MENU

Julio Cortazar, czyli gra ze stereotypami – felieton Marka Jastrzębia

Archipelag islam – książka obowiązkowa

29 stycznia 2018 Comments (0) Views: 1395 Myślę

Stąpam po śniegu… i czuję gorący piasek pod stopami… – pisze Krzysztof Pochwicki

Wróciłem ostatnio, po latach, do książki, która swego czasu wywarła na mnie olbrzymie wrażenie. Pamiętam, że wówczas, czytając ją po raz pierwszy, często przerywałem lekturę, przymykałem oczy i wyobrażałem sobie poszczególne sceny. Przewracałem strony w przód, cofałem się, analizując wychwycone niuanse, konfrontując treść z posiadaną wiedzą. Potem pochłonąłem szereg innych tytułów. Pozycje popularnonaukowe, fantastyczne, sięgnąłem też nieśmiało do filozofii oraz opracowań z zakresu strategii. Z pewnością w jakimś stopniu autor tej książki, twórca zapadającej w serce oraz umysł fikcji, wpłynął na spektrum moich zainteresowań, w tym fascynację ekologią. Tak, to jeden z tych czynników, które niespodziewanie, w zagadkowy sposób zostawiają swoje piętno. Swoją drogą warto uważać, po co sięgamy za młodu, nie należy lekceważyć przyczajonej potęgi druku.

 

Książka, którą z taką ekscytacją wspominam, to Diuna Franka Herberta.

 

Przez minione lata uwodziły mnie zastępy dzieł innych autorów, w wielu przypadkach (o których może kiedyś wspomnę) z sukcesem. Diuna zajmuje jednak pozycję szczególną; wzbogaconą sentymentem, wzmocnioną sugestywną wizją ekranizacji (tej pierwszej z roku 1984, w reżyserii Davida Lyncha[1]). Uważam, że książka ta stanowi doskonały materiał do rozważań na wielu płaszczyznach. Kusi, by ją odkrywać, niezmiennie zaskakuje.

 

Poniższy tekst postrzegam jako przykład takiej wariacji intelektualnej. Pozwalam, by powieść podsuwała wątki, refleksje, i po prostu piszę. Wspieram się kapitalnym opracowaniem: Frank Herbert, Brian Herbert, Kevin J. Anderson, Droga do Diuny, Poznań 2015; wszelkie zaczerpnięte z tej książki fragmenty zaznaczam dalej jako: Droga do Diuny.

 

Frank Herbert (zm. 1986 r.) – amerykański pisarz science fiction – należy do postaci o barwnym życiorysie. Ukończył biologię na uniwersytecie w Seattle, po drugiej wojnie światowej pracował m.in. jako operator telewizyjny, fotograf, komentator radiowy, reporter i redaktor gazet, był również poławiaczem małży i degustatorem win.

Uważał poezję za szczytowe osiągnięcie ludzkiego języka, wierzył też, że science fiction jest jedynym gatunkiem literackim próbującym odpowiedzieć na pytanie, co właściwie oznacza być człowiekiem (Droga do Diuny, s. 16).

 

Zarys historii, pomysł, który stał się fundamentem całego nowego uniwersum, podsunęło Herbertowi życie. Nasuwa się wniosek: należy bacznie obserwować rzeczywistość, zalążki geniuszu często polegają na tym, by dostrzegać nowe w rzeczach pozornie banalnych.

 

W roku 1948 kilka agencji federalnych i stanowych skoncentrowało badania nad wędrującymi wydmami w miasteczku Florence (Oregon, USA). Nacisk położono na ochronę portu oraz rzeki Siuslaw – zagrożonych przez przemieszczające się masy piasku. Po dekadzie prac odkryto, przeprowadzając próby z ponad 11 tys. odmian roślin, że wydmy można opanować, stosując nasadzenia kombinacji gatunków, wśród których najważniejsza była europejska trawa nadmorska (niestety, autorzy nie precyzują która). Przypuszczam, że chodzi tu nie tyle o trawę, co o turzycę, konkretnie turzycę piaskową (Carex arenaria). Roślina ta rozrasta się w charakterystyczny, liniowy sposób za pomocą prosto rosnących, podziemnych rozłogów, wydających w regularnych odstępach pęd nadziemny (rozłogi mogą osiągać do 2 m długości). Na obszarach nadmorskich jest ważną rośliną pionierską, uczestniczącą w utrwalaniu wydm. Została zawleczona i naturalizowała się w Australii oraz Ameryce Północnej (USA: wspomniany Oregon, ponadto Delaware, Maryland, Karolina Północna, Wirginia).

 

 

Turzyca piaskowa (Carex arenaria)

Turzyca piaskowa (Carex arenaria)

 

Rysunek przedstawiający rozłogi turzycy piaskowej (Carex arenaria).

Rysunek przedstawiający rozłogi turzycy piaskowej (Carex arenaria).

 

 

Mniej prawdopodobny jest przedstawiciel rodziny wiechlinowatych, wydmuchrzyca piaskowa (Leymus arenarius), znana też jako wydmuchrzyca nadmorska. Z gatunkiem tym eksperymentowano m.in. na naszej rodzimej Pustyni Błędowskiej (wspomnę o niej w dalszej części tekstu). Wydmuchrzyca jest pospolita nad Bałtykiem, gęste bryły korzeni spowalniają wędrówkę piaszczystych gór Słowińskiego Parku Narodowego.

 

Profil wydmy piaskowej.

Profil wydmy piaskowej.

 

Na wydmach, zwłaszcza białych, pozbawionych materiałów organicznych, spotkać można głównie trawy, wśród nich ostatnią roślinę zasługującą tu na wzmiankę – piaskownicę zwyczajną (Ammophila arenaria)[2].

 

Korzenie piaskownicy zwyczajnej (Ammophila arenaria).

Korzenie piaskownicy zwyczajnej (Ammophila arenaria).

 

Diunie pustynia jest potęgą, z którą nie sposób walczyć. Piach, wiatr oraz skrajne różnice temperatur zginają karki hardych, łamią wolę uznających się za mocarzy. Cytując narratora dokumentu filmowego Piasek jest drapieżnikiem: „Piasek jest drapieżnikiem. Silnym, bezlitosnym, nieubłaganym”[3]. Czuję, że Herbert przytaknąłby zadumany. Piasek ma duszę. Jego monotonia, słoneczny skwar, wiatr ciskający w twarz twardymi drobinami, skalnym pyłem, dusi zmysły. Ciekawa jest etymologia tytułowej Diuny; słowo to oznacza rodzaj wydmy.

 

Fremeni, wolny lud – od ang. free men – zamieszkujący tytułową planetę Diunę (znaną też jako Arrakis) pokazują potęgę ludzkiego umysłu oraz determinację ludzi niemających nic do stracenia. Niegdyś wraz z rozwojem opowieści ulegałem rosnącej fascynacji Fremenami. Teraz dostrzegam w ich obrazie echa mitu „szlachetnego dzikusa” oraz idei, zgodnie z którą stan natury jest z gruntu dobry[4]. Za ostatniego niezepsutego przez świat człowieka cnotliwego (szlachetnego czy też dobrego dzikusa) uważał się, nie dostrzegając zresztą hipokryzji wynikającej z jego życia, Jean-Jacques Rousseau (zm. 1778 r.). Filozof ten przeciwstawiał dobrego z natury człowieka degradującej go cywilizacji; w fikcyjnej rzeczywistości Arrakis mamy antagonistyczne żywioły ludzkie: żyjących blisko natury Fremenów oraz zdegenerowany ród Harkonnenów (Härkönen to fińskie nazwisko; härkä to po fińsku „byk”). Hasła powrotu do natury stały się tłem propagowanej przez Rousseau koncepcji wychowania naturalnego, której zasady przedstawił w poemacie dydaktycznym Emil, czyli o wychowaniu (1762). Tekst ten rozpoczyna się słowami: „Wszystko jest dobre, co z rąk Stwórcy pochodzi, wszystko paczy się w rękach człowieka”. Fremeni realizują metodycznie rozłożony na pokolenia program stopniowej transformacji planety, marzą o zieleni roślin, dostępnej wodzie. Ostatecznie nawet oni dążą do przekształcenia środowiska pod kątem własnych potrzeb. Dzieje ludzkości postrzegam w dużej mierze jako celowe oddziaływanie na otoczenie dyktowane ekologią naszego gatunku. Skala tego oddziaływania coraz szybciej ulegała zwiększeniu, intensyfikacji, równolegle traciliśmy kontakt z tzw. naturą. Obecnie właściwie całą ziemską biosferę należy postrzegać jako antroposferę, nie bez powodu działalność człowieka bywa porównywalna z aktywnością wirusa. Antroposfera nazywana jest też noosferą – sferą rozumu. Wystarczy się rozejrzeć, by dostrzec irracjonalność takiego podejścia.

Reasumując, Frank Herbert twierdził, że adaptacja jest formą sztuki i najistotniejszą stroną bycia człowiekiem (Droga do Diuny, s. 94; cytat z fikcyjnego Podręcznika górnika piasku).

 

Warto zwrócić uwagę na obecny w każdej sferze działalności Fremenów szacunek do wody. Szokowali rytuałem odzyskiwania wody ze zmarłych w tzw. zgonsuszniach. Nas, mieszkańców państw rozwiniętych, szacunku do wody nie sposób nauczyć; podejmuje się próby wymuszenia go mechanizmami ekonomicznymi. Zapominamy o tym, jak cenne, rzadkie są na Ziemi zasoby wody słodkiej[5].

 

„Tylko około 2,5–3% zasobów wodnych planety stanowią wody słodkie, z tej skromnej ilości jedynie 1% (!) jest dostępny dla człowieka. Ponad połowa wody spadającej z deszczem jest pochłaniana przez florę. Około jednej trzeciej trafia do oceanów. Z reszty użytek robi człowiek – na rolnictwo i hodowlę zwierząt przypada 70% ogólnego spożycia wody na świecie (w krajach rozwijających się ponad 90%); w porównaniu z tymi obszarami przemysł i konsumpcja bieżąca zużywają minimalne ilości wody”[6].

 

W bliskiej przyszłości wojny mogą toczyć się m.in. o wodę. Fakt ten powinien wreszcie do nas dotrzeć.

 

Woda to życie – truizm, jednakże zawierający fundamentalną prawdę o życiu w znanej nam postaci (wciąż znamy tylko życie ziemskie, oparte na czterowartościowym węglu). Prawidłowy przebieg procesów życiowych jest nierozłącznie związany z określoną, niezbędną ilością wody w organizmie. W postaciach życia ubogich w wodę (np. w niekiełkujacych nasionach) przemiana materii jest prawie całkowicie zahamowana (mamy wówczas do czynienia z tzw. anabiozą). W roztworach wodnych zachodzą reakcje biochemiczne będące podstawą procesów życiowych. Dawna maksyma chemiczna mówi: Corpora non aqunt nisi soluta (związki działają tylko w stanie rozpuszczonym). Bardziej zgubny dla człowieka jest jedynie brak tlenu. Długość życia organizmu pozbawionego wody do picia jest różna – zależnie od gatunku zwierzęcia. Uogólniając, człowiek może przeżyć około 40 dni bez pokarmów stałych, ale brak wody powoduje śmierć w ciągu kilku dni, zwłaszcza w klimacie gorącym. Dowiedziono, że bez większej szkody dla zdrowia można stracić cały zapas glikogenu, ale utrata 10% wody jest groźna dla człowieka, a 20% pociąga za sobą śmierć.

Woda stanowi blisko 75% ciała, z wiekiem wartość ta maleje (u osoby dorosłej stanowi już tylko około 60% masy ciała), u osób w podeszłym wieku sięga nawet 50%[7]. Woda może stanowić ponad 80% potrzeb życiowych człowieka i powstających odpadów[8].

Za mało wyeksponowany jest wątek soli, niezwykle cennej w warunkach pustyń.

 

„W Afryce, na Saharze, sól stanie się pieniądzem. Jest tam na tyle rzadka, że wszyscy jej pożądają i poddają tezauryzacji. Ludzie pustyni walczą o saliny, a ci, którzy je zdobędą, są wszechmocni”[9].

 

Współcześnie coraz więcej państw wprowadza programy ochrony wydm oraz innych unikalnych środowisk: wybrzeży klifowych, trzcinowisk, terenów podmokłych, solnisk, lagun przymorskich. W Australii i Nowej Zelandii tylko stulecie utrwalania wydm sprowadzoną z Europy piaskownicą zwyczajną spowodowało zanik siedlisk pokrytych naturalnym gatunkiem traw wydmowych z antypodów: SpinifexPingao. Obecnie realizowane są projekty, których celem jest usuwanie piaskownicy, ponieważ zdano sobie sprawę, że gatunki rodzime są cenniejsze oraz że ich obecność kształtuje zupełnie inne formy wydm – bardziej płaskie i rozległe, co jest typowe dla obu krajów.

 

Artykuły ilustrujące wysiłki naukowców pisał na miejscu właśnie Frank Herbert. To tam „zaraził się” pustynią. Z czasem stworzył zarys krótkiego tekstu przygodowego Planeta przyprawy, jednak koncepcja przybierała w jego głowie coraz większe, ambitniejsze rozmiary.

Książka Droga do Diuny zawiera m.in. wspomnianą Planetę przyprawy odtworzoną ze znalezionych po śmierci Herberta notatek, zgodnie z jej pierwotnym planem. Tak mogła wyglądać Diuna. Dlatego imiona niektórych postaci brzmią często znajomo, a zarazem obco. Wiele się zmieniło.

 

Lurton Blassingame, agent Herberta, po lekturze pierwszych rozdziałów martwił się: „(…) jakim cudem uda nam się ją sprzedać, kiedy jest taka długa?” (Droga do Diuny, s. 271). Rzeczywiście, potencjalni wydawcy – Herbert otrzymał odmowy od ponad dwudziestu większych wydawnictw – wykazywali zainteresowanie, lecz ofert nie składali („Pozycja tych rozmiarów wymagałaby nieprawdopodobnych wręcz nakładów i ceny znacznie przekraczającej koszt jakiejkolwiek wydanej dotąd książki science fiction”[10]).

Wniosek – bądź cierpliwy, nie zniechęcaj się. To istotne, ponieważ obecnie spodziewamy się szybkich laurów, wymiernych korzyści. Bywa różnie. Należy też uwzględnić czynnik, na który trudno wpłynąć – los, przypadek, przysłowiowy fart. Nie każdy go ma.

Ostatecznie to i tak czytelnicy zweryfikują, często w zaskakujący sposób, wszystkie sądy i opinie.

 

Diuna „jest, jak sądzę, najdłuższą powieścią science fiction wydaną w jednym tomie (…). Nie próbuję nawet nakreślić tu jej fabuły, dość powiedzieć, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie: wątki przygodowe, psychologiczne, polityczne, religijne itd.” (fragment jednej z pierwszych recenzji, Droga do Diuny, s. 287).

 

Propozycja wydania książki przyszła z niespodziewanego źródła, od Johna W. Campbella jr. Nazwisko to powinien z czcią recytować każdy wielbiciel fantastyki, lecz to już materiał na inną opowieść. Wierzcie mi, istnieje szereg powodów uzasadniających słowa Isaaca Asimova na temat Campbella. Otóż uznał go za najpotężniejszą siłę, jaka pojawiła się kiedykolwiek w science fiction, siłę, która kompletnie zdominowała gatunek przez pierwsze dziesięć lat swojej działalności. Sile tej zawdzięczamy m.in. Diunę.

 

Diuna została wydana w roku 1965 (w Polsce ukazała się po raz pierwszy w 1985 roku nakładem Państwowego Wydawnictwa Iskry). Narodziło się nowe, potężne uniwersum.

 

Niedawno analizowałem powieść w grupie przyjaciół. Wytrzymała próbę czasu, chociaż jej styl, język, wolna narracja, obfitość wątków, encyklopedyczno-filozoficzne smaczki wydają się nieco archaiczne. Ale to piękna starość, wciąż pozwala zatracić się w lekturze.

 

Autor pozwala czytelnikowi czuć sercem, zmysłami. Nie tylko pokazuje – daje możliwość współdoznawania.

 

Stwierdziliśmy, że wcale nie o to chodzi, by intryga była misterna, by zaskakiwała, dla doświadczonego czytelnika może być wręcz banalna. Siła prozy Herberta wynika z:

  1. klimatu (gdy uwiedzie, wówczas treść i tak wciągnie czytelnika);
  2. prostych słów (nawet przy trudnych treściach).

 

Zacytuję samego Herberta. Uważam, że warto.

„W Diunie zastosowałem typ narracji, który nazywam »metodą kamery« – przeskakuję od szerokiego ujęcia do planów średnich i zbliżeń, zmieniając ich kolejność w zależności od wymagań sytuacji. Większa część prozy w Diunie była z początku podobna do haiku, potem dopiero dodawałem słowa konieczne, by jakoś wpasować ją w model budowy zwykłych angielskich zdań. Używam też często mandali Junga, konfrontując ze sobą przeciwstawnych bohaterów i budując opowieść przez przypisanie każdemu z nich dominującej cechy psychologicznej. Implikacje wynikające z kolorów, położenia, podstawy słowotwórczej, rytmu wyrazów – wszystko to musi zostać wzięte pod uwagę, jeśli scena ma wywierać maksymalne wrażenie. A wywiera, kiedy książka jest napisana skrupulatnie”.

(Droga do Diuny, s. 280)

 

Wniosek?

Przeczytaj powyższy fragment raz jeszcze.

 

Autor czaruje ewolucją bohatera. John W. Campbell jr. na temat Paula Atrydy pisał do Herberta: „Gratulacje! Właśnie zostałeś ojcem piętnastoletniego supermana! (…) Jeśli Diuna ma być pierwszą z trzech książek, a Paul ma wystąpić również w następnych… Bracie! Wpakowałeś się w niezłe kłopoty! Fabuła drugiej książki byłaby dużo lepsza, gdybyś nie wyposażył Paula w te wszystkie supermoce” (Droga do Diuny, s. 273). Ostatecznie ustąpił przed argumentami, wizją autora.

Wniosek: Broń swojego tekstu, jeżeli czujesz, że przestaje być twój lub że zmiany nie zadziałają na jego korzyść.   

Omawiając ekranizacje dzieła, zauważyliśmy, że Herbert uniknął skażenia wzorcami literackimi. To są jego postaci (pierwowzorem lady Jessiki Atrydy była ukochana żona pisarza – Beverly). Twierdził, że dobrym pomysłem na książkę jest przeciwstawienie bohaterów presji środowiska. Sytuacje ekstremalne stanowią swoisty papier lakmusowy ujawniający charakter. Pustynia, jak i góry, karze ignorantów, ujawnia fałsz, słabości (niekiedy skrywaną, uśpioną siłę, nieugiętość). W życiu zasłaniamy twarz maskami, nieraz gromadzimy ich imponującą kolekcję. Można wręcz zatracić się w udawaniu, zgubić siebie. Maski stają się naszą naturą. Pustynia zdziera je bezlitośnie, ignorując ból.

 

To właśnie pustynia pozwala ludziom ujrzeć prawdziwego księcia Leto Atrydę.

„Do diabła z przyprawą! Ratujcie ludzi!” – wers ten ponoć najlepiej definiuje jego charakter.

 

Twórczość Herberta, określana jako hard science fiction, łączy zagadnienia z zakresu ekologii, filozofii, teologii, psychologii i ekonomii. Koncentrował się na naturze człowieka, jego możliwościach i niebezpieczeństwach grożących ze strony wymykającej się spod kontroli techniki, systemów totalitarnych i narkotyków zmieniających stan świadomości. Pisząc, bardziej skupiał się na przyszłości samego człowieka niż na tworzonych przez niego technologiach. Nakłaniał do refleksji nad granicą oddzielającą człowieka od tzw. zwierzęcia („tzw.”, ponieważ formalnie należymy do królestwa animalia).

 

„Człowiek może zabić to, co…kocha. Kiedy jest to konieczne. I jest coś, o czym zawsze pamiętaj, chłopcze. Człowiek rozpozna nakaz konieczności, którego zwierzęta nie mogą sobie nawet wyobrazić”.

(Droga do Diuny, s. 302).

 

„(…) myślenie nie wystarcza, by uczynić cię człowiekiem.

– Musisz myśleć o swoim myśleniu (…). Musisz (…) rozumieć, jak myślisz”.

(Droga do Diuny, s. 308).

 

Wreszcie refleksja nader osobista. Otóż jako dzieciak chłonąłem film, literaturę, szukając wzorów godnych naśladowania, źródeł męskiej siły. Trudno mi oceniać skutki tych ekspedycji kształtującego się intelektu, lecz napchałem sobie głowę tekstami Indian, rycerzy oraz postaciami zaludniającymi wyśnione światy. Tak oto w krótkim odstępie czasu zderzyły się we mnie emanujące Orientem nauki starożytnego zakonu Jedi ze świata Gwiezdnych wojen oraz wiedza żeńskiego zakonu Bene Gesserit z kart Diuny.

 

Oto słowa kodeksu (w wersji pierwotnej; w późniejszym okresie usunięto czwarty wers), podstawa filozofii Jedi:

 

„Nie ma emocji – jest spokój.

Nie ma ignorancji – jest wiedza.

Nie ma namiętności (pasji) – jest pogoda ducha.

Nie ma chaosu – jest harmonia.

Nie ma śmierci – jest Moc”.

Litania Bene Gesserit przeciw strachowi (Diuna):

„Nie wolno się bać, strach zabija duszę.

Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie.

Stawię mu czoło.

Niech przejdzie po mnie i przeze mnie.

A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę.

Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic.

Jestem tylko ja”.

 

Wciąż, mimo upływu lat, mam do tych sentencji słabość. Słowa Herberta, zwłaszcza w latach młodości, bardzo mi pomagały. Bez wnikania w szczegóły.

 

Stworzony przez Herberta świat uwiódł mnie spójnością, wiarygodnością, detalami. Autor czerpie ze swojej wiedzy, nie kryje inspiracji religiami: buddyzmem, którego był wyznawcą, islamem.

Wniosek – wiedza się przydaje. Uważam, że najlepsze fikcje tworzą ludzie wykształceni, obdarzeni wyobraźnią erudyci dysponujący szeroką wiedzą realną. Z dyskusyjnym wyjątkiem Jonathana Swifta.

 

Diunie ważną rolę – zarówno w ekosystemie planety, jak i w samej fabule – odgrywają gigantyczne czerwie pustyni.

 

Fremeni ujeżdżający czerwia pustyni.

Fremeni ujeżdżający czerwia pustyni.

 

Czerw to typ larwy owadów (błonkówek i muchówek). Przez pewien czas podświadomie oczekiwałem, że organizm ten przeobrazi się ostatecznie w coś zaskakującego i co najmniej równie olbrzymiego. Właściwie to los Leto II Atrydy (syn Muad’Diba i jego konkubiny Chani) przedstawiony w powieściach Dzieci DiunyBóg imperator Diuny pokazał, że przeczucia mnie nie myliły. Ostrzegam: przypis zawiera szczegóły fabuły![11]

Ponieważ mój umysł lubi pracować w trybie luźnych skojarzeń, pozwolę sobie na dygresje.

Pierwsza – jaki jest związek owada z polską flagą?

Otóż najstarszą polską barwą narodową był karmazyn – odcień ciemnej czerwieni z niewielką domieszką błękitu, tradycyjnie określany jako kolor krwi żylnej (ciemnej) – symbolizował dostojeństwo i bogactwo. Barwę uzyskiwano z zagadkowej dla nas koszenili. Ekstrakt z koszenili, pozwalający na uzyskanie koloru karmazynu, uzyskiwano z wysuszonych i zmielonych owadów – meksykańskiego czerwca kaktusowego (Dactylopius coccus) oraz czerwca polskiego (Porphyrophora polonica). Ten drugi wciąż występuje na Pustyni Błędowskiej, wśród trawiastych muraw i płatów macierzanek na korzeniach rośliny – nomen omen – czerwca trwałego (Scleranthus perennis). W XV i XVI wieku owad ten był masowo hodowany w celu uzyskania czerwonego barwnika do tkanin; kilogram koszenili uzyskiwano z około 155 tys. owadów. Nasz kraj w tym czasie był głównym źródłem zaopatrzenia Europy w ten barwnik[12].

 

Czerwiec polski (Porphyrophora polonica).

Czerwiec polski (Porphyrophora polonica).

 

Wśród piasków słowińskich wydm poluje też oryginalny chrząszcz zwany niekiedy szaleńcem piasku, dzieckiem słońca – to trzyszcz piaskowy (Cicindela hybrida). Noce i chłodniejsze dni trzyszcze spędzają w samodzielnie wykopanych norkach, mających około 5 cm głębokości. Przed wyruszeniem na łowy owad musi rozgrzać ciało przynajmniej do 28 st. C (optymalna to 35–37 st. C). To drapieżnik z ADHD; zatrzymuje się niemal wyłącznie po to, by zjeść ofiarę. To zresztą również robi błyskawicznie. Ponoć aby lepiej przeanalizować odbierane bodźce, musi się zatrzymać, jego nogi są szybsze od mózgu. Znam problem, chociaż u ludzi dotyczy on zazwyczaj języka.

 

Trzyszcz piaskowy (Cicindela hybrida).

Trzyszcz piaskowy (Cicindela hybrida).

 

 

Szaleniec piasku raz jeszcze.

Szaleniec piasku raz jeszcze.

 

Herbert używa pojęcia parsek (ozn. pc) jako miary odległości: „(…) wiele parseków od domu na Katalanie” (Droga do Diuny, s. 79). Doprecyzuję, że chociaż w astronomii stosowane są jednostki pokrewne (miliparsek, kiloparsek, megaparsek, gigaparsek), to sam parsek definiowany jest jako odległość, z jakiej jedna jednostka astronomiczna (1 A.U.) widoczna jest pod kątem jednej sekundy łuku (1 arcsec), przy czym jednostka astronomiczna oznacza w przybliżeniu średnią odległość Ziemi od Słońca. Parsek to po prostu zbitka pierwszych sylab słów „paralaksa” i „sekunda”.

 

1 pc ≈ 3,2616 roku świetlnego ≈ 206265 jednostek astronomicznych[13].

W Polsce znajdują się dwa wyjątkowe tereny piaszczyste – wydmy słowińskie (od roku 1967 Słowiński Park Narodowy o powierzchni 18 069 ha) oraz Pustynia Błędowska.

 

Nadmorskie parki narodowe Polski.

Nadmorskie parki narodowe Polski.

 

Słowiński Park Narodowy jest jednym z dwóch naszych parków nadmorskich (drugim jest Woliński Park Narodowy). Został utworzony dla zachowania systemu jezior przymorskich, bagien, torfowisk, łąk, nadmorskich borów i lasów, a przede wszystkim wydmowego pasa mierzei z unikatowymi w Europie, zarazem największymi wydmami ruchomymi. O randze i wartości przyrodniczej tego miejsca świadczy fakt umieszczenia go w międzynarodowej sieci obszarów chronionych, takich jak: HELCOMBSPA, Światowy Rezerwat Biosfery UNESCO czy obszar wodno-błotny Ramsar[14].

 

Niestety, Bałtyk wynosi na brzeg coraz mniej piasku. Z czasem wydmy, wciąż jeszcze żarłoczne, ekspansywne, mogą ulec spłaszczeniu, zatrzymać się. Mogą też, o ile nic się nie zmieni, zniknąć. To kwestia wieków, może tysiąca lat. Możliwe więc, że kojące zmysły szmerem drobin kwarcowego piasku wydmy podzielą los Słowińców (kasz. Słowińcë) zamieszkujących niegdyś tereny nad jeziorami Gardno i Łebsko. Właściwie to, co po nich zostało, można obejrzeć w skansenie Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach. Czas usunie z mapy wybrzeża coraz płytsze jeziora, las ponownie zajmie miejsce ruchomych gór piachu. Chyba że powstrzymamy ten proces.

 

Pustynia Błędowska – nazwa ta pojawiła się oficjalnie po raz pierwszy na polskich mapach wojskowych wydanych w 1933 roku – jest jednym z ciekawszych krajobrazowo rejonów kraju.

Nazwa stanowi pojęcie geograficzne określające rozległe tereny piaszczyste pozbawione roślinności, położone pomiędzy obecnym miastem Dąbrowa Górnicza a miejscowością Klucze (powiat olkuski, woj. małopolskie). Pustynia ta ogromem nie poraża; to nieco koślawy prostokąt o długości około 8–10 km i szerokości sięgającej 4 km. Mimo tych raczej skromnych rozmiarów to największe na terenie Polski nagromadzenie osadów piaszczysto-żwirowych (o miąższości 60–70 m), zarazem największy w Europie obszar występowania piasków śródlądowych[15].

 

Nie jest to, z oczywistych względów, prawdziwa pustynia klimatyczna, ale obszar ten w ciągu 800–900 lat swego istnienia cechował się specyficznym „pustynnym” krajobrazem.

Istnienie Pustyni Błędowskiej jest z jednej strony związane z czynnikiem naturalnym: ogromnymi masami utworów piaszczystych, z drugiej zaś – z antropogenicznym, polegającym na zniszczeniu w średniowieczu, a następnie w XVI wieku występującej tu pokrywy leśnej.

Obniżanie się poziomu wód gruntowych oraz szybkie wysuszanie zahamowały normalną wegetację leśną na podłożu piaszczystym. Wraz z systematyczną wycinką drzew na potrzeby szybko rozwijającego się przemysłu: kopalni rud i węgla, wielu hut ołowiu, cynku i srebra w tym regionie Polski odkryte zostały duże powierzchnie piasku w kierunku południowo-wschodnim do okolicy Szczakowej oraz w zachodnim do Olkusza, o łącznej powierzchni ok. 150 km2. Była to największa katastrofa ekologiczna owych czasów.

 

Obecnie wskutek wtórnej ingerencji ludzkiej „pustynia” intensywnie zanika zajmowana przez rośliny w ramach sukcesji oraz nasadzeń (planowa rewitalizacja pustyni). Niestety, coraz częściej charakteryzowana jest jako tzw. zanikające pole deflacyjne.

Przed 25–30 laty, gdy dominował tu jeszcze „pustynny” krajobraz na powierzchni około 32 km2, nie zwracano  uwagi na jego unikatowość i niezwykłość. Teraz, gdy „pustyni” już prawie nie ma (obszary pozbawione roślinności liczą aktualnie do kilkudziesięciu hektarów), zaczęto zdawać sobie sprawę z tego, co utracono. Współcześnie (lata 2011–2013) w ramach różnych programów próbuje się przywrócić charakter krajobrazu, który istniał na tym terenie jeszcze dwie dekady temu. Wydaje się jednak, że może być zbyt późno z uwagi na zaawansowane stadium sukcesji roślinności oraz rozwoju gleby.

W okresie międzywojennym, gdy na pustyni występowały znaczne połacie piasków, w upalne dni obserwowano zjawiska fatamorgany, a w latach 50. występowały tu burze piaskowe oraz inne zjawiska typowe dla naturalnej pustyni: trąby powietrzne, różnorodne wydmy piaszczyste (do 20 m wysokości) oraz fulguryty, tj. powstałe od uderzenia piorunów struktury skalne ze stopionymi licznymi, otwartymi kanalikami.

To właśnie na Pustyni Błędowskiej zrealizowano ekranizację Faraona Bolesława Prusa (1965 r.).

Od wczesnych lat XX wieku pustynia wykorzystywana była jako poligon, podczas II wojny światowej służyła niemieckiej Afrika Korps, a Luftwaffe testowała rakiety nowego typu V1 oraz bomby kasetowe.

 

Prawdopodobne, że przyspieszenie w latach 70. XX wieku i nieco później naturalnej sukcesji roślinności miało związek z intensywnymi emisjami przemysłowymi. Opadające na powierzchnie piasku zasadowe pyły i związki azotu sprzyjały tworzeniu się biologicznej skorupy glebowej, dzięki której wkraczały tu różne gatunki roślin.

 

Świat jest dziwny, obfituje w paradoksy. Jedni walczą z pustynią, inni pragną ją odtworzyć, zachować. Oczywiście istotny jest tu wymiar fizyczny, skala; nie sposób porównywać Sahary z pustynią Błędowską. Pustynia w filmie z roku 1984 robi wrażenie. Mało kto wie, że nie jest to krajobraz naturalny; dwustu ludzi przez dwa miesiące oczyszczało ręcznie trzy mile kwadratowe pustyni w Meksyku na potrzeby ekranizacji.

 

Niemniej Diuna wciąż potrafi sprawić, że myślę, mam nowe skojarzenia, wzbogacam poprzednie wnioski i refleksje.

Po sukcesie pierwszej części powstały kolejno:

Mesjasz Diuny (Dune Messiah, 1969), Dzieci Diuny (Children of Dune, 1976), Bóg imperator Diuny (w innym wydaniu Bóg cesarz Diuny; God Emperor of Dune, 1981), Heretycy Diuny (Heretics of Dune, 1983) oraz Diuna: kapitularz (w innym wydaniu Kapituła Diuną, Chapterhouse: Dune, 1985).

Uniwersum Herberta żyje, trwa mimo śmierci twórcy w roku 1986. Nowe powieści cyklu powstają dzięki wspólnej pracy syna Herberta, Briana Herberta oraz Kevina J. Andersona.

 

Kończąc, przytoczę dwie z myśli Herberta; wynotowałem ich sporo.

 

„Każdy na coś narzeka”.

– Gurney Halleck (Droga do Diuny, s. 146)

Wyczuwam polskich przodków…

 

„Każdy z nas jest zdolny do wszystkiego”.

– Valdemar Hoskanner (Droga do Diuny, s. 179)

 

Zachęcam do poczytania o słynnym, kontrowersyjnym eksperymencie więziennym (Stanford Prison Experiment – SPE), przeprowadzonym w roku 1971 przez grupę psychologów Uniwersytetu Stanforda pod przewodnictwem Philipa Zimbardo. Warto myśleć o mrocznych stronach ludzkiej natury, pamiętać o ich istnieniu.

Konfucjuszowi przypisuje się zdanie: „Kto ma robić niemiłe rzeczy? Ten, kto może”.

Zgadzam się.

 

 

Autor: Krzysztof Pochwicki

Więcej o autorze można przeczytać tutaj: http://nowemysli.pl/zmalowalem-tekst-potencjalnie-drazniacy/

Korekta: Dorota Bury

 

 

—————————————————————————————-

Materiały źródłowe:

 

 

 

————————————————————————————

[1] http://www.filmweb.pl/film/Diuna-1984-1086. W filmie tym jako Feyd-Rautha Harkonnen występuje Sting!

[2] Atrakcyjny przegląd roślin spotykanych na polskich wydmach: https://atlas-roslin.pl/rosliny-na-wydmach.htm.

[3] Film z roku 2005 (http://www.filmweb.pl/film/Piasek+jest+drapie%C5%BCnikiem-2005-370079).

[4] Anthony Ashley-Cooper (3. hrabia Shaftesbury) i inni.

[5] W swojej książce Cywilizacja traw (http://lubimyczytac.pl/ksiazka/142354/cywilizacja-traw) zagadnieniu poświęciłem cały rozdział: Woda – błękitne złoto.

[6] K. Pochwicki, Cywilizacja traw, Gdynia 2013, s. 143.

[7] Na każdy kilogram tkanki tłuszczowej przypada 100 g wody, w mózgu 840 g, w wątrobie 750 g, w mięśniach 780 g, w skórze 720 g. Najbardziej uwodniona nie jest bynajmniej krew (woda stanowi 79% wagi tkanki), lecz ciało szkliste w gałce ocznej (ok. 98–99% wody). Najmniej wody zawiera szkliwo – 0,2% wagi.

[8] P Clancy, A. Brack, G. Horneck, W poszukiwaniu życia. Badania Układu Słonecznego, Warszawa 2008, s. 202.

[9] R. Sédillot, Moralna i niemoralna historia pieniądza, Warszawa 2002, s. 37.

[10] Droga do Diuny, s. 279.

[11] Leto II Atryda urodził się jako człowiek; by zapewnić sobie nieśmiertelność, połączył się z piaskowymi trociami – larwami wspomnianego czerwia pustyni. Zapoczątkowało to trwającą trzy i pół tysiąca lat przemianę w tzw. pre-czerwia. Jego ciało osiągnęło długość 10 metrów przy średnicy blisko dwóch metrów. Z przodu pozostała ludzka twarz oraz ręce pokryte skórą z piaskopływaków, na końcu segmentowanego cielska płetwopodobne pozostałości nóg.

[12] Koszenila jest jednym z nielicznych rozpuszczalnych w wodzie naturalnych barwników, które nie ulegają degradacji z upływem czasu. Jest najbardziej odporny na działanie światła, podwyższonej temperatury i utlenianie spośród wszystkich naturalnych barwników, a nawet trwalszy niż niektóre barwniki syntetyczne. Większość konsumentów nie jest świadoma, że koszenila pochodzi z owadów, przez co jest nieodpowiednia dla wegetarian oraz wegan. Jej stosowanie jest obecnie zakazane w niektórych krajach i religiach.

Ekstrakt koszenili to ciemnoczerwony płyn, a po wysuszeniu – proszek.

[13] Zachęcam do skorzystania z zasobów  Khan Academy Polski; pojęcia parsek dotyczy materiał: https://www.youtube.com/watch?v=EHeCaIYPxTs&t=30s.

[14] W Polsce znajdują się miejsca wyjątkowe, niestety, odnoszę wrażenie, że doceniane są częściej poza granicami. Szkoda, warto, by duma podparta wiedzą przełożyła się na troskę. Niektóre obszary chronione uzyskały bardzo wysoka rangę międzynarodową: Białowieski Park Narodowy wpisany został na listę dziedzictwa światowego UNESCO, 10 obiektów zalicza się do międzynarodowych rezerwatów biosfery (RB Babia Góra, RB Białowieża, RB Jezioro Łuknajno, Słowiński RB, RB Karpaty Wschodnie, RB Karkonosze,  Tatrzański RB, RB Puszcza Kampinoska, RB Polesie Zachodnie, RB Bory Tucholskie), w tym sześć funkcjonuje jako transgraniczne Rezerwaty Biosfery (polsko-białoruski RB Białowieża, polsko-słowacko-ukraiński RB Karpaty Wschodnie, polsko-słowacki RB Tatry, polsko-słowacki RB Babia Góra, polsko-ukraiński RB Polesie Zachodnie, polsko-czeski RB Karkonosze). W spisie Konwencji Ramsarskiej znajduje się 13 obiektów o łącznej powierzchni ok. 145 tys. ha (w tym parki narodowe: Biebrzański, Wigierski, Słowiński, Poleski, Narwiański i Ujście Warty), subalpejskie torfowiska w Karkonoskim Parku Narodowym oraz jeziora: Łuknajno, Świdwie, Karaś, Siedmiu Wysp, Drużno; stan na rok 2014).

[15] Wspomniane osady piaszczysto-żwirowe (ich średnia miąższość to 40 m) związane są z epoką plejstoceńską, przede wszystkim z okresem zlodowacenia środkowopolskiego (Riss) i północnopolskiego (Würm). Zlodowacenie Riss składało się z dwóch odrębnych nasunięć lądolodu, określanych jako stadiał Odry (300–230 tys. lat temu) oraz stadiał Warty (170–120 tys. lat temu), przedzielonych interstadiałem lubawskim. Zlodowacenie Würm było (jak dotąd) ostatnie, trwało od 115 tys. lat temu do 11,7 tys. lat temu.

 

 

Tags:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *