MENU
fot. z archiwum autora

Tak trudno uciec od klisz – poezja Piotra Stpickiego

fot. z archiwum autorki

Niepokój przy nocnej lampce – poezja Małgorzaty Kulisiewicz

29 maja 2017 Comments (0) Views: 329 Czytam, Opowiadania

Skreślony. Rozdział III – opowiadanie Lecha Brywczyńskiego

px– Co ty sobie w ogóle myślisz? Że będziesz nadal wkraczał w moje życie, we wszystkie moje sprawy, nawet te najbardziej intymne, kiedy tylko będziesz chciał? Kim ty do cholery jesteś, żeby dawać sobie takie prawo?

Marzena chodziła nerwowym krokiem po pokoju, z telefonem komórkowym przy uchu i lewą dłonią, machinalnie bawiącą się końcówkami jej długich, ciemnych włosów o połyskliwym, kasztanowym odcieniu.

 – Po co do mnie dzwonisz? Jest już wieczór, a przecież parę godzin temu u mnie byłeś… Nie wiesz dlaczego nie jestem w humorze, naprawdę? To ci powiem: Staszek dzisiaj ze mną zerwał. Przez ciebie straciłam faceta. Wiesz chociaż, który to z kolei? Pewnie, że nie wiesz, bo to nie twój problem. Piąty! To już piąty, którego spławiłeś. Ty się ciesz, że on sobie poszedł, zanim ty się zjawiłeś, bo gdybyście się spotkali, to pewnie dałby ci w ryja. Co z tego, że mi nie powiedział, dlaczego ze mną zrywa, skoro ja i tak wiem. Podawał jakieś wydumane powody, a w rzeczywistości… Ty byś się nie wkurzył, gdybyś przychodził do dziewczyny, a zaraz potem zawsze zjawiał się u niej jakiś dupek?

Usiadła na wersalce, sztywnym ruchem dłoni przygładziła fałdy spódnicy. Jej z natury łagodne i ujmujące rysy twarzy mocno się wyostrzyły.

 – Nie lubisz brzydkich słów? Jaki wrażliwy… A to co robisz mi i mojemu tacie jest ładne? Lepiej milcz, nie bądź hipokrytą. Wiem, do czego jesteś zdolny, nieraz mi to pokazałeś… Nie, nie jesteśmy parą, nic nas nie łączy poza szantażem, który wobec mnie stosujesz. Seks też nie przesądza o tym, że dwoje ludzi stanowi parę. Nie, nie oczekuj uczuć, ich się szantażem nie zdobywa.

Wstała i zaczęła chodzić po pokoju.

 – Jedziesz na stację? Będziesz czekał na pociąg? Chyba żartujesz. Przecież ty nie znosisz kolei, zawsze wolałeś autobusy. Na długo wyjeżdżasz? Nie pytam dokąd, bo mnie to nie obchodzi. Im dalej, tym lepiej. Szkoda, że już jutro wracasz. Jak dla mnie to mógłbyś wcale nie wracać…  Co dzisiaj wieczorem będę robić? To moja sprawa i tylko moja, przestań traktować mnie jak zabawkę! – niemal krzyknęła, a w jej zielonych oczach pojawiły się gniewne, połyskliwe ogniki.

Podeszła do stolika, odłożyła telefon. Stanęła na chwilę, wzięła głęboki oddech, żeby się uspokoić. Potem siadła na krześle i wyciągnęła z torebki lusterko. Zaczęła się przeglądać, uważnie wpatrując się w każdy detal swojej cery.

 – Proszę! – powiedziała, słysząc, że ktoś delikatnie bierze za klamkę.

Do pokoju wszedł siwowłosy mężczyzna drobnej budowy, z wyglądu sześćdziesięcioparoletni, ubrany w szlafrok i kapcie.

 – Nie wiesz, gdzie są moje okulary? Te do czytania – zapytał.

 – Nie wiem. Sprawdź obok telewizora, prawie zawsze tam leżą.

 – Dobrze – przytaknął. – Ktoś dzwonił? Czy to ten…

 – Tak, tato. To on.

 – Tak myślałem – powiedział, kiwając głową. Wyszedł i zamknął za sobą drzwi.

Marzena sięgnęła po grzebień i zaczęła rozczesywać włosy.

 

Autor: Lech Brywczyński

 

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *