MENU

Święta – opowiadanie Krystyny Śmigielskiej

Poezja świąteczna w Nowych Myślach

23 grudnia 2018 Comments (0) Views: 508 Czytam, Opowiadania

Wigilia z Marylin Monroe – opowiadanie Bianki Kunickiej – Chudzikowskiej

Adam od dłuższej chwili stał w tej cholernej łazience z młotkiem w ręku i wpatrywał się w karpia, któremu wydawało się wszystko jedno czy będzie pływał nadal w tej niewielkiej akrylowej wannie, czy po niebiańskich przestworzach. Tak na marginesie to ciekawe, gdzie ryby idą po śmierci, a w zasadzie to chyba gdzie płyną? Wiadomo, że psy czy koty podróżują za tęczowy most, na drugą stronę tęczy, czy cholera wie gdzie jeszcze, ale ryby?! One nie mają głosu i pewnie nie mają też swojego miejsca, do którego trafiają po tym ziemskim, swojego bezkresnego oceanu, gdzie spotkają się ze swoimi bliskimi. Zresztą w wypadku ryby trudno mówić o kimś bliskim, gdyż jak można określić bliskość, gdy się nie zamieniło z nikim ani słowa, nie objęło, nie dzieliło życia, nie współczuło, a potem nie rozstało czy tęskniło? Pieskie życie mają takie ryby, a potem się jeszcze mówi, że ktoś jest zimny jak ryba. Co one winne, że je tak natura stworzyła, albo Najwyższy, bo tu zdania podzielone? Nieważne zresztą kto i tak mają przerąbane. I  jeszcze, żeby było mało, to przychodzi taki dzień w roku, ten sam, w którym jakiś idiota wymyślił sobie przed kilkudziesięciu laty jedzenie karpia jako powrót do staropolskiej tradycji, bo bez jego obecności na stole to przecież świętokradztwo. Ciekawe czy ktoś pytał o to, co sądzą na ten temat, dzieci? A karp, fakt, jego hodowla w Polsce ma długie tradycje, bo cystersi z okolic Milicza, z którego to przecież najlepsze karpie do dzisiaj, hodowali je od pokoleń, co by w czasie postu zapchać głodne brzuchy czymś co będzie choć trochę jadalne, skoro mięsa ni jak się przemycić nie dało. Jednak na Wigilię to karpia jadali co najwyżej Żydzi z tym ich karpiem po żydowsku, pływającym w gęstym, szarym, przesyconym cebulą sosie czy podawanego w galarecie. Gdyby te wszystkie dewotki wiedziały, że to żydowska tradycja to kto wie, a może sandacz, którego faktycznie jadano kiedyś na święta byłby w poważnym zagrożeniu. Ale karp łatwiejszy w hodowli, tańszy, to i w latach pięćdziesiątych wmówiono ludziom, że to tradycja, jak i wmówiono, że nad Bałtykiem to jodu dużo, żeby nikt za granicę nie tęsknił jeździć. To i karpiem postanowiono ożywić gospodarkę. Zakłady pracy obdarowywały swoich pracowników żywą rybą, bo tak szybciej i taniej, a i to szybko przekształciło się w tradycję kupowania karpia prosto z wody i uśmiercanie go dopiero w domu.

– I co ja mam z tobą zrobić, co? – zapytał głośno, wciąż wpatrując się w rybę, która podpływała do cieknącej z kranu wody, żeby zaczerpnąć powietrza.

Mężczyzna popatrzył na młotek i przeszedł go dreszcz. W zasadzie to on nie przypomina sobie nawet, żeby kiedykolwiek zabił muchę, a co dopiero ukatrupić to bydlę, które od wczoraj okupuje jego wannę, bo matka wpadła na pomysł, żeby mu je przynieść. Co go kropnęło z tym pomysłem, że Wigilia w tym roku u niego?! Żeby on jeszcze, kurwa, chociaż lubił smażonego karpia, a on nie znosi tego miałkiego mięsa, zalatującego mułem, z mnóstwem drobnych, ostrych ości, które tylko czekają, żeby z którymś kęsem wbić się w przełyk.

– I co ja mam z tobą zrobić, stary, może byś sam wyzionął ducha, a ja powiem matce, że cię ukatrupiłem, co? – ponawiając pytanie, bił się z myślami, w których kreował obrazy pozbawiania życia tego nieszczęsnego stworzenia.

– Weź odłóż ten młotek i nie pierdol – jakby nigdy nic powiedziała głośno ryba.

– O kurwa! – Adam zerwał się na równe nogi, wybałuszając oczy do tego stopnia, że mało mu nie wylazły z orbit.

– I weź tak nie klnij! Jak ty się w ogóle zachowujesz, wigilia w końcu, do cholery?! – powiedział karp męskim, basowym głosem.

– Słuchaj nie wiem o co tu chodzi, ktoś sobie tu ze mnie jaja robi, ale, żeby było wszystko jasne, mnie to nie rusza – mężczyzna niemal krzyczał, rozglądając się wokół czy nie ma gdzieś zamontowanej kamerki. Najbardziej go jednak przerażała wewnętrzna pewność, że to wszystko dzieje się naprawdę, bo przecież na własne uszy słyszał i oczy widział…

– Ty, a mógłbyś trochę zimnej wody dopuścić i daj mi jakiegoś żarcia, co? Przecież zaraz z głodu zdechnę – powiedziała ryba.

Adamowi ten pomysł wydał się tak niedorzeczny, że postanowił zignorować prośbę.

– Ile razy mam ci powtarzać, głodny jestem jak diabli, daj chociaż chleba, a najlepiej jakiś pęczak, kukurydzę, co tam zresztą masz – ponowił roszczenie zirytowany karp.

– Odbiło ci? Chyba nie sądzisz, że będę cię karmił, a może jeszcze pęczak mam ugotować nowemu pupilowi?

– A jeśli ci powiem, że jestem złotą rybką, co spełnia życzenia?

Mężczyzna, pomimo szoku, w jakim wciąż tkwił, roześmiał się w głos.

– Złotą rybką? Ha ha haaa, to żeś dał stary! Ty siebie widziałeś?

– Nie, no wiesz facet, przecież jestem zwykłym karpiem, który w obliczu śmierci dostał daru języków od rybiego boga – zadrwiła ryba.

– Proszę powiedz, że to się nie dzieje naprawdę! Ja gadam z rybą, a w dodatku z wielkim tłustym karpiem, który chciałby być mała, złotą welonką – śmiał się histerycznie mężczyzna.

– Dobra, dość tego! Przynosisz to żarcie i zastanawiamy się nad życzeniami czy czekamy, aż fiknę z głodu, a następnie moje zwłoki skonsumuje twoja rodzina, biesiadując wspólnie dziś wieczorem?

Adam, pomimo, że zarówno zdrowy, jak mu się dotąd wydawało, rozsądek, a także honor znacznie mu utrudniały wykonywanie poleceń pokrytego łuskami stworzenia, wyszedł do kuchni. Otworzył dużą puszkę kukurydzy kupionej do sałatki i zaczerpnął garść. Następnie wszedł do łazienki rzucając kolejno ziarna. Tym razem karp, z widocznym oporem, udając obojętność, a w rzeczywistości wygłodniały do granic wytrzymałości, przełamywał honorek i nabierał pyskiem żółte kęski.

– Dlaczego ja – zapytał mężczyzna?

– Bo tak, przypadek, nie jesteś wybrańcem jeśli o to pytasz– odpowiedziała ryba połykając kukurydzę.

– Szkoda w sumie.

– Co to znaczy? Dlaczego szkoda? – zapytał karp.

– Bo to by znaczyło, że coś dla kogoś znaczyłem, że jest jakaś wyższa siła i może jednak nie jestem nikim, nieważnym ogniwem w tym porąbanym świecie…

– Nie przesadzasz trochę? Skąd niby miałbym wiedzieć o tobie? Wyłowili mnie z wody jak inne ryby. Tak się złożyło, że trafiłem się twojej matce, która koniecznie musiała kupić żywą rybę, a potem to już wiadomo, przytargała mnie do ciebie. W sumie to i miałem szczęście, bo w innym domu to bez pytania, mogliby mnie od razu zaciukać.

– No to co z tymi życzeniami? Ile ich mam, pewnie trzy?

– Nie, co za durny pomysł, dlaczego akurat trzy? Masz ile chcesz, skoro już się tu u ciebie pojawiłem i mam z tobą mieszkać to i życzenia będę spełniał.

– Jak to mieszkać? Oszalałeś, kurwa? Przecież nie będę mieszkał z rybą, co ja jakiś zboczeniec jestem?

– Nie zaproponowałem ci wspólnego pożycia tylko mieszkanie, a zresztą jak jesteś taki mądry, to mnie ukatrup mięczaku.

Adam zacisnął w dłoni młotek, ale wiedział, że nie ma szans na to, żeby teraz skrzywdził karpia, a już na pewno nie w momencie, gdy z nim rozmawia. Rozmowa jest rodzajem połączenia, niejako splata niewidzialną nicią. Dwie istoty przestają być sobie obojętne.

– To czego chcesz na początek? – przerwał mu rozmyślania karp.

– Cholera, nie wiem! A tyle razy zastanawiałem się o co bym poprosił, gdybym złapał złotą rybkę…

– No to dawaj. Kasa, kobiety, sława, bogactwo, mów co chcesz?

– E tam, po cholerę mi to? Albo nie, dobra, chcę fajki, bo mam straszną ochotę zapalić – powiedział z niedowierzaniem mężczyzna, jednocześnie nie chcąc się ośmieszyć, a prośba o papierosy wydawała mu się najodpowiedniejsza.

– A jakieś specjalne preferencje? Jakie fajki? Jakaś konkretna marka?

– Nie wiem, obojętne.

– Grube, cienkie?

– Grube, normalne znaczy – odpowiedział mężczyzna.

– Zwykłe, mentolowe?

– Kurwa, zamknij pysk rybo, bo ręce opadają, chcę jakiekolwiek, byle od razu. A, no i dodaję kolejne życzenie: chcę, żebyś spełniając moje życzenia, nie zadawał durnych pytań tylko od razu je spełniał. Trochę kreatywności do cholery!

– No dobra, jak chcesz. Są w tylnej kieszeni w spodniach – powiedział obrażonym głosem karp.

– Ja pierdolę, pogrzało cię? Klubowe? Kto pali dzisiaj klubowe, przecież to najgorsze gówno wszechczasów?!

– Mówiłem! – powiedział karp z satysfakcją w głosie.

– Co mówiłeś?

– Żebyś precyzował.

– Dobra, to teraz chcę, żeby stanęła tu przede mną Marylin Monroe, w obcisłej sukience z różą w zębach – powiedział podekscytowany Adam.

– W tym momencie do pokoju wpadła seksowna aktorka, przygryzając różę.

– Dammit, what I’m doing here? – zapytała wybałuszając swoje błękitne oczy.

– Co, co ona powiedziała i dlaczego nie mówi po polsku?

– Bo nie jest Polką, to i nie mówi. Chyba nie dziwne, nie było życzenia, żeby po polsku…

– To chcę, żeby mówiła po polsku!

– Ok – karp cmoknął cicho.

– Matko, co ja tu robię? Kim Ty do diabła jesteś, dlaczego tutaj jest tak ciasno i brzydko? W dodatku co ta okropna ryba robi w wannie? – zapytała zszokowana kobieta nieco infantylnym,  piskliwym głosem.

– Pływa, nie widać? – rzucił mężczyzna i dodał: to czarodziejska ryba, spełnia życzenia.

– Chcę stad wyjść, natychmiast! Nie wiem o co chodzi, ale nie podoba mi się tutaj, ty mi się nie podobasz, ta ryba też mi się nie podoba. Chcę do domu! – wrzasnęła blondynka, kręcąc znacząco palcem przy czole.

– To mamy problem, bo ty nie masz domu, gdyż od dawna nie żyjesz – powiedział beznamiętnie Adam, patrząc jej prosto w oczy. Ta nagle wywróciła oczami, a następnie, mdlejąc, osunęła się w swojej złotej sukience na stare, nie zmieniane od piętnastu lat kafle.

– No jeszcze tego brakowało, żeby mi tu wykorkowała nieżywa gwiazda, ja chyba oszaleję. Zabieraj ją stąd! – powiedział wystraszonym głosem Adam.

– Może coś w zamian? Sophia Loren, Monica Bellucci? – prowokowała ryba.

– A mógłbyś już nie spełniać życzeń, bo to trochę wkurzające jest?

– Mógłbym, w zasadzie nie ma takiej konieczności.

– Albo nie, czekaj, wyczaruj mi choinkę, pięknie ubraną, żywą, do samego sufitu, a pod nią prezenty. Dla każdego coś pięknego, szczególnie dla dzieciaków siostry, bo nigdy mnie nie było stać. Wiesz, coś takiego super z reklam TV, żeby  aż piszczały z radości. O, a dla ojca jakiś porządny samochód. Albo nie, lepiej nie, bo się wystraszą, że kogoś okradłem, a przecież nie powiem, że mam czarodziejską rybę w domu.

Mężczyzna nie wytrzymał z ciekawości, wyjrzał z łazienki, żeby sprawdzić efekt czarów i zobaczył przepięknie wystrojone drzewko, zajmujące ponad połowę pokoju stołowego, gdyż jego mieszkanie nie należało do największych.

– Może ją nieco zmniejsz jednak, żeby stół się dało rozłożyć, co? – powiedział z wyrzutem, a drzewko zmalało.

– Marudny jesteś.

– Zamknij się, bo teraz proszę o najważniejsze, o prezenty. Dla ojca w takim razie sprzęt wędkarski, dla mamy…

– Coś konkretnie? – wszedł mu w słowo karp.

– Prosiłem chyba, żebyś nie pytał!

– No tak, ale ja nie umiem tego wyczarować, gdyż się na tym nie znam. Wiesz, sprzęt wędkarski nie leżał nigdy w kręgu moich zainteresowań.

– Po cholerę mi taka złota rybka, co życzeń nie umie spełniać?!

– Umie, tylko ma je spełniać, a nie wymyślać – obraził się karp.

– No dobra zostawmy to, potem poszukam w necie i pokażę ci co dokładnie masz wyczarować.

– A ty, czego byś sobie życzył?

– No, nie wiem, może lepszej pracy, samochodu, większego mieszkania, jakiejś porządnej, ładnej kobiety, ale bez przesady, żeby mnie nie zostawiła i najważniejsze, chcę spokoju, żebym się tak wszystkim nie przejmował.

– Jesteś pewien, że tego chcesz?

– Co to znowu za pytanie?

– No jeśli nie będziesz się przejmował to znaczy, że będziesz bez emocji, zabiorę ci uczucia.

– No to przecież nie zabieraj mi od razu całych uczuć, do cholery! – wkurzył się na dobre Adam.

– To precyzuj, bo gdybym cię posłuchał od razu, to zrobiłbym z ciebie robota z wnętrznościami, który nie czuje emocji i nawet byś nie umiał czy też nie chciał poprosić o ich wskrzeszenie z powrotem.

– Nie jesteś rybo łatwy we współpracy. A czekaj, przecież! Jedzenie mi wyczaruj! Rodzice i siostra ze szwagrem i dzieciakami przyjdą to niech sobie chociaż raz u mnie porządnie pojedzą. Barszcz chcę z uszkami, taki, żeby było dużo grzybów i piękny kolor, taki, jaki babcia za życia robiła. Chcę też śledzie, piernik, kompot z suszu, pierogi, o i grzybową, a co, niech będą dwie zupy. Jak szaleć to szaleć, niech sobie pojedzą za wszystkie czasy! A, i jeszcze jedno, całkiem bym zapomniał, przecież karpia chcę jeszcze!

– Jak to, jakiego karpia?

– No jak to, jakiego? Karpia się chyba na wigilię smaży, to i chcę przygotowanego do smażenia, na świeżo go podam, prosto z patelni. A teraz chcę zapeklowanego, w cebuli i przyprawach.

– Protestuję, nie ma takiej opcji! – żachnęła się ryba.

– Opcji to chyba nie ma raczej takiej, żebyś protestował, bo ty tu chyba jesteś od spełniania życzeń, o ile dobrze pamiętam?!

– Tego nie spełnię! Nie ma mowy! Nie uśmiercę dla ciebie karpia! To tak, jakbyś ty miał zabić człowieka!

– Chyba jest jednak drobna różnica, nie sądzisz?! – denerwował się mężczyzna.

– A gdzie, w czym ta różnica?

– Ryby nie gadają i nie myślą do diabła, nie czują!

– Ja chyba właśnie z tobą rozmawiam. W dodatku czuję, a dodam, że w tej chwili nie są to pozytywne uczucia…

– Ale ty nie jesteś normalną rybą!

– A spójrz na mnie, na co ci wyglądam, na tygrysa może?

– Pozory mylą, ty nie jesteś rybą!

– Zatem czym jestem Adamie?!

– Ty mi powiedz! Zresztą nie! Mam to gdzieś co masz do powiedzenia i czym jesteś! Na wigilię ma być ryba i koniec! Moja matka uwielbia karpia, ojciec uwielbia karpia, a i siostra z rodziną też. Moja rodzina będzie jadła u mnie karpia! Natychmiast ma się tu pojawić karp pokrojony w dzwonka! To jest do jasnej cholery tradycja, karp ma być dziś wieczorem na stole i koniec!

– Przykro mi, nie spełnię tego życzenia!

– Kurwa, przeginasz! Natychmiast masz spełnić to życzenie, a jeśli tego nie zrobisz, to przywalę ci tym młotkiem tak, że popamiętasz!

– Przypominam, że nawet muchy nie umiesz zabić i niepotrzebnie się unosisz, w końcu przecież nawet nie lubisz karpia.

– Nie lubię, nawet nie cierpię, ale to nie ma żadnego znaczenia! Nie o jedzenie tu chodzi. Jak niby ma być wigilia bez karpia, przecież rodzina by mnie wyklęła?

– Poproś o ich zdrowie lepiej, o pomyślność, co to ma za znaczenie czy zjedzą rybę czy nie?! – karp mówił to patrząc wyzywająco Adamowi w oczy.

– Już wiem skąd przysłowiowe stwierdzenie, że ryby nie mają głosu. Natychmiast wyczaruj mi tutaj pięknie wyfiletowanego karpia, albo ty sam wylądujesz dzisiaj na patelni! – powiedział mężczyzna ze złością.

– Wybraniec! Ty faktycznie jesteś małym, nic nieznaczącym człowieczkiem. Naprawdę, jesteś nikim! Ty powinieneś zginąć i wy, wszyscy ludzie, bo nie jesteście w niczym lepsi tylko wykorzystujecie swoją władzę!

Mężczyzna poczuł jak krew go zalewa i nie czekając długo, zamachnął się z całej siły, a następnie uderzył na oślep. Gdy uświadomił sobie to, co zrobił, dostrzegł, iż woda zabarwiła się na różowo i przyozdobiona byłą szkarłatnymi stróżkami, które niczym wstążki wiły się wokół bezwładnie unoszącego się na wodzie, rybiego ciała.

– Co ja zrobiłem, cholera?! Co ja zrobiłem?!  – mężczyzna upuścił do wody zakrwawiony młotek, klęknął w miejscu, w którym kilka minut wcześniej leżała Marylin i się rozpłakał.

Rybo, słyszysz? Karpiu, nie udawaj, przepraszam, nie chciałem! Pogadajmy, dam ci wolność, zwolnię cię z obowiązku spełniania życzeń, wypuszczę wolno! Słyszysz mnie? Słyszysz mnie, do cholery?! Rozkazuję ci ożyć natychmiast!!! Powiedz coś, cokolwiek, opowiedz mi coś o sobie, no mów coś, proszę… – mężczyzna szlochał w głos, wyciągając zatyczkę z wanny.

Po wyjściu z łazienki znów zobaczył piękną, ogromną choinkę. Nigdy jeszcze takiej nie miał. Światełka migały radośnie, a zapach świerku roznosił się w całym domu. Pod choinką leżało kilka prezentów, widocznie karp sam, z własnej inicjatywy wyczarował część z nich, pewnie głównie dla dzieciaków. W kuchni, na płycie stał wielki gar czerwonego, aromatycznego barszczu, obok niego ogromna miska starannie, wręcz wzorcowo ulepionych uszek. Dzbanki z kompotem z suszu ustawione w rządku pod oknem wyglądały niezwykle apetycznie, a obok nich stały blachy z pięknie wyrośniętymi i wypieczonymi ciastami. Adam jednak jakoś dziwnie nie miał na nie ochoty, pomimo, że niczego od wczorajszego wieczoru nie jadł.

Przyniósł z łazienki karpia, odciął głowę, wypatroszył, przyglądając się chwile balonikowi z pęcherza, i natarł solą, żeby odszedł śluz. Zmywając po chwili sól pod bieżącą wodą, oczyścił rybę z łusek, które były wyjątkowo złote. Pokroił karpia w dzwonka i włożył do miski, przekładając cebulą, skrapiając delikatnie cytryną i zalał mlekiem z przyprawami, jak to zawsze robiła matka.

Wieczór był piękny, a rodzina zachwycona przyjęciem. Wszyscy byli dla siebie niezwykle mili i składali sobie życzenia. Dzieci aż podskakiwały ze szczęścia widząc tak okazałe drzewko oraz pięknie opakowane prezenty. Dorośli pochłaniali przygotowane potrawy, sądząc, że są dziełem Adama. Smakowały chyba nawet lepiej niż te, które przyniosła mama i siostra. W całym domu roznosił się zapach choinki, cynamonu, grzybów, pieczonej ryby i ciast.  Najbliżsi pochwalili Adama szczególnie za to, jak przyrządził karpia, twierdząc, że tak pysznego jeszcze nigdy nie jedli, że ma wyjątkowy smak. Mężczyzna zachęcony tymi słowami, nieco wyluzował i sam się skusił na kawałek. Ryba rzeczywiście była pyszna, rozpływała się w ustach, niezwykle delikatna, po prostu wyjątkowa. Po kolacji, gdy wszyscy rozpakowali prezenty, pośpiewali kolędy, a wieczór dobiegał końca, siostra i szwagier z dziećmi zaczęli się zbierać do wyjścia. Rodzice jednak najwyraźniej jeszcze nie zamierzali wychodzić, mama krzątała się w kuchni. Adam cieszył się, bo nie chciał jeszcze zostawać sam. Tak rzadko maja okazję wspólnie poświętować. Nawet to, że pozostali poszli ucieszyło go, bo miło tak czasem posiedzieć z rodzicami, a szczególnie w takich wyjątkowych chwilach.

Usiedli wspólnie w pokoju, obok choinki, która przy zgaszonej lampie, wyglądała jak z bajki. Adam zaczął odpływać myślami, zmęczony po tym całym, niezwykłym dniu, W zasadzie nie docierało do niego, że to wszystko mu się naprawdę przytrafiło i powoli zaczął wierzyć, że to wytwór jego wyobraźni. Tym bardziej, że tak było znacznie wygodniej.

– Adasiu, synku, nie wiem czy to dobry moment, pewnie nie, ale żaden na to nie jest dobry, a to wyjątkowy wieczór i noc, wiec może zdarzy się cud, a nuż ktoś wysłucha próśb, da szansę…

– O czym mama mówi, bo nie rozumiem, co mama ma na myśli? – Adam przerwał kobiecie, czując jak serce podchodzi mu do gardła, i zerkając jednocześnie na ojca, który patrzył przed siebie, siedząc bez ruchu w fotelu, jakby bojąc się choćby drgnąć.

– No co ja ci będę owijać w bawełnę synku, chora jestem, bardzo chora. Raka mam – powiedziała  nie mogąc ukryć łez, pomimo, że wyraźnie chciała je powstrzymać.

– Mamo, ale jak to, skąd wiesz? Gadanie takie, przecież nie mówiłaś, że cię cokolwiek boli? U lekarza byłaś? Badania trzeba zrobić, będzie dobrze. Nie ma się co martwić na zapas – mówił, sam siebie pocieszając.

– Nie syneczku, nie będzie, trudno to mówić, ale zostało mi mało czasu, bardzo mało. Stwierdziliśmy z tatą, że powinieneś wiedzieć. Tobie pierwszemu mówimy, twoja siostra jeszcze nie wie, bo to i mało ma z tymi swoimi urwisami problemów? – matka siliła się na uśmiech.

– Ale przecież na pewno można coś zrobić! Na pewno się da! Musi!!

– Chyba cud jakiś musiałby się stać, ale cudów przecież nie ma kochanie – ciągnęła kobieta, a mokre stróżki spływały jej po policzkach.

To były ich ostanie wspólne święta, Wielkanoc spędzali już bez niej.

 

Autor: Bianka Kunicka – Chudzikowska

 

Bianka Kunicka Chudzikowska: przede wszystkim kobieta, potem wszystko inne co się z tym wiąże. Z wykształcenia plastyk i kulturoznawca. Pisze odkąd pamięta, a pamięta sporo, bo uważnie obserwuje świat i stara się rejestrować obrazy i dźwięki.  Przez pryzmat kobiecości podgląda i ilustruje życie z jego wielowymiarowością i paradoksami. Pisze o ludzkiej egzystencji, jej kontrowersjach i ułomnościach, starając się dotykać również tematów trudnych, które pomimo ich warczenia, próbuje oswoić. Od zawsze mówi, że kocha słowo, a niekiedy nawet… z wzajemnością.

Jest autorką tomiku poezji „Pobrudzone Szminką” oraz powieści „Najprawdziwsza Fikcja”.

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *