MENU
9. Dyplom Yad Vashem Sprawiedliwy wśród Narodów Światra - fot. Ignacy Strączek

Oficerki… historia Pawła Roszkowskiego odznaczonego medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów...

Bronislawa_Wajs_2

Papusza – poetka, która nie wiedziała, że jest poetką

22 kwietnia 2016 Comments (0) Views: 775 Myślę

Pisać czy nie pisać? Czytać czy nie czytać?

book-1171564__180Usłyszałam kiedyś takie zdanie: dzisiaj wszyscy piszą, ale nikt nie czyta. Najpierw się tej tezie sprzeciwiłam. Po pewnym czasie doszłam do wniosku, że trochę jest w tym prawdy. Dzisiaj piszą wszyscy, kiedyś zdarzało się to wyłącznie pisarzom.

Jesteś głodny, gruby, nieszczęśliwy? Kup sobie poradnik. Najlepiej kup sobie poradnik napisany przez osobę powszechnie znaną (choć niekoniecznie powszechnie lubianą). Może to być poradnik jakiegoś celebryty (celebryta = znany z tego, że jest znany). Jeśli masz lepszy nastrój, a chcesz mieć gorszy, to kup sobie wyznania jakiejś aktorki, piosenkarki, dziennikarki. Najpierw pojawi się entuzjazm z gatunku: „O rety! ależ ona miała ciężkie życie, a jednak wyszła na swoje, czyli dla mnie też jest szansa!”. Potem pojawi się smutek: „Urodziłam się w złym miejscu i czasie, nigdy nie będę żyć tak jako ona!”. W końcu poczujesz otępienie: „Chyba już jej nie lubię… A może lubię?”.

Dobrze jest, gdy kupiona przez nas książka to dzieło osoby, która umie pisać. Dobrze jest nie być mordowanym grafomanią, w dodatku z okropnym poczuciem wyrzucenia pieniędzy w błoto. Ale przede wszystkim dobrze jest kupić książkę kogoś, kto ma coś do powiedzenia. I teraz przykłady, po których być może ktoś mnie okrzyknie złośliwą zołzą.

Bardzo szanowałam Grzegorza Ciechowskiego. Obywatel G.C., Grzegorz z Ciechowa, lider Republiki – był genialnym muzykiem. Muzykiem. Nie wiem, co skłoniło mnie do kupna książki Małgorzaty Potockiej, aktorki i byłej żony Ciechowskiego. Może sprawiła to jego twarz na okładce, od tak dawna przeze mnie nie widziana?

Czytam. Kilka stron, kilkanaście… płynę po meandrach wspomnień. Czytam dalej i tonę. Czuję się nieswojo. Coś rujnuje porządek w mojej głowie. Wchodzę tam, gdzie chyba nie do końca chcę. W rodzinny bałagan, w nieprzespane noce Małgorzaty Potockiej, w zazdrość i kłamstewka, w zdradę i romans z opiekunką do dziecka. Nie doczytuję do końca. Mogę się domyślać, że na koniec pojawił się jakiś pean pochwalny w stylu: „…i chociaż złamał mi serce, nie żałuję”. A ja, może naiwnie, chcę pozostać przy Ciechowskim muzyku. Pozwolił mi usłyszeć doskonałą muzykę, czego nie żałuję.

Dawno, dawno temu żył sobie pisarz, trochę hultaj, trochę łotr, a trochę brat łata – Marek Hłasko. Nie napiszę ani słowa o kobietach Marka Hłaski. Nie czuję się bowiem kompetentna. Do jednej tylko wzmianki czuję się uprawniona, o jego żonie Sonji Ziemann.  Pani Ziemann bowiem poczęła na początku XXI wieku książkę pod oryginalnym tytułem „Byłam żoną Marka Hłaski” (w oryginale brzmi on lepiej: „Ein Morgen gibt es immer: Erinnerungen”). Czy będę nudna, gdy powiem, że nie doczytałam? (na szczęście wypożyczyłam to dzieło z biblioteki). Nie wiem, czy Sonja Ziemann chwali się, czy żali na życie z polskim pisarzem. Możemy oczywiście poczytać o motylach w brzuchu i zakochaniu, staraniach i maskotkach, które Hłasko Sonji ofiarowywał. Kilkadziesiąt stron później o wizytach Hłaski w aresztach, o pijaństwie i ogólnej takiej… niestabilności. Nie obchodzi mnie to, tym bardziej że to samo opowiedziała Sonja Ziemann w wywiadzie rzece pt. „Sonja i Marek”, przeprowadzonym przez Henryka Rozpędowskiego. O co jej chodzi? O wyrzuty sumienia, o żal, że nie okiełznała temperamentnego literata? Może o zaznaczenie, że chociaż się rozwiedli i on kochał po niej (oraz w czasie trwania ich małżeństwa) inne kobiety, tylko ONA podpisała z nim kwit ślubny? A może to jedynie wspomnienia starszej pani, przebrzmiałej aktorki, która w bujanym fotelu wspomina szaleńcze lata. Lata młodości.

A można inaczej. Można tak jak Mary Ellen Fox, znana także jako Mary Tyrmand. Ostatnia żona Leopolda Tyrmanda. Kobieta młodsza od autora „Złego” o trzydzieści lat, która urodziła mu bliźnięta, gdy Tyrmand kończył lat sześćdziesiąt. Dość jednak smaczków, proszę Państwa. W wywiadzie rzece, który z Tyrmandową przeprowadziła znakomita Agata Tuszyńska, nie znajdziecie żadnych łóżkowych kontrowersji. Nie znajdziecie Tyrmanda playboya, pijaka i męża niefrasobliwego. A przecież sama Mary mówi, że w życiu łatwy nie był. Ba! Bywał nieznośny. Gdy jednak ta sama Mary Ellen Fox dodaje: „Nie żałuję”, ja jej wierzę. Wierzę, że nie chciała przez lata o nim mówić, bo pustka po nim nie pozwalała nazywać go w czasie przeszłym. Pewnie mogłaby nas pani Tyrmandowa uraczyć makabreskami z życia i płakać, jakże ciężko jej było, gdy została sama z dwójką czterolatków, trzydziestokilkuletnia wdowa bez oszczędności. Nie zrobiła tego i pokazała tym samym wielką klasę, a Tyrmand pozostał Tyrmandem.

Cóż mądrego napisać w zakończeniu? Jeśli najdzie nas ochota na przeczytanie czegoś dobrego, z dreszczykiem emocji -wybierzmy Stephena Kinga. Jest szansa, że nie znudzimy się i nie zniesmaczymy po kilkudziesięciu stronach. Jeśli jednak ochota na czytanie książek nienapisanych przez pisarzy nas najdzie – odpowiedzmy sobie na jedno fundamentalne pytanie: czy ten człowiek ma cokolwiek do powiedzenia.

 

Autor: Jula Chmielewska

Korekta: Zuzanna Muszyńska/Hanna Bilińska-Stecyszyn

 

 

Tags: , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *