MENU

Bez zbędnego filtra – Nie Czesław, ale Miłosz – poezja.

Skreślony. Rozdział IV – opowiadanie Lecha Brywczyńskiego

2 lipca 2017 Comments (1) Views: 2392 Czytam, Myślę

Ze sztambucha futurysty – humoreski Marka Jastrzębia.

px

 

Odbiór literatury

Żółtko, znane z wichrzycielskich skłonności do przesady, stara się grać pierwsze skrzypce w biznesach z białkiem, lecz sędzią ich sporu pozostaje kura.

Kogut-marzyciel, mówi, że do odbioru poezji, prozy, malarstwa, czy muzyki, konieczne jest przygotowanie.

Kura na to, że skąd znowu, że, by się podnieść z hamaka i wzruszyć do łez, słucha Beethovena. Nie musi latać po podwórku z fakultetami od cioteczki Sorbony, by mieć ochotę na znoszenie jajek itd., ale, gdy ma durnieć z podziwu nad lada szmirą, z marszu dostaje wysypki, odkochuje się w weterynarzu, ma migrenę, estetyczną biegunkę i drażni ją światło.

 

*

 

W ten sposób można streścić wiersz Staffa – Mowa:

Nie trzeba rozumieć śpiewu słowika

Aby się nim zachwycać.

 

 

*

 

morał:

… żółtko i białko, to treść i forma, kura, to czytelnik, a pytanie o pierwszeństwo jajka nad kurą, to bigos nie nasz, tylko zatrudnienie dla szklanej kuli koguta, czyli krytyka. Jak wiadomo, ma on rację z urzędu i to niekoniecznie tyko wtedy, gdy ją ma.

 

 

Recenzent

Blablak udowodnił ponad wszelką wątpliwość, że minimalizując liczbę kropek, pytajników i zaprzeczników do maksimum, zaoszczędza się niejedną cysternę cennej substancji i dzięki tak poczynionym cięciom w temacie farba, wydać można o te trywialne parę książek ponad normę.

Wprowadził do krytyki nie tylko interpunkcyjną analizę Iliady i zajął się używalnictwem znaków przestankowych, ale poszedł za ciosem i dokonał rozbioru wszystkich nienapisanych utworów literatury Homera.

Nie szczędząc sił i środków, chwycił się za klasyfikowanie arcydzieł pod kątem interpunkcyjnego sabotażu. Stwierdził mianowicie, że nawias stosowany z nieczęsta, podnosi walory smakowe utworu, a używany bez opamiętania, wywołuje ciężką obstrukcję.

Choć nie miał pod ręką księgi Don Kichote, zauważył, że na jej 557 stronie (dwa centymetry w lewo od słowa rycerz) znajduje się niefunkcjonalny przecinek, i obliczył, że ilość zawartego w nim tuszu o deficytowej barwie, pomnożona przez dotychczasowy nakład dzieła, pozwoliłaby wydać jeszcze jeden tomik z poetyckim potencjałem w circa trzech egzemplarzach.

Nadmienić się godzi, że jego pionierskie prace przyniosły spory wsad w rozważania o wielokropku pochodzenia bezpańskiego. Dokonał on między innymi spostrzeżenia, iż zamiast wysłużonych trzech, z powodzeniem wystarczą dwie kropki, a mając nieskrępowane dojścia do bibliograficznych lochów, podjął się chałupniczej mordęgi polegającej na wyświetleniu roli Wielkich Liter w tekstach pisanych przez Małych Kawalarzy z Eutanazji Środkowej.

W tej chwili Blablak jest w trakcie zażywania środków domóżdżających i dlatego zrezygnował z prowadzenia dalszych rewolucyjnych badań nad interpunkcją, lecz jako renesansowy człowiek po technikum literackim przerzucił swe zainteresowania w stronę krytyki. Z upodobaniem więc zajmuje się opiniowaniem utworów pisanych współcześnie.

Jak o tym świadczą nieistniejące dowody jest recenzentem, rzeczoznawcą, naczelnym ekspertem od przypuszczeń twórcy, głównie zaś – tłumaczem jego intencji. Lubi się wypowiadać na tematy, o których nie ma pojęcia, a że uważa się za nieomylnego, kocha klarować czytelnikom, co autor miał na myśli; według niego czytelnik jest prymityw, ciemna masa, nie ma własnego zdania i bez przerwy należy go oświecać.

 

 

Omówienie pewnego dzieła

Staraniem entuzjastów „Wiedzy Chodnikowej” powstała na naszym wydawniczym rynku nowa, lecz już obiecująca oficyna. Nazywa się ona Biblioteka Problemów Odpadowych, a jej założeniem jest popularyzacja nauki.

Już pierwsza jej pozycja wzbudziła zainteresowanie czytelników. Jest to historyczny przewodnik po królestwie zwierząt. Ale myliłby się ten, kto by chciał znaleźć w nim opis zwierząt standardowych. Tego rodzaju stereotypowe organizmy są umieszczone w słownikach i encyklopediach innych wydawnictw.

Autorzy  omawianej pracy koncentrują się na formach niebanalnych, ze wszech miar dziwnych i jakże mało poznanych. Np. na wniknięciu w ekscentryczne losy Kangura Plecakowatego.

To oni – w wyniku długoletnich badań – rozszyfrowali język Kangura P. i dokonali jego podziału na zwyczajny, używany w trakcie mózgowej erekcji i nadzwyczajny, stosowany po akcie płciowym z figurami.

To z tego podręcznika dowiedziałem się o Tąpielicach Sromotnikowych, jednoskrzydłych owadach  mających wypadowe bazy za kaloryferami. To dzięki nim otworzyły mi się oczy na rzeczywisty świat Makrelownic Zbrojnych. Im też zawdzięczam poznanie tajników życia Beznosych Słonic. A także poznanie przypuszczalnych faktów z życia zwierząt występujących poza najdalszą galaktyką.

Naukowcy zatrudnieni przez wspomnianą oficynę ustalili, że Kangur P. nawiedził  nasze strony przybywając w towarzystwie Kwarcianych Ziemniaków. Jak o tym świadczą zagubione zdjęcia satelitarne oraz inne źródła, wzrostu był wielgachnego, futro miał gęste, a dolne kończyny zakończone gustownym kopytkiem.

Z powodu nieprzystosowania do życia na małym terenie, zmniejszył swój wygląd, bo gdzie się nie położył, tam zewsząd wystawał. Sprytnie zaadaptował się do nowych warunków i na dzień dzisiejszy nosi na brzuchu zminiaturyzowany plecak. Jest to urządzenie dość podobne do sakwy na przychówek.

Początkowo zamieszkiwał w lesie. Ale że las dostarczał mu pożywienia w ilościach głodowych i że po raz pierwszy pojawił się jego odwieczny wróg naturalny, czyli Mrówka Falista, stworzonko wyjątkowo wstrętne, ledwo widoczne i wąsate przy gardle, opuścił go i teleportował się do knurnych chat naszych pradziadów.

Zrazu przeszkadzał mu dym z ogniska, lecz wkrótce przystosował się i do tej niewygody. Teraz egzystuje w szparach podłóg żerując wyłącznie w księżycowe noce i nadal nie cierpi Mrówek Falistych, które – ze złośliwą zawziętością – niszczą mu zapasy na zimę.

Co prawda u tego kręgowca nie da się stwierdzić wyraźnych zalet, lecz wśród uczonych i na ten temat rozgorzały spory. Jedna frakcja była przeciwna jakiemukolwiek przesądzaniu sprawy i mówiła, że pożyteczność Plecakowatych jest przyszłościowa i że uwidoczni się z biegiem wieków. Twierdziła, że tak bardzo wyprzedziły one ewolucję, że zanim Człowiek dorośnie do ich poziomu i będzie mógł należycie docenić ich walory, miną dziesiątki stuleci.

Frakcja druga wolała schować głowę w piasek i orzekła, że skoro na razie nie da rady przyznać słuszności tej hipotezie, najrozsądniej będzie poczekać na rozwój wypadków. Namawiała do uzbrojenia się w cierpliwość i poczekania do czasów, gdy za trywialne parę milionów lat sprawa rypnie się sama.

Trzecia, nietolerancyjna i faszyzująca, była za wytępieniem całego gatunku, ale do głosu doszła Liga Obrony Plugastwa, a z nią żartów nie ma: rozprawiła się zarówno z jednymi jak z drugimi, opowiadając się za Prawami Futrzaka Do Plecaka.

Pod hasłem Kangur też Człowiek, odbyły się liczne parady i manifestacje. Ich natychmiastowym rezultatem było kategoryczne uznanie Torbacza za podosobę skrzywdzoną i szykanowaną niesłusznie.

Efektem następnym było sporządzenie memoriału uwypuklającego dotychczasowe zaniedbania i uchybienia na odcinku zoologicznej Sprawiedliwości i w memoriale zawarto postulat odnośnie należytego traktowania Gatunków Chwilowo Nieprzydatnych.

Musimy to sobie jasno powiedzieć: nie kto inny, tylko człowiek ponosi winę za ich nieprawidłowy tryb życia. Tępione na każdym kroku, nie miały zapewnionych bezpiecznych warunków do swobodnego rozrodu i zmuszone były do spółkowania doraźnego, przyspieszonego i powierzchownego, co doprowadziło je do lękliwej postawy wobec otoczenia, a także do przymusowych drgawek i nieuzasadnionych tików.

Karygodne zjawisko to, zwłaszcza z punktu widzenia psychologii zwierząt torebkowych, zostało przedstawione w sprawozdaniu z ostatniego Kongresu Hodowców Szyszek (punkt U łamane przez prim, zakrzywione przez b), który to raport umieszczono na ostatniej stronie omawianej tu książki.

W tym miejscu autorzy zwracają naszą uwagę na niesłychaną elastyczność Kangura P. Zależnie od sytuacji, potrafi on stanąć oko w oko z przeszkodami. My, ludzie, nie tylko powinniśmy się wzorować na jego umiejętnościach i wyciągnąć z nich odpowiednie wnioski.  Autorzy proponują by przyznać mu tytuł pierwszego zwierzęcia obdarzonego inteligencją.

Oto dowody. Niemodną i mało praktyczną torbę na brzuchu zastępuje eleganckim plecaczkiem, co mu ułatwia żerowanie i sprawia, że potomstwo nie dynda mu z przodu. Kaliber naszego terytorium spowodował skarlenie Kangura P. Dym, że Matka Natura w te pędy zaopatrzyła go w gruczoły wentylacyjne.

Przykłady te niezbicie wskazują, że przed Kangurem P. stoją niewiarygodne możliwości i że w materii swojego rozwoju nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Czy znajdzie się wśród nas śmiałek, który zaryzykuje twierdzenie, że jego plecak nie zmieni się wkrótce w saszetkę? Albo czy kto zaręczy, że w swoim rozwijaniu się nie dojdzie aż do portfela? Tak, czy siak, inteligencja, której jednym z przejawów jest adaptacyjna umiejętność życia w określonym środowisku, należy nie tylko do nas i z tym faktem przyjdzie nam się pogodzić.

Na naszych oczach wali się ostatni bastion dumy. Nie tak dawno temu pewien dowcipniś odważył się zająć heretyckie stanowisko w sprawie obrotów ciał niebieskich. Bałamutna bzdura ta uzyskała posłuch, ale, mówiąc sumarycznie, odkrycie to podeptało nam samopoczucie, bo okazało się, że centrum nie ma, lecz w zamian za to wszędzie mamy zadupie.

Potem kolejny bęcwał gwizdnął nam człowieczeństwo i wywiódł nasze parantele od małpy. Teraz kangur zaczyna wypierać nas z pychy. Do czego dojdziemy, gdy wszystkie zwierzęta sprężą się i zaczną nas tykać?

Niestety, na to pytanie książka nie udziela odpowiedzi. Prawdopodobnie znajdzie się ona w drugim, już drukowanym i poszerzonym wydaniu.

 

 

Ze sztambucha futurysty

Ludzie, którzy nie potrafili ułożyć byle posuwistego zdania, w zaskakujący i osobliwy sposób zaczęli posługiwać się relatywną logiką. Zmieniali co popadnie i co się da. A czego nie mogli, profilaktycznie obśmiewali. Naumieli się prostoty, klarowności, nowego sensu wypowiadanych słów. Ich dotąd zdezelowane sądy naraz dostały na zapęd i chwyciły dogodny wiatr w żagle; z nagła poczęły surfować po morzach i oceanach odważnych spekulacji.

Twierdzili, że nastała opłacalna moda na używanie sztampy i że trzeba być jasnym i z mety niepojmowalnym, a niechciane idee głosić należy językiem ascetycznym i zmitygowanym. Uznali, że słów pochodzenia staromodnego nie należy dawkować w nadmiarze. Ogłosili zwycięski zmierzch mętnych sformułowań. Styl nie mógł być arabeskowy: popłuczyny rodem z baroku, wędrowały na gilotynę. Zadęli w zbrojne surmy obwieszczając wieczny odpoczynek trudnym tekstom i długim zdaniom. Naraz poszczególny człowiek począł dysponować nieograniczonymi areałami rozsądku i miał swobodny dostęp do własnej małostkowości.

 

*

 

 Z powodu działalności językowego rzeczoznawcy, który wtargnął na arenę dziejów, postanowiono wyposażyć piszących w stosowne przyobleczenia. I tak się wkrótce stało. Wnet zaprojektowano stosowne mundurki, a literacki naród prezentował się w nich identycznie, co wyglądało jakby wyszedł spod jednej sztancy; kto dał się wbić w to opakowanie, ten w niczym nie odstawał od chóru, ten mówił i biadał w tej samej tonacji: bliźniaczo mądrze i podobnie jak inni, powielał te same mniemania.

 

Autor: Marek Jastrząb

 

 

Tags: ,

Komentarze do Ze sztambucha futurysty – humoreski Marka Jastrzębia.

  1. Halina Kronschnabel pisze:

    Piekny jezyk i piekne przekazanie przeslania. Bo wyznam, zem polityczne zwierze i wszedzie doszukuje sie znakow i wskazowek, pozwalajacych mi myslec…jestes na dobrej drodze, bo lepsi od Ciebie to tez widza.
    Wbrew pozorom humoreski niosa spory ladunek emocji.
    Sztambuch futurysty…..koniecznie nalezy w pieknym opakowaniu przekazac…..Naczelnikowi. Ucieszy sie, bedzie czytal wieczorkiem w pokoiku,przed lustrem bedzie stawal i pozy wymyslajac ogladal tego ktorego tam widzi…..najwiekszego szkodnika IV RP.

Pozostaw odpowiedź Halina Kronschnabel Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *