MENU

Skreślony. Rozdział VII i VIII. – Opowiadanie Lecha Brywczyńskiego.

A gdyby zostawić nas w ciemności – poezja Anny Luberdy –...

13 maja 2018 Comments (0) Views: 173 Czytam, Poezja

Tkam swoją pieśń codzienną – poezja Stanisława Józefa Wasilewskiego

Dla  Ciebie

Mojej żonie, Beacie

 

Gdy siąpi letni deszcz

Jak teraz

A sierpień pod łopianu parasolem

 

Mokrą koszulę suszy

Płynę błękitnym wielkim żaglem

Od portu – ja

Do portu – ty

Szlakami wielkich wzruszeń

 

Gdy siąpi letni deszcz jak teraz

I szmerem srebrnym dzwoni

Po dachu domu tego

Który dla Ciebie budować chcę i muszę

Kocham Cię bardziej niż ten sierpień

Co pod łopianu parasolem

Mokrą koszulę suszy

 

 

Jesienią

Narwiańska jesień

Rzeką wzburzoną płynie

Wiatru pianę uwiesza

U zmęczonych końskich pysków

Cierpliwie orzących wrzesień

 

 

Jesień

Na mokrych spadochronach  nieba

 

Dni opadają wokół

 

Jesień odprawia  modły żałobne

 

W żółtych katedrach topól

 

Ścierniska dymią deszczem tkane

 

W ostatni zapach chleba

 

Wrześniowe wdowy łąk w milczeniu

 

Sierpniowych mężów grzebią

 

 

Moja wioska

Kiedy się urodziłem

moja wioska

była taka duża

Na jednym końcu świata

w Himalajach pagórków

stał czerwony kościół

a na drugim

wabiła zielenią Sahara

Za obronnymi murami zamku

miałem swój wodospad

Niagarę na Narwi

w pobliżu strażackiej remizy

i Rów Mariański

na polu sąsiada

W pępku świata

stał budynek szkoły

W dżungli skweru

smarkaci Indianie

zbierali do kołczanów

patyki

Teraz moja wioska jest maleńka

Gdy przyjeżdżam na wakacje

mogę ją wziąć w dłonie

 

 

Spojrzenie

Rzekę błękitu ujrzałem

Zakląłem i zląkłem się

 

Uciekłem by znowu wrócić

Po uśmiech słońca nad Narwią

Nizany perłami

Gdzie tatarak i mięta ust

Marzę o plastrze miodu

Z bożej pasieki

Szkoda że już jesień

 

 

Tkana pieśń

Tkam swoją pieśń codzienną

Z doświadczeń misternych strofek

Potknięć i niepowodzeń

O przemienność nieprzewidzianą

O drogę niewierną stopom

Choć przemierzaną stokrotnie

Talary srebrne biją

Jak Narew zamiarów wezbranych

Rozlana wiosenną powodzią

Moich zamysłów kalekich

W skarbonkach składam przegrane

 

 

fot. z archiwum autora

fot. z archiwum autora

Stanisław Józef Wasilewski: urodził się w Pułtusku, 05.01.1960 r. Lata dzieciństwa i młodość spędził w malowniczo położonej wiosce Gzowo, w gminie Pokrzywnica, obok której przepływa najpiękniejsza – nie tylko jego zdaniem – rzeka Mazowsza, Narew. Ojciec zabierał małego Stasia na ryby i bezpośredni kontakt z nadnarwiańską fauną i florą nauczył przyszłego poetę i ekologa szacunku do ojczystej przyrody. Zaczął tworzyć poezję, w której dominowały wątki poświęcone rzece Narwi, rodzinnemu siołu oraz miejscowym krajobrazom – niepowtarzalnie pięknym. Pierwszy wiersz, pt. „Wiosna nad Narwią”, napisał w 1978 r. Od tamtego czasu powiększył swój literacki dorobek do ponad dwustu wierszy lirycznych i niewiele mniejszej liczby fraszek.

Zawsze związany z rodzinnymi stronami, w 2013 r. założył Stowarzyszenie „Nasza Narew”, którego celem jest ratowanie ginących rozlewisk rzeki Narwi w powiecie. Jest autorem „Kącika Wędkarskiego”, który ukazuje się w lokalnych tygodnikach, takich jak „Tygodnik Pułtuski” i „Życie Żyrardowa”.

Od trzydziestu dwóch lat mieszka w Żyrardowie, gdzie jakiś czas temu związał się z Żyrardowskimi Wieczorami Literackimi, prowadzonymi przez Jerzego Paruszewskiego – podkreśla, że to także dzięki jego radom (jak również i innych, doświadczonych uczestników ŻWL) został laureatem wielu konkursów poetyckich: lokalnych oraz ogólnopolskich.

Czytelnikom antologii poezji ŻWL poleca swoje wiersze, z nadzieją na przychylność.

 

 

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *