MENU
Marcin-Sobiecki-foto2

A jednak próbuję – poezja Marcina Sobieckiego

Malwina-Makola-foto2

Zawsze – poezja Malwiny Makola

8 maja 2017 Comments (1) Views: 503 Czytam, Opowiadania

Wielkie, czyste, prawdziwe – opowiadanie Tadeusza Krzysztofa Knyziaka – ps. art. „Coobus”

pxCiągle jeszcze wybudzała się z sennej zadumy. Z optymizmem wchodziła w kolejny dzień, światłem nasączającej się firanki. Za oknem cudowna biel. Całą noc sypał wyczekiwany od dawna śnieg. Okleił parapet, tchnął życie w poszarzałe bezlistne gałęzie, kokietował nieśmiałe promienie słońca. To światło cieszyło, pomagało oddychać, było muzyką. Może dlatego coś tam sobie zanuciła, przygotowując kawę. Na dzwonek zareagowała ze spokojem.

 

Uchylone drzwi odsłoniły roześmiane oczy Coby’ego. Nigdy wcześniej nie widziała go takim. Był jak jabłko dojrzewające w sierpniowym słońcu. Dobarwiony czerwienią.

– Wszystkiego najlepszego – usłyszała. Uchyliła drzwi szerzej. Nie była przygotowana na nieoczekiwaną wizytę, ale w takim dniu było to bez znaczenia. Coby nie wszedł, tylko wskazał za siebie, za swoje plecy.

– Chodź. Mam prezent dla ciebie.

– Jak, co, teraz… Prezent? Mam się ubrać?

– Narzuć coś, musimy podejść do furtki. Tylko na chwilę.

Wahała się przez moment, ale nie dała się długo prosić. Bo tak naprawdę nie było się czego bać. Mróz wydawał się przyjazny i niedokuczliwy.

Ustawiony na puchatej ziemi, czekał na nią śnieżny bałwan. Wielki, wielgachny, z prawdziwą marchewką zamiast nosa i starym garnkiem zamiast kapelusza. Stał i śmiał się do niej. Śmiał się razem z Cobym.

– Ty go zrobiłeś? Jeju, niemożliwe. Ależ on wielki! Dałeś radę sam?

– Sam. To prezent dla ciebie.

Też się zaśmiała, tak odruchowo, śmiechem głupawym i do niej niepodobnym. Nie bardzo wiedziała, co ma powiedzieć. Potem przyjrzała się zmęczonej, spoconej, rozognionej twarzy z odciśniętymi śladem szorstkiej zimy.

– Urodzinowy?

Przytaknął, w teatralnym niemal geście. Wciąż jeszcze animował i reżyserował to niecodzienne grudniowe przedstawienie. Oczy śmiały mu się jak małemu dzieciakowi. Gesty i ruchy rąk też były dziecinne i spontanicznie szczere.

– Nie pamiętasz. Nie szkodzi. To było jakiś czas temu. Zapytałem cię kiedyś, jakie masz marzenie, jaki prezent chciałabyś dostać. Twoje oczy, gdy odpowiadałaś, wchodziły we mnie, tak jak wchodzi teraz to słońce, roztapiały wszystkie nagromadzone tam zlodowaciałe skamieliny.

Nie do końca była pewna. Coś zaczynało docierać, przedzierać się przez gęstą ciągle mgłę. – Nie wiem… coś jakby… coś…

– Dobrze! – krzyknął. –Właśnie. To miało być COŚ!

I widząc w jej spojrzeniu wyraźne oznaki dezorientacji, dodał z wciąż rosnącym entuzjazmem: – coś wielkiego, jasnego, czystego, prawdziwego… Tak powiedziałaś, a moja pamięć to zapisała i obrysowała ramą, niczym cenny obraz. Chciałaś dostać od kogoś właśnie to – coś wielkiego, jasnego, czystego i prawdziwego. Nosiłem w sobie te słowa, setki razy powtarzałem je w myślach. Wrosły we mnie jak paznokieć.

Tak wiele znaków zapytania było w tym wszystkim. Słuchała oszołomiona. Nieodgadnione i szalone oczy Coby’ego troszkę przerażały, ale tylko troszkę. Bo były jednocześnie oczami szczęśliwego dziecka.

– Myślałem nad ranem, co by dziś ci podarować na urodziny. Nie miałem pomysłów. A potem… Jakby reżyserował to los. Niecodzienne, wyjątkowo jasne światło poranka przyciągnęło mnie do okna. Zobaczyłem najpierw nieskazitelnie czystą biel i już wiedziałem. Sam bym tego nie wymyślił, gdyby nie ten życzliwy los. Akurat dziś…

 

Stała wciąż w bezruchu, oszołomiona. Czy zauroczona? Trudno powiedzieć. Nie potrafił przedostać się głębiej przez wycofane enigmatyczne spojrzenie. Zadygotała lekko, co można było przypisać chłodnej aurze, odwróciła się i pociągnęła go za rękę do mieszkania. Zatrzasnęły się drzwi odgradzające ich od bajkowego zimowego świata. Przystawiła nos do firanki.

 

Bez pośpiechu porządkowała wirujące w chaosie myśli. – Coś wielkiego, jasnego, czystego, prawdziwego… – wyszeptała.

Kiwnął głową. Nie miał odwagi stanąć bliżej. I wtedy właśnie przebił się jeszcze jeden, ten najważniejszy w świecie promień słońca i trafił na śnieżnego ludka, tchnął w niego duszę. Coby podniósł głowę do góry i zawył do słońca, tak jak wilki wyją do księżyca. Tak nagle i spontanicznie, zawył po prostu. Chyba właśnie tylko tak umiał okazać swoją radość, swoje szczęście, swoją dumę z wykonanego dzieła. Chyba tak właśnie, a nie inaczej. Słońce obejmowało ramieniem już całe okno, a także znieruchomiałą sylwetkę, oprawioną do połowy w białe ramy.

 

Zanurzył się w niej po to pełne i nieograniczone niczym zapatrzenie, na jakie mógł sobie pozwolić tylko dziś, tylko tego dnia, w którym czuł się jego spełnioną częścią. Odszukał coś w pamięci. Wycofał na chwilę radość. Wyciszył jej krzykliwe oznaki.

…właśnie w tym oknie zmytym deszczem

właśnie w tym słońcu w tej koszuli

pragnę ci nadać życie wieczne

w świecie śmiertelnym

aż do bólu…

Ciche to były słowa. Ledwie słyszalne. Zarumienił się, a oczy dziewczyny przechwyciły wreszcie krążący wokół nich słoneczny blask, dopiero teraz tak naprawdę się rozjaśniły, ale też zamgliły zarazem. O nic już nie musiała pytać.

– To chciałaś dostać?

Pytanie uleciało w próżnię. Zawisło nad nimi przez chwilę i lewitowało przy całych swoich nadprzyrodzonych właściwościach. Czy o tym teraz myślała? I czy o takim właśnie prezencie myślała wtedy, tamtego niesprecyzowanego dnia? Tej nocy, nad ranem, ktoś poszukiwał jej w niespokojnym śnie. Stała się częścią tego snu i jego gorącą treścią. Przywołała myślami śnieżnego grubaska, ożywionego słonecznym oddechem, a przede wszystkim przywołała usłyszane strofy, fragmenty rodzącego się wiersza. Nie musiała wybierać, który z tych darów był tak naprawdę tym czymś. Czy ten śnieżny stwór, czy też niewielki zalążek poetyckiego zadumania, który jak biały płatek sfrunął przed chwilą wraz ze śniegiem. Odpowiedź nie wymagała słów. Kiwnęła tylko potakująco głową.

Ręka bezwiednie odnalazła jego rękę, wplotła się w palce, przejmując powoli przechowywany tam dotyk mrozu. Ten uścisk musiał wystarczyć za wszystkie inne odpowiedzi.

– Chodź. Kawa czeka.

 

Ekspres do kawy cichym szeptem zapytał go o zdrowie, potem o wiele głośniej wykrzyczał swoją radość ze spotkania. Coby był gotów odpłacić mu tym samym, ale już dość hałasu narobił. Przysiadł cicho i pokornie, czytając światło zebrane w cienkiej porcelanie.

– Bo wiesz… Malutka czarna kawa… – zaczęła, ale przerwała, odnajdując w jego oczach wciąż tę samą spontaniczną radość z dokonanego dzieła, i szybko zdecydowała, że nie będzie tego niszczyć niepotrzebnym słowem.

Bo miała zamiar powiedzieć, że malutka, czarna kawa, dzielona z kimś bliskim, też może być czymś czystym, jasnym, wielkim i prawdziwym. Nie wiedziała tylko, czy on potrafi to właściwie zrozumieć. Czy nie sprawi mu tymi słowami przykrości. Tak bardzo się starał, tak ciężką wykonał pracę. Tak często uśmiechem dotykał enigmatycznej mgiełki firanek.

 

Autor: Tadeusz Krzysztof Knyziak – ps. art. „Coobus”

 

 

fot. z archiwum autora

fot. z archiwum autora

Tadeusz Krzysztof Knyziak – ps. art. „Coobus”: Autor trzech tomików wierszy („Chwile”, „Światłocienie” i „Światłoczułe słowa”) oraz współautor ponad trzydziestu almanachów, antologii i wydań pokonkursowych ( również próbki prozy autora). Prezentowany w periodykach literackich. Publikuje pod pseudonimem artystycznym Coobus. W konkursach poetyckich zaznaczył swój udział wieloma nagrodami i wyróżnieniami. Zamieszcza wiersze w internetowych grupach poetyckich i na stronach literackich portali. Członek Stowarzyszenia Autorów Polskich, Grupy Literacko-Muzycznej Terra Poetica oraz Klubu Poszukiwaczy Słowa w Piasecznie pod Warszawą. W 2016 roku zespól rockowy Vüjekväsyl nagrał płytę opartą na wierszach Coobusa. Za sprawą konkursu poetyckiego na wiersz roku 2016 stał się honorowym członkiem Polish American Poets Academy na okres najbliższego roku.

Dorobek poetycki Coobusa można prześledzić na jego blogu archiwalnym: http://coby99.bloog.pl/

 

 

Tags: , , ,

Komentarze do Wielkie, czyste, prawdziwe – opowiadanie Tadeusza Krzysztofa Knyziaka – ps. art. „Coobus”

  1. Martape pisze:

    Piękne, jak piękne są Twoje myśli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *