MENU
Bundesarchiv, Bild 146-2005-0040 / Moschner / CC-BY-SA 3.0 [CC BY-SA 3.0 de (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/de/deed.en)], Wikimedia Commons

Strona życia i śmierci – poezja Elizy Segiet

fot. z archiwum autora

Ostatnia seria – poezja Sławomira Maszewskiego

2 sierpnia 2017 Comments (0) Views: 239 Czytam, Poezja

Trzecie przykazanie – poezja Jarosława Kapłona

Reemigracja

kupuję bilet mój głos dźwięczy stęsknionym tembrem

kto powiedział Polacy wracajcie do domu

kto za tym stoi zastanawiam się w jakiej sytuacji cię zastanę

te kilka tysięcy kilometrów autokarem jak wpłynie na mnie

może usiądę przy oknie zasnę a z góry nadleci cherubin

powie że zawiodły sumaryczne rozwiązania

wszystko wróci do punktu wyjścia odbierzesz mnie z biura rzeczy

znalezionych myślami będę już w domu przypomnę sobie

książkę o psie, który jeździł koleją czy zawyję z radości

 

 

Lotnisko

kilka zapewnień przez megafon i herbata z automatu

robi się o wiele smaczniejsza bardziej wyrazista

tkwimy tu już tyle godzin jakbyśmy nie wiedzieli dokąd iść

powracając jedynie myślami do miejsc

po których utracie człowiek zostaje bezdomnym

z biletami w dłoniach czekamy na głos z samej góry

na życie a ono za wielkimi szybami przemija

w głowie rodzi się coraz więcej pytań coraz więcej obaw

bo przecież moglibyśmy tu pozostać patrząc jak inni

odlatują ku światłu a my tkwimy w dużej klimatyzowanej sali

niczym umarli oczekujący na bezwarunkową propozycję

ostatecznie odgrywając te same scenki co żywi

z tym że w niezrozumiałym języku

 

 

Forpoczta

szeptanie do ucha jest jak czytanie gazety w myślach

zdania przestają cię zajmować przyłapujesz się

na braku koncentracji intymność nudzi się po jakimś czasie

to jakbym dotykał cię przez rękawiczki

za oknem ptaki zmieniają się w czarne punkty

w litery reklam w tarcze strzelnicze w widmo zamachu

niechcący znalazłem dziurę w poduszce

myślę jak cienka jest pościel od kiedy zamieszkujemy

w dużym mieście i zaczynamy wszystko od zera

magazynuję na skórze odciski palców krople potu

krew bo nikt nie trzyma ręki na pulsie dopada mnie światło

białe niczym księżyc kolejna myśl samobójcza

jakiś pośpieszny w telewizji ktoś mówi o nieślubnych dzieciach

i podrywają się żołnierze bataliony mężczyzn całe armie

tych młodych chłopców jest w tym jakaś tradycja

karmię kotkę o czwartej nad ranem kładę się obok ciebie

moja zmiana warty już się skończyła

 

 

Izolacja 

przygotowuję posiłek siadam przy stole nie obowiązują mnie

żadne konwenanse nasłuchuję kroków

choćby stuknięcia bądź odgłosu moja twarz odbita w lustrze

wygląda nieznajomo znów ją odtrącam nie rozmawiam ze sobą

dręczy mnie myśl o samotności w telewizji Tour de Pologne

siedemset innych stacji w których życie nie nabiera tempa

jabłko na półmisku pomarszczyło się straciło jędrność

księżyc zdążył już sześć razy okrążyć świat

a ja zamiast pisać wiersze stąpam twardo po ziemi

odliczam godziny jakby to był test nuklearny lub zapowiedz

zimnej wojny otwieram lodówkę światło wybucha

przy nodze pojawia się kotka jonizuje powietrze

głaszcząc ją poprawiam sobie samopoczucie

 

 

Potop

w kuchni pod zlewem pękł zawór i popłynęły wspomnienia

stare zabawki woda lała się jakby ujście znalazła rzeka

podstawialiśmy wiadra miski garnki aż przyszedł sąsiad

stojąc po kostki w wodzie przypomniał sobie dzieciństwo

starą szkołę w centrum miasta wielką kałużę i wojnę

między tymi ze wschodu a tymi z zachodu zapytał dlaczego

przekraczamy niewidzialne granice horyzontu i wyszedł

jak wychodzi się z domu po nim pojawili się inni

nieznani nikomu a wśród nich hydraulik który ujarzmił morze

za oknem zaświeciło słońce usłyszeliśmy ciepłe słowa

zdania o jasnej podbudowie z oddali dobiegała muzyka

rozglądaliśmy się za czymś co nazywa się suchym lądem

 

 

Po trzykroć

trzecie przykazanie to pamiętaj abyś dzień święty święcił

więc siedzę oglądam telewizję trzymam kciuki

za trzecią drużynę z ligi angielskiej kątem oka widzę

przez okno jak ludzie wracają z kościoła

ja zgłębiam definicję piwa Kraftowego w szczególności

browaru trzech kumpli pada już trzeci dzień

i trzeci dzień trwa głodówka Nadii Sawczenko

Bóg występuje w trzech osobach trzeciego dnia

stworzył ląd i rośliny trzeciego dnia zmartwychwstał Chrystus

w przeszłości byłem trzy razy laureatem konkursów

literackich zająłem trzy razy trzecie miejsce trzykrotnie też

upijałem się z tego powodu po trzykroć dziękuję żonie

za jej wyrozumiałość miłość i przymykanie oka

niewątpliwie szczęście które daje wraca w trójnasób

 

 

Wycieczka

a tyle mówi się: żeby nie wpuszczać obcych do domu

ostatecznie to nie Niemcy ani Rosjanie ani kolejny rozbiór

mówią naszym językiem nie przyszli z lasu

lecz przyjechali z miasta busem który zaparkował na podjeździe

opuszczamy ręce przyglądając się im podejrzanie

mamy już jednego weterana wojny dziadek

nieufny patrzcie mówi: a po chwili odwraca się i ucieka do lasu

zostawia nas samych co rusz kręcą się tu ludzie

z chustami to nie partyzanci nie Ukraińcy

nasi do których brakuje zaufania przez to szepczemy

konspiracyjnie dając sobie znaki żeby nie zasnąć całujemy się

po kryjomu lecz czyjaś obecność wciąż przeszkadza

przestrzeń którą zamieszkujemy to nie poligon

a pokój z dużym słonecznym oknem frontowym i widokiem na las

gdzie jest pies może śpi za domem lub zlekceważył obowiązki

i patrzy tępo w dal jak człowiek w niewoli

na zewnątrz słychać głosy ktoś zwołuje wszystkich do samochodu

wojna ustaje najeźdźcy odjeżdżają busem

z wywieszoną biała flagą

 

 

Uniwersum

kosmos kusi a ja milcząc stąpam boso po zimnej podłodze

okala mnie krajobraz nowej obrazkowej rzeczywistości

mógłbym pozasłaniać wszystkie okna zamknąć oczy by nie widzieć

jak od strony słońca atakują świetlne reklamy ich chwytliwe hasła

co na to pragmatycy i wizjonerzy co na to masy mam kilka pytań

na które oczekuję odpowiedzi najprawdopodobniej ci co polecą

na marsa już nigdy nie wrócą czy ich dusze zaznają spokoju

czy ich ciała przeistoczą się w kolorowe projekcje

patrząc na super księżyc tęsknię za matką za kinem Dedal

i książkami Lema przypominam sobie te wszystkie

skancerowane znaczki z wizerunkiem kosmosu

a mój mały krok dla ludzkości to lądowanie na ziemi

Zamojskiej i założenie rodziny

 

 

fot. z archiwum autora

fot. z archiwum autora

Jarosław Kapłon: ur. 1972r we Wrocławiu. Poeta.  Autor czterech tomów wierszy:

„Sprawy przyziemne”- 2012 „Grawitacja”- 2013 „Projekcja”- 2013 „Oswajanie chmur”- 2016. Współautor tomiku wydanego wraz z Marzeną Bruś „W miłości chodzi o wszystko”- 2015.

Jego wiersze ukazały się w almanachach pokonkursowych jak i w antologii

„Poeci Polscy 2016” (Pisarze.pl).

Laureat Ogólnopolskich Konkursów Literackich m.in. XVI Ogólnopolskiego i Polonijnego Konkursu Literackiego im. Leopolda Staffa. Jego teksty publikowane były w czasopismach takich jak; Migotania, Szafie, Nestorze, Ricie Baum, Interze, Wakacie, Zamojskim Kwartalniku Kulturalnym, Wyspie, Salonie Literackim, e-Tygodniku Pisarze.pl, Internetowym Magazynie Kulturalno-Literackim Szuflada.net, Kurierze Zamojskim, Śląskiej Strefie Gender, Magazynie Literackim, Obszary Przepisane jak również na portalach internetowych.

Obecnie mieszka i pracuje w Zamościu.

 

 

 

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *