MENU

Nienawidzę niektórych słów – poezja Małgorzaty Hrycaj

Leszka myśli niepokorne

22 listopada 2018 Comments (0) Views: 191 Czytam, Ogólne

„Rozhuśtałeś mnie znów” – recenzja antologii Hanki V. Mody pt. „Chciałbym, żebyś mnie napisała”

„Wszyscy chcą tego samego. Poczuć jeszcze raz dreszcz pierwszego spotkania, pierwszego dotknięcia i pierwszego pocałunku. Bo każdy następny nie smakuje już tak jak ten pierwszy, gdy drżą kolana, a radość trzepocze w podbrzuszu.” – pisze Hanka V. Mody w opowiadaniu otwierającym swój debiutancki tomik zatytułowany „Chciałbym, żebyś mnie napisała.” Opowiadania nie tylko erotyczne.

 

I trudno się z nią nie zgodzić, bo rzeczywiście każdy z nas marzy o tym, by uczucie trwało w najlepsze, a serce kołatało tak, jak podczas pierwszej randki. Wszyscy chcemy tego samego, ale swoje pragnienia urzeczywistniamy na różne sposoby, tak jak bohaterowie wykreowani przez autorkę.

 

Na książkę składa się dziewiętnaście form prozatorskich o różnej objętości i treści. Znajdziemy tu opowiadania erotyczne, z soczystymi opisami aktu zbliżenia (m.in. „Chciałbym…”, „Dziewczynka”, „NAStroje”), teksty melancholijne i nastrojowe (m.in. „NIEwinność”, „Ona”, „Nie znikaj”), ale też opowiadania pełne humoru i swady („Między stopami”, „Kolejny dzień”). No i jedną mrożącą krew w żyłach sensację („Lustro”).

 

I choć tytuł może sugerować, że Mody opowiadać będzie przede wszystkim o mężczyznach, nic bardziej mylnego!

Oczywiście, w światach przez nią stworzonych mężczyźni zajmują istotne miejsce, są silni i władczy, niejednokrotnie to panowie sytuacji, decydujący o losie swoich towarzyszek, ale w rzeczywistości ta antologia poświęcona jest kobietom, ich uczuciom i pragnieniom.

Co ciekawe, i jest to według mnie walor opowiadań, większość z bohaterek Mody wykreowała na kobiety słabe, uległe, niezrozumiane i rozchwiane emocjonalnie. Łączy je także silna potrzeba miłości, niedosyt wrażeń i doznań. Poszukując ideału, decydują się na różnego rodzaju ustępstwa oraz rezygnują z własnych potrzeb na rzecz partnera. Strach przed samotnością nie pozwala im funkcjonować normalnie, dlatego w swoich działaniach posuwają się dalej i dalej, przekraczając granice bólu i tradycyjnie pojętej przyzwoitości. Często cechuje je skłonność do poddawania się przemocy kochanka, byle tylko nie odszedł:

 

„Byłam gotowa paść na kolana i błagać. A przecież nie lubię bólu. Nigdy nie lubiłam.”

(„Chciałbym, żebyś mnie napisała”)

 

„Założyłam w końcu tę obrożę i podeszłam do regału z książkami.(…). Upadłam na kolana i podeszłam do swojego pana na czworakach, zupełnie jak pies do właściciela.”

            („Trzy miesiące”)

 

Bohaterki uległością próbują zwrócić na siebie uwagę, wzbudzić pożądanie partnera. I nie chodzi tu o BDSM. O ile w kilku opowiadaniach rzeczywiście mamy z nim do czynienia, i stanowi on zabawę erotyczną, na którą zgadzają się obie strony i czerpią z niej porównywalną przyjemność, o tyle niektóre teksty zmuszają mnie do interpretacji głębszej, wychodzącej poza granice fantazji seksualnych bohaterów.

Tak jest na przykład w opowiadaniu „Przytul mnie”, gdzie kobieta potrzebuje jedynie ciepła, wsparcia i miłości, ale nie tej cielesnej, a jej kochanek sprowadza ją do roli seksualnego robota gotowego na przyjęcie nasienia nawet w chwili emocjonalnej katastrofy. Bohaterka w końcu się zgadza i wmawia sobie, że w gruncie rzeczy sama tego chciała:

 

„Krzyknęłam i ugryzłam się w ramię, szalejąc w spazmach i wijąc jak dzikie zwierzę złapane w potrzask. Trzymałeś mnie mocno, wciąż nabijając na siebie. Jeszcze nie skończyłeś, ale zwolniłeś, bym mogła wrócić. Już nie miałeś litości, a ja jej już nie potrzebowałam.”

 

Kobiet-seksmaszyn znajdziemy tu więcej i nie tylko mężczyźni są za to odpowiedzialni. W opowiadaniu „Dziewczynka” w rolę samca alfa wchodzi inna kobieta, która nie przebiera w środkach, by uzyskać seksualne spełnienie. Ten tekst dedykowany jest miłośnikom mocnych wrażeń. Słowa więcej nie dodam. Kto ciekawy, ten sprawdzi.

 

Ale poza – użyję tu skrótu myślowego – bohaterkami-rekwizytami, Mody pokusiła się o stworzenie niewiast, które urzekają subtelnością, budząc sympatię, ale też współczucie. Z nimi łatwo się utożsamić i jeszcze łatwiej zrozumieć motywy ich postępowania. To kobiety, którym na przykład, mówiąc delikatnie, nie poszczęściło się w małżeństwie, zupełnie niezrozumiane i odrzucane przez ukochanego:

 

„– Skończyło się? Przyjdź, proszę, do mnie i mnie przytul – próbuję.

– Teraz są reklamy, ale jeszcze będzie studio. Chcę posłuchać, co będą mówili. – Głowa mojego przystojnego męża pojawia się w drzwiach. Zdaje się być zupełnie nieświadomy tego, co przeżywam, albo może wcale nie chce być tego świadom.

 – Stąd też słychać, nie możesz się przytulić? – Nie daję za wygraną.

 – To nie to samo, ale teraz mogę cię przytulić na chwilkę, dopóki się reklamy nie skończą.”

(„Nie wypada”)

 

Chłód emocjonalny partnerów odciska na nich piętno, zmuszając do dramatycznych decyzji, tj. próby samobójcze (wzruszająca miniatura pt.: „Zniknąć”) lub do poszukiwania szczęścia (nawet tymczasowego) poza związkiem („NIEwinność”).

W opowiadaniu „NIEwinność” Mody z wyczuciem i bez zbędnej egzaltacji opisuje dzień z życia mężatki, która dała sobie chwilową wolność. To jeden z lepszych tekstów tej antologii, gdzie klimat i nastrój wciągają czytelnika do ostatniej strony.

 

„Oboje wiedzieli, że każdy czas się kiedyś kończy. Ich skurczył się o wczorajszy dzień i minioną noc. Wiedzieli, że to nie film, dubli nie będzie, nie będzie można nic przewinąć. Powoli wyłuskiwali się ze śpiworów, starając się łapać każdą chwilę. Słońce podnosiło się, leniwie tkając krajobraz. Trawa znów stawała się soczysta, piasek złoty, a jezioro nabierało mięsistej, turkusowej barwy.  Wszystko pachniało intensywnie.”

 („NIEwinność”)

 

Podobny łagodny klimat odnajdziemy w opowiadaniu „Ona”, poruszającym temat niespełnionej miłości, z której zrezygnowały dwie główne bohaterki. Brawa za nastrój!

 

Hanka V. Mody w „Chciałbym…” smutek mnoży i potęguje. Ale jako że kobieta zmienną jest, w antologii nie zabrakło opowiadań nieco lżejszych, gdzie traumy są wspomnieniem przeszłości („Między stopami”), a życie potrafi zaskakiwać („Kolejny dzień”). W tekstach tych najbardziej uwidacznia się talent autorki do tworzenia zabawnych i błyskotliwych dialogów:

 

„– Oj, mógłby mnie tak za włosy… – Oczy zachodzą jej mgłą.

 – I do jaskini – kończę za nią, zrywam źdźbło trawy i wkładam do ust. Zamiast tabletek. Na uspokojenie.

 – Niechby mnie tak posiadł, sponiewierał… – Wierci się, uśmiecha.

 – Przypominam ci, że niedawno sponiewierał cię Raf. – Uśmiech znika z twarzy Małej, a ja ganię się za swoją niedelikatność.

 – Fakt, ja bym drugiego takiego już nie zniosła ze swoją słabą psychiką. – Mała kurczy się na krzesełku. Chwila spokoju. Oddycham. – Ty i Duży Łysy jesteście tacy zachuchani – wzdycha Mała.

 – Chyba „zakochani”? – poprawiam ją. Jakiś ptak przelatuje nad nami i chlap, nasrał mi na kolano. Krzywię się. Lubię ten dres. Mała wyciąga, nie wiedzieć skąd, chusteczkę i rozciera mi całe to gówno po spodniach. No, pięknie.

 – A nieprawda. „Zachuchani” to jakby nawet więcej niż „zakochani”. Czasem, jak tak patrzę na was, to mam wrażenie, że oddychacie sobą. – Siada znów na swoim krzesełku.

– Kochana, nie chcę cię martwić, ale to jest fenyloetyloamina. – Uśmiecham się do niej krzywo.

 – A dokładniej? – Patrzy zdziwiona.

 – A dokładniej to C8H11N.

Mała wygląda na jeszcze bardziej zdziwioną.

 – Co ty bredzisz!? – podnosi głos.

 – Niestety, nie bredzę. Chciałaś dokładniej, to podałam ci wzór miłości.”

 („Między stopami”)

 

Bohaterki stworzone przez Hankę V. Mody pragną szczęścia i miłości, i poszukują ich na każdym etapie życia. Często to droga przez cierpienie, zarówno fizyczne, jak i duchowe. Zwykle przegrywają walkę ze sobą lub z partnerami, którzy nie potrafią lub nie starają się ich zrozumieć, przez co relacje słabną albo nawet zupełnie zanikają, a bohaterki pozostają nieukojone w żalu, z namiastką prawdziwego uczucia.

Narracja większości opowiadań należy do żeńskich postaci, ale w trzech przypadkach autorka oddaje prym płci brzydkiej („Kolejny dzień”, „Dotknąć gwiazd”, „To nie ją…”). Tutaj mężczyźni mówią swoim głosem. I co się okazuje? Ano to, że (uwaga! To już było we wstępie): wszyscy jesteśmy tacy sami i chcemy tego samego. Bowiem – podobnie jak kobietami – mężczyznami targają emocje równie silne, co niszczące. Tak więc mężczyźni pragną miłości, odczuwają stratę i cierpią. Przeżywają rozterki związane z ojcostwem („Dotknąć gwiazd”), nie znajdują zrozumienia u płci przeciwnej („Kolejny dzień”), tęsknią za minioną miłością („To nie ją…”). Ale w tej antologii nie oni są najważniejsi, choć chcą, by tak było, o czym świadczy już rewelacyjny tytuł „Chciałbym, żebyś mnie napisała”. I rzeczywiście, Mody o nich pisze, ale to kobiety znajdują się w środku jej literackiego wszechświata.

Ta Mazurka, w której żyłach płynie tatarska krew, napisała książkę o związkach międzyludzkich, raczej tych nieudanych niż udanych, gdzie cierpienie przeplata się z chwilami cielesnej rozkoszy, by po czasie zniknąć i pozostawić bohaterów w depresyjnej pustce. To opowiadania o braku spełnienia, o rekompensowaniu strat emocjonalnych przemocą seksualną dającą pozorne szczęście, o oszukiwaniu się substytutami uczuć, o potrzebie poszukiwania nowych doznań. I chyba też o niedopasowaniu.

Myślę, że antologia ma szansę, by zyskać tylu zwolenników, co przeciwników – wszak są w niej fragmenty mocno skandalizujące i obrazoburcze, ale też i takie, które spodobają się czytelnikom oczekującym prawdziwych wzruszeń.

To ciekawa pozycja na naszym rynku czytelniczym, ponieważ Hanka V. Mody sięga po tematy, o których dotąd nie pisało się z taką szczerością i otwartością. Mocno erotyczne fragmenty współistnieją na równi z wątkami obyczajowymi i psychologicznymi, czyniąc z „Chciałbym, żebyś mnie napisała” lekturę idealną na deszczowe, jesienne wieczory. Będzie gorąco! Obiecuję.

 

Autor: Katja Tomczyk

 

 

 

Tags: , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *