MENU

O tym – poezja Pawła Jasińskiego

Sny broczą w ciemności – poezja Weroniki Golbert

9 lipca 2018 Comments (0) Views: 65 Czytam, Myślę

Szwedką w oko – Marek Jastrząb

O definicjach, diagnozach zjawisk mówimy poważnie, jeżeli są zgodne z naszymi nastawieniami. Gdy potwierdzają żywione przemyślenia.

Lekceważmy je, spychamy do parterowego poziomu swojej ignorancji, kiedy są z nimi sprzeczne.

Powstają wówczas krotochwilne potworki w rodzaju sprawni inaczej.

W tym przypadku sprawny inaczej oznacza inwalidę DODATNIO NIETYPOWEGO: zdeformowanego w sposób pozytywny.

Termin ten nikogo nie dotyczy i niczego nie wyjaśnia, ponieważ ludzi takich nie ma: został odkuty z nicości przez językowego fajansiarza, który chciał jak najlepiej, lecz po drodze zbłaźnił się brakiem logiki.

Niezależnie od intelektualnej i hecnej próżni zawartej w owej definicji, problem nie obraźliwego, a jednocześnie precyzyjnego nazywania kalectwa jest ogromny, bardzo niewygodny i śliski.

Nieważne, jak nazwie się inwalidę, pełnosprawnym umownym, abstrakcyjnym przystojniakiem, współczesnym trędowatym kuśtykającym z kołatką lub niewidzialnym na niby: zjawiska tego nie uchodzi traktować w kabaretowym stylu.

 

*

 

Powiedzmy bez minoderii, otwartym tekstem, brutalnie i po ludzku: inwalida to też człowiek, a żaden człowiek nie lubi, gdy mu się podpowiada, że oddycha się powietrzem, a nie dwutlenkiem węgla;  że granat, to nie wykałaczka.

Lubi, gdy to, co mówi, jest przyjmowane z uwagą i na serio.

Lubi dowiedzieć się nie o tym, że cierpi i jest nieprzepisowo dorodny, bo o tym wie bez  szturchania, ale zamiast buńczucznych i wodewilowych uniesień o pomocy, którą się dla niego przewiduje za sto lat, chciałby otrzymać ją dzisiaj, chciałby pójść do czytelni, teatru, na koncert, już, teraz, natychmiast, pójść bez odświętnej okazji swojego Dnia Solidarności z Cudakiem.

Ma dosyć traktowania go niczym zapowietrzonego raroga, sprawiającego sobą NIEESTETYCZNY WIDOK,  jak wyrażają się wrażliwi na opak.

Pragnie pojawić się tam, gdzie chce się znaleźć, a nie tam, gdzie mu ZORGANIZOWANO jubel i zawleczono go na głupawą radochę; chce przybyć gdziekolwiek, bez obawy, że zostanie grzecznie wykopany i odwieziony do domu.

Nie domaga się zdawkowej litości, tylko jednakowych dostępów do życia w myśl dewizy: razem ze zdrowymi, a nie na ich plecach.

Uważa, że nikt nie powinien być sam, bezradny, zdany na własne, siły. Żaden chory człowiek nie może być skazany na syzyfową walkę z biurokratycznymi wiatrakami.

 

*

 

By zmienić obiegowe i krzywdzące zdanie na temat inwalidy, wystarczy go poznać.

Spojrzeć bez rezerwy, bojaźni, strachu. Dostrzec w nim nie tylko opakowanie i protezowe kłopoty, ale zapatrywania i ambicje. Jego zainteresowanie prawdziwym istnieniem, bogactwem i nieprzerwaną zmiennością form.

Wtedy można go zrozumieć. Przekonać się, że od zdrowych różni się tylko etykietką.

 

Autor: Marek Jastrząb

 

Tags:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *