MENU
fot. z archiwum autora

Wiersze, które wiedzą lepiej – poezja Szymona Florczyka

px

Skreślony. Rozdział I – opowiadanie Lecha Brywczyńskiego

19 kwietnia 2017 Comments (0) Views: 500 Czytam, Poezja

Z pokłonem – poezja Marioli Grabowskiej

znaleźne

landszaft uratowany ze śmietnika

z obtłuczoną ramą ledwie się trzyma

fidrygałków w rogach

na popękanej szybie ktoś obcy

przybił tłuste ślady palców

 

pomiędzy nimi dziewczynka i wiatr

wygładza falbaniasty fartuszek

utrefione pukle kadrują słodycz

pół obrócona do strumienia patrzy

trochę strachliwie może

całkiem obojętnie

kolorowe liście znieruchomiały na wodzie

 

tylko słońce tu zachodzi

niezmordowanie wysyła różowy blask

 

przez rysy przez kubły

nie w porę

przez czas

 

 

Wikcia

nosiła wzorzyste chustki zawiązane pod brodą

giemzowe rękawiczki i pantofle z guzikami

lis na kołnierzu wytrzeszczał szklane oczy

 

pierwszego września trzydziestego dziewiątego

poszła zrobić trwałą ondulację

bo jak to wojna a ona taka nieuczesana

 

skończyła pięć klas powszechniaka

uparcie bułka pisała przez ó kreskowane

potrzebowałam dużo czasu by to zrozumieć

 

pachniało u niej fajką dziadka

potem już tylko świeżym ciastem

nie wolno było skakać po otomanie

 

w książeczce do nabożeństwa

dziewczynki miały równiutko złożone rączki

hostia broczyła szkarłatną krwią

 

nie dożyła moherowych beretów

 

 

indolencja

miejscowi mówią kozusyna

w tym jednym słowie więcej poezji

niż wierszoklecie utkać się uda

ze słów wymyślnych

szmaragdów jodeł świerków nieulękłych

żółci rudości co wkradają się jak szabrownik

wieszcząc buków czerwienienie

przetykany srebrzystą osiką i wyblakłym modrzewiem

dywan kilim kobierzec przecudnej urody

a tu – kozusyna

i nic dodać

 

tuż pod siwoszarym niebem na skrawku łąki

pasie się krowa

jak ona tam wlazła tak wysoko myślę

po miastowemu

 

aha

nie musiała z samego dołu

jak ja

 

 

z pokłonem

moja córka nosiłaby imię Maria

dumnie jak głowę w koronie

 

z płowych warkoczy żniwny wieniec

ciąży ku ziemi garbowanej piętami

nim zlecą się szpaki rozdziobać ziarno

 

rosochacieje struga pątników niecąc obłoki

nie wiadomo czy dojrzą

 

szczypie oczy i gardło

 

nie wiadomo czy kurz

 

 

bez nas

dni będą zupełnie inne

niż wszystkie doby

nawleczone na czas przeszły

 

zupełnie

które jednako zmaże dobre

złe i gorsze pomiędzy

 

będą

z ufnością jaką spragnionemu

niesie dźwięk perlących się fontann

 

szarzejesz dniu

co zadziejesz nim zdarzysz

 

 

tysiąc pięćset trzy dziewięćset

bo wszystko zostało już powiedziane tysiąc razy

i na milion sposobów

gdy sensy nie dają się zwabić w słowa

pożądliwie patrzę ku liczbom

śmieszny rym poezja cyfrowa

lecz/licz

ileż powabu ma liczba pierwsza

 

 

zbyt sentymentalne, wiem

naprawdę śmialiśmy się w głos

z byle czego

 

że budzik nie zadzwonił w niedzielę

piegi urosły przez noc

kto dzisiaj parzy herbatę

 

ale ci brzuch podryguje mówiłeś

nakrywając dłonią roztańczone

stokrotki na piżamie

 

nie odwracałam oczu

słowa zwijały się jak liście

woda w czajniku stygła po cichu

 

nie do wiary jakie to mogło być łatwe

 

 

fot. z archiwum autora

fot. z archiwum autora

Mariola Grabowska (Ania Ostrowska): Urodziła się na Podlasiu w rodzinie o pochodzeniu ani chłopskim, ani robotniczym, ani inteligenckim – w czasach, gdy było to dość niefortunne. Od ponad trzydziestu lat mieszka w Warszawie. Zawodowo związana z sektorem finansowym. Prywatnie matka dwóch dorosłych synów, sporo czyta, lubi mocną kawę i kolor zielony, nie znosi hałasu. Spontaniczna. Niecierpliwa. Od kiedy w 2007 roku odkryła w sieci portale literackie, stała się Anią Ostrowską. Próbuje sił w różnych formach, przeważnie krótkich. Spektakularnych osiągnięć brak.

 

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *