MENU
fot. z archiwum autorki

Spotkanie – poezja Iwonny Buczkowskiej

15902468_1428829717129469_1727903027_o

Rzepiór intercontinental

4 stycznia 2017 Comments (0) Views: 936 Czytam, Poezja

Przypływy i odpływy – poezja Elżbiety Kowalczyk

rozproszenie

Eleanor kusi słodką pomarańczą;

stawia na swoim,

kobieta wyzwolona

doprawdy?

 

winy zamierzone,

niewinnie grzeszne

niesie na barkach;

 

dojrzewa do uczuć, kurwa mać!

przeprasza niebo i ziemię;

za przekleństwo, za miłość

 

Bóg szaleniec moczy nogi

w miednicy pełnej przykazań

kpiarz, poeta, esteta?

 

Eleanor dostała w darze namiętność;

gratis – odpowiedzialność

i wilka z czarnymi myślami

i jasnym spojrzeniem

 

a chciałaby być znów tylko ptakiem

lecącym nad jeziorem,

rozproszonym urokiem świata

 

 

Kwadra

Eleanor

błądzi po ciemnej

stronie księżyca

nie tylko nocą

 

samotność

i za dnia bywa

kosmiczną prawdą

o wieczności

 

dziwny był księżyc

widziany razem

rozbłysnął

zimnym blaskiem

 

szaleniec

w mojej głowie

dopiero wczoraj

zasiał trawę

 

 

przypływy i odpływy

nie grzeszę świętością

mało się modlę

prawie wcale

samotność moja jak rzeka płynie

nie pragnęłam jej

tak jak pragnę tego

czego nazwać nie umiem

 

znowu jestem w centrum miasta

nie odbijam się w kolorowych witrynach

nie ma mnie

nie ma

a to czego pragnę JEST

wciąż nieuchwytne

 

powiedzieli mi

każde cierpienie przybliża

każda naga łza

jest wyzwolonym ptakiem

płacz

 

czuję jak wzbiera we mnie

morze miłości

i strach niezgrabny

gorzki jak piołun

duszę się przy każdym

człowieku

 

nie mogą znaleźć ujścia

moje przypływy

ciągle odpływam

szukając Ciebie

 

 

pożegnanie

coraz dalej nam do siebie

nie mamy już wspólnego kąta

ani miejsca za drzwiami

 

nie mamy za wiele do powiedzenia

drzewom ptakom ani sobie

może rację mają ci

którzy mówią

– kocha się za nic

więc nic nie mówmy

 

kochaliśmy się w upalne lata

i mroźne zimy

sięgaliśmy gwiazd

by poczuć jak bolą

wzniecaliśmy pożar serc

by poczuć jak parzy

 

innych nasze szczęście

 

 

któregoś dnia zaskoczy świat

myślałam nie zaskoczy mnie burza

ciepło popłynęło wyżej

powoli skrapla się wilgotność

powiało chłodniejszym wiatrem

pierwszy piorun zapłodnił ziemię

od grom(nic) pojaśniało niebo

– a jednak zadrżałam

 

myślałam nie zaskoczy mnie cisza

przed nami było jeszcze

tyle wspólnych chwil do przeżycia

przejażdżki rowerem w stronę jeziora

i koncert na wyspie

smutki nie lubią być same

nasionka myśli kiełkują

wspomnieniami

– a jednak osobniejemy

 

myślałam nie zaskoczy mnie miłość

jestem rozsądną kobietą

lepię pierogi czasem wiersze

zasypiam w cynamonowych sklepach

i sprawdzam ile twojego patrzenia

jest jeszcze we mnie

mam wiele do powiedzenia

– a jednak nic nie mówię

 

 

jeszcze

jeszcze tak niedawno

twoje dłonie

w moje wplecione były

teraz jak wiosenne kaczeńce

wyrastają z nich wiersze

 

jeszcze tak niedawno

moje dłonie

zanurzone były

w twoich rozwianych włosach

przeciekały miedzy palcami

jak wiosenny potok

gdy topnieją

między nami lody

 

jeszcze w odgłosie

wspólnych kroków

pobrzmiewa echo

rozwiązywanej kokardy

 

a już niewidoczne

zacierają przekroczone granice

srebrnoczułych ust

 

 

bezruch

na uliczce Vermeera

tylko kobiety nie zasypiają

w nabożnym skupieniu

przebierają w palcach

każdy dzień

 

na uliczce Vermeera

czerwone kamienice

przykucnęły z dziećmi

na przedmieściu

by usłyszeć

choć bicie serc

 

nawet bruk skamieniał

z braku

miejskiej komunikacji

 

 

manekin

ubrany w nie swoje ciuchy

zatracił tożsamość

musi stać sztywno

w określonej pozie

przypominają mu o tym szpilki

wyostrzone na miarę

 

pamięta też

by nie patrzeć na boki

odkąd stracił głowę

dla krawcowej

 

 

na marginesie

wyrzuceni poza nawias zostaną na marginesie

luźne myśli przydatne jak dłoń kochanki

może kiedyś wyczytają tam ukryty sens

 

jeszcze bez… ale już niedługo

wtajemniczeni wyruszą na rowerowy szlak

gdzie fioletem przetną się bezdroża

 

teraz stoisz przeciwko mnie

na wprost zachodu słońca

mrużąc oczy na kształt emotikon smaile

jeszcze nie przeczuwam śmierci nadziei

 

 

fot. z archiwum autorki

fot. z archiwum autorki

Elżbieta Kowalczyk: Mieszkanka Dolnego Śląska, miłośniczka poezji i jezior. Należy do grup poetyckich „Ogród poetów” oraz „Pisz i czytaj wiersze”. Jej wiersze można znaleźć w wydanych antologiach ww. grup, a także w dolnośląskim dodatku kulturalnym gazety Rzeczpospolita. Urodzona optymistka – wierzy w dobroć i mądrość człowieka.

 

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *