MENU

Pan Misio – dzień piąty

13 lutego 2019 Comments (0) Views: 248 Czytam, Poezja

Sensu szukam – poezja Beaty Zwierowicz

Imperatyw kategoryczny (czyli jak piszę)

*

ciągle i ciągle

bez ładu i składu

fraza powtarzana po stokroć

jak płyta zdarta

co melodią drażni uszy

sensu szukam

bez sensu plotę

w myślach rozsypanych brodzę

do siebie w myślach krzyczę

litery chwytam bezładnie

zagarniam

wyrazy z nich lepię

kształt i kolor nadając

słowom

 

 

Memento

*

ślad po sobie zostawić trzeba

nie na piasku

w pamięci raczej

odbicie swoje w czyichś oczach

smak na ustach

pustkę po kątach

choćby zbyt dużo książek

i sukienek było

zapach perfum w powietrzu

ulotny

i wiersz

niedokończony taki

 

 

Co słychać?

*

poranki

bywają potargane

ledwo widoczne

zza filiżanki z parującą kawą

jednym okiem oglądane

pół na pół jasno ciemne

poranki

bywają milczące

przeciągające się jak kot

mruczące w poduszkę rozkosznie

prężące się pod Twoją dłonią

poranki

bywają spóźnione

z zajętą łazienką

krzywą kreską na oku

i oczkiem w pończosze

poranki

bywają bez Ciebie

tych nie lubię

 

 

Reset

*

pod powiekami

mam wytatuowany Twój obraz

fakt

można wyciąć powieki

i każdy centymetr skóry

który o Tobie pamięta

zedrzeć

by ból był większy niż tęsknota

można

nawet serce nowe da się wstawić

z przedsionkami pustymi

i komorą czyściutką

i zapełnić je

jak nową szafę półeczka po półeczce

bibelotami z wyprzedaży

można

tylko co zrobić

ze splątanymi zwojami w mózgu

z pamięcią

jak przechowalnia bagażu zbędnego

do nich niestety

jestem najbardziej przywiązana

 

 

Pełnia

*

zmywam z siebie poranną rosę

bezwstydnie gładząc aksamit skóry

badam

czy w wędrowaniu nocnym

nie zagubiłam się zbytnio

tyle jest we mnie zakamarków

ciepłych wypukłości

nabrzmiałych cierpko słoną rozkoszą

na wspomnienie

szeptanych próśb o jeszcze

rumienię się lekko

i rozchylam usta

wciąż głodne

niebawem nadejdzie noc

nasycisz mnie sobą

 

 

Przejście

*

znałam ją

z opowieści mglistych tylko

z historii niechętnie powtarzanych

szeptem wstydliwym

jak o krewnej nielubianej

wbrew sobie goszczonej

odległej

nie mojej

nie czekałam a przyszła

bez zaproszenia

podkradła się

witając delikatnym w skroń pukaniem

najpierw

a po chwili

tętno ostrym stacatto zagrało

serce zimną dłonią zmiażdżyła

i w gardło mi pchając

taniec zaczęła nieznośny

wiem już

jak ziemia się kręci

ciemność blask goni

żar ciało rozrywa

spłonę

z wybuchem kropli gorących

zanim ze mną skończy

ta kurwa

Menopauza

 

fot. z archiwum autora

Beata Zwierowicz: ur. 6.09.1967r. Amatorka pisząca „od zawsze” do szuflady. Łodzianka. W dojrzałym wieku porzuciła rodzinne miasto i ukochaną pracę w przedszkolu i przeniosła się na Mierzeję Wiślaną. Życiowe zmiany zaowocowały stroną „W lekkim stanie nieważkości” gdzie zapisuje swoje wiersze.

 

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *