierpliwie czeka na chwilę, kiedy będzie mógł wreszcie pociągnąć za sznurek i spuścić kurtynę.)

 

 

Zwykłe mieszkanie, w nim zwykłe meble i sprzęty domowe. I na dokładkę zwykły lokator, który właśnie w tej chwili do mieszkania wchodzi. Jest zmęczony, oddycha ciężko. Kładzie torbę z zakupami na kuchennym stole, potem otwiera lodówkę, by wyjąć z niej puszkowe piwo. Zamyka lodówkę, siada na krześle. Otwiera puszkę, pije łapczywie.

 

 

Narrator: (znudzonym tonem, pozbawionym pozytywnych emocji) Michał… Kim on właściwie jest? Człowiekiem wybitnym? Nie, tego nie da się o nim powiedzieć. To przeciętniak w każdym calu, a w dodatku nudziarz. Harry Potter nazwałby go mugolem, bo faktycznie nic magicznego ani uduchowionego w sobie nie ma. Żeby chociaż był miły! Gdzie tam, to gbur jakich mało. Może przynajmniej jest w jakiejś dziedzinie pożyteczny, robi coś dla innych? Nic z tego – myśli tylko o sobie. Ten egoizm nie przynosi mu zresztą korzyści, nie umie przekuć go na konkrety. Słowem: aspołeczny typ, płytki i prymitywny. Człowiek-porażka. Dno.

 

 

Autor milcząco potakuje. Narrator głośno wyciera nos chusteczką. Słyszą to wszyscy poza Michałem. Dlaczego? Nie wiadomo.

 

 

Narrator: Chodzi teraz po kuchni i czegoś szuka. Czego? Nie wiem i mało mnie to, by rzec prawdę, obchodzi. (ziewa) Nie będę tu długo siedział, mam ciekawsze rzeczy do roboty.

 

 

Michał: (sam do siebie, chodząc nerwowym krokiem tam i z powrotem) Gdzie to jest? Gdzie? Powinno tu być. Że też ja zawsze muszę coś zgubić. A tak mi to potrzebne!

 

 

Chaotycznie miota się po kuchni, przegląda zawartość kolejnych szuflad i półek. 

 

 

O, batonik!  Skąd się tu wziął? (rozrywa opakowanie, zbliża batonik do ust, ale w ostatniej chwili powstrzymuje się przed ugryzieniem) Wygląda niezbyt świeżo… (odsuwa batonik, przygląda mu się podejrzliwie) Nic dziwnego, od dawna nie zaglądałem do tej szuflady. (wącha batonik, krzywi się z niesmakiem) Chyba spleśniały. Tfu!

 

Z odrazą rzuca batonik na podłogę, wyciera dłoń o ubranie. Podchodzi do szafki, otwiera ją, wyciąga z niej teczkę z dokumentami.

 

 

Może tutaj to będzie, kto wie…

(siada na krześle, przegląda dokumenty) Ojciec zawsze mi powtarzał: „Zostawiaj rzeczy w tym samym miejscu, potem łatwiej będziesz mógł je znaleźć”. A ja? Nigdy o to nie dbałem. Tak to jest, kiedy się nie pamięta o naukach z dzieciństwa. Jak w tym przysłowiu: „Kto nie słucha ojca i matki, ten…” Co tam było dalej? Ten straci… Ten nigdy… Nie pamiętam. Ale na pewno nic przyjemnego. (z kwaśną miną spogląda na trzymane w dłoniach dokumenty) Do niczego nie będą mi już potrzebne. Po co je tak długo trzymałem?

 

 

Wstaje, idzie na środek kuchni. Wysypuje na podłogę całą zawartość teczki, na koniec wyrzuca także i teczkę.

 

 

Trzeba będzie to wszystko potem wyrzucić.

 

 

Spogląda na duże, portretowe zdjęcie, wiszące na ścianie. Portret przedstawia piękną młodą kobietę w stroju z belle epoque. Podchodzi do zdjęcia, uśmiecha się.

 

 

Witaj, Nora! Wyglądasz dziś pięknej niż kiedykolwiek. Co mi powiesz, najdroższa? Masz dla mnie jakieś dobre słowo? (po chwili) Milczysz jak zawsze… Patrzysz z portretu, widzisz wszystko, ale nie mówisz nic. (rozmarzony) Przypadkowo natknąłem się na to zdjęcie w internecie, napisane było na nim „Eleonora”. Samo imię. Żebym przynajmniej wiedział, kim byłaś, kiedy żyłaś, jakie miałaś nazwisko…  Od razu się zakochałem. (gładzi portret dłonią) Ten wydruk komputerowy nie jest najlepszy, ramki też są liche. Nie pasują do piękna, które otaczają.

 

 

Cofa się o kilka kroków, wciąż wpatrując się w portret.

 

 

W tych oczach można się utopić. A te włosy, fantazyjnie wystające spod kapelusza, te delikatne dłonie, ta figura! Klasa! Teraz już takich kobiet nie ma.

 

Narrator:  Żenada! Facet w sile wieku, któremu zdjęcie zastępuje kobietę. Co za upadek! (po chwili) Nie powiem, ładna bestyjka… Przynajmniej ma chłopina gust. (śmieje się) Niech się cieszy, że ma ją na obrazku, bo gdyby ożyła, to nie poświęciłaby mu nawet minuty! Kopnęłaby go w sam środek… (nie kończy zdania, bo chwyta go nagły atak kaszlu)  

 

 

Michał nieruchomieje na chwilę, nasłuchuje.

 

 

Michał:  Czasami mam takie dziwne uczucie, jakby ktoś tu był. Jakby mnie obserwował… Chyba nie ma tu ukrytych kamer?  (wzrusza ramionami) Nie, nie, to jakaś paranoja. Bzdury! Nikt mnie nie podgląda.

 

Narrator:  I tak sobie mów. Będzie ci łatwiej żyć. (śmieje się)

 

 

Michał  zaczyna przeszukiwanie kolejnej szuflady. Wszystkie przedmioty bierze po kolei w dłonie, przygląda się im, potem niektóre wyrzuca na  podłogę, a inne odkłada na miejsce.

 

 

Michał:  O, moja legitymacja! Jaka to była partia? (kiwa głową) Konserwatyści! Udawali pobożnych,  ale do kościoła nie chciało im się chodzić. Chyba że jakaś kamera telewizyjna była w pobliżu. Nawet modlitw na pamięć nie znali. (z oburzeniem) Chciałem, żeby mnie wystawili w wyborach do sejmu, ale nie, byłem dla nich „zbyt liberalny”. Hipokryci!

 

 

Rzuca legitymację na podłogę. Stoi przez chwilę, zamyślony, a potem znów zagląda do szuflady. 

 

 

O, przecież to stara komórka Joasi! Miała ją wyrzucić, ale jak widać zapomniała. (wyciera telefon z kurzu) Tak się ucieszyła, kiedy dałem jej ten telefon na dwunaste urodziny! (przysuwa sobie taboret, siada, bawi się telefonem) Jak ten czas leci… Mieszka teraz daleko, bilety drogie. A ona aż tyle nie zarabia, żeby mogła mnie odwiedzić. Dobrze, że czasem zadzwoni albo napisze. (wyrzuca komórkę na stertę szpargałów na podłodze) Co można poradzić? To normalne, że dzieci dorastają i odchodzą z domu. (przegląda zawartość kolejnych szuflad)

 

 

Narrator:  Pospiesz się, chłopie! Nie marudź!

 

Michał:  Następna legitymacja. Liberałowie! Ci wystawili mnie w wyborach na radnego, ale na szarym końcu listy. Bo byłem zbyt konserwatywny jak na ich partię.

 

 

Rzuca legitymację na stertę śmieci, a potem powraca do swoich poszukiwań. Znajduje kopertę ze zdjęciami, wyciąga jedno z nich i uważnie mu się przygląda.

 

Nie wierzę, zdjęcie naszej klasy! To było ze trzy miesiące przed maturą… (z rozrzewnieniem) Tyle wspomnień! Byliśmy całkiem niezłą paczką. (przygląda się kolejno postaciom, widocznym na fotografii)  Ewa ładnie tu wyszła. Kiedyś poszedłem z nią do kina. Specjalnie kupiłem bilety w ostatnim rzędzie. Całowaliśmy się przez cały seans…  (wzdycha) Może gdybym ją teraz spotkał, coś by z tego wyszło? (z kwaśnym uśmiechem) Nie, na pewno nie. Srebro na głowie, złoto w kieszeni i żelazo w spodniach – takie są oczekiwania kobiet wobec facetów w moim wieku. A ja? Spełniam tylko jeden warunek: jestem już siwy.

 

Spogląda raz jeszcze na zdjęcie, a potem drze je na kawałki i dorzuca do sterty śmieci. 

 

 

Narrator:  Nuda, nuda i jeszcze raz nuda. (ziewa przeciągle)

 

 

Michał:  Szlag by to wszystko. (do portretu) Ty musisz mi wystarczyć, Nora. Żyć w twoich czasach, z taką kobietą jak ty, to byłoby jak piękny sen… Pójść z tobą do kawiarni, przegadać cały wieczór na tematy egzystencjalne. W pośpiechu napisać wiersz na serwecie, żeby tylko nie uronić swoich myśli. A potem spacer i powrót do domu. Alkohol w rozsądnych ilościach też mógłby być. I oczywiście miłość – w każdym wymiarze, także fizycznym. (podchodzi do portretu, całuje wizerunek Nory) Ale najbardziej łączyłoby nas to, co nieuchwytne i duchowe – poezja , filozofia… Tak, moją duchową krainą marzeń jest Młoda Polska.

 

 

Milczy przez chwilę, potem podchodzi do pufa stojącego obok okna. Przyklęka. Podnosi wieko pufa, wsuwa rękę do środka, by sprawdzić zawartość.

 

 

Może tutaj to znajdę? Zobaczymy. Cholera! Co to? (z grymasem bólu wyciąga dłoń z pufa) Żeby tak głupio się skaleczyć! Tutaj nie powinno być żadnych ostrych przedmiotów, skąd to… (spogląda na krwawiący palec, liże go. Zagląda do pufa, ostrożne wyciąga ze środka mały metalowy przedmiot)  No tak, to Górska Odznaka Turystyczna! Ona ma taki szpikulec.  Pamiętam, jak prezes PTTK mi ją przypinał. Tatry, Pieniny, Beskidy…  Biegało się kiedyś po górach, biegało!  Nie to co teraz, kiedy człowiek ugrzązł na amen w życiowej szarzyźnie. Szkoda gadać.

 

 

Autor, kompletnie niezainteresowany akcją swojej sztuki, zastanawia się nad sposobami dekonstrukcji dramatu scenicznego poprzez rozerwanie więzi bohaterów z czasem i przestrzenią, a także zanegowanie ich osobowości. Dochodzi przy tym do wniosku, że Michał niezbyt się do tego nadaje; jego osobowość jest zbyt miałka, żeby można ją było zanegować. Skąd się wzięła owa miałkość i kto był temu stanowi rzeczy winien? Autor obiecał sobie, że zastanowi się na tym później, od razu przyjął jednak aprioryczne założenie, że on sam na pewno żadnej winy nie ponosi.

 

 

Tymczasem Michał zainteresował się kuchenną szafką, stojącą w kącie. Wsuwa dłoń za szafkę, najwidoczniej wyczuwa coś palcami, ale nie może wyciągnąć. Wsuwa dłoń coraz głębiej, aż w końcu osiąga sukces. Wita znaleziony przedmiot okrzykiem zdziwienia.

 

 

Michał:  Mój raport! Analiza lokalnego rynku ubezpieczeniowego! Ile ja się go naszukałem… (ze złością) Teraz się znalazł, akurat teraz? Tyle pracy w niego włożyłem, a kiedy trzeba było go dać szefowi i spijać śmietankę, to przepadł. Zsunął się między szafkę a ścianę, tak po prostu. Co za pech! Robert skorzystał z okazji: zebrał te cząstkowe dane, które mu wcześniej wysłałem, przerobił i wręczył szefowi, dając do zrozumienia, że mój zaginiony raport też był jego dziełem. Szuja! (z pasją gniecie raport, bezskutecznie usiłując przerwać go na pół) I przez to awans mnie ominął.

 

 

Wyrzuca raport na środek pokoju. Gniewnie sapiąc, podchodzi do kredensu, sprawdza zawartość kolejnych półek.  

Autor zastanawia się, czy najlepszym sposobem na skrócenie sztuki nie byłoby wyrzucenie niektórych mebli; wtedy Michał miałby mniej szuflad i półek do przeszukania. 

 

 

Michał:  Nasze zdjęcie ślubne… Iwona ma teraz swoje życie, nawet nie wiem, z kim teraz jest i gdzie mieszka. (zbliża do oczu jedno ze zdjęć) Tutaj ona mi zakłada obrączkę. Przez lata jej nie zdejmowałem.

 

Po chwili wahania dorzuca ślubne zdjęcia do sterty szpargałów.

 

Po rozwodzie sprzedałem obrączkę, ale jeszcze długo miałem na palcu ślad po niej, taki rowek. Teraz śladu już nie ma, palec jest gładki. Ani obrączki, ani żony. Zero zmartwień, zero radości.

 

Narrator:  (ziewając przeciągle) Nie mógł sobie kogoś znaleźć? Jaki problem? Nawet taki leszcz jak on powinien sobie z tym poradzić.

 

Michał:  Niektórzy durnie pytają, czemu sobie nikogo innego nie znalazłem. Jakby nie wiedzieli…

 

Narrator:  Durnie? Ja sobie wypraszam. (ziewa raz jeszcze)

 

Michał:  Może powinienem poszperać na Facebooku i przygruchać sobie jakąś babę?

 

Narrator i Autor lubią to.

 

Michał: (kiwa przecząco głową) Jestem bez szans. Niby coś tam sobą reprezentuję: intelekt, wrażliwość, uczucia… Ale to są tylko przyprawy, które mogą wzbogacić smak dania głównego. Kiedy tego dania brak, to przyprawami trudno się najeść.

 

Narrator:  (zasypiając) Naoglądał się programów kulinarnych i plecie bzdury.

 

 

Michał: Tylko na ciebie mogę liczyć, Nora. Właśnie dlatego, że cię nie mam, nie mogę cię stracić.

 

Wyciera nos chusteczką i wraca do swoich poszukiwań. Narrator śpi,  natomiast Autora ogarnia narastające poczucie zażenowania z powodu duchowego ekshibicjonizmu postaci, którą stworzył. 

 

Michał: Jeszcze jedna legitymacja! Socjaldemokraci na rzecz wolności i czegoś tam jeszcze. (kiwa głową) Mają serce po lewej stronie, a portfel po prawej. Współczują najuboższym, po pieniądze na kampanię wyborczą idą do tych, przez których tamci są biedni. (z żalem) Chciałem zostać radnym, ale nie wystawili mnie na listę. To znaczy wystawili, ale na takim miejscu, że…

 

 

Macha lekceważąco ręką, rzuca legitymację na stos szpargałów. Otwiera barek. 

 

 

Tutaj raczej tego nie znajdę. Wódki w tym barku też od dawna nie ma, a szkoda. Chętnie walnąłbym sobie kielicha.  (wyjmuje z barku kopertę, wyciąga z niej jakiś dokument) A co to takiego? Rachunek za prąd! (czyta uważnie) Sto pięćdziesiąt złotych? Do kiedy? Cholera jasna, termin płatności dawno minął. Żeby mi tylko światła nie wyłączyli! (spogląda raz jeszcze na rachunek, a potem składa go i wsuwa do koperty) Trzeba to będzie szybko załatwić. Chyba zostało mi tyle na koncie.

 

 

Nerwowym ruchem chowa kopertę do kieszeni marynarki, zamyka barek. Zdejmuje torbę z zakupami ze stołu, kładzie ją na podłodze. Spogląda na leżącą na blacie gazetę, bierze ją w dłonie, pobieżnie przegląda, a potem zgniata i rzuca na podłogę.

 

Więcej reklam niż tekstu, nie ma co czytać.

 

 

Ze zdziwieniem stwierdza, że na blacie pod gazetą coś leży. Sięga po to, jego twarz rozjaśnia się w uśmiechu.

 

 

No i proszę, jest nareszcie moja zguba! W końcu znalazłem! (z triumfem podnosi rękę, w której trzyma znaleziony przedmiot) Mój bilet miesięczny. (wyciera bilet wierzchem dłoni, przygląda mu się) Jeszcze przez dwa tygodnie będzie ważny. Warto było poszukać.

 

 

Oddycha z ulgą. Chowa bilet do kieszeni, spogląda na portret Nory, a potem na leżącą na podłodze stertę szpargałów. Wychodzi.

 

 

Narrator: (ziewa przeciągle) Co się dzieje? Chyba się trochę zdrzemnąłem… Coś przeoczyłem? (po chwili) Gdzie jest Michał? Wyszedł? Znalazł to, czego szukał? Nie po to zmarnowałem tyle czasu, żeby się nie dowiedzieć. Idę za nim.

 

Słychać tupot szybkich kroków Narratora, przechodzących w bieg.

 

KURTYNA (Spuszcza ją Autor, który wreszcie znalazł pretekst, żeby zakończyć przedstawienie. Wersja oficjalna głosi, że pobiegł za Narratorem i Michałem, żeby poznać ich dalsze losy. Wersja nieoficjalna, ale podobno prawdziwa: poszedł się upić.)

 

 

 

Autor: Lech Brywczyński

Korekta: Hanna Bilińska – Stecyszyn

 

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *