MENU
px

U fryzjera – felieton Bożeny Mazalik

px

Poezja – felieton Marka Jastrzębia

2 kwietnia 2017 Comments (6) Views: 1402 Myślę

„Przekrój” – felieton Marka Jastrzębia

imagesIlekroć myślę o losach tego pisma, pisma, którego nie zniszczył komunizm, zaś wykończył kapitalizm, a raczej jego parodia – dokucza mi depresja; lata temu krążyła po Polsce piosenka Sikorowskiego „Nie przenoście nam stolicy do Krakowa”. A ja sobie śpiewałem: nie przenoście nam Przekroju do Warszawy.

Niestety, moje modły trafiły do niewłaściwych niebios i magazyn zszedł na dziady: jeżeli przed przeprowadzką w 2002 r. jego nakład oscylował w granicach siedmiuset tysięcy egzemplarzy, to po przenosinach, zmianie profilu i właściciela, dopełzł do czołówki bezwartościowych piśmideł o nakładzie nie przekraczającym trzydziestu tysięcy.

Kiedy więc mam wolne od zastanawiania się nad swoim „tu i teraz”, gdy chcę odprężyć się i nie zgłupieć do reszty, zaglądam do szafy zapełnionej starymi rocznikami tego czasopisma i wracam do lektur wywodzących się z czasu bajek o żelaznym wilku. Ogarnia mnie wtedy uczucie wściekłości, że jego poszczególne egzemplarze nie mogą udowodnić głuszcom i ślepcom, że za komuny też istniało kulturalne życie.

Tu stara śpiewka: życie było wtedy (pod pewnymi względami) lepsze, bujniejsze, znacznie ciekawsze od teraźniejszego, wzbogacone o przeżycia z pogranicza okolic duchowego wykwintu. Lecz, jak to bywa z podróżami po sentymentach minionej świetności, poczęły mnie dręczyć dwubiegunowe, naprzemienne reminiscencje, podekscytowania zabarwione goryczą, żalem i mgławicowymi nostalgiami.

Z jednej strony rozpierało mnie uczucie dumy na myśl, że nawet w chwilach, gdy po naszym kraju grasowały ideologiczne tłumoki i plenił się zamordyzm, potrafiliśmy przeciwstawić się tym idiotyzmom tworząc unikalny tygodnik. Natomiast z drugiej strony zastanawiałem się, jak to możliwe, że w czasach, gdy nareszcie jesteśmy wolni od grasantów i nie gnębią nas jakiekolwiek tuzy cenzury, ciągle nie stać nas (przy obecnych zdobyczach technicznych!) na kontynuowanie wypracowanych i sprawdzonych wzorów wydawania takich pism, a przeciwnie, stać nas na ich likwidację.

Pieścimy w sobie ongisiejszy zwyczaj czytania kulturalnych periodyków. Z nawyku sięgamy do ich lektury, by już po chwili stwierdzić z rozczarowaniem, że jest coraz mniej znanych i lubianych, a powstaje coraz więcej przeciętnych, że zapanowała wszechobecna moda na niechlujstwo czy niski poziom sztuki poligraficznej.

Nie ma w tym jednak nic dziwnego, bo za obecny stan rzeczy odpowiedzialny jest skandaliczny procent budżetu przeznaczonego na kulturę; podczas, gdy w innych krajach wydatki na naukę czy oświatę albo się zwiększają, albo utrzymują na wysokim poziomie, my jako kraj cywilizowany, a więc mądrzejszy od reszty Europy, ze wszystkich sił staramy się je zredukować.

Dopiero co narzekaliśmy na szarobury entourage socjalizmu, na wtłoczenie nas w przeciętność. Ponoć zakończył się najgorszy etap naszego istnienia w kraju „nad Wisłom”. Wszelako dotąd nie potrafimy go zastąpić systemem efektywniejszym i znowu, jak za minionych lat, tkwimy w przedsionku do zwyczajności.

Jest mi z tego powodu przykro, a podejrzewam, że nie tylko mnie, bo sprawa jakości edytowania czegokolwiek staje się coraz szerszym i niepokojącym zjawiskiem. Mógłbym więc znowu międlić polemiczne słowa, dlaczego jest nie tak, jak chcieliśmy, mógłbym przerzucać się samograjowymi argumentami, ile to nam się pokundliło i zaplątało na odcinku kultury, ale czy od mojego marudzenia przybędzie rozumu tym, co go utracili?

A jak czytam, kto w nim pisał, zalewa mnie krew. Z autorów polskich: Maria Dąbrowska, kongenialna tłumaczka Julio Cortazara – Zofia Chądzyńska, Magdalena Samozwaniec, Stefania Grodzieńska, Izabela Czajka, Wanda Falkowska, Maria Zientarowa („Wojna domowa”), Konstanty Ildefons Gałczyński, Sławomir Mrożek, Stefan Wiechecki, Jan Stoberski.

Jerzy Szaniawski drukował opowiadania o profesorze Tutce, Jan Kamyczek prowadził specjalną rubrykę savoir-vivre’u. Można było zapoznać się z literackimi rozważaniami Artura Sandauera, napawać twórczością Stanisława Dygata, esejami Jana Błońskiego, zza Żelaznej Kurtyny nadsyłali reportaże Olgierd Budrewicz i Roman Burzyński, co w gomułkowskich czasach było ewenementem.

Rysunkami przyozdabiał tygodnik Antoni Uniechowski, Zbigniew Lengren zamieszczał swojego Filutka, ilustrował niezapomniany Daniel Mróz, wierszy dostarczali Jan Brzechwa, Janusz Minkiewicz, Ludwik Jerzy Kern, felietonami sypali Jerzy Waldorff i Lucjan Kydryński, a jego brat, Juliusz Kydryński, przetłumaczył „Most na rzece Kwai”, swoiste uzupełnienie filmu niedostępnego w naszych kinach wyświetlających radzieckie gnioty.

W nim publikował swoje powieści (Katar, Śledztwo) Stanisław Lem. W nim też Piotr Skrzynecki przedstawiał swoją obrazkową powieść (Szaszkiewiczowa, czyli „Ksylolit w Jej życiu”).

Natomiast zgniły zachód reprezentowali Françoise Sagan, Curzio Malaparte, Franz Kafka, niedościgły humorysta – Roald Dahl, Luis Borges, Ramon Gomez De La Serna i wielu, wielu innych pisarzy, grafików, malarzy, których tekstów próżno by szukać na mapie innych czasopism. Tu znalazły bezpieczną przystań i to wokół niego skupiły się wybitne indywidualności tworzące niepowtarzalny klimat.

Wbrew socrealistycznym modom na intelektualną zgrzebność, dzięki konsekwencji, uporowi, dyplomacji w redakcyjnych rozmowach z ciemniakami od cenzury, narodził się znany i masowo czytany periodyk. Znany powszechnie, gdyż na ówczesnym „rynku” był wyjątkiem, odmianą, nieustannym udowadnianiem, że przy odrobinie dobrej woli może powstać coś wspaniałego, coś wyraźnie, dobitnie, namacalnie różniącego się od partyjnych zaleceń.

Marian Eile, pierwszy Naczelny (od 1945 do 1969 r.) przeszedł do historii: wykruszyła się stara wiara i nastało WIELKIE BUM: „nadejszły” czasy zwycięstwa miernot.

Ps.

Tekst powstał na dwa lata przed reanimacją pisma. Przed jego powtórnymi narodzinami. Tym razem udanymi, bo zazwyczaj dzieje się tak, że jeśli jakiś utwór odniesie sukces, autor produkuje następne części w nadziei na sukces. Mamy więc kopiowania po kokardę: „Szczęki” 91, „Rambo” 20 lub ”Szczytowanie na ekranie” po raz pięćsetny.

Robienie serialu z tematu na jeden film, nie zawsze jest strawnym przedsięwzięciem. Często powtórka jest nudna, jej akcja – sztuczna i przewidywalna, krótko mówiąc, treść nie umywa się do pierwowzoru. Dochodzimy więc do wniosku, że byłoby lepiej, gdyby się na nim skończyło. Stwierdzamy, że kandydat na Felliniego powinien zwiać na pawlacz z poronionymi koncepcjami.

Lecz zjawisko to nie występuje w przypadku wznowienia „Przekroju”. Po przeczytaniu pierwszego numeru, tygodnika przekształconego w kwartalnik, „odetchłem z prawdziwom ulgom”, albowiem odżył  we mnie optymizm; twórcy, zarówno nowi, jak i „starzy”, zachowali ówczesny klimat. Zmaterializowały się szaty graficzne i niektóre legendarne rubryki z tamtych lat, w tym – szatańska krzyżówka; do łask wróciło tak potrzebne miejsce dla pisarzy i ich czytelników.  Czyli „jak się chce, to można”.

 

Autor: Marek Jastrząb

 

 

Tags: , ,

Komentarze do „Przekrój” – felieton Marka Jastrzębia

  1. pablos pisze:

    Jestem zmuszony przyznać słuszność. Dobrze, że jeszcze ktoś się zna na pisaniu.

  2. Marek Lewandowski pisze:

    Niestety, dla „możnych tego Świata” !!,.. Marek JASTRZĄB ma absolutną rację !!,… „udławiliśmy się” zdobyczami „Demokracji”, wraz z którą „przyplątał się” z Zachodu „pociąg” do kontestacji wszystkiego, nawet Kulrury . Marka pojęcie „szarobury entourage socrealizmu” powinno wejść do tematów, którymi mają obowiązek zająć się naukowcy socjologii. „PRZEKROJU” nie wykończył socrealizm tylko „głupota domorosłych decydentów” IIIRP, zwłaszcza z twz.”republiki Tuska”.

  3. Eugeniusz pisze:

    Pięknie Pan to wszystko przypomniał. Dzięki.

  4. Myślę, że głównym winowajcą jest internet a nie jakakolwiek „polityka”. Oferuje znacznie bogatszą ofertę, za darmo, To nie znaczy, że lepszą. Gdy TV miała tylko jeden program (mówię tylko o sferze kultury), to dobre pozycje musiały konkurować ze sobą, by się zmieścić. Natomiast, gdy kanałów jest kilkadziesiąt, to skąd wziąć arcydzieła, by je nimi wypełnić? Teatr TV był wyczekiwanym wydarzeniem, dziś w YT, jest dostępnych o każdej porze wiele inscenizacji, tej samej klasyki. To samo dotyczy Przekroju – był jedyny. Teatr upada z tych samych powodów, Mrożek swoimi aluzjami wypełniał sale. Dziś naga prawda przekazywana słowem „kurwa” niewiele osób przyciągnie.
    Czasy się zmieniły, ale nie mam żadnej nostalgii za przeszłością. Nie mediów nam brak, lecz twórców.
    Polecam Elżbietę Isakiewicz, dostępną właśnie w internecie. Ktoś jej aktualnie dorównuje?

  5. Anna Ciupińska pisze:

    Właśnie mam przed sobą pierwszy tegoroczny numer. Kupiłam miesiąc temu, bo uwiodła mnie okładka, prosta, bura, lecz niepozbawiona głębszej myśli i tytuł przywołujący wspomnienia… Moja mama kupowała „Ty i Ja” oraz właśnie „Przekrój” Czytałyśmy od deski do deski. Wtedy tzw. gazety „się smakowało”, o artykułach rozmawiało nie tyle z dziećmi, co sąsiadkami i niekoniecznie przy kawie. A było o czym, oj było… A teraz siedzę sobie i kontempluję strona po stronie, zaznaczając, co będzie czytane wpierw, co później, ale już widzę, że te 146 stronic będzie doskonałą lekturą, na co najmniej tydzień. Witam też z radością „Humor zeszytów” oraz Ludwika Jerzego Kerna, nie wspominając o przyjacielu Filutku i innych, których odkrywam na nowo. Cieszy mnie też ogromnie papier, który nie poraża wzroku, jak też brak całostronicowych, agresywnych i wkurzjących reklam. Całość tchnie spokojem i dobrą robotą, a w związku z powyższym — myślę sobie — po lekturze i powrocie do domu, wykupię prenumeratę. I nie będą to — jestem pewna — zmarnowane pieniądze.

  6. pieram tezę, że w PRL-u żyło się ciekawie, wcale nie „szaro”, jak głoszą ponoć szkolne podręczniki. Przekrój był czasopismem skierowanym do wszystkich, czytała go np. moja babcia (przedwojenna krawcowa w Drohobyczu, po wojnie na ziemiach zachodnich). Była w nim nutka finezji, nie tyle niezgody na komunę (nie było to czasopismo polityczne), ale finezji polegającej na niezgodzie na szarość i prostactwo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *