MENU
fot. z archiwum autora

Bez zbędnego filtra – Nie Czesław, ale Miłosz – poezja.

px

Skreślony. Rozdział IV – opowiadanie Lecha Brywczyńskiego

2 lipca 2017 Comments (1) Views: 384 Czytam, Myślę

Ze sztambucha futurysty – humoreski Marka Jastrzębia.

px

 

Odbiór literatury

Żółtko, znane z wichrzycielskich skłonności do przesady, stara się grać pierwsze skrzypce w biznesach z białkiem, lecz sędzią ich sporu pozostaje kura.

Kogut-marzyciel, mówi, że do odbioru poezji, prozy, malarstwa, czy muzyki, konieczne jest przygotowanie.

Kura na to, że skąd znowu, że, by się podnieść z hamaka i wzruszyć do łez, słucha Beethovena. Nie musi latać po podwórku z fakultetami od cioteczki Sorbony, by mieć ochotę na znoszenie jajek itd., ale, gdy ma durnieć z podziwu nad lada szmirą, z marszu dostaje wysypki, odkochuje się w weterynarzu, ma migrenę, estetyczną biegunkę i drażni ją światło.

 

*

 

W ten sposób można streścić wiersz Staffa – Mowa:

Nie trzeba rozumieć śpiewu słowika

Aby się nim zachwycać.

 

 

*

 

morał:

… żółtko i białko, to treść i forma, kura, to czytelnik, a pytanie o pierwszeństwo jajka nad kurą, to bigos nie nasz, tylko zatrudnienie dla szklanej kuli koguta, czyli krytyka. Jak wiadomo, ma on rację z urzędu i to niekoniecznie tyko wtedy, gdy ją ma.

 

 

Recenzent

Blablak udowodnił ponad wszelką wątpliwość, że minimalizując liczbę kropek, pytajników i zaprzeczników do maksimum, zaoszczędza się niejedną cysternę cennej substancji i dzięki tak poczynionym cięciom w temacie farba, wydać można o te trywialne parę książek ponad normę.

Wprowadził do krytyki nie tylko interpunkcyjną analizę Iliady i zajął się używalnictwem znaków przestankowych, ale poszedł za ciosem i dokonał rozbioru wszystkich nienapisanych utworów literatury Homera.

Nie szczędząc sił i środków, chwycił się za klasyfikowanie arcydzieł pod kątem interpunkcyjnego sabotażu. Stwierdził mianowicie, że nawias stosowany z nieczęsta, podnosi walory smakowe utworu, a używany bez opamiętania, wywołuje ciężką obstrukcję.

Choć nie miał pod ręką księgi Don Kichote, zauważył, że na jej 557 stronie (dwa centymetry w lewo od słowa rycerz) znajduje się niefunkcjonalny przecinek, i obliczył, że ilość zawartego w nim tuszu o deficytowej barwie, pomnożona przez dotychczasowy nakład dzieła, pozwoliłaby wydać jeszcze jeden tomik z poetyckim potencjałem w circa trzech egzemplarzach.

Nadmienić się godzi, że jego pionierskie prace przyniosły spory wsad w rozważania o wielokropku pochodzenia bezpańskiego. Dokonał on między innymi spostrzeżenia, iż zamiast wysłużonych trzech, z powodzeniem wystarczą dwie kropki, a mając nieskrępowane dojścia do bibliograficznych lochów, podjął się chałupniczej mordęgi polegającej na wyświetleniu roli Wielkich Liter w tekstach pisanych przez Małych Kawalarzy z Eutanazji Środkowej.

W tej chwili Blablak jest w trakcie zażywania środków domóżdżających i dlatego zrezygnował z prowadzenia dalszych rewolucyjnych badań nad interpunkcją, lecz jako renesansowy człowiek po technikum literackim przerzucił swe zainteresowania w stronę krytyki. Z upodobaniem więc zajmuje się opiniowaniem utworów pisanych współcześnie.

Jak o tym świadczą nieistniejące dowody jest recenzentem, rzeczoznawcą, naczelnym ekspertem od przypuszczeń twórcy, głównie zaś – tłumaczem jego intencji. Lubi się wypowiadać na tematy, o których nie ma pojęcia, a że uważa się za nieomylnego, kocha klarować czytelnikom, co autor miał na myśli; według niego czytelnik jest prymityw, ciemna masa, nie ma własnego zdania i bez przerwy należy go oświecać.

 

 

Omówienie pewnego dzieła

Staraniem entuzjastów „Wiedzy Chodnikowej” powstała na naszym wydawniczym rynku nowa, lecz już obiecująca oficyna. Nazywa się ona Biblioteka Problemów Odpadowych, a jej założeniem jest popularyzacja nauki.

Już pierwsza jej pozycja wzbudziła zainteresowanie czytelników. Jest to historyczny przewodnik po królestwie zwierząt. Ale myliłby się ten, kto by chciał znaleźć w nim opis zwierząt standardowych. Tego rodzaju stereotypowe organizmy są umieszczone w słownikach i encyklopediach innych wydawnictw.

Autorzy  omawianej pracy koncentrują się na formach niebanalnych, ze wszech miar dziwnych i jakże mało poznanych. Np. na wniknięciu w ekscentryczne losy Kangura Plecakowatego.

To oni – w wyniku długoletnich badań – rozszyfrowali język Kangura P. i dokonali jego podziału na zwyczajny, używany w trakcie mózgowej erekcji i nadzwyczajny, stosowany po akcie płciowym z figurami.

To z tego podręcznika dowiedziałem się o Tąpielicach Sromotnikowych, jednoskrzydłych owadach  mających wypadowe bazy za kaloryferami. To dzięki nim otworzyły mi się oczy na rzeczywisty świat Makrelownic Zbrojnych. Im też zawdzięczam poznanie tajników życia Beznosych Słonic. A także poznanie przypuszczalnych faktów z życia zwierząt występujących poza najdalszą galaktyką.

Naukowcy zatrudnieni przez wspomnianą oficynę ustalili, że Kangur P. nawiedził  nasze strony przybywając w towarzystwie Kwarcianych Ziemniaków. Jak o tym świadczą zagubione zdjęcia satelitarne oraz inne źródła, wzrostu był wielgachnego, futro miał gęste, a dolne kończyny zakończone gustownym kopytkiem.

Z powodu nieprzystosowania do życia na małym terenie, zmniejszył swój wygląd, bo gdzie się nie położył, tam zewsząd wystawał. Sprytnie zaadaptował się do nowych warunków i na dzień dzisiejszy nosi na brzuchu zminiaturyzowany plecak. Jest to urządzenie dość podobne do sakwy na przychówek.

Początkowo zamieszkiwał w lesie. Ale że las dostarczał mu pożywienia w ilościach głodowych i że po raz pierwszy pojawił się jego odwieczny wróg naturalny, czyli Mrówka Falista, stworzonko wyjątkowo wstrętne, ledwo widoczne i wąsate przy gardle, opuścił go i teleportował się do knurnych chat naszych pradziadów.

Zrazu przeszkadzał mu dym z ogniska, lecz wkrótce przystosował się i do tej niewygody. Teraz egzystuje w szparach podłóg żerując wyłącznie w księżycowe noce i nadal nie cierpi Mrówek Falistych, które – ze złośliwą zawziętością – niszczą mu zapasy na zimę.

Co prawda u tego kręgowca nie da się stwierdzić wyraźnych zalet, lecz wśród uczonych i na ten temat rozgorzały spory. Jedna frakcja była przeciwna jakiemukolwiek przesądzaniu sprawy i mówiła, że pożyteczność Plecakowatych jest przyszłościowa i że uwidoczni się z biegiem wieków. Twierdziła, że tak bardzo wyprzedziły one ewolucję, że zanim Człowiek dorośnie do ich poziomu i będzie mógł należycie docenić ich walory, miną dziesiątki stuleci.

Frakcja druga wolała schować głowę w piasek i orzekła, że skoro na razie nie da rady przyznać słuszności tej hipotezie, najrozsądniej będzie poczekać na rozwój wypadków. Namawiała do uzbrojenia się w cierpliwość i poczekania do czasów, gdy za trywialne parę milionów lat sprawa rypnie się sama.

Trzecia, nietolerancyjna i faszyzująca, była za wytępieniem całego gatunku, ale do głosu doszła Liga Obrony Plugastwa, a z nią żartów nie ma: rozprawiła się zarówno z jednymi jak z drugimi, opowiadając się za Prawami Futrzaka Do Plecaka.

Pod hasłem Kangur też Człowiek, odbyły się liczne parady i manifestacje. Ich natychmiastowym rezultatem było kategoryczne uznanie Torbacza za podosobę skrzywdzoną i szykanowaną niesłusznie.

Efektem następnym było sporządzenie memoriału uwypuklającego dotychczasowe zaniedbania i uchybienia na odcinku zoologicznej Sprawiedliwości i w memoriale zawarto postulat odnośnie należytego traktowania Gatunków Chwilowo Nieprzydatnych.

Musimy to sobie jasno powiedzieć: nie kto inny, tylko człowiek ponosi winę za ich nieprawidłowy tryb życia. Tępione na każdym kroku, nie miały zapewnionych bezpiecznych warunków do swobodnego rozrodu i zmuszone były do spółkowania doraźnego, przyspieszonego i powierzchownego, co doprowadziło je do lękliwej postawy wobec otoczenia, a także do przymusowych drgawek i nieuzasadnionych tików.

Karygodne zjawisko to, zwłaszcza z punktu widzenia psychologii zwierząt torebkowych, zostało przedstawione w sprawozdaniu z ostatniego Kongresu Hodowców Szyszek (punkt U łamane przez prim, zakrzywione przez b), który to raport umieszczono na ostatniej stronie omawianej tu książki.

W tym miejscu autorzy zwracają naszą uwagę na niesłychaną elastyczność Kangura P. Zależnie od sytuacji, potrafi on stanąć oko w oko z przeszkodami. My, ludzie, nie tylko powinniśmy się wzorować na jego umiejętnościach i wyciągnąć z nich odpowiednie wnioski.  Autorzy proponują by przyznać mu tytuł pierwszego zwierzęcia obdarzonego inteligencją.

Oto dowody. Niemodną i mało praktyczną torbę na brzuchu zastępuje eleganckim plecaczkiem, co mu ułatwia żerowanie i sprawia, że potomstwo nie dynda mu z przodu. Kaliber naszego terytorium spowodował skarlenie Kangura P. Dym, że Matka Natura w te pędy zaopatrzyła go w gruczoły wentylacyjne.

Przykłady te niezbicie wskazują, że przed Kangurem P. stoją niewiarygodne możliwości i że w materii swojego rozwoju nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Czy znajdzie się wśród nas śmiałek, który zaryzykuje twierdzenie, że jego plecak nie zmieni się wkrótce w saszetkę? Albo czy kto zaręczy, że w swoim rozwijaniu się nie dojdzie aż do portfela? Tak, czy siak, inteligencja, której jednym z przejawów jest adaptacyjna umiejętność życia w określonym środowisku, należy nie tylko do nas i z tym faktem przyjdzie nam się pogodzić.

Na naszych oczach wali się ostatni bastion dumy. Nie tak dawno temu pewien dowcipniś odważył się zająć heretyckie stanowisko w sprawie obrotów ciał niebieskich. Bałamutna bzdura ta uzyskała posłuch, ale, mówiąc sumarycznie, odkrycie to podeptało nam samopoczucie, bo okazało się, że centrum nie ma, lecz w zamian za to wszędzie mamy zadupie.

Potem kolejny bęcwał gwizdnął nam człowieczeństwo i wywiódł nasze parantele od małpy. Teraz kangur zaczyna wypierać nas z pychy. Do czego dojdziemy, gdy wszystkie zwierzęta sprężą się i zaczną nas tykać?

Niestety, na to pytanie książka nie udziela odpowiedzi. Prawdopodobnie znajdzie się ona w drugim, już drukowanym i poszerzonym wydaniu.

 

 

Ze sztambucha futurysty

Ludzie, którzy nie potrafili ułożyć byle posuwistego zdania, w zaskakujący i osobliwy sposób zaczęli posługiwać się relatywną logiką. Zmieniali co popadnie i co się da. A czego nie mogli, profilaktycznie obśmiewali. Naumieli się prostoty, klarowności, nowego sensu wypowiadanych słów. Ich dotąd zdezelowane sądy naraz dostały na zapęd i chwyciły dogodny wiatr w żagle; z nagła poczęły surfować po morzach i oceanach odważnych spekulacji.

Twierdzili, że nastała opłacalna moda na używanie sztampy i że trzeba być jasnym i z mety niepojmowalnym, a niechciane idee głosić należy językiem ascetycznym i zmitygowanym. Uznali, że słów pochodzenia staromodnego nie należy dawkować w nadmiarze. Ogłosili zwycięski zmierzch mętnych sformułowań. Styl nie mógł być arabeskowy: popłuczyny rodem z baroku, wędrowały na gilotynę. Zadęli w zbrojne surmy obwieszczając wieczny odpoczynek trudnym tekstom i długim zdaniom. Naraz poszczególny człowiek począł dysponować nieograniczonymi areałami rozsądku i miał swobodny dostęp do własnej małostkowości.

 

*

 

 Z powodu działalności językowego rzeczoznawcy, który wtargnął na arenę dziejów, postanowiono wyposażyć piszących w stosowne przyobleczenia. I tak się wkrótce stało. Wnet zaprojektowano stosowne mundurki, a literacki naród prezentował się w nich identycznie, co wyglądało jakby wyszedł spod jednej sztancy; kto dał się wbić w to opakowanie, ten w niczym nie odstawał od chóru, ten mówił i biadał w tej samej tonacji: bliźniaczo mądrze i podobnie jak inni, powielał te same mniemania.

 

Autor: Marek Jastrząb

 

 

Tags: ,

Komentarze do Ze sztambucha futurysty – humoreski Marka Jastrzębia.

  1. Halina Kronschnabel pisze:

    Piekny jezyk i piekne przekazanie przeslania. Bo wyznam, zem polityczne zwierze i wszedzie doszukuje sie znakow i wskazowek, pozwalajacych mi myslec…jestes na dobrej drodze, bo lepsi od Ciebie to tez widza.
    Wbrew pozorom humoreski niosa spory ladunek emocji.
    Sztambuch futurysty…..koniecznie nalezy w pieknym opakowaniu przekazac…..Naczelnikowi. Ucieszy sie, bedzie czytal wieczorkiem w pokoiku,przed lustrem bedzie stawal i pozy wymyslajac ogladal tego ktorego tam widzi…..najwiekszego szkodnika IV RP.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *