MENU
Dorota-Czerwińska-foto2

Anioły czasem płaczą – poezja Doroty Czerwińskiej

fot. z archiwum autora

Z pokłonem – poezja Marioli Grabowskiej

12 kwietnia 2017 Comments (0) Views: 301 Czytam, Poezja

Wiersze, które wiedzą lepiej – poezja Szymona Florczyka

lśnienie

wystygła kawa. gwiazdy toną

w kwarcowym lustrze, wyciętym z czerni

jak otwarte okno. świerszcze brzęczą, wyczekując

drgnięć pod taflą.

 

możemy niemal zetknąć dłonie; w pustce pomiędzy

rodzą się myśli, przepływają tysiące węzłów

i giną w okach sieci.

 

potem klik i horyzont maleje do punktu

na mapie bez współrzędnych. jak duch

rozpływasz się w obwodach.

 

w mroku majaczy tylko

szklany poblask spod półprzymkniętych powiek.

 

 

Róża pustyni

usypana z piasku

w ostre i nieregularne wzory

 

dotknij

 

płatki miękną

nasiąkając krwią

 

 

szklenie

mimochodem

wszedłem jak w kontur

porannego chłodu

rzeźbionego w błękicie

 

stygnąc do nagiej tafli

język śni własne

bezcielesne słowa

skrapla na wargach

 

jestem

 

oczekiwaniem

aż rozpuszczona tasiemka widnokręgu

zatoczy łuk

do siebie

 

do ciebie –

wciąż pochylonej nad zboczem barków

koroną liści

obejmującej skronie

szeptem

pulsem spod ściółki stóp

 

w tym szkleniu najbardziej jesteś

spokojem

że poza sobą niczego nie potrzebuję

 

 

Czarownica

kiedyś wypuszczę na wolność

wszystkie burze zebrane pod płaszczem

pierzchnę przed nimi za każdą rzekę

 

zamieszkam w niewielkiej chacie

pośród leśnych ostępów

stanę się czarownicą

 

każde rozszeptane imię

uwiężę w bezwładnym ciałku

lalki

posadzę równiutkim rzędem

ponabijam igłami

a w takiej ilości

że sama się w kłębek przemienię

i już nie będzie miejsca

które by pamiętało

 

wieczorami na dzikiej polanie

będę śpiewać potępieńcze pieśni

i radować się brzmieniem echa

spadającego na pulsujące skronie

jak zimne krople deszczu

obrysowujące wątłą sylwetkę

na tle łuny dogasających ognisk

 

zaś nocą

ćmy zbierać z pajęczyn

przeżuwać pustymi dziąsłami

 

lecz jeszcze dzisiaj

zasieję wiatr

i parząc palce wśród ostów

zbiorę zapasy na długą zimę

 

 

Płaszcz

Pewnego dnia stwierdziłem, że znów jest mi zimno.

Wypożyczyłem więc płaszcz i wsunąłem się ostrożnie.

Poczułem, jak mrowienie przenika skórę, dociera

do płuc, rozwiera usta, zmusza do zaczerpnięcia

i zwrócenia oddechu.

 

*

 

Zadomowiłem się w nim. Dopasowałem kroje,

by nic nie uwierało, szorstkie swetry starły się

o wnętrze. Nosiłem go niczym skórę. Topił śnieg

na barkach, dźwigaliśmy chmury, wiatr

szarpał, a ja kurczowo ściskałem poły.

Niemal zapomniałem o zwrocie, a przecież

zbliżały się ciepłe dni.

 

Poczułem się jak złodziej albo

zabójca płaszczy. Rzekłem więc zawstydzony:

 

– Płaszczu, zrobię to tak,

że nic nie zauważysz:

proszę, oto wieszak

 

– a on stał w lustrze

i nawet nie drgnął.

 

 

Filiżanki

mały kwadratowy stolik

obrus w szachownicę

dwie filiżanki z porcelany

 

ty mnie ja tobie

wrzucam kostki cukru

proszę dziękuję stuk stuk zabawne

ust nawet nie maczamy

mdły napój się przelewa

 

więc suną spodki wlewowprawowlewo

staramy się nadążyć by zasłonić plamy

resztę zakryję rękawem ty wygładzisz obrus

z pewnością zgramy się jak zwykle

bez jednego słowa

 

stuk stuk łyżeczka

ja też poproszę

zabielę mlekiem

po czym zamieszam

gdy myślisz że to wróżby i jakaż sztuka czytać wzory

 

twoja serwetka

i poproszę dialog

 

czy jeszcze cukru?

Stukdzyń o podłogę

wstajeny obrót

wypij flaszkę perfum

ja złożę origami

obrót siadany

 

stukstukstuk

stuk

stukstukstuk

 

– ts

 

podążam wzrokiem za srebrną nitką

a tam wykwita wilgotny pączek

choć może jest to główka szpilki

można by wyjąć i zajrzeć na dno ale

 

dziękuję

czas na–m–nie dokończyć kawy

 

 

pieśń sorgo

żar ostrzy piasek. czerwień

odcina błękit. sylwetki kobiet

stapiają się z linią horyzontu.

 

odgłos żaren.

 

suchy wiatr tnie kłosy sorgo. leniwy gwizd

wygładza taflę wody, szlifuje skórę

coraz cieńszą.

 

*

 

chłodne strugi zmywają ślady. bębnią krople

na wrzącej blasze. zapach wilgoci

i rdzy.

 

czerń jak bawełna

otula ciało. pod stopami

 

kruszywo ze startych gwiazd.

 

 

ERROR

ogłaszam stan wyjątkowy

otóż

 

w centralnym punkcie nieba

wyświetlił się gigantyczny napis

BŁĄD RZECZYWISTOŚCI

 

BŁĄD RZECZYWISTOŚCI

proszę wychodzić jak najszybciej

wąskim przejściem

pomiędzy planem a sceną

 

tam jest przygotowana mała czarna skrzynka

na takie wypadki które jak wiemy się zdarzają

na takie wypadki które jak wiemy się zdarzają

na takie wypadki które jak wie

 

powtarzam

uprasza się o natychmiastowe usunięcie podmiotu lirycznego

uprasza się o natychmiastowe usunięcie

 

 

echa

 

 

fot. z archiwum autora

fot. z archiwum autora

Szymon Florczyk: W pisaniu wciąż jestem nowicjuszem, szukającym własnego stylu, a najpewniej uciekającym od niego. Próbuję sił w muzyce i rysunku, co wpływa na formę wierszy, dla mnie równie istotną, co treść; ta często bywa dla podmiotów introspekcją. Mieszkam w Krakowie, w sieci związany poprzez recenzenckie hobby głównie z portalem Herbatka u Heleny, a po więcej zapraszam do wierszy, które wiedzą lepiej.

Tags: ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *