MENU
Mansfield_1917_cropped2

Życie do utraty tchu. O Katherine Mansfield.

2015-09-15 19.59.39

„…i luksus dla wszystkich!”

18 sierpnia 2016 Comments (0) Views: 735 Myślę

Zażyj wziew, Aniu

 Jak widać, w tytule sprytnie ukryłem tematykę tego tekstu, by zmniejszyć prawdopodobieństwo zniechęcenia czytelników. Kombinowanie uważam za uzasadnione, ponieważ zajmę się pozornie prozaicznym ziewaniem. Ziewaniem człowieka. Doprecyzowanie jest istotne, ponieważ nie jesteśmy w tej kwestii wyjątkiem w królestwie zwierząt. Nie jest to łatwy temat, ale lubię wyzwania. I lubię ziewać.

 

Ziewający młody makak japoński.

Ziewający młody makak japoński. Photo by Daisuke Tashiro (Flickr) [CC BY-SA 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0)], via Wikimedia Commons

Wszystko zaczęło się lat temu parę. Moja znajoma twierdziła autorytatywnie, że ziewanie służy do tego i owego (opinię ozdobiła wywodem, czyli bla, bla, bla), ja uważałem, że akurat bynajmniej (tu następowało moje alternatywne bla, bla, bla). Zawziąłem się i postanowiłem rzecz całą sprawdzić w źródłach. I spotkała mnie niespodzianka, okazało się bowiem, że po przewertowaniu szeregu książek oraz artykułów wcale nie stałem się mądrzejszy w kwestii ziewania. Ziewanie okazało się zaskakująco tajemnicze, oporne na badania, za to podatne na rozmaite interpretacje.

 

„(…) nie warto niczego szukać, wszystko jest kłamstwem! Każdy uśmiech kryje ziewnięcie nudy, każda radość – przekleństwo, każda przyjemność – niesmak, a najgorętsze pocałunki pozostawiają na wargach jedynie nieosiągalne pragnienie jeszcze wyższej rozkoszy”.

(Gustaw Flaubert, Pani Bovary)

 

Opracowania wspominają na ogół o roli kichania, kaszlu, zjawisko ziewania traktowane jest marginalnie i pobieżnie. Większość definicji koncentruje się na fizjologicznym podłożu tego procesu, a przecież bezsprzecznie nie jest to jedyna przyczyna ziewania.

 

„Ziewanie – głęboki wdech, zatrzymanie przez chwilę powietrza w płucach oraz wydech, następujący przy otwartych ustach i podniesionym miękkim podniebieniu”[1].

 

To nawet nie jest definicja, a wyłącznie stwierdzenie faktu, podanie samego – jakże oczywistego – mechanizmu ziewania! Wzbogacę nieco to lakoniczne pseudowyjaśnienie. Obecnie wiemy – albo raczej wiele wskazuje na to, że wiemy – że program motoryczny ziewania nie zostanie zakończony, jeśli nie wdycha się przez usta i nie rozwiera szeroko szczęk.

 

Ziewający osobnik żeński gatunku człowiek rozumny (Homo sapiens)

Ziewający osobnik żeński gatunku człowiek rozumny (Homo sapiens). Photo by Juanedc from Zaragoza, España (Sueño Uploaded by juanedc) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Skąd bierze się odruch ziewania?

Mimo że ziewanie towarzyszy nam na co dzień (no, w każdym razie ja tak mam), naukowcy nie są w stanie jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, po co dysponujemy tym mechanizmem. Istnieją liczne teorie na ten temat. Coraz częściej mówi się, że ziewamy, by dotlenić mózg. W czasie ziewnięcia wzrasta ciśnienie krwi oraz liczba skurczów serca, dzięki temu natleniona krew szybciej dociera do mózgu i mięśni. Generalnie podkreśla się termoregulacyjną funkcję ziewania.

W płucach zawsze znajduje się pewna ilość powietrza, przecież nawet najgłębszy wydech nie doprowadza do powstania próżni. Precyzując, nawet po maksymalnym wydechu w płucach obecne jest tzw. powietrze zalegające (około 1200 ml); utrzymuje się ono dzięki sprężystemu rozciągnięciu tkanki płucnej. Organizm stale monitoruje warunki wewnętrzne, w oparciu o szereg z nich sterowana jest także praca układu oddechowego. Czynniki pobudzające ośrodek oddechowy w mózgu to: wzrost stężenia dwutlenku węgla, spadek zawartości tlenu, spadek pH krwi, wówczas wzrasta częstotliwość i głębokość oddechów (istotna jest tu oczywiście rola chemoreceptorów rozmieszczonych w łuku aorty).

Tradycyjnie uważa się, że ziewanie wynika z niskiego stężenia tlenu lub wysokiego stężenia dwutlenku węgla we krwi i że ciało próbuje w ten sposób pobrać więcej tego pierwszego lub pozbyć się nadmiaru tego drugiego. Doświadczenia nie potwierdziły słuszności tego poglądu, nawet ludzie oddychający czystym tlenem czuli od czasu do czasu ochotę, aby ziewnąć. W dodatku okazało się, że ziewanie w żaden sposób nie wpływa na wzrost zawartości tlenu we krwi.

Zaczerpnięcie rześkiego powietrza powoduje odprowadzenie ciepła z organizmu, zapobiegając przegrzaniu[2]. Priorytetem jest tu ponoć chłodzenie naszego stale zagrożonego przegrzaniem mózgu. Ziewnięcie jest wszak potężnym wdechem świeżego powietrza, docierającym głęboko do płuc, a wcześniej przechodzącym w pobliżu najważniejszych arterii doprowadzających krew właśnie do mózgu. Ziewamy najczęściej, kiedy temperatura otoczenia oscyluje wokół 20°C, co pozwala przypuszczać, że takie właśnie powietrze chłodzi mózg najskuteczniej[3]. Polskie Normy określają temperaturę, jaka powinna panować w pomieszczeniach (temperatura „pokojowa”) w zależności od typu pomieszczenia i wykonywanej w nim pracy. Dla pomieszczeń biurowych wynosi ona 20–24°C w zimie i 20–26°C w lecie. Proponuję skupić się na dolnej granicy i sprawdzić, czy nie wzrośnie efektywność pracy. Swoją drogą zawsze twierdziłem, że w mieszkaniach mamy obecnie za ciepło. Zapomnieliśmy o urokach chłodu. Zbliża się zima – przykręćmy kaloryfery.

Teoretycznie można odetchnąć, wykazałem, że ziewanie chłodzi mózg. Ale w takim razie dlaczego ziewają płody? Nie dość, że ich mózg dopiero się rozkręca, to jeszcze głowę chłodzi kojąca toń wód płodowych. Wreszcie dlaczego potrzeba ziewania nie zostaje zaspokojona? Ziewnąwszy raz, często ziewa się dalej; są to tzw. napady ziewania.

W ostatnich latach w mózgu człowieka odkryto tzw. neurony lustrzane. Aktywują się one zarówno wtedy, gdy obserwujemy czynność wykonywaną przez inną osobę, jak i wtedy, gdy sami tę czynność wykonujemy. Dzięki temu m.in. zjawisko masowej histerii staje się bardziej zrozumiałe. Mechanizm masowej histerii przypomina efekt domino – zaczyna się od jednej osoby, kończy niekiedy na milionach. Najczęściej występuje w zamkniętym kręgu, w szkole lub w zakładzie pracy. Objawy szybko się nasilają i przenoszą na otoczenie. Brakuje przyczyny, natomiast obserwowanie może prowadzić do naśladowania. Przecież dokładnie tak samo bywa z ziewaniem[4]. Gdy patrzymy na osobę ziewającą, jest duża szansa, że i my zaczniemy ziewać. Odpowiedzialne są za to właśnie neurony lustrzane. Uaktywniają się one podczas obserwowania jakiejś czynności u innych. Część tych obserwacji nie wywołuje żadnej motorycznej reakcji. Są jednak takie – jak uśmiech czy ziewanie – które wywołują analogiczną odpowiedź naszego organizmu[5].

Jak widać, mimo że wiedza o budowie, funkcjonowaniu układu oddechowego jest bardzo duża, sytuacja przedstawia się znacznie gorzej przy rozpatrywaniu współzależności pomiędzy oddychaniem a układem nerwowym. Jakie jest znaczenie behawioralne ziewania? Rozpatrując mechanizmy funkcjonujące w ramach układu oddechowego, można stwierdzić, że ziewanie ma największy związek z psychiką. Wpierw przybliżę kwestię tzw. zachowań allomimetycznych.

 

Allomimetyczne (in. Allelomimetyczne, „zaraźliwe”) zachowanie się – zachowanie zwierzęcia lub człowieka podobne do naśladowczego, w którym jednak dany osobnik nie wykonuje nowych (naśladowanych) ruchów, lecz te, które należą do jego repertuaru zachowań lokomotorycznych lub z zespołu przeciągania się albo też zachowań popędowych. Zwykle odnosi się do zachowań grupy zwierząt, które synchronizują swoje ruchy, jak np. ryby w ławicy; u ludzi do przejawów tego rodzaju zachowania należy ziewanie pod wpływem obserwacji innej ziewającej osoby. Nadal nie potrafimy wyjaśnić pełnej roli i znaczenia tego typu reakcji! Na tę oraz szereg innych nieścisłości zwraca m.in. uwagę i doskonale je rozpatruje Desmond Morris, autor słynnej, acz przyznaję – kontrowersyjnej serii Naga małpa.

Wspomnę o należących do grupy zachowań popędowych zachowaniach „zaraźliwych”. Stanowią one skutek obniżenia progu wyzwalania danego zachowania pod wpływem adekwatnego bodźca dzięki tzw. przeniesieniu popędu. Dobrym przykładem jest ponowne rozpoczęcie jedzenia przez najedzone zwierzę (lub dziecko) pod wpływem jedzącego innego osobnika lub np. pod wpływem ucieczki stada ptaków. Pozostaje zapytać, jak często dane nam jest „zarazić” się ziewaniem.

Zaczynamy ziewać już w łonie matki, około 11. tygodnia od chwili poczęcia, jednak sam akt staje się zaraźliwy dopiero w pierwszym roku życia, i to szacunkowo zaledwie u połowy populacji.

Ziewanie zaraźliwe jest obecne przez cały dzień. Zarówno spontaniczne, jak i zaraźliwe ziewanie zdarza się najczęściej wczesnym rankiem i późnym wieczorem, zgodnie z aktualnym poziomem senności. Jednakże częstotliwość spontanicznego ziewania była znacznie niższa niż częstotliwość ziewania zaraźliwego w okolicach godziny 19:00. Fakt ten sugeruje, że różne mechanizmy kontrolują ziewanie spontaniczne i zaraźliwe. Ziewanie zaraźliwe występuje o wiele rzadziej u dzieci z autyzmem (im wyższy stopień autyzmu, tym rzadziej), zaś ziewanie spontaniczne występuje całkowicie normalnie i w normalnym rozkładzie w ciągu dnia. Wyniki te mogą potwierdzać związek zaraźliwości ziewania z pewnymi umiejętnościami społecznymi, mimikrą (upodabnianiem się), a zwłaszcza z poziomem empatii, oraz to, że za ziewaniem spontanicznym i zaraźliwym stoją różne mechanizmy neuronalne. Okazało się, że ziewanie zaraźliwe występuje częściej, gdy skupiamy się na oczach ziewającego, nie zaś na ustach[6].

Mało tego, u wielu naczelnych ziewanie, podobnie jak mlaskanie, towarzyszy niekiedy tzw. prezentacji analnej (pokazanie zadu osobnikowi o wyższej pozycji w hierarchii), ma tam charakter działania przerzutowego (symboliczne podporządkowanie się). Zachowanie to jest rodzajem uspokajającej ceremonii kontaktowej i wywodzi się z pozy samicy zapraszającej do kopulacji. Czujesz się zagrożony? Chcesz uniknąć konfrontacji? Ziewnij. Z mlaskaniem i odwracaniem bym nie ryzykował. Umiar nade wszystko.

Tak więc ziewanie funkcjonuje także jako sygnał społeczny; „(…) może być prymitywną formą komunikacji niewerbalnej, ukazującej czyjeś myśli lub stan umysłu”[7]. W serii eksperymentów zaobserwowano ścisłą współzależność pomiędzy wysokimi wynikami w teście na samoświadomość i empatię a podatnością na zaraźliwość ziewania. Wysnuto hipotezę, że ludzie, dla których ziewanie jest zaraźliwe, mają wyższą samoświadomość i potrafią lepiej odczytywać myśli innych, obserwując ich twarze (na jej korzyść przemawiają wyniki badań mózgu techniką fMRI[8]).

 

„Ziewanie może w większym stopniu odzwierciedlać naszą naturę jako istot społecznych niż nasz cykl snu”[9].

 

Nawiązując w tym kontekście do słów Jennifer Akerman – szukając potencjalnych przyjaciół, ziewnij i zobacz, kto odziewnie w odpowiedzi.

Intryguje, że ludzie z osobowością psychopatyczną rzadziej „zarażają się” ziewaniem (ulżyło mi, ziewam z rozbrajającą łatwością). Oczywiście nie należy przesadzać z interpretacją tej tezy. Istnieje neurologiczna zależność pomiędzy cechami psychopatycznymi a zaraźliwym ziewaniem, jednak jeśli dana osoba nie ziewa, mimo że ty ziewasz, nie oznacza to jeszcze, że jest psychopatą. Dodam asekurancko – może oznaczać, ale nie musi. Dużo trudniej zarazić się ziewaniem od osoby obcej, do której nie mamy stosunku emocjonalnego[10].

Jeżeli ziewanie faktycznie służy głównie chłodzeniu mózgu, wówczas zaraźliwe ziewanie może być wywoływane przez ewolucyjny mechanizm utrzymujący czujność grupy. Kiedy u jednego osobnika mózg się przegrzewa, a jego efektywność spada, ziewnięcie wywołuje ziewnięcia u innych, co ma zapobiec tym samym objawom u pozostałych członków grupy. Kiedyś było to niezwykle ważne dla przeżycia, dziś jest tylko atawizmem przywołującym pamięć czasów, kiedy od nieustannej czujności zależało nasze życie. Potędze cywilizacji technicznej zawdzięczamy luksus zbędnego ziewania. Warto było?

Siła więzi ma w przypadku zaraźliwego ziewania tak wielkie znaczenie, że może oddziaływać również pomiędzy przedstawicielami różnych gatunków, na przykład między psami a ludźmi. Pies, najbardziej przekształcone przez człowieka zwierzę, do tego stopnia czuje bliskość ze swoim właścicielem, że może zarażać się od niego ziewaniem. Ze wszystkich zwierząt mających kontakt z Homo sapiens tylko u psa potrafimy osiągnąć taki efekt. Psy generalnie mają skłonność do zarażania się ziewaniem od człowieka, ale ziewają dwa razy częściej, kiedy obserwują swojego pana, a nie osobę obcą. Najwyraźniej także tu mamy do czynienia z emocjami.

 

Ziew charta perskiego.

Ziew charta perskiego. Photo by Pleple2000 (Own work) [GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html), CC-BY-SA-3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/) or CC BY-SA 2.5-2.0-1.0 ], via Wikimedia Commons

Według neurobiologów ziewanie może występować samodzielnie lub w połączeniu z przeciąganiem się czy erekcją członka (może to wyjaśniać dłuższy czas ziewania u mężczyzn). Nie mogę w tym miejscu pominąć teorii – wysnutej przez dr. Woltera Seuntjensa z amsterdamskiego Uniwersytetu Vrije – dowodzącej, że ziewanie pobudza seksualnie (konkludując, zakładam, że planując upojną noc lub po prostu w ramach gry wstępnej warto sobie ziewnąć). U szczurów ziewanie połączone z przeciąganiem się może wywołać erekcję. Ech, jako mężczyzna dodam, że u nas wiele rzeczy może wywołać erekcję. Dopiszę sobie po prostu do tej listy ziewanie i przeciąganie, by – na wszelki wypadek – w niektórych sytuacjach nie łączyć tych czynności (przykładowo: gdy wstaję po nudnym zebraniu). Ziewanie połączone z przeciąganiem się może bowiem sprawić, że w mózgu pojawi się większa ilość substancji odpowiedzialnych między innymi za ochotę na seks – dopaminy oraz serotoniny.

Z przytoczonych faktów wynika popularność wyjaśnienia, według którego ziewanie jest „spokrewnione” z przeciąganiem się i stanowi sposób na zwiększenie ciśnienia krwi, przyspieszenie tętna, rozciągnięcie mięśni oraz stawów w okresach przejściowych między czuwaniem a snem[i].

[i] Ackerman, op. cit., s. 94

Trudno jednak ukryć, że ziewanie jest zazwyczaj bardzo przyjemne. W jednym z badań określano przyjemność płynącą z ziewania na 8,5 w skali od 1 do 10. To niemal tyle co orgazm. Możliwe więc, że producenci filmów dla dorosłych robią fundamentalny błąd, kładąc nacisk na „akcję”. Tymczasem połączmy czysto cielesne spełnienie z ziewaniem, a może dane nam będzie doświadczyć überorgazmu?

Daleką odbyliśmy drogę od pozbywania się przesyconych dwutlenkiem węgla złogów powietrza zalegającego w płucach, przez elementy składające się na ceremonie behawioralne małp, do zagadkowych allomimetycznych zachowań człowieka. A przecież wciąż mowa jest o tym samym ziewaniu[12]

 

„A może głównym celem ziewania jest przypomnienie nam, jak tajemniczy są nadal ludzie, nawet dla siebie samych”.

(Matt Ridley)[13]

Kończąc, podzielę się pewnym skojarzeniem (trudno uznać to za refleksję). Napomknę po prostu, że ziewanie wydaje mi się szczególnie istotne w przypadku osób, którym doskwiera halitoza. Początkowo chciałem napisać „cierpiących na halitozę”, lecz przyjąłem, że zwykle to nie oni cierpią, lecz ludzie znajdujący się na wprost ich ust. Halitoza bowiem to zjawisko nieświeżego oddechu (od łacińskiego halitus, czyli „oddech”, i greckiego przyrostka -osis – „stan nieprawidłowy”). Przypadłość znana od dawna, obecnie dla wielu stanowi duży problem. Rozwój tej gałęzi wiedzy wskazuje, jak wielką wagę (chwilami graniczącą z obsesją) przywiązuje się do zapachu z ust. Już nawet nie chodzi o to, by oddech był świeży, coraz częściej oddech ma pachnieć, lecz dla odmiany przyjemnie. To trudne, ponieważ w jamie ustnej żyją setki gatunków bakterii o różnych preferencjach pokarmowych. Mikroby szczególnie upodobały sobie białka, a wśród chemicznych produktów rozkładu tych substancji trafiają się związki mocno cuchnące. Bakterie (zwykle beztlenowe) mogą wytwarzać siarkowodór – gaz o charakterystycznym zapachu zgniłych jaj; merkaptan metylu i skatol – obecne w odchodach; indol – stosowany co prawda w małych dawkach przy wyrobie perfum, w większych stężeniach cuchnący; kadawerynę i putrescynę powstające podczas rozkładu mięsa; kwas izowalerianowy, pachnący jak spocone stopy. Nic dziwnego, że woń ludzkiego oddechu bywa bardzo przykra. Halitoza w połączeniu z ziewaniem stanowi więc niebezpieczną kombinację.

 

Tak więc żyjcie kolorowo, ziewajcie zdrowo!

 

Autor: Krzysztof Pochwicki

Więcej o autorze można przeczytać tutaj: http://nowemysli.pl/zmalowalem-tekst-potencjalnie-drazniacy/

Korekta: Dorota Bury

 

 

Źródła grafik:

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/f/fe/]

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/e/ee/Chart_perski_f_ziew.jpg

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/d/d3/Sue%C3%B1o_(9215495371).jpg

—————————————————-

[1] Praca zbiorowa, Encyklopedia biologiczna., Agencja Publicystyczno-Wydawnicza Opres, Kraków 2000, t. XII, s.150-151.

[2] Może właśnie dlatego ziewanie można stłumić zimnym kompresem na czoło lub letnią temperaturą, która przekracza temperaturę ciała.

[3] http://www.newsweek.pl/nauka/zarazliwe-ziewanie-newsweek-pl,artykuly,286312,1.html (grudzień 2015).

[4] „Focus” październik 2008.

[5] http://www.focus.pl/sekrety-nauki/skad-bierze-sie-odruch-ziewania-12764 (lipiec 2015).

[6] http://www.staff.amu.edu.pl/~justynam/raport3.pdf.

[7] S. Platek, University of Liverpool [w:] J. Ackerman, Dzień z życia twojego ciała. Seks, sen, picie, jedzenie, marzenia, Gdańsk 2008, s. 94.

[8] Funkcjonalny magnetyczny rezonans jądrowy (ang. functional Magnetic Resonance Imaging) – wyspecjalizowana odmiana obrazowania rezonansu magnetycznego. Za pomocą tej metody mierzona jest hemodynamiczna odpowiedź ośrodkowego układu nerwowego. Od początku lat 90. XX w. fMRI stał się dominującą metodą obrazowania mózgu ze względu na niską inwazyjność, brak promieniowania jonizującego i stosunkowo szeroki dostęp.

[9] Platek, op. cit., s. 95.

[10] http://www.focus.pl/czlowiek/psychopaci-mniej-podatni-na-zarazliwe-ziewanie-12856 (2015).

[11] Ackerman, op. cit., s. 94

[12] Polecam bardzo ciekawy artykuł o ziewaniu: „Focus” 12/2003, s. 52.

[13] http://www.racjonalista.pl/index.php/s,14/t,7232 (2012).

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *