MENU
grafika-tytulowa

Mężczyzna zagubiony, czyli dokąd prowadzi ścieżka tygrysa

fot. Zuzanna Muszyńska

Wigilie

16 grudnia 2016 Comments (1) Views: 1329 Myślę, Ogólne, Widzę

Pocałunek i film, który będę pamiętać

embed: it.wikipedia.org [https://upload.wikimedia.org/wikipedia/it/4/49/The_Danish_Girl.png]

Jakieś 15 lat temu. Amsterdam. Dzielnica czerwonych latarni.

Zatrzymuję się przy kanale, przy martwym krzaku róży. Spoglądam na zbrązowiałe liście i krzywe, kolczaste łodygi. Myślę, że nic nie jest na zawsze i wszystko ma jakiś okres ważności. Wszystko: mleko, kwiaty, pory roku, ludzkie życie, nawet miłość. Schodzę z głównej ulicy i staję na środku wąskiej alejki. Strome, betonowe schody prowadzą do pokoju czarnej rozkoszy. Widziałam tę ‘Czekoladkę’ już wczoraj. Ładne ciało i niebrzydka buzia. Ciekawe, jak tu trafiła?

Idę dalej. Gdzieś w oddali widzę gromadkę rozbawionych chłopaków. Jeden z drugim udają kopulującą parę, a trzeci zanosi się śmiechem. Podchodzę bliżej. Aleja transwestytów. Spoglądam na szklane drzwi. Stoi On. Facet w sukience.

Nie patrz za długo na tego ciotę, bo ci pokaże fucka i każe spierdalać – słyszę za plecami – Popierdoleniec jeden. Do nas już wyskoczył. Mało się nie zabił przez te swoje obcasy.

Nie zwracam uwagi na dobrą radę. Patrzę na niego jak zahipnotyzowana. Sztuczne rzęsy nadają mu dramatycznego wyrazu. Podziwiam czerwony szal z fantazją zawiązany wokół szyi i kasztanowe loki spływające na jego ramiona. Peruka. Makijaż bez skazy. Szerokie kości policzkowe pokryte różem. Szeroka szczęka. Duży nos. Typowe męskie rysy. Nie mogę przestać na niego patrzeć. Jakiś tajemniczy magnetyzm nie pozwala mi oderwać od niego wzroku. Czuję, że się zagalopowałam. Nabieram tchu i uśmiecham się przepraszająco. On odwzajemnia uśmiech. Patrzy na mnie i posyła mi szczery, prawdziwy, niewymuszony uśmiech. Jest w tym uśmiechu odrobina kokieterii. Jest w tym facecie coś, co sprawia, że chcę go podziwiać.

Nawiązujemy kontakt wzrokowy. Teraz to on wpatruje się we mnie. Mam wrażenie, że jego spojrzenie przenika mnie na wylot, że dostrzega wszystkie moje tajemnice, wszystkie grzeszki, obawy i pragnienia. Patrzy na mnie i dopiero po chwili zauważam to coś w jego oczach. Coś wielkiego, bez początku i końca. Smutek. Ogromny smutek, w którym zaczynam tonąć. Widzę czarną karawanę i jego duszę zamkniętą w hebanowej trumnie. Czuję w sercu piekący żal. Mam ochotę chwycić za klamkę, pociągnąć szklane drzwiczki i przytulić go, ale nie robię nic. Stoję zahipnotyzowana, wpatrzona w faceta w sukience. Widzę kogoś więcej niż zwykłego transwestytę. Widzę mężczyznę z kobiecą duszą, kobietę uwięzioną w męskim ciele. Muszę coś zrobić i to szybko. Inaczej wybuchnę płaczem. Kładę palce na swoich ustach, całuję opuszki, przyciskam do serca i wyciągam dłoń w jego stronę. Mówię „Jesteś piękna”. Na pewno mnie nie słyszy, ale czuję, że potrafi odczytać słowa z ruchu warg. W odpowiedzi posyła mi najpiękniejszego buziaka świata. Czuję się jak w pantomimie. Wyciągam dłoń, łapię całusa, ściskam w garści i jeszcze raz przykładam do serca. Tam jest miejsce takich skarbów.

Ten buziak napawa mnie spokojną radością. Powoli odchodzę, nie odwracając się za siebie.

 

Jakieś 15 lat później. Walentynkowa niedziela. Bura kanapa. Na ekranie TV „Dziewczyna z portretu”.

Tylko ja mogę wybrać taki film na romantyczny wieczór. Prawdziwa historia duńskich artystów: Einara i Gerdy Wegenerów. Ona maluje portrety. On maluje krajobrazy. Są młodzi, piękni i zakochani. On zrobi dla niej wszystko, łącznie z wciągnięciem na siebie pary damskich pończoch i baletek. Ona zrobi dla niego jeszcze więcej, łącznie z byciem blisko w chwilach kryzysu jego tożsamości i operacji zmiany płci.

Wszystko rozpoczyna się niewinnie. Modelka odwołuje spotkanie, a Gerda musi skończyć obraz. Prosi swojego męża o pozowanie. Ten zakłada jedwabne pończochy, przykłada do siebie suknię, zamyka oczy, gniecie delikatny materiał i już wie, że od tamtej pory nic nie będzie takie samo.

Dla Gerdy to tylko zabawa: Wspólne wyjście na bal z mężem ubranym w kobiece ciuszki, kupno dodatkowej pary pończoch, rozmowy o pięknie damskiej garderoby, nauka chodzenia w butach na obcasach i kopiowanie kobiecych zachowań. Dla Einara to sięgnięcie w głąb serca i wyrwanie z jego zakamarków pragnień, skrywanych tam przez całe lata. To wyciągnięcie ich na sam wierzch i przyznanie się przed samym sobą: chcę wyglądać jak kobieta, czuć jak kobieta, być kobietą. Nawet więcej. To przyznanie się przed samym sobą: czuję jak kobieta. Jestem kobietą. Mam na imię Lili.

Lili jest prawdziwym kwiatem w bolesnym świecie Einara. Ubrana w sukienkę jest najnormalniej w świecie szczęśliwa. Promienieje, rozkwita. Kiedy wraca do swoich spodni i szelek, jej dni są udręczone, niemal słychać skowyt jej serca: gaśnie, umiera, a w jej oczach widać przerażającą pustkę. Ale nie o strój tutaj chodzi. Najważniejsza zmiana toczy się w jej wnętrzu, bo Einar nie jest transwestytą. Nie upodabnia się do osoby płci przeciwnej poprzez ubiór czy zachowanie. Einar jest transseksualistą, który odnajduje zgodę ze sobą dokładnie wtedy, gdy pozwala wszystkim swoim strachom wyjść na zewnątrz, a nie dusić go od środka. Wtedy, gdy mówi do lekarza: ‚To nie jest moje ciało. Proszę je ode mnie zabrać.’

Oglądam zmieniające się na szklanym ekranie obrazy i z wielką siłą czuję ból bohatera. Ten ogromny smutek, kryjący się za szerokim uśmiechem. Ten sam smutek, jaki dostrzegłam w oczach swojej amsterdamskiej Lili i to samo pragnienie życia w zgodzie z prawem natury. Rozklejam się na dobre, kiedy Lili wyrusza w podróż swojego życia. Mam ochotę wyrwać ją z tego szklanego ekranu, przytulić i skłamać, że wszystko będzie dobrze. A dobrze nie będzie, bo najpierw spadną na nią wredne spojrzenia i zaciśnięte pięści, później ból zmian i kolejne operacje, aż wreszcie ostateczny koniec.

Nalewam sobie prosecco i myślę o swojej amsterdamskiej Lili. Czy znalazła swoje szczęście i czy potrafi się nim cieszyć? Spoglądam na ostatnią, nadgryzioną przez robala truskawkę. Myślę, że nic nie jest na zawsze i wszystko ma jakiś okres ważności. Wszystko: prosecco, truskawki, pory roku, ludzkie życie, nawet miłość.

 

Autor: Agnes. Just Agnes

 http://justagnes.pl/

 

 

Just Agnes: Obserwatorka życia, pasjonatka smaków i zapachów. Kobieta wielu pasji i eschatologicznych potrzeb, które sprzęgają się, tworząc tło z przejściem tonalnym zacierając granicę między tym co cielesne i tym, co duchowe.

Tags: , , ,

Komentarze do Pocałunek i film, który będę pamiętać

  1. Hanna pisze:

    Ładne. I smutne. Filmu nie widziałam, ale gdy nadarzy się okazja, z chęcią obejrzę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *