MENU
kasia-kavi-kozlowska-foto5

Delikatny zawrót głowy – poezja Katarzyny Victorii Kozłowskiej

12294705_1564850413844964_4481482942971061347_n2

Déjà vu – poezja Roberta Baranowskiego

5 grudnia 2016 Comments (0) Views: 709 Czytam, Opowiadania

Pustynia – miniatura Elizy Segiet

pxZ nieśmiałością, niepewnością, a nawet z lękiem, powolutku podchodził do czworonożnego, wielkiego, – wcześniej znanego tylko z książek, z ekranu telewizora i cyrku – zwierza. Piasek- wyglądający jak mąka – przesuwał się pod stopami. Każdy krok przybliżał chłopca do celu. Wejść na niego i poczuć smak pustyni. Bardzo się bał, przecież z niego spadnę wejdź ze mną – powiedział do swojej mamy. – Boję się, ale przez moment chcę się poczuć tak jak Staś i Nel. Mama umierała ze strachu, ale nie chciała mu tego powiedzieć. Weszła na leżącego kolosa. Po chwili przechyliła się, by pomóc wspiąć się dziecku. Wtedy dopiero zobaczyli, co znaczy siedzieć na wielbłądzie. Kolos powolutku wstawał, najpierw uniósł swoje tylne nogi. To było najgorsze, bo nikt ich nie uprzedził jakie to jest uczucie… obydwoje przychyli się do przodu, by po chwili, kiedy on już twardo stał na tylnych nogach zaczął podnosić przód swego ogromnego ciała. Najpierw klęknął na kolanach – chyba właśnie tak można to nazwać-, by po chwili stanąć i zacząć przemierzać mały fragment pozornej monotonii. Na swoich smukłych, pięknych nogach przesuwał się jak okręt na oceanie. Morze piachu, które widać z tej wysokości, falowało. Beduin, dla którego pustynia jest domem, szedł powoli trzymając na uwięzi swojego towarzysza. Rozmawiał z nim, krzyczał: jalla, jalla! A on szedł zanurzając swoje kopyta w bezkresie piasku. Czasami odzywał się do swojego pana: hhhhhhhhhhh , a z góry, z jego grzbietu to brzmiało jak ostrzeżenie przed burzą. Podróżni kołysali się rytmicznie. Bali się obydwoje, ale mama nie pokazywała lęku. Tylko uspakajała dziecko. On tylko żartuje, on nas lubi – mówiła.

Wielbłąd szedł powoli, majestatycznie. Ogromnymi rzęsami odgarniał drobinki piasku, które próbowały zamieszkać w jego oczach. Nagle piasek zaczął wirować, zaczęły robić się skierowane ku górze leje. Jakby chciał wlecieć do nieba. Miliardy „mącznego” pyłu wpadały jeden po drugim, wszędzie. Był w każdej szparce, w każdej kieszonce, w każdym załamaniu szortów, był wszędzie. Przemieszczał się z zastraszającą prędkością. Dziecku mama zasłaniała oczy i usta żeby tylko jak najmniej szkód wyrządziła pustynia. Wielbłąd szedł spokojnie, co jakiś czas mrugał oczami i odwracał głowę, bosy Beduin tylko skrywał się za nim i dalej podążał do miejsca przeznaczenia. W oazie dowiedzieli się, że nadchodzi burza piaskowa. W takim razie, co to było spytał malec. Tak witała cię pustynia, byś pamiętał, że ona ma swoje prawa. Chciałeś mieć przygodę jak Staś Tarkowski to pustynia przez chwilę pokazała ci jaką ma siłę.

Turlali się z wydm, nie patrząc jakie jeszcze zakamarki znajdzie piasek. Zjeżdżali jakby obydwoje mieli po siedem lat. Wiedzieli, że tutaj wrócą, bo to magicznie miejsce, z dala od problemów świata.

 

Autor: Eliza Segiet

Więcej o autorce: http://nowemysli.pl/przydarzylo-sie-zycie-poezja-elizy-segiet/

 

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *