MENU

Wszystkie drogi prowadzą do miasta – poezja Elvisa Strzeleckiego

Imię to kolejna rzeka – poezja Bogumiły Jęcek

23 kwietnia 2019 Comments (0) Views: 298 Czytam, Poezja

wszystko jest mniejsze – poezja Lidii Ryś

w domu rodzinnym

wszystko jest mniejsze

niż zanotowała pamięć. pomiędzy

jedną a drugą ścianą odległość

na długość dwóch ramion. okno

prawie więzienne. bez krat

chociaż nie bez znaczących ograniczeń

toczyło się wówczas moje życie

maleńka lampka

nocna. szarość mebli

 i wyblakłych fotografii w zakurzonych

ramach. w ramionach trzymam

lalkę. wówczas niewiele mniejszą ode mnie

samej. nie zostawiano mnie często

bałam się długich cieni

rzucanych przez gałęzie

drzew. jedynie one urosły

na zewnątrz. podobno wszechświat

wciąż się rozszerza podczas gdy w domu

 rodzinnym coraz węższe wspomnienia

i coraz niżej muszę się pochylać

aby ucałować matkę

 

 

Dzień Ojca

siedzę przy łóżku w którym od ponad roku

mieszka mój ojciec. 1,8 metra kwadratowego

starcza za cały świat. dla coraz chudszego ciała

jest coraz więcej miejsca. również dla myśli

obkurczającej się pod ciężarem czasu. lekkość

bytu sprowadza się do funkcji wegetatywnych

układ współczulny staje się

coraz mniej sympatyczny. każdego dnia

zanika część kolejnej funkcji. już tylko liniowej

coraz więcej miejsc zerowych na wykresie

życia. dochodzącego do limes

nie mogę sobie przypomnieć wzoru

ze szkolnej tablicy. jeszcze nie kamiennej

jeszcze zjadamy razem świąteczne ciasto

jeszcze łączą nas wspólne sekwencje

kwasu deoksyrybonukleinowego

biegnące antyrównolegle

 

nie umiałam zapytać czy się boisz

nie rozmawialiśmy o śmierci

nie umiałam zapytać czy się boisz

teraz. kiedy śmierć zaczyna się

materializować. dematerializować ciało

chciałabym wiedzieć. jak bardzo

 żal ci zachodów słońca nad morzem

wspinaczek górskich. wszystkich

nieprzeczytanych książek. spotkań

rodzinnych przy wódce. tańców

 i  śpiewu. beztroskiej radości

nikt nie bawił się tak jak ty. zaraźliwie

i porywająco. od ciebie wiem jak dobrze

smakuje życie. niszczony chorobą

powiedziałeś pożyłbym jeszcze. a ja

wciąż nie wiem jak bardzo boisz się tato

 

  

dziedziczność

po Tobie mam kolor oczu i pewną niezgrabność

w okazywaniu czułości. chowam się

w pozornej obojętności. minimalizuję emocje

oswajam lęk przed utratą, co nadejdzie. to jedyne

jest pewne. czas zetrze bliskość, codzienność

i niedoskonałość naszej natury wyjdzie

na jaw. zapamiętam moją głowę na Twoim ramieniu

Twój niepokój o przyszłość i pomocne ciche wsparcie

 bezwzględną akceptację w każdej sytuacji

co zapamięta o mnie mój syn o tym samym

kolorze oczu i tej samej dziedzicznej niezgrabności

 

 

zagubienie

nie sposób się zgubić na Schiphol

chociaż jeżeli można gdzieś się zgubić

zawsze mnie to spotyka. błądzę więc bez paniki

wszystkie drogi i tak prowadzą do Rzymu

a szkoda. rzadko mam tam coś do załatwienia

i raczej nikt tam na mnie nie czeka

nie wiem, czy w ogóle gdzieś ktoś czeka

jeszcze na moje przybycie. wszyscy mają

swoje dzienne sprawy. nie widziałam

wpisu z moim imieniem w niczyim grafiku

od pamiętnego dnia, kiedy przestałam sprawdzać

czy gubię się na Schiphol

 

 

dojrzałość

coraz mniej czytam

smakowanie życia zajmuje coraz więcej

czasu. doba nie jest coraz dłuższa

za to coraz płytsze rozmowy z przyjaciółmi

przy winie. coraz mniej ontologii

więcej troski o zwyczajne jutro

pierwsze relacje z pogrzebów szkolnych

 kolegów. coraz częstsze zdziwienie

że istnieje śmierć również wśród nas

coraz mniej snów o miłości spełnionej

i niespełnionej. nadziei na inne życie

wiary w lepsze. jutro nadeszło

niepostrzeżenie. coraz mniej pragnień

więcej wspomnień w których przyszłość

była skomplikowanym równaniem

z wieloma niewiadomymi. przyszło nam się zmierzyć

z upływem czasu. nie tylko z jego biegiem

przechodzącym w spokojną przechadzkę

po tu i teraz

 

 

sąsiadka

oddech za ścianą brzmiał przez długi czas

obco. nie zakłócał mojego

snu. biegu myśli. wspomnień. marzeń

o jutrze. nie miałam wówczas

zbyt wiele. opowieści o sobie

nie nadawały się do dalszego przekazu

ani nie chciałam słuchać twoich. dni

mijały monotonnie. do czasu

przypadkowego dotyku na schodach

nie sposób było zbagatelizować. pragnienia

rozpychającego się bezczelnie. w receptorach

zapanowała fiesta. do dzisiaj

świętujemy pierwszy dotyk

 

 

prezent

na urodziny podarowałeś mi swój

czas. podwojony przepływał powoli

przez nasze ciała. wydobywał namiętność

już zapomnianą. niepotrzebnie. obudzona

uwodziła zmysły niespiesznie i mocno

padający deszcz zostawał na zewnątrz

w środku było jasno i ciepło. w lustrach

widziałam uśmiechnięte twarze. bezbronne nagością

czułości wydobytej z niespodziewanego uczucia

 

fot. z archiwum autora

Lidia Ryś: Poznanianka. Polonistka, ekonomistka, absolwentka Ecole Centrale de Paris i jeszcze kilku innych uczelni. Ukończyła kurs redakcji merytorycznej w warszawskim Studium Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek. Zbiera dyplomy jak kiedyś znaczki. Polskę i Europę przemierza rowerem. Zafascynowana Francją: jej językiem, kulturą i geografią. Na chleb codzienny zarabia na Poczcie Polskiej, a w wolnych chwilach z pasją zajmuje się redakcją i korektą tekstów. Z poznańską Fundacją „APJA” współorganizuje koncerty piosenek z tekstem i spotkania poetyckie. Pracowała jako copywriter dla wałbrzyskiego Radia BRW, tworząc spoty reklamowe.  Pisuje wiersze. Od lat bierze udział w spotkaniach i warsztatach poetyckich. Kilkakrotnie wyróżniona w konkursie poetyckim „Ogólnopolskie Literackie Spotkania Pokoleń” w Kobylnikach (2015, 2016, 2018), finalistka konkursu poetyckiego „Fala Poprzeczna” w Gdańsku w 2016 r.

 

 

 

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *