MENU
fot. Z. Muszyńska

Woolwich – opowiadanie Zuzanny Muszyńskiej

rys. Izabela Szymczak

Pieta – opowiadanie Izabeli Szymczak

24 sierpnia 2016 Comments (1) Views: 854 Czytam

Pogoda nie istnieje – poezja Pauli Gotszlich

Skała

Kamień spadł mi z serca i to na nim zbudowano hipermarket.

Słychać muzykę z płyt podłogowych tego miejsca,

zaczynam wierzyć, że punk rock is dead.

To mój występek,

niech zastrzeli mnie agent Cooper

w rocznicę wykończenia mieszkańców wesołego miasteczka.

 

Byliśmy bez winy, dopóki pierwsi nie rzuciliśmy kamieniami.

 

 

Bomba

Potężny rozległ się huk

i odwrócili się, jak gdyby usłyszeli własne imię.

 

Armia maszeruje. Armia śpi. Armia płacze.

Psy szczekają

w blasku

niepełni

księżyca

 

 

Awangarda

Psy szczękają

w blasku niepełni księżyca.

Jesteśmy sami w środku miasta, masy, maszyny, mieszkania.

 

Świat jest tak pełen,

że aż pęka w balonach dzieci marzących

o czymś wielkim

oraz w taflach lodu na rzekach,

w których toniemy

i to nas koi.

 

 

Apel

 

1.

 

W tym mieście wywieszam apel ze zdjęciem,

na którym wyglądam lepiej niż w Rzeczywistości

(tam tkwię i przypuszczam, że marniejsze jest wszystko

wobec innych wymiarów).

Chodzimy.

Ludzie chętniej głaszczą obcego psa, niż obcego

człowieka – każdy pieszy dotyka teriera zamiast mnie i mojej rodziny.

 

2.

 

Powiedziano, iż na pierwszym miejscu jest antyk.

Otóż czuję, że na pierwszym miejscu jest miłość.

A na starą miłość najlepsza jest nowa miłość.

A na starą miłość najgorsza jest nowa miłość.

 

3.

 

Nie wiem o czym jest apel,

choć dotyczy każdego. Chodź, dotyczy każdego.

 

 

Bezdech

w lesie rośnie dziki bez-

dech drewnianej sceny szklanego życia nie

widać pary oczu jak guziki marynarki

wojennej strategii pirata

drogowego znaku

pokoju w kościele

w niedziele

będąc wolnym od rymów

częstochowskich murów schodowej

klatki lecą filmowe

z rękami w kieszeniach

nad piętą

Achillesa

a na nich tylko ja-

gody jeleni

 

 

w lesie pachnie czarny

bez

świata powszedniego

spokój

i beztroska ponad słabości

na granicy bezdechu

 

 

Po nocy spadających gwiazd

Być może zleciało nawet Słońce.

Dzień jest zimny, lecz mieszkańcy ubierają się ciepło.

Ktoś stwierdził, iż pogoda nie istnieje.

 

###

 

Pogoda nie istnieje.

 

###

 

Stoję na dworze. Jeśli poczuję się słabo, nie wyjdę

już na żadne zewnątrz.

W sklepie wyłożono cukierki, jak gdyby

można się było nimi poczęstować. Dopiero teraz

mam pewność, że tak to wygląda.

 

###

 

Życzenia wymawiano na głos pod drzewem.

Buk ich widział i słyszał.

 

 

Nieszczęśliwe zakończenie

tutaj jest trzęsienie ziemi i wybuch wulkanu.

tutaj jest powódź, a Arka Noego to jedynie zespół.

 

pożar i elektrowstrząsy.

susza. bum.

nic ładnego nie zostanie ze zniszczeń.

zło zwycięży nad dobrem.

wiem to na 50%.

 

fot. za archiwum autorki

fot. za archiwum autorki

Paula Gotszlich: urodziła się w 1992 r. Studiuje filologię polską na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Pracuje nad debiutanckim tomikiem. Mieszka w Tarnowskich Górach.

 

 

 

Tags: , ,

Komentarze do Pogoda nie istnieje – poezja Pauli Gotszlich

  1. MiloM pisze:

    Czekam na Pani debiutancki tomik… Ładnie się Pani złości na ten świat i dziwi sama tej złości…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *