MENU

Wrażliwość – poezja i grafiki Anny Wajdy

Co było a czego nie ma – proza poetycka Magdaleny Cybulskiej

15 marca 2019 Comments (0) Views: 145 Czytam, Opowiadania

Rywalka – opowiadanie Krystyny Śmigielskiej

Kawiarnia „Przy deptaku” pękała w szwach pod naporem niemieckiej klienteli a to wszystko za sprawą młodego kelnera z naiwnym, wręcz chłopięcym uśmiechem na zarośniętej gęstą brodą twarzy. Usłużnego, potrafiącego w lot odgadywać kolejne zachcianki gości i szybko wracającego do stolików niosąc wypełnioną zamówieniami tacę na wyciągniętej, lekko ugiętej ręce. Nic więc dziwnego, że w swoim etui zawsze znajdował spore napiwki, przeważnie przekraczające dziesięć procent sumy rachunku. Zarobiony bilon wprawnym ruchem wciskał do kieszeni spodni. Banknoty zaś składał na pół i chował do noszonej na pasku małej saszetki, zaprojektowanej zapewne z myślą o ochronie telefonu komórkowego. Dostał ją w walentynkowym prezencie od dziewczyny, której twarz dawno zapomniał, dokładnie jednak potrafił przywołać w pamięci widok jej nagiego ciała. Po krótkiej znajomości pozostał mu jedynie ten nieudany prezent, jeden z niewielu, jakie kiedykolwiek w życiu otrzymał. Wieczorami czuł przyjemny ciężar w kieszeni a dotykając saszetki z dumą stwierdzał, że jest wypełniona równo poskładanymi papierkami. Bojąc się zawiści pozostałych kelnerów, nie chwalił się uzbieranymi napiwkami, ciesząc się w skrytości pieniędzmi, które mogły mu pozwolić na spokojne przetrwanie kolejnych miesięcy.

Pracująca za barem Olga lubiła chwilę, w której policzki Kacpra stawały się jeszcze bardziej wklęsłe, bursztynowe oczy rozświetlał blask a po twarzy błądził szelmowski uśmiech. Wiedziała, z czego jest tak bardzo zadowolony. Któregoś dnia Rawicz okazywał rozanielenie znacznie wcześniej niż zazwyczaj. Zniósł brudne naczynia po kilkuosobowej grupie Niemców i dyskretnie, pod barem, rozdzielał pozostawione w etui pieniądze.

– Panu Bogu świeczkę a diabłu? – Stojąc tuż za jego plecami Olga zapytała niespodziewanie.

Wzdrygnął się.

– Aż ciśnie mi się na usta… – Śmiała się. – Na złodzieju czapka gore!

– Coś w tym jest – przyznał bez cienia zirytowania. – Chociaż mówią, że znalezione, nie kradzione – dodał.

– A co znalazłeś? – zainteresowała się już całkiem poważnie.

Rozejrzała się po sali, sprawdzając, czy nikt ich nie podsłuchuje.

– Nic takiego… – Machnął dłonią bagatelizując w ten sposób wartość zdobytego skarbu. – Chociaż dla mnie, to prawdziwy rarytas!

Podniósł tylną klapę firmowego uniformu i zza paska wyjął książkę. Podawał ją Oldze z taką dumą, jakby sam był jej autorem.

– Z dedykacją! – informował. – Widziałem, jak facet podpisywał ten egzemplarz. Odwiedził naszą kawiarnię wybitny człowiek, a my nawet o tym nie wiedzieliśmy. Czytałem jego kawałki, to jednak są całkiem nowe rzeczy… – wskazał palcem na książkę. – Fascynują mnie współczesne opowiadania, zwłaszcza te, które ukazują się w niskich nakładach. Zdarzają się wśród nich cudowne perełki, świecące tylko chwilę jak sierpniowe meteoryty. Zbiór ten, to nieodkryty jeszcze rój. Miniatury, czekające na czas, aby móc jaśniej rozbłysnąć, po czym zniknąć bez śladu – mówił z nieukrywanym entuzjazmem.

Miała ochotę przytulić go, pocałować. Jedyne, na co się zdobyła, to dotknięcie przegubu jego dłoni. Pieszczota, szybka, prawie niezauważalna, sprawiła mu ogromną radość. Olga, jakby wstydząc się tej chwili słabości, z zaciekawieniem oglądała już okładkę, kartkowała książkę.

– Po niemiecku – stwierdziła.

– No, po niemiecku – przytaknął.

Widząc jego zmieszanie, oddała mu trofeum.

– Mogą po nią wrócić – powiedziała i dla dodania otuchy, poklepała go po ramieniu.

– Pewnie wrócą… Ale może zdążę trochę przeczytać…

– Po niemiecku – powtórzyła.

Westchnął, chowając książkę z powrotem za pasek.

Przynosił ten zbiór opowiadań do pracy każdego dnia. Wykorzystywał wszystkie wolne chwile zatapiając się w lekturze. Czytanie pochłaniało go całkowicie. Olga z daleka obserwowała, jak nabożnie pochylał się nad znalezionym dziełem.  Nie mogła oderwać oczu od jego twarzy, jakby zmienionej, jaśniejszej od chwili, w której znalazł pozostawioną na stoliku książkę. Zastanawiała się, czy nie powinna być zazdrosna o zapisane czarnym drukiem delikatnie przewracane kartki, pieszczone przez niego opuszkami palców. Oprócz ukochanych opowieści, przyniósł ze sobą notes i ołówek. Zaszywał się teraz w składziku i trzeba było wywoływać go do gości, na salę.

– Co jest w niej takiego, że nie możesz bez niej żyć? – zapytała.

– Inny świat a ja czuję się w nim potrzebny – wyznał ściszonym głosem.

– W tym świecie też jesteś potrzebny – zapewniała go, udając jednocześnie, że to tylko żart. – Zasuwaj do roboty, bo w końcu stracę cierpliwość. Goście od dawna cię oczekują.

Podczas cotygodniowego spotkania z Olgą był nienaturalny, nerwowy, jakby wykonywał jedynie obowiązkowe zaloty, niecierpliwie czekając, kiedy nareszcie znów zostanie sam na sam z nową miłością.

Telefon odebrała Olga. Przechodząc obok, słyszał jej słowa:

– Oczywiście, zapraszamy w każdej chwili. Jeżeli byłoby to dla pana wygodniejsze, odeślemy ją pod wskazany adres.

Dopiero wieczorem, podczas rozliczania dnia, Kacper zdobył się na odwagę, żeby zapytać:

– Ktoś po nią przyjdzie?

– Tak – odpowiedziała lakonicznie, jakby chodziło o filiżankę niedopitej kawy. – Mam nadzieję, że jest w nienagannym stanie, głupio byłoby ją oddać poplamioną czy wygniecioną.

– Wiesz, że dbam o nią jak o relikwię.

Dwa dni później w kawiarni zjawił się mężczyzna z piękną opalenizną na twarzy, starannie wymodelowanymi, czarnymi, bujnymi włosami. Podszedł do baru, przysiadł na wysokim stołku i czekając, aż Olga podejdzie, uśmiechał się do niej ujmująco, przyjaźnie.

– Ja po książkę – powiedział.

W pierwszej chwili nie zrozumiała.

– A, po tę niemiecką? Zostawioną? – Przypomniała sobie. – Kacper! Pan do ciebie – zawołała w kierunku przemykającego kelnera. – Kolega był nią oczarowany – informowała gościa, wykrzywiając twarz w zgryźliwym uśmiechu.

Rawicz najpierw przywitał się z nieznajomym a następnie wyjął zza paska noszony tam od kilku dni skarb. Dłonie lekko mu drżały, co sprawiło, że książka się przechyliła. Spomiędzy jej stron wypadły zapisane ołówkiem, wyrwane z notesu kartki. Rozsypały się na podłodze, tworząc przedziwną rozetę. Kacper przykucnął chcąc pozbierać swoje szpargały. Gość przyklęknąwszy na kolano podniósł jedną z notesowych kartek. Utkwił w niej wzrok i chwilę pozostał w bezruchu. Czytał. Kiedy skończył, wyprostował się i wyciągając rękę po resztę zebranego przez Kacpra tłumaczenia, zapytał:

– Mogę?

Usiadł przy stoliku, chwilę układał w odpowiedniej kolejności otrzymane kartki. Popijając zamówioną kawę studiował stronę po stronie, sprawdzając, czy napisany ołówkiem polski tekst jest zgodny z niemieckim oryginałem. Kiedy opróżnił filiżankę, poprosił Rawicza, aby ten usiadł przy jego stoliku.

– To pana tłumaczenie? – zapytał.

– E tam, zaraz tłumaczenie… Taka zabawa… Lubię… Kiedyś próbowałem… – jąkał.

– Znakomita robota! – pochwalił go gość. – Nie przeczytałem całości, a bardzo bym chciał. Zostawię ci wizytówkę, mógłbyś przesłać na mojego e–maila całość przekładu? Ocenimy go w wydawnictwie i wspólnie zastanowimy się czy zaprosić cię do naszego zespołu. Z takim talentem marnujesz się chłopie kawkę ludziom podając. To co, prześlesz mi całość?

– Bez dwóch ostatnich opowiadań? Nie zdążyłem… Myślałem, że będę miał więcej czasu…

– Niech będzie bez ostatnich. Rawicz – przeczytał z uniformu. – Fajne nazwisko. Łatwe do zapamiętania.

– To tylko taki kawiarniany pseudonim. – Uśmiechem pokrywał zażenowanie. – Jutro panu prześlę.

– Maurycy! To jesteśmy umówieni? A, i podaj na siebie wszystkie namiary: adresy, telefony itd.. Napisz nam też krótką notę biograficzną, tak, żebyśmy wiedzieli, kim naprawdę jesteś.

– A tego to sam za dobrze nie wiem. – Kacper wyraźnie się rozluźnił. – Nie, nie! – Powstrzymał gościa przed wyciągnięciem portfela. – Kawa na koszt firmy.

Wizytówkę schował do sakiewki z banknotami.

– Dostałeś znaleźne? – Olga była zadowolona, że nareszcie pozbyła się papierowej rywalki.

– Wręczył mi wizytówkę.

– Też dobrze.

Zawsze coś… – powiedział, wciągając, i tak już wklęsłe, policzki.

 

Autor: Krystyna Śmigielska

 

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *