MENU
Bartosz-Konopnicki-fotka2

Smutek płaskiej tafli oceanu zalewa myśli – poezja Bartosza...

fot. K.A. Kowalewska

Proza, która boli – refleksje na temat powieści „Małe życie”

13 czerwca 2016 Comments (0) Views: 996 Czytam

Serce na patyku – dramat w jednym akcie

MOTTO:
Miłość – najbardziej poetycka forma marnotrawienia czasu.
                                                                                Alexander Engel

OSOBY:
On
Ona
Policjant

pxSCENA PIERWSZA
Park jakich wiele, w nim ławka jakich wiele, stojąca pod drzewem, w cienistym zakątku. Na ławce siedzi kobieta jakich niewiele (wypada tak mówić, żeby podkreślić, że każda kobieta jest wyjątkowa), na oko trzydziestoletnia.
Do ławki podchodzi mężczyzna jakich wielu, na oko trzydziestoletni. Idzie wolno, krokiem drapieżnika szykującego się do ataku na zdobycz. Staje naprzeciwko kobiety.

On
z nieznacznym ukłonem
Przepraszam panią bardzo…
Czy może mógłbym się przysiąść?

Ona
Co takiego?

On
Chciałbym usiąść.
Wskazując miejsce na ławce
Tutaj, obok pani.

Ona
Nie! Przecież widzi pan, że nie ma miejsca. Ławka jest krótka.

On
To nie problem. Może mi pani usiąść na kolanach.

Ona
Też coś! Proszę mnie zostawić w spokoju.

On
Przepraszam, nie chciałem pani w niczym uchybić. Po prostu jestem zmęczony, nachodziłem się…

Ona
Tam też jest ławka, po drugiej stronie trawnika…
Pokazuje palcem
To niedaleko.

On
Niestety, tamta ławka nie jest w cieniu. Słońce praży, długo bym tam nie wytrzymał.

Ona
Bardzo się pan troszczy o swoje zdrowie. Hipochondryk?

On
Nie, ja tylko… Zawsze staram się wybierać najlepszą z dostępnych opcji. Dlatego stoję tutaj, obok pani, zamiast dusić się od upału, siedząc na tamtej ławce.

Ona
A gdybym ja siedziała na tamtej ławce, też stałby pan obok mnie?

On
Obawiam się, że nie. Miałbym dostać udaru słonecznego?

Ona
To może ja tam pójdę?
Wstaje
Przynajmniej pozbędę się pańskiego towarzystwa.

On
Ależ skąd, proszę tu zostać! Nie będę pani wyganiał z cienia, to ja zaraz się stąd wyniosę.

Ona
Skoro tak…
Siada
Mam nadzieję, że dotrzyma pan słowa i rzeczywiście sobie pójdzie.

On
Moje słowo rzecz święta…
Rozgląda się
Zauważyła pani, że podczas upału wszystkie ławki w cieniu są zajęte? Tak jak teraz. To chyba musi być jakaś prawidłowość?

Ona
Mało odkrywcze spostrzeżenie.
Z ironią
Podpowiem panu, że to kwestia pogody: im cieplej, tym chętniej ludzie chronią się w cieniu.

On
Coś w tym jest…

Ona
Chociaż dzisiaj to nawet w cieniu jest gorąco. I duszno, aż sama nie mogę złapać tchu…

On
Pani ma kłopoty z oddychaniem?
Spoglądając wymownie na jej biust
Akurat to mnie dziwi, bardzo dziwi…

Ona
Na co pan sobie pozwala!
Po chwili
A w ogóle to proszę patrzeć mi w oczy, kiedy pan do mnie mówi.

On
To miłe, że pani chce, żebym patrzył jej w oczy.

Ona
O nie, tego nie powiedziałam!

On
To czemu rzuca mi pani te swoje maślane spojrzenia?

Ona
Jakie? Maślane? Może jogurtowe? Ma pan coś z głową?
Z naciskiem
Wcale nie chcę, żeby pan na mnie patrzył. Ale jeśli już koniecznie musi pan tu stać i się gapić, to kultura wymaga patrzenia w oczy. A nie na inne części ciała.

On
Nie jestem okulistą. Patrzę na to, na czym się znam.

Ona
Też mi znawca.
Ze śmiechem
Proszę pana, żeby się na tym znać, trzeba to mieć.

On
Przynajmniej panią rozbawiłem. To już coś.

Ona
poważniejąc
Nie potrzebuję błazna. Proszę się odsunąć, a najlepiej pójść sobie w cholerę.
Wskazuje na ławkę po drugiej stronie trawnika
Won!

On
Co za język! Takie słowa do pani nie pasują…

Ona
Zawsze dostosowuję język, jakim się posługuję, do poziomu rozmówcy.

On
W mój poziom pani nie trafiła.
Żartobliwie
Kiedy studiowałem, ojciec miał do mnie pretensje, że ganiam za dziewczynami, zamiast się uczyć. Zawsze wtedy odpowiadałem: Całując się, poznaję obce języki. To ma swój walor edukacyjny.

Ona
Wzruszająca opowieść. Może pan napisać książkę o swoich edukacyjnych upodobaniach.

On
Wolałbym napisać książkę o nas.
Siada na ławce, obok kobiety

Ona
O nas? Nie ma czegoś takiego jak „my”, wcale się nie znamy.
Odsuwa się od niego

On
Nawet jeśli do tej pory się nie znaliśmy, to i tak odczuwam wobec pani jakąś dziwną bliskość.

Ona
Rzeczywiście dziwną. I bez wzajemności.

On
Broni się pani przed tym uczuciem ze wszystkich sił. Ale to nic nie da…

Ona
Jak mogłabym się bronić przed czymś, co nie istnieje? A raczej istnieje tylko w pańskiej chorej wyobraźni.

On
A te pani zielone oczy… To magia, czysta magia!
Próbuje ją objąć, ale kobieta robi unik
Na pewno znaliśmy się w którymś z poprzednich wcieleń.

Ona
Nie wierzę w reinkarnację.

On
Szkoda. Bez tej wiary nie wyjaśni pani tego, co nas łączy.
Wzdycha
A może jest pani ciężkim przypadkiem amnezji? Biedaczka!
Próbuje ją objąć
Głowa do góry, to się da wyleczyć.

Ona
Proszę nie wmawiać w zdrowego choroby.
Stanowczym ruchem odsuwa od siebie jego ramię
Gdybym kiedykolwiek znała takiego frajera, jak pan, na pewno bym to zapamiętała. Ku przestrodze.

Zapada cisza. Oboje siedzą wyprostowani, ze wzrokiem ostentacyjnie skierowanym gdzieś w dal, przed siebie. Udają, że siebie nawzajem nie obserwują. W końcu On przerywa tę grę: spogląda na nią przeciągle i wyciąga z kieszeni paczkę papierosów. Przysuwa jej papierosy pod nos.

On
Papierosa?

Ona
Nie, dziękuję.

On
Zapytałem tylko, dlatego że chciałem być kulturalny. Bo akurat w tej chwili wcale nie mam zamiaru palić.
Chowa papierosy do kieszeni

Ona
Dobrymi chęciami piekło wybrukowane. A poza tym palenie szkodzi. Właśnie dlatego nie palę.

On
Nie paląc, umrze pani zdrowsza. Moje gratulacje!
Mocno, ale  – jak mu się wydawało –  przyjaźnie, klepie ją w plecy

Ona
Troglodyta! Co pan sobie myśli!
Masuje  dłonią  plecy
I pan tu mówił o kulturze?

On
Co tam kultura, co tam konwenanse, kiedy dwa serca pragną zbliżenia!
Przysuwa się do niej
Trzeba odpowiedzieć na zew natury!

Ona
Proszę się odsunąć! Ja tam żadnego zewu nie słyszę.

On
Pani nie musi słyszeć, pani jest częścią tego zewu, ustawicznie prowokując mnie swoim zachowaniem i ubiorem. To ciągłe, kuszące potrząsanie głową… A ta czerwona spódnica? To przecież istny sztandar pożądania, mieniący się kolorem miłości…

Ona
Mam tego dość!
Usiłuje wstać, ale On silnie obejmuje ją ramieniem i osadza na miejscu
Proszę mnie puścić!
Próbuje się wyrwać z objęć mężczyzny
Natychmiast!

On
Nie ma mowy… Nie wiem, czy się jeszcze kiedykolwiek spotkamy, więc muszę dostać chociaż buziaka…

Szamocą się coraz gwałtowniej, nie zauważając Policjanta, który szybkim krokiem zbliża się do ich ławki. Kiedy Policjant znalazł się już obok nich, stanął. Poprawił mundur, przyjął oficjalną, służbową postawę.

Policjant
Dzień dobry… Co się tutaj dzieje?

Siedząca na ławce para natychmiast się uspokaja. On ociera dłonią pot z czoła, Ona poprawia fryzurę. Oboje usiłują nadać swoim twarzom pogodny, uśmiechnięty wyraz.

On
Nic takiego…
Wstaje

Ona
Nie ma o czym mówić.
Wstaje

Policjant
do kobiety, sięgając do raportówki po notatnik i długopis
Czy ten mężczyzna zachowywał się agresywnie? Napastował panią, obraził albo uderzył?

Ona
Nie, właściwie to…

Policjant
To jest karalne, niech pani śmiało składa zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.

Ona
Ale ja naprawdę nie chcę…

Policjant
Później o tym porozmawiamy. A teraz poproszę o dokumenty.

Oboje podają policjantowi dowody osobiste. Policjant ogląda je uważnie.

Policjant
Jolanta Krzemińska?

Ona
Tak.

Policjant
Jan Krzemiński?

On
Zgadza się.

Policjant
Państwo jesteście spokrewnieni?

Ona
Tak. To jest mój mąż.

On
Zgadza się. Od ośmiu lat.

Policjant
w osłupieniu
Nie rozumiem…

Ona
Mamy dwoje dzieci.

Policjant stoi przez chwilę jak skamieniały. Potem zdejmuje czapkę i drapie się bezradnie po głowie.

Policjant
Skoro tak, to po co wam ta cała szopka? Ta kłótnia, szarpanina?… Dlaczego się państwo tak wygłupialiście?

On
Trzeba sobie jakoś urozmaicać życie małżeńskie. Wyjść czasem z codziennej rutyny…

Policjant
Co?

Ona
Poznaliśmy się jeszcze w liceum, podczas zajęć kółka teatralnego. Tak nam do dzisiaj zostało, że musimy coś czasem zagrać…

On
Chyba lepiej, że kłócimy się na niby, udając podryw, zamiast kłócić się na poważnie o jakieś zwykłe, domowe sprawy?

Policjant
Dla mnie kłótnia jest kłótnią, prawo nie zna się na żartach.
Zakłada czapkę 

Ona
Akurat o domowe sprawy nigdy się nie kłócimy, dobrze się dogadujemy.

On
Wygłupianie się nie jest chyba zakazane?

Policjant
Niby nie jest zakazane, ale gdybym się uparł, to coś bym znalazł. W końcu zakłóciliście spokój w miejscu publicznym.

Ona
z przymilnym uśmiechem
Po co się upierać…

Policjant
Nie zamierzam. Dam państwu spokój. Macie szczęście, że na mnie trafiliście. Ale muszę powiedzieć, że nic nie rozumiem i rozumieć nie chcę… Powinniście się leczyć!
Oddaje im dowody osobiste
To straszne dziwactwo. To patologia.

On
Mielibyśmy siedzieć w domu, nudzić się i nie móc na siebie patrzeć?

Policjant
Nie mam pojęcia, nie moja sprawa. Ale wiem, że inni sobie jakoś z tym radzą…
Chowa notatnik do raportówki
Jak często, państwo, to robicie?

Oboje spoglądają po sobie

On
Raz w tygodniu, nie więcej. Zazwyczaj co czwartek.

Ona
Częściej się nie da, za dużo obowiązków.

Policjant
I co, tak za każdym razem udajecie, że się nie znacie?

On
potakując
Tak jakby poznajemy się od nowa.

Policjant
Ale przecież to nieprawda!

Ona
Na tym polega cała zabawa. Cała gra.

On
Improwizowana.

Policjant
Jak żyję, czegoś takiego nie widziałem. Żeby stare małżeństwo…

On
Przepraszamy za kłopot. Nie wiedzieliśmy, że pan nas podsłu… To znaczy słyszy.

Ona
W tej części parku zazwyczaj nie ma ludzi, wtedy możemy się swobodnie powygłupiać.

Policjant
Ja nie mam tu już nic do roboty. Do widzenia.
Odwraca się na pięcie, robi krok, ale nagle nieruchomieje
To znaczy nie, nie do widzenia. Więcej tu nie przychodźcie. Jak już macie się wygłupiać, róbcie to gdzie indziej, nie w moim rewirze. Żegnam.

On
My też żegnamy, panie władzo!

Policjant odchodzi, klnąc pod nosem. On i Ona zatykają dłońmi usta, żeby nie parsknąć śmiechem.

Ona
zamykając torebkę
Właściwie to dobrze, że ten policjant nam przerwał. Zasiedzieliśmy się, a jest już po trzeciej. Tyle spraw do załatwienia!

On
To ty najpierw odbierz dzieci od babci, a ja skoczę do banku.

Ona
I zadzwoń po hydraulika, bo zlew się zatkał.
Po chwili
Słyszałeś, jak on nas nazwał? Stare małżeństwo.

On
No wiesz, lata lecą.

Ona
Chyba tobie… Mnie to nie dotyczy!

On
Oczywiście, kochanie. Twoja młodość jest jak magiczny kwiat, który nigdy nie zwiędnie.

Obejmuje żonę, całuje ją. Przez chwilę idą w milczeniu.

Ona
Ty to miałeś dzisiaj gadane…
Śmieje się
Sztandar pożądania! Ale żeś ostro pojechał!

On
Poniosło mnie…

Ona
Wariat!

Odchodzą, śmiejąc się głośno.

KURTYNA

 

 

Autor: Lech Brywczyński

Korekta: Paulina Olmińska-Kudela

Tags: , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *