MENU
Io, Ziemia i Księżyc w tej samej skali.

W księżycowy wniknąć chłód

Chemicals_in_flasks

Ależ wdepnęliśmy, czyli chemia wokół nas

22 lipca 2016 Comments (1) Views: 1174 Myślę

Stechnicyzowany świat

Media są chorobą na życie.

Blaski i cienie postępu technicznego

px

 

Technicyzacja współczesnego środowiska osobom starszym uniemożliwia znane im dotychczas funkcjonowanie w świecie. Gdziekolwiek jest nam dane być i żyć, otacza nas elektronika, różne nowinki techniczne: karty bankomatowe, bankomaty, komputery, czytniki, telefony komórkowe, kserokopiarki, DVD, mp3, GPS, smartfony, poczta elektroniczna, skanowanie, faksowanie, sms, puk, pin, nick…To słowa w nowej sferze działalności człowieka –cyberprzestrzeni – słowa, których do niedawna nie było w naszym języku. A dzisiaj są wśród nas, a my wśród nich.

Dla ludzi urodzonych nieco później, życie pozbawione techniki jest niezrozumiałe i wydawać się może nierealne. Dzisiejsi młodzi urodzili się już z „bagażem” techniki, jaki dał im świat. „Technologiczna głębia” – to określenie „procesu wiązania się człowieka z techniką, umożliwiającego wytwarzanie przemienionej przez technikę, innej w stosunku do naturalnej rzeczywistości człowieka”[1] – jest teraz naszym uniwersum. „Zagadnienie technologicznej głębi możemy przedstawić na dwa sposoby: jako swoiste przybliżanie się techniki do człowieka oraz, po drugie, jako poszerzenie się rzeczywistości stechnicyzowanej”[2].

Nasze życie „skupia się na technicznych i technologicznych kontekstach zmian kulturowo-cywilizacyjnych prowadzących od kultury mechanicznej do elektronicznej”[3]. Są to zmiany pokoleniowe, do których trzeba się przystosować. Nie są one obojętne dla prawidłowego funkcjonowania (a może choć polepszenia) bycia-w-świecie. Technika bowiem daje nam ogromnie możliwości, choćby w diagnozowaniu i leczeniu wielu groźnych chorób. Dzięki niej „(…) poszerza się zakres tego, co widzialne – przybywa nieustannie nowych porządków widzialności w nauce, kulturze i sztuce: od estetycznych bądź, użytkowych symulacji z komputera, poprzez laparoskopię, obrazy termograficzne, aż po ultrasonografię, tomografię komputerową,..”[4].

Możemy zatem widzieć to, co niewidzialne i słyszeć, co niesłyszalne. Dzięki technice możemy zobaczyć nienarodzone dziecko, rozpoznać jego płeć, usłyszeć bicie jego serca, a nawet, w razie potrzeby, może ono być poddane operacji, niekiedy ratującej życie jeszcze przed narodzinami.

Zdrowych, chorych, narodzonych i nienarodzonych otacza cyberprzestrzeń, jesteśmy wchłonięci w sieć informacji docierających do nas z każdej strony świata. Nie jesteśmy w stanie uchronić się przed naporem docierających do nas informacji, na które dawniej trzeba było czekać z niecierpliwością (na międzynarodową rozmowę telefoniczną trzeba było czekać… w granicach jednego tygodnia, był czas, że dziennik telewizyjny był raz na dobę, na jedynym dostępnym wówczas programie), a teraz wystarczy przycisnąć „guziczek” komputera, telewizora, „wystukać” numer telefonu i otrzymujemy potrzebne nam informacje.

Przykładem na tempo docierających do nas wiadomości może być katastrofa samolotu, kiedy wieści o tragedii docierają do nas niemalże zaraz po jego upadku. Ale tak wygląda współczesna stechnicyzowana rzeczywistość, technologiczna głębia. Ludzie żądni są wiedzy, bieżących informacji i nie sposób teraz już tego zmienić. Dla Krystyny Wilkoszewskiej świat porusza się już z niewyobrażalną szybkością:

 

Media elektroniczne wprowadzają nas w świat prędkości światła, do czego nasze zmysły nie są przystosowane. Sztuka mediów winna zatem wziąć na siebie zadanie przystosowania człowieka do odbioru w warunkach niezwykłych prędkości.(…) Media stają się protezami umożliwiającymi telewidzenie i telesłyszenie; dzięki nim widzimy, z kilkuminutowym zaledwie opóźnieniem, jak porusza się Pathfinder na Marsie.”[5]

 

Już samo nazwanie mediów „protezami” świadczy o niemożności obycia się bez nich. Niewątpliwie ułatwiają nam bycie-w-świecie. Kierkegaard powiedział, że „życie to jest choroba na śmierć”, a trawestując owo stwierdzenie możemy uznać, że media są chorobą na życie. Cytowana badaczka zauważa również niepokojące następstwa rozwoju techniki:

 

Nie żyjemy już, jako organizmy żywe, w biosferze, ale w sferze biotechnologii. Wedle Virilio, ideałem człowieka (zdrowego) staje się dziś inwalida, który za pomocą technologicznego wyposażenia przezwycięża swe ograniczenia. Różnica polega na tym, że niegdyś zewnętrzne wobec ciała protezy (okulary, kule), a następnie od zwierząt transplantowane organy zastępowane są teraz miniaturowymi aparatami-(elektro) technicznymi protezami.[6]

 

Można sobie wyobrażać człowieka, w którym większość organów jest sztuczna. Pozostaje jednak pytanie: „Gdzie kończy się moje ciało, a zaczyna środowisko? Czy aparaty są moimi protezami, czy też ja jestem protezą aparatury?”[7]Owa biologiczno-technologiczna korelacja wydawać się może słuszna, być może można mieć więcej „nie swojego” niż „swojego”, ale przy dzisiejszej technologii różnice mogą być już nawet niezauważalne.

Cóż wtedy dzieje się z tożsamością człowieka? Może trzeba kierować się tożsamością w ujęciu Locka, który napisał, na czym ona polega: „stale zmieniające się cząstki materii, które pozostają w życiowym związku z tym samym zorganizowanym ciałem partycypują w tym samym, nie mającym przerw, życiu”[8].

Dla kwestii tożsamości człowieka bardzo istotną składowa jest ciało. Jakie to ciało? Nie jest to ciało jakiekolwiek, przypadkowe – jest ono celowo zorganizowane (dopasowane). To zorganizowana, wyróżniona struktura, w obrębie której dokonuje się ciągła przemiana cząstek. Te cząstki są w relacji z całą strukturą zorganizowaną, a całość oparta jest na niemającym przerw życiu – na czasie.

Nie ma wątpliwości, że gdyby ktoś niewidomy miał możliwość wszczepienia implantu umożliwiającego mu widzenie, nie zastanawiałby się czy to „ja”, czy nie „ja”. Chyba każdy zdecydowałby się na implant. Takie pytania można mnożyć, np. czy osoba na wózku inwalidzkim zastanawiałaby się nad protezą umożliwiającą normalne poruszanie się? Na odpowiedź nie trzeba by również długo czekać w tym i wielu innych przypadkach.

Elektronika w medycynie jest ogromną nadzieją dla milionów ludzi „uwięzionych” we własnych czterech ścianach. „Medycyna, na przykład – zdaniem Welscha – miałaby nie tylko dostarczać leków na różne schorzenia, ale znaleźć w końcu remedium przeciwko śmierci. Dzięki nowej nauce i jej technikom ludzie będą mogli poznać wszystko, wszystko poprawić, wszystko urządzić wedle ducha. (…) Zaczęły się marzenia o tym, że na końcu nie będzie ułomnych ludzi, tylko czyste inteligencje”[9]. To co dawniej wydawało się utopią, zaczyna być postrzegana w naszym życiu jako realność, jesteśmy częścią cyberkultury i cyberprzestrzeni. „Elektronicznie możemy stać się równi nie tylko aniołom, ale nawet równi Bogu. (…) Marzenie nowożytności, marzenie gnozy i sen ludzkości o raju na ziemi zdają się spełnione teraz i w przyszłości w sztucznych rajach mediów elektronicznych”[10] – zauważa Welsch.

Dzisiejszy świat jest pełen sztuczności, nie wywodzi się on z rzeczywistości samej w sobie. Jesteśmy zanurzeni w postępie cywilizacyjnym: mamy prąd, uzdatnioną wodę, telefony, komputery, telewizję, radio… mamy wszystko, co wydaje się niezbędne do życia. Ale do życia dziś, jutro, a może za rok, za dwa lata elektronika pokona jakąś kolejną barierę, o której teraz nie wiemy. I nie wiemy też, że bez niej będzie nam już potem trudno żyć. Przecież kto raz zapali światło, nie będzie już chciał siedzieć przy wynalazku Łukasiewicza.

Odkrycia cywilizacyjne, „technologiczna głębia”, może zaburzają nam rytm życia, musimy bowiem uczyć się obsługi nowych wynalezionych artefaktów. Łatwiej jest przyjmować owe nowinki techniczne, cały bagaż elektroniki, kiedy człowiek ma od urodzenia do czynienia z zaawansowaną techniką, ale dla kogoś dużo starszego nawet pójście do biblioteki może być stresem. Człowiek starszy, nauczony korzystania z katalogu bibliotecznego sporządzonego na kartkach może zagubić się w bibliotece pełnej elektroniki, gdzie informację o książce musi znaleźć w katalogu elektronicznym. Dla osób młodych ta „niemoc” ludzi starych jest niezrozumiała, wręcz śmieszna.

Nasza stechnicyzowana przestrzeń dla starszego pokolenia wydawać się może przerażająca – wjazd na bezobsługowy parking, gdzie z jakiegoś urządzenia wysuwa się bilecik, a zapłacenie za postój następuje już przy innym urządzeniu. Nieumiejętność zachowania się w miejscach, do których wchodzi się przy pomocy wcześniej wykupionej wejściówki, którą trzeba przesunąć przez skaner, aby otworzyła się barierka umożliwiająca wejście. Postęp techniczny może mieć również negatywne skutki dla psychiki ludzkiej, „(…) coraz częściej obserwuje się narastanie postawy autystycznej w stosunku do otaczającego świata technicznego. Ludzie czują się w nim samotni, obcy, niezrozumiani, znudzeni. Jednocześnie integracja staje się coraz trudniejsza”[11]. Jak zauważył wiele, wiele lat temu Antoni Kępiński, ale – moim zdaniem- nie był w stanie przewidzieć aż takiego pędu cywilizacyjnego. Przykłady takie można mnożyć.

Młodzi nie wiedzą pewnie, że pralka automatyczna, taka zwykła prozaiczna rzecz nie jest w domach od zawsze. Pewnie nie wiedzą również, że kiedyś aby oglądać telewizję trzeba było wyjść z domu na przykład do świetlicy lub do sąsiada. Przeskok cywilizacyjny, jaki nam „zafundowała” elektronika jest nie do przecenienia. Nie ma dla nas znaczenia czy przedmioty, którymi jesteśmy otoczeni, są sztuczne czy naturalne. Dla nas ważne jest aby były, skoro mogą nam ułatwić życie. Ogląd wynalazków wydaje się relatywny:

 

Nasze lasy i łąki, na przykład, wydają się nam naturalne, są jednak wysoce sztuczne wobec puszczy trzeciorzędu – natomiast robią wrażenie naturalnych wobec dżungli wysokościowców na Manhattanie, która z kolei wydaje się naturalna w porównaniu ze sztuczną symulacją komputerową wielkiego miasta jutra.[12]

 

Czy jest to świat sztuczny czy naturalny, to jest jeden świat, w którym żyjemy. Nie powinniśmy oddzielać cyberprzestrzeni, w której funkcjonujemy, bo to nam się nie uda. Nie ma już takiej możliwości. Chyba że wyprowadzimy się, powiedzmy, w Bieszczady czy do puszczy amazońskiej i tam będziemy żyć z dala od cywilizacji, w całym znaczeniu tego słowa. Zapomnimy przede wszystkim o prądzie, który w tym ujęciu świata daje siłę napędową całemu byciu i życiu w nim.

Welsch zwraca uwagę, że nie da się oddzielić „świata sztucznego” od „świata naturalnego”, bowiem są one ze sobą silnie skorelowane:

 

Nie można mówić wyczerpująco o sztucznych światach, nie spoglądając zarazem na światy, z których tamte się wywodzą i które już wskutek pojawienia się sztucznych światów zmieniły się pojęciowo i rzeczowo. (…) Jak zmieniają się pod wpływem mediów współrzędne codziennego postrzegania świata lub jak działają na siebie wzajemnie rzeczywistość wirtualna i realna.[13]

 

Żyjąc w świecie realnym, a oddalając się przy pomocy sieci w świat „sztuczny” zapominamy o tym, co nas otacza, uciekamy od tego prozaicznego „tu i teraz”, a zanurzamy w wyimaginowanym raju, bowiem „szczęście nowych światów jest szczęściem dopełnienia, przewyższenia i oddalenia tradycyjnych pragnień. Z drugiej strony wiele momentów zwyczajnej rzeczywistości w konfrontacji ze światami elektronicznymi poddaje się zmianie i przewartościowaniu”[14]. W sieci nie trzeba „uciekać” wzrokiem, możemy w sposób niezauważalny zapanować nad emocjami, a poza tym mówimy to, co chcemy, albo to, co ktoś chce od nas usłyszeć. „Dokonując wyboru, zauważa Michał Ostrowicki, świata elektronicznego, człowiek wybiera świat, w którym może lokować myśli, wyobrażenia, umieszczać samego siebie lub prowadzić równoległe do rzeczywistego życie, egzystować”[15].

W sieci możemy udawać kogoś zupełnie innego (włącznie ze zmianą określenia swojej tożsamości, wieku, etc.), można założyć maskę. Możemy być tacy, jak tego oczekuje osoba po drugiej stronie komputera. Niewątpliwie zasada ta działa w obie strony, jest to relacja zwrotna. Nie jesteśmy tacy, jakimi się czujemy, tylko tacy, jak nas odbierają inni – ta zasada obowiązuje w normalnych kontaktach międzyludzkich: twarzą w twarz. Świat elektroniczny w takich kontaktach jest nieprzewidywalny. Ktoś nieświadomy zagrożenia z drugiej strony może odpowiadać na wszystkie pytania tego drugiego podmiotu, doprowadzając jednocześnie siebie czy swoich najbliższych do niepożądanych sytuacji. Słynna Sokratesowa metoda majeutyczna, jaką posługuje się ten drugi w sieci może stanowić dla nas zagrożenie.

 

Gwarantując anonimowość – konstatuje Ostrowicki – Internet tworzy obszar bez odpowiedzialności w kanale przepływu informacji. Brak tożsamości użytkowników zezwala właściwie na wszystko. Prawdopodobnie trudno by było wskazać podobnie stymulujące środowisko dla symulacji podmiotu. Anonimowość w interaktywnym środowisku może wyzwalać wyjątkowe, nieznane wcześniej dla samego podmiotu motywację i zachowania. Człowiek w efekcie zaczyna przebywać sam ze sobą w rozdwojeniu na ja wirtualne i ja realne.[16]

 

Brzytwa Ockhama nie jest tu nam potrzebna, musimy wymyślać, produkować i korzystać z bytów elektronicznych. Nie jesteśmy wszak w stanie się od nich uwolnić. Technika to także samopoznanie:

 

Technika wydobywa człowieka jak i świat, jest odkrywaniem, tworzeniem, pewnym roszczeniem wobec natury, która zachowuje przed człowiekiem tajemnicę i bogactwo, wyistaczaniem się świata. Człowiek wnika w naturę, przez co wydobywa świat i samego siebie. Zastaną rzeczywistość „ustawia” („nastawia” naturę – z jednej strony dążąc do wykształcenia rzeczywistości techniki, z drugiej objawiając się jako władający, przenikliwy i refleksyjny.(…) Człowiek sięga po technikę w coraz większym stopniu, natura przestaje być przedmiotem jego zainteresowań, człowiek przenosi uwagę na technikę.[17]

 

Czasami jednak zastanawiamy się nad zniszczeniami dokonywanymi w środowisku, a wynikającymi z „mnożenia bytów ponad potrzebę”. Zdarza się, że słyszymy informację o smogu unoszącym się chociażby nad miastem ojców filozofii. Nam samym do głowy by chyba nie przyszło, aby w takim przypadku zrezygnować z jazdy samochodem. Wówczas z pomocą przychodzi rząd ze swoim rozsądnym nakazem, aby jednego dnia w Atenach jeździły samochody z parzystymi numerami rejestracyjnymi, a drugiego z nieparzystymi. Opis zniszczeń wynikających z technicyzacji świata wymagałyby jednak odrębnej pracy.

 

Autorka: Eliza Segiet

 

 

 

Bibliografia

  1. Gwóźdź, Widzieć, myśleć, być. Technologie mediów, Kraków 2001.
  1. Locke, Rozważania dotyczące rozumu ludzkiego, t. 1, Warszawa 1955.
  1. Ostrowicki, Wirtualne realis. Estetyka w epoce elektroniki, Kraków 2006.
  1. Kępiński, Schizofrenia, Kraków 2001.
  1. Wilkoszewska, Estetyki nowych mediów, [w:] Piękno w sieci. Estetyka a nowe media, pod red. tejże, Kraków 1999.
  1. Welsch, Sztuczne raje? Rozważania o świecie mediów elektronicznych i o innych światach, [w:] Problemy ponowoczesnej pluralizacji kultury. Wokół koncepcji Wolfganga Welscha, cz.1, Wydawnictwo Fundacji Humanoira, Instytut Kultury, Poznań 1998.

[1] M. Ostrowicki, Wirtualne realis. Estetyka w epoce elektroniki, Kraków 2006, s.118.

[2] Tamże, s.120.

[3] A. Gwóźdź, Widzieć, myśleć, być. Technologie mediów, Kraków 2001, s. 8.

[4] Tamże, s. 9.

[5] K. Wilkoszewska, Estetyki nowych mediów, [w:] Piękno w sieci. Estetyka a nowe media, pod red. tejże, Kraków 1999, s. 22.

[6] Tamże, s.23.

[7] Tamże.

[8] John Locke, Rozważania dotyczące rozumu ludzkiego, t. 1, Warszawa 1955, s. 466.

[9] W. Welsch, Sztuczne raje? Rozważania o świecie mediów elektronicznych i o innych światach, [w:] Problemy ponowoczesnej pluralizacji kultury. Wokół koncepcji Wolfganga Welscha, cz.1, Poznań 1998, s. 168.

[10] Tamże, s. 168 – 169.

[11] A. Kępiński, Schizofrenia, Kraków 2001, s. 22.

[12] Tamże, s. 171.

[13] Tamże, s. 172.

[14] Tamże, s. 172.

[15] M. Ostrowicki, dz. cyt., s.33.

[16] Tamże, s. 51.

[17] Tamże, s.127.

 

 

Tags: ,

Komentarze do Stechnicyzowany świat

  1. Niki pisze:

    „– Czy Nianie sie rodza? Czy zawsze istnialy na swiecie? – Moze kiedys ich nie bylo. Ciekawe, jak wygladal wowczas swiat. – Oczywiscie, ze Nianie zawsze istnialy.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *