MENU
Karol-Rawski-foto-4

Jesteśmy – poezja Karola Rawskiego

fot. z archiwum autora

Toczę bitwy o chwilę z Tobą – poezja Arkadiusza Wasilewskiego

11 lipca 2016 Comments (0) Views: 1170 Czytam

Tęsknię…

pxTęsknię. Wszędzie szukam twoich śladów. Chodzę tymi samymi ulicami. Zaglądam do naszej knajpki i zawieszam się, patrząc na obraz kopulujących ślimaków. Stoję przed witryną kwiaciarni, w której kupowałem dla ciebie kwiaty, i gapię się na białe lilie za szybą. Tęsknię.

Wiesz, po czym można poznać, że osiągnęło się stan tęsknoty odbierającej rozum? Wtedy gdy podbiegasz do obcej kobiety i zaglądasz w jej twarz, sprawdzając, czy to nie ty. Wtedy gdy dostrzegasz na ulicy w kobiecych sylwetkach twoje ruchy i gesty. Serce przyspiesza, wstrzymuję oddech i… Po sekundzie orientuję się, że zwiodła mnie pamięć, bo to ledwie marne podróbki tej gracji i swobody, z jaką się poruszałaś.

Tak, tęsknię. Jakie proste wyrażenie. Dopiero teraz nauczyłem się jego znaczenia. Staram się być oszczędnym w nazywaniu na głos emocji. I słusznie, bo wciąż na nowo okazuje się, że różne wyrazy mają inną barwę w zależności tego, wobec kogo padają.

Nie znałem dotychczas prawdziwego smaku słowa „tęsknię”. Teraz to uczucie pustki, braku, twojej nie-obecności wwierca się w moją głowę od poranka aż po północ. Już umiem to nazwać – ja, fetyszysta języka polskiego – tęsknię.

Nie jem, nie śpię, nie mogę się skupić. Ciało przesiąknięte dymem z papierosów jak gąbka nasączone jest tęsknotą. Wylewa mi się przekrwionymi oczami, czuję ją na języku i głęboko w gardle. Nawet dłonie mam pokryte tym zapachem. Tęsknienie skapuje z palców i wsiąka w betonowe płyty chodnika.

Patrzę na inne kobiety i doszukuję się fragmentów twoich zachowań. Tembr głosu usłyszany na upalnym dworcu w tłumie ludzi, który zatrzymuje mnie w pół kroku. Owal twarzy kobiety siedzącej przede mną w tramwaju, który przypomina twój profil. Błysk słońca w rozpuszczonych włosach. Śnieżnobiały uśmiech – taki sam jak pierwszego wieczoru.

Jak żebrak zbieram fragmenty skojarzeń, które choć na chwilę dają ułudę twojej obecności. Tęsknię. Tylko tyle.

Stoję na papierosie przed firmą i gapię się w miejsce naszego ostatniego spotkania po drugiej stronie ulicy.

Ktoś mówi: Nie możesz tak żyć. Ogarnij się. Poproś o pomoc.

Więc siadam na kozetce u specjalistki od takich przypadków jak ja.

– Zawód?

– Porno-grafoman.

– O, to ciekawe – mówi zupełnie niezainteresowana i zapisuje coś w kajeciku.

Patrzę zdziwiony na idiotkę.

– A gdzie pan publikuje? – ciągnie niezrażona.

Sam się sobie dziwię, że kontynuuję tę rozmowę, ale odpowiadam. W końcu to ona jest tu specjalistką.

– Najlepsza Erotyka. Taki portal w sieci.

– I da się z tego utrzymać?

Parskam w odpowiedzi śmiechem. Jeden zero dla specjalistki. Uśmiechnąłem się po raz pierwszy od kilku tygodni.

– No dobrze, co pana sprowadza? – pyta.

Słowa nasączone tęsknotą wyciekają ze mnie same. Słucha, ale nie słyszy. Nie rozumie.

Mam to w dupie. Po prostu muszę się komuś wygadać, bo inaczej zwariuję.

Ja – ten, który potrafi panować nad emocjami, ten, który zawsze jest opanowany i spokojny.

Ja – ten zarażający innych entuzjazmem, wulkan energii.

Ja – ten, który znów się nie uśmiecha, pogubiony w tym, co ważne i nieistotne, samotny.

Opowiadam. Niespełna godzina o tym, jak bardzo mi ciebie brakuje. Czterdzieści pięć minut o tym, jakim jestem patałachem i idiotą, że pozwoliłem ci odejść. Jedna godzina lekcyjna, w czasie której uświadamiam sobie, że wcale nie jestem skurwysynem, ale miękką fają.

Pani doktor nie-słucha z uwagą.

Na koniec wyciąga bloczek recept i z uśmiechem profesjonalistki wypisuje lekarstwo. Białe pigułki na tęsknotę – to się nazywa postęp medycyny. Kiedy jestem już w drzwiach, rzuca półgłosem, że chciałaby, żeby ktoś tak za nią tęsknił. Uśmiecham się smutno. Nie zdaje sobie sprawy z tego, co mówi.

Kolejny tydzień z kawą, papierosami i tabletkami.

Tęsknię nie mniej, tylko realność przestaje mieć ostre kontury. Przychodzisz do mnie w snach. Codziennie rano budzę się, szukając twojego ciepła obok siebie.

Na twojej półce już zdążył zebrać się kurz, a ja wciąż używam zielonej szczoteczki do zębów, gdy niebieska leży przed lustrem w przezroczystym opakowaniu – jak w jakimś pieprzonym sarkofagu. Kuchenka gazowa wciąż stoi nienaprawiona. Nie ma sensu. Bo ty już nie potrzebujesz tego zasranego piekarnika. Ty już nie wrócisz. Prawda?

Godzina za godziną wlokę się z coraz cięższą głową. Dni upływają na wspominaniu zapachu skóry, sposobu mówienia, śmiechu i łez, twojej elegancji, nagości, orgazmów i skupionego spojrzenia w czasie rozmowy. Katuję się obrazami wrytymi głęboko w umysł. Masochizm, który nie daje oczyszczenia i ulgi.

Na kolejnej wizycie specjalistka pyta, czy czuję zmianę.

– Tak, naturalnie. Dziękuję. – I tak postanowiłem, że odstawiam leki.
Siedzimy naprzeciwko siebie w milczeniu. Już nic nie mówię. Jest mi to obojętne. Ona zaczyna trajkotać o relacjach, związkach i emocjach. Bullshit psychologiczny wpychany w gardło niczym przeżuty burger z McDonalda – w końcu za to jej płacą.

Kobieta udaje, że wie, o czym mówi – ja udaję, że jej słucham. Rozmowa toczy się dalej.

Uświadamiam sobie, dlaczego znów tu przyszedłem.

W jej ruchach, postawie, sposobie mówienia jest do ciebie tak podobna, jakbyście były siostrami. Dlatego tak zaufałem.

Miałem wrażenie, że spowiadając się z mojej tęsknoty, w jakiś sposób połączę się z tobą i przekażę chociaż to, jak bardzo jest mi przykro. Dociera do mnie jak bezsensownym jestem zwierzęciem.

Pani doktor jest zadowolona z siebie. Siada na stole w tym swoim biurowym mundurku i zadaje pytania o porno-opowieści.

Odpowiadam kolejny raz, nie wiedząc czemu i po co.

– A więc to wszystko wspomnienia…? – zawiesza głos. Nie jest pewna, czy mówię prawdę.

– W większości – potwierdzam, jakby to miało jakieś znaczenie.

– A te kobiety…?

Reaguję zdziwionym milczeniem.

– Czy… Jakie były?

Nie wiem, co odpowiedzieć. Co za różnica? Były i tyle. Jakie to ma znaczenie?

Przecieram rękoma twarz. Mam dość. Mam dość pytań, prostych formułek, pieprzonych podobieństw między nią a tobą i tych subtelnych różnic, które sprawiają, że nigdy nie będzie nawet w połowie taka jak ty. Jestem zmęczony i samotny. Zaczynam się zastanawiać, czy przyjście tutaj miało jakikolwiek sens.

– Popatrz na mnie. – Słyszę głos pani doktor. Spoglądam, jak każe. Już wiem, czemu przeszliśmy “na ty”. Przez sekundę zastanawiam się, czy to nie jest jakiś rodzaj testu na seksoholizm, ale wątpię, by NFZ refundował takie usługi.

Stoi przede mną w samych pończochach, z rozpiętą bluzką i wyzywającym wyrazem twarzy.

Jesteście tak podobne do siebie… a jednocześnie tak różne.

– I co teraz? – wyrywa mi się z głupia frant.

– Zerżnij mnie, jak sukę.

Podnoszę się z fotela. Widzę, że jest nakręcona.

Nieznacznie porusza głową. Cholera, nawet tiki macie takie same. Rozchyla usta w przyspieszonym oddechu. Oczami wyobraźni widzę, jak podchodzę, chwytam za głosy, obracam tyłem i rżnę ją na stole od tyłu. Tak jak ciebie w moim mieszkaniu.

Sekunda. W której dostrzegam na stole wydrukowane opowiadania.

Wychodzę, kuśtykając, i trzaskam drzwiami. Ona nie wie tego, co powiedziałem tylko tobie: nie bawi mnie już bdsm.

Zatrzymuję się dopiero przy schodach na zewnątrz. Wymiotuję nikotynową żółcią i niestrawioną kawą.

– Potrzebuje pan pomocy? – Jakaś starsza pani pochyla się nade mną.

– Nie, dziękuję. – Odtrącam jej rękę.

Opieram się o ścianę, na której ktoś kolorową kredą nabazgrolił jednorożca.

Kurwa! Tęsknię za tobą.

 

Autor: Jerzy Zylber (BR)

 

Jerzy Zylber: Wydaje się, że psychopatą nie jest, jedynie przyswoił sobie część zachowań psychopatycznych, jako – w jego mniemaniu – właściwych. Jest nieufny, podejrzliwy, cyniczny, łatwo wpada w gniew, myśli dychotomicznymi kategoriami i sztywno trzyma się swojej wizji świata. Zawodowo brzydal i libertyn pełną gębą. W wolnych chwilach niszczy ludziom marzenia, a sobie humor. Znany z niekończącej się pogoni za doświadczaniem, odczuwaniem i obserwowaniem doświadczania innych. Z zamiłowania do przebieranek, do przykrywania pod maską sukinsyna wrażliwości wymykającej się w opisach świata. I do odkrywania spod maski wyrafinowanego i oddanego (choć krótkotrwale) kochanka nadętego bufona z silnym przekonaniem o własnej wielkości.

 

 

Tags: , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *