MENU
px

Natura to suka

grafika-tytulowa

Mężczyzna zagubiony, czyli dokąd prowadzi ścieżka tygrysa

4 listopada 2016 Comments (0) Views: 739 Myślę

Rozważania o wolności.

Popędzanie widłami ludzkiej natury[1]

 

Nie będę silił się na filozofię, chociaż należę do grona „miłujących mądrość”. Świadom swoich braków pofilozofuję po prostu sobie nieco, ponieważ – powtarzając za Arystotelesem – „wszystko poza tym jest bezsensowne i bezwartościowe”.

Rzeczywistość coraz częściej pobudza mnie do refleksji nad naturą człowieka. Słowo „naturalny” staje się wszechobecne, lecz czy sprawia to, że częściej zastanawiamy się nad jego wymową, rosnącym kontrastem między zawartą w tych paru sylabach treścią a prozą życia? Przykładowo – jaka jest naturalna postać ludzkiej wolności? W jakim systemie, ustroju czujemy się najlepiej? Ostatnie dekady cechują coraz bardziej natarczywe i nieprzewidywalne przemiany społeczne. Na tym tle odznacza się też tendencja do narzucenia jak największej rzeszy narodów ustroju jedynie ponoć słusznego, naturalnego – demokracji. Slogany polityczne, wizje kreowane przez polityków i włodarzy świata są zwykle nęcące dla jednostki. „Tylko demokracja gwarantuje wolność!”, wołają patetycznie marsowe twarze z ekranów telewizorów. „Walka w obronie demokracji jest bez wątpienia słuszna”, gromko wtórują im wojskowi. Tymczasem świat się zmienia. Ustrój słuszny powinien być w jak największym zakresie zgodny z biologicznym charakterem naszego gatunku. I tu dotykam sedna problemu – jakiż on jest, jak należy definiować naturalną wolność według Homo sapiens?

Z pojęciem „wolności” jest podobnie jak z niektórymi normami moralnymi (w rodzaju: 5. Nie zabijaj), hipotezami dotyczącymi pochodzenia życia, doniesieniami o klonowaniu człowieka czy wreszcie definicjami lub ogólnymi twierdzeniami z dziedziny socjologii. Wszystkie przytoczone kwestie są mianowicie bardzo trudne do ścisłego zdefiniowania, ich zakres interpretacyjny jest zwykle bardzo szeroki, ogólnikowy, nieprecyzyjny.

Czy można utożsamiać wolność z całkowitą swobodą swoich zachowań, brakiem skrępowania jakimikolwiek normami? Czy to, co czujemy, gdy chociaż na krótko uda nam się wyzwolić (jest to więc tylko ułuda…) spod brzemienia ograniczeń, rzeczywiście jest wolnością? Podobno pewne pojęcia są uniwersalne (osobiście nie zgadzam się z tym optymistycznym poglądem), a człowiek instynktownie (podświadomie?) potrafi je właściwie pojąć. Łatwiej jest chyba jednak stwierdzić, kiedy czujemy się zniewoleni, niż zdefiniować przejrzyście, czym jest wolność. Wynika to chyba z tego, że obecna forma organizacji społeczeństw jest według mnie sprzeczna z biologicznym, naturalnym charakterem naszego behawioru (tu więcej racji jest po stronie behawiorystów[2] niż ewolucjonistów[3]), tak więc nasze kryteria wartości również uległy wypaczeniu. Wolność przypomina atawistyczną tęsknotę, cel, do którego instynktownie dążymy, lecz którego nie potrafimy we współczesnych, zdeformowanych realiach osiągnąć.

Od wieków kolejne pokolenia marzycieli, nonkonformistów widziały w sobie głosicieli i budowniczych nowego, dającego wolność ładu społecznego. Wystarczy wspomnieć „Wolność, równość, braterstwo” (franc. Liberté, égalité, fraternité), hasło rewolucji francuskiej 1789–99, dewizę Republiki Francuskiej. A co przyniosły Polakom wszystkie zrywy narodowowyzwoleńcze? Nowe realia, gorycz, rozczarowanie i kontynuację dawnych marzeń… Mało kto wie, że w czasach Franklina Amerykanie w ogóle unikali płacenia podatków zarówno Anglii, jak i swoim władzom federalnym za własną przecież niepodległość. Z tej banalnej przyczyny wolność Stanów Zjednoczonych zaczęła się od hiperinflacji…

Podstawowe prawa człowieka, wyrażone w Międzynarodowym Pakcie Praw Obywatelskich i Politycznych (1966 r .), obejmują m.in.:

 

  • wolność od niewolnictwa;
  • prawo do wolności i bezpieczeństwa osobistego, wolność od arbitralnego zatrzymania lub aresztowania;
  • wolność od karania za czyn popełniony w czasie, gdy według prawodawstwa danego kraju nie stanowił on przestępstwa;
  • wolność myśli, sumienia, religii.

 

Tak więc przynajmniej teoretycznie każdy cieszy się wolnością.

Filozof Edgar Morin stworzył koncepcję człowieka postrzeganego jako „zwierzę obdarzone rozumem”, pogląd, którego jestem zwolennikiem.

„Geniusz sapiens mieści się w wymykającej się spod kontroli szczelinie, w której harcuje szaleństwo”.

(E. Morin)

Jakże zgrabnie myśl ta komponuje się z tytułem ryciny Francisca Goi Kiedy rozum śpi, budzą się potwory.

 

museo_del_prado_-_goya_-_caprichos_-_no-_43_-_el_sueaao_de_la_razon_produce_monstruos

 

Wiele wskazuje na to, że rozmiary mózgów współczesnych naczelnych są skorelowane z wielkością grup, w których żyją.

Liczebność grup poszczególnych Hominoidea:

 

  1. gibbon – w grupach rodzinnych (samiec, samica, potomstwo w ilości 1–4 młodych);
  2. orangutan – grupy rodzinne (zwykle 2–4 osobniki);
  3. goryl – stado: samiec srebrnogrzbiety (czasem 2 i więcej), kilka samców czarnogrzbietych, kilka samic z młodymi;
  4. szympans – tzw. wspólnoty (20–100, niekiedy więcej osobników)[4].

 

Reasumując: rzeczywiście stosunek masy mózgu do masy ciała wzrasta wraz ze wzrostem liczebności grup. Może właśnie dlatego Homo sapiens ma najwyższy EQ w przyrodzie?[5] Chociaż, o czym wspomnę później, powoli zdaje się to zmieniać na naszą niekorzyść.

Gdy połączy się wielkość ludzkiego mózgu ze wskaźnikiem dla współczesnych człekokształtnych (tzn. stosunek masy mózgu do przeciętnej wielkości grupy), okaże się, że naturalna, optymalna wielkość grupy wynosi dla Homo sapiens 148 osobników; przekroczenie pułapu 150 sprawia, iż presja równości uniemożliwia kontrolowanie jednostek i grupa ulega rozpadowi! Zgodnie z tym poglądem – odrzucenie go jako niesłuszny ma niewiele wspólnego z naukowym obiektywizmem – mechanizmy utrzymujące razem olbrzymie zbiorowości ludzkie są sztuczne, nasza świadomość odbiera je jako zagrożenie i broni się przed nimi. Wszystkie niepokojące zjawiska społeczne mogą być po prostu konsekwencjami wadliwych struktur społecznych. Sami doprowadziliśmy do swego zniewolenia. Bo we współczesnym świecie nie sposób mówić o pełnej wolności. Ludzi, którzy starają się ją określić, doświadczyć jej, zwykle traktujemy jako w najlepszym razie nonkonformistów, w najgorszym zaliczamy do „nienormalnych”. Aby odnaleźć wolność, konieczna jest zmiana kształtu cywilizacji – głównie likwidacja skupiskowego rozmieszczenia populacji (przez to i nadmiernego zagęszczenia) oraz odejście od modelu „aglomeracji” czy „miast molochów”.

Wolność obywatelska, osobista, sumienia, wyznania, zgromadzeń, wolność jako synonim niepodległości, suwerenności państwa, wreszcie:

 „możliwość podejmowania decyzji zgodnie z własną wolą, nieskrępowanego działania, uwarunkowana ogółem czynników społeczno-moralnych; niezależność osobista, swoboda; całokształt warunków, stosunków poza więzieniem, zamknięciem (…)”[6].

Tymczasem niektórzy dopiero zniewoleni (według kryteriów większości społeczeństwa), czyli w izolacji od grupy, doświadczają wolności (psychicznej, nie fizycznej!).

„Człowiek urodził się wolny, a wszędzie jest w okowach. Niejeden mniema, że jest panem innych, a jest bardziej niewolny niż inni. W jaki sposób dokonała się ta przemiana? Nie wiem”.

(J.J. Rousseau, Umowa społeczna)

Człowiek jest bezsprzecznie istotą społeczną. Już Arystoteles w swej Polityce (ok. 328 r. p.n.e.) stwierdził, że „(…) jednostka, która z natury, a nie przez przypadek żyje poza społecznością, jest albo kimś niegodnym naszej uwagi, albo istotą nadludzką”. Żyjemy więc w grupie i mimo całej otoczki cywilizacyjno-kulturowej właściwie od czasów dawnych koczowniczych wspólnot łowców-zbieraczy niewiele się zmieniło, m.in. wolność pozostaje przywilejem osobników dominujących. Współczesny szeroki, barwny wachlarz form ekspresji, wyrażania wolności wynika po prostu z różnorodności dominacji. Niegdyś dominacja opierała się głównie na sile fizycznej, zdolnościach przywódczych oraz umiejętnościach osiągania kompromisów i zjednywania sobie innych członków grupy, teraz można dominować dzięki pozycji społecznej, majątkowej, koneksjom, wiedzy, nazwisku itp. Zwykle mamy do czynienia z dominacją o zróżnicowanej, mieszanej genezie (np. łączącej pozycję majątkową ze społeczną, niekoniecznie z wiedzą).

„Tym, co w demokracji ludzie cenią najbardziej, nie są prawa, ale przywileje”.

(Henry L. Mencken)

Innych członków grupy obowiązuje, w różnym co prawda, uwarunkowanym cechami osobowości stopniu, konformizm, są więc (jesteśmy prawie wszyscy!) zniewoleni przez realia. Wszak to grupa określa cel, do którego powinni dążyć jej członkowie, środki pomocne do jego osiągnięcia, normy postępowania (łącznie elementy te składają się na tzw. wzór postępowania obejmujący członków grupy), wreszcie to grupa kontroluje jednostki, a w razie zaistnienia takiej konieczności wobec nonkonformistów stosuje sankcje. Znamienne, że konformizm maleje wraz ze wzrostem poczucia braku kontroli, czyli im większą daje się swobodę (wolność?) jednostce, tym bardziej jest ona sobą.

Zarówno w starożytnej Grecji, jak i w Rzymie tylko wolni mieszkańcy polis[7] lub civitas (miasto-państwo) mogli zostać obywatelami, jednak w ówczesnym modelu za wolność nielicznych płacili niewolni. To dzięki niewolnikom człowiek mógł uwolnić się od trudu i nieustannej troski związanej z zaspokojeniem potrzeb naturalnych i zapewnieniem materialnych podstaw codziennego życia oraz jego fizycznej kontynuacji (dzieci); obowiązki te obarczały niewolników i kobiety… Lecz żeby móc sobie pozwolić na posiadanie sług, niezbędne było osiągnięcie ważnej, dominującej pozycji w społeczności. W tym ujęciu ceną za wolność jednostki jest zniewolenie innej.

Społeczeństwo to jedna z podstawowych form samoorganizacji układów żywych; zgodnie z tą zasadą nieustannie wytwarza samo siebie, ponieważ nieustannie samo siebie niszczy. Od powstania instytucji państwa usiłowano znaleźć system, ustrój najefektywniej sterujący skomplikowanymi interakcjami w obrębie społeczności tworzących naród. Rządy arystokracji, tyrania, oligarchia (w Polsce XVII – XVIII w. ujawniły się zgubne skutki tzw. oligarchii magnackiej), demokracja, socjalizm itd. – każdy z tych ustrojów miał być właściwy, zgodny z naturalnym porządkiem i wieczny. Przykładowo Tomasz Hobbes (1588–1679) za najlepszą formę sprawowania rządów uważał monarchię: tylko siła równa mocy Lewiatana, która sama stoi ponad prawem – i w ten sposób nie podlega wyższej instancji – może pewnie i skutecznie utrzymać wspólnotę. Hobbes wiedział, że królowie będą popadać w konflikty z innymi królami, nie widział w tym jednak niczego złego. To naturalne, że monarchowie szukają chwały, własnej oraz swych ziem i ludu, poza granicami królestwa[8]. Obecnie w kręgu kultury o źródłach europejskich dominuje system demokratyczny, uznany autorytatywnie za najlepszy i jako taki bezpardonowo narzucany reszcie świata, niezależnie od charakteru kulturowego danego narodu, jego odrębności. Demokracja stała się wyznacznikiem wolności i postępu. Lecz nie jest tajemnicą, że idealny model ustroju nie ma szans praktycznej realizacji!

„Uważam, że zasadniczą cechą, która umożliwiła mrówkom stanie się dominującą grupą zwierząt w skali światowej, jest ich sposób bycia charakteryzujący się wysoko rozwiniętym instynktem poświęcania się dla kolonii. Okazuje się, że w pewnych okolicznościach socjalizm naprawdę funkcjonuje. Karol Marks zajął się niewłaściwym gatunkiem…”.

(E.O. Wilson)

 

„Demokracja niczego nie gwarantuje. Nie zapewni władzy ludziom mądrym i cnotliwym. Służy ona jedynie ochronie podstawowych uprawnień politycznych i wolności”[9].

Do początków XIX w. ideał demokracji, a więc i wolności obywatelskiej, kojarzono niemal wyłącznie z jej wzorem ateńskim (tzn. w postaci demokracji bezpośredniej lub partycypacyjnej). Arystoteles twierdził, że tylko uczestnictwo w społeczności polis czyni człowieka w pełni człowiekiem. Tyle tylko, że wzorzec ten dobrze sprawował się w państwie o niedużej powierzchni i liczbie mieszkańców – w czasach rozkwitu imperium perskiego[10] Ateny, największe polis epoki klasycznej, zajmowały powierzchnię około 2,5 tys. km2 (tj. 16 tys. razy mniejszą niż Persja!), mając około 150 tys. wolnej ludności (odpowiednio około 267 razy mniej niż Persja). A przecież to właśnie te „maleńkie” Ateny zmusiły potężną armię perską do odwrotu w roku 490 r. p.n.e. (bitwa morska pod Maratonem, wojska ateńskie wyczerpane ośmiogodzinnym marszem dotarły do portu w Faleronie przed niemal nietkniętą flotą Dariusza). W V w. p.n.e. istniało na ziemiach greckich kilkaset polis; mimo olbrzymiego ich zróżnicowania powszechnie uznawano i gorliwie wychwalano ich zalety[11]. Prawdziwa siła demokracji wydaje się więc tkwić w „małości”, albowiem dzięki temu możliwa jest jednolitość kulturowa, obyczajowa (już Monteskiusz twierdził, że „demokracja nie może udać się w państwie zbyt rozległym”). Ideałem demokracji jest społeczeństwo racjonalnych, kompetentnych jednostek zdolnych do podjęcia rozsądnej decyzji.

„Głosowanie wcale nie oznacza demokracji: oznacza liczenie głosów”.

(T. Stoppard)

„Największe szczęście dla jak największej liczby ludzi jest podstawą moralności i prawodawstwa”.

(J. Bentham)

Źródłem wszelkich norm i doktryn jest większość. W społecznościach małych (Ateny) mechanizm ten wydawał się racjonalny i ewentualnie nie zadowalał stosunkowo nieznacznej części obywateli. Zresztą w Atenach większość mogła sobie na tę całą demokrację tylko popatrzeć; demokracja nie kłóciła się przecież chociażby z posiadaniem niewolników. Wraz ze wzrostem liczebności społeczeństw demokratycznych zmniejszał się realny udział jednostki we władzy, równolegle rosła rzesza niezadowolonych nie tyle z systemu, co z własnej sytuacji życiowej. W państwie niedużym cele społeczności są na ogół zbieżne z celami jednostki, łatwo wzbudzić uczucie współodpowiedzialności, zarazem trudno uniknąć odpowiedzialności za samowolne, egoistyczne decyzje i zachowania. Grupa jest w stanie wpoić mechanizmy kontroli, grupa stara się kontrolować, lecz tylko obywatel świadomy swej roli i znaczenia dla ogółu będzie chciał się kontrolować. A nikt prócz niego samego nie uczyni tego efektywniej. Państwo, którego rozległość uniemożliwia wspólne narady i decyzje jego obywateli, uważali Grecy za sprzeczne z ideałem dobrego życia. Istotne jest to, że pomysł łączenia lokalnych społeczności w większą wspólnotę narodową był obcy starożytnym Grekom. Może nie dostrzegali celowości takich dążeń? Nadmienię, że stawiany od stuleci na szczycie cokołu mędrców Platon uważał demokrację za najgorszy z ustrojów… Coś w tym jest, bo po wiekach przewrotnie nawiązał do tego Churchill, mówiąc: „Najlepszym argumentem przeciwko demokracji jest pięciominutowa rozmowa z przeciętnym wyborcą”.

„Każdy obywatel musi posiadać prawo podejmowania decyzji, której podlegałoby całe społeczeństwo”.

(J.J. Rousseau)

„(…) w gminie tkwi siła wolnych społeczeństw”.

(A. de Tocqueville)

„(…) państwo jako związek gmin, hrabstw, stanów”.

(jedna z zasad federalizmu, USA)

Tęsknotę jednostek za wolnością wykorzystywano, wykorzystuje się i będzie się wykorzystywać, ponieważ ze względu na swą siłę oddziaływania jest ona skuteczna. Przykład: „Wolność, równość, porządek, oszczędność”, hasło Adolfa Thiersa (Francja 1871 r., pierwszy premier republiki), wzbudzające zaufanie społeczeństwa do państwa. Skupowano wtedy papiery państwowe, traktując to jako dobrą, rozsądną lokatę – pieniądze były przeznaczone na pokrycie kontrybucji wojennej.

„Obywatelowi państwa przysługuje wolność, czyli możliwość czynienia tego wszystkiego, co nie jest mu zakazane. Wolność to nieobecność nakazów, nie polega ona na eliminacji zakazów”[12].

Zabawa pojęciami, twierdzeniami może niekiedy doprowadzić do ciekawych wniosków. Podsumujmy więc. Człowiek jest istotą społeczną, integralną cechą społeczeństw jest dążenie do coraz większej złożoności, logiczne więc, że zarazem wzrastać będzie liczba obowiązujących jednostki zakazów. Jeżeli wolność to „nieobecność nakazów”, wówczas okazuje się, że ludzkość nieubłaganie zmierza do struktury społeczeństw, w której wolność jednostek nie będzie mogła istnieć. Albo więc wszyscy zostaną zniewoleni, albo zmianie ulegną kryteria i powstanie swoista „wolność mas”. Dominujący wzorzec życia jest niezgodny z naturą człowieka, zarazem powrót do korzeni paleospołeczeństwa jest w zasadzie nierealny. Świadomość tego może być ukrytą, acz jedną z ważniejszych przyczyn narastających w obrębie cywilizacji konfliktów. Czy dzieje zdołają zatoczyć cykl? Przyszłość pokaże.

Ostatnie dwa stulecia wyraźnie natomiast dowiodły, że ludzki umysł i wartości nie nadążają za nabierającą rozpędu ewolucją kulturowo-strukturalną społeczeństw. Jest to niebezpieczne, zważywszy na fakt, że wbrew pozorom gatunek Homo sapiens nie odznacza się redukcją emocjonalności na rzecz inteligencji. Przeciwnie – nastąpiła u niego prawdziwa erupcja psycho-afektywności; ośmielę się zaryzykować stwierdzenie, że zaistniał nadmiar (hybris) w obrębie tej strefy psychiki. Można transformować ludzkość w członków gigantycznej, globalnej wioski, obawiam się jednak, że nie sposób uczynić z cywilizacji monstrualnych Aten.

Skończę, wracając do wątku wyjątkowo pokaźnego mózgu człowieka. Mało kto wie, że w ciągu ostatnich 20 tys. lat pojemność czaszki zmniejszyła się z 1500 cm³ do 1350 cm³. Oznacza to ubytek tkanki mózgowej wielkości piłki tenisowej! Nie ma jednolitej interpretacji tego faktu, do mnie przemawia pogląd, zgodnie z którym nastąpiło samoudomowienie człowieka. Stworzyliśmy sobie własny, coraz łatwiejszy świat, technologiczny kokon dający złudne poczucie bezpieczeństwa i wyjątkowości. Bez całej tej otoczki stajemy się całkowicie bezradni. Coraz więcej osób przynosi ujmę naszemu przymiotnikowi gatunkowemu: o wyróżnik sapiens wypadałoby się jednak nieco postarać. Jako zwierzę udomowione jesteśmy słabsi (najwyraźniej także intelektualnie) od formy wyjściowej, chociaż nominalnie pozostajemy tym samym gatunkiem (podobnie jak psy są udomowioną wersją wilka, możliwe, że tzw. wczesnego wilka etruskiego Canis lupus pallipes). Jako istota udomowiona straciliśmy też prawo do wolności. Na własne niejako życzenie…

Możliwe, że głupota stanowi wrota do wolności. Jeśli ta opcja jest słuszna, to znajdujemy się na dobrej drodze.

 

Autor: Krzysztof Pochwicki

Więcej o autorze można przeczytać tutaj: http://nowemysli.pl/zmalowalem-tekst-potencjalnie-drazniacy/

Korekta: Dorota Bury

 

——————————————————————

[1] Nawiązuję tu, nieco przekornie, do myśli Horacego: „Choćbyś naturę widłami wypędzał, ona i tak powróci”. Wróci. Gorzej, gdy nie bardzo wiemy, co dźgamy.

[2] Według behawioryzmu przedmiotem naukowych badań psychologicznych może być jedynie dostrzegalne zachowanie człowieka lub zwierzęcia, nie zaś niedostępne dla obserwatora zjawiska psychiczne (np. świadomość); obecnie kierunek ten został odrzucony w psychologii i socjologii.

[3] Ewolucjonizm głosi, że społeczeństwo ludzi jest elementem przyrody, podlega więc m.in. prawu rozwoju (zmienności), przy czym rozwój ten ma charakter ukierunkowany, zmierzając do stanów wyższych, bardziej złożonych strukturalnie i funkcjonalnie. Za twórcę kierunku uważany jest H. Spencer (1820–1903).

[4] Średnia objętość w cm3: samiec szympansa 394, samiec orangutana 411, samiec goryla 506, współczesny H. sapiens 1350.

[5] Jest to współczynnik encefalizacji; wyraża stosunek masy mózgu do całkowitej masy ciała (traktuje się go jako wskaźnik inteligencji gatunku); u człowieka EQ wynosi 7.

[6] Słownik języka polskiego, pod. Red. M. Szymczak, t. III, Warszawa 1981, s. 748. Inaczej wolność to: całkowita niezależność, absolutny początek wszystkiego (w tym znaczeniu bezwzględnie wolny jest tylko Absolut).

[7] Państwo greckie, zwane nietrafnie miastem-państwem, forma państwowości typowa dla starożytnego świata greckiego. Na ogół obejmowało miasto (akropol i dolne miasto) wraz z okolicą zamieszkaną przez ludność rolniczą.

[8] Głosił koncepcję niezmienności natury ludzkiej, którą cechuje egoizm (Homo homini lupus); rozwinął naukę o państwie jako organizmie społecznym powstałym „z obawy i rozsądku”, opartym na zasadzie umowy społecznej. Uważał przy tym absolutną władzę suwerena za niezbędną dla zachowania pokoju i dostatku. Na podstawie: M. Macrone, Eureka! Co naprawdę miał na myśli Archimedes. Ciekawostki o odkryciach naukowych, Warszawa 2003.

[9] P. Śpiewak, „Wiedza i Życie”, kwiecień 1997.

[10] Około 550–486 r. p.n.e., za panowania Dariusza I Wielkiego.

[11] Liczba mieszkańców innych polis: Korynt – poniżej 100 tys., Teby, Argos, Korkyr, Akragas – po 50 tys.

[12] „Wiedza i Życie”, listopad 1996.

Tags: , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *