MENU
px

Nietoperza cień

fot. z archiwum autorki

Tylko na chwilę – poezja Elizy Segiet

16 sierpnia 2016 Comments (0) Views: 492 Czytam

„Pan Misio” – książka dla dzieci w każdym wieku.

Pan MisioOd najdawniejszych czasów słowa pisanego, a być może i przed nim, snuto opowieści, w których bohaterami były zwierzęta obdarzone ludzkimi cechami. Znajdziemy w nich mnóstwo mniej lub bardziej zawoalowanych aluzji do międzyludzkich relacji. „Pana Misia”, chociaż napisany jest prozą, postawiłabym na półce z bajkami Ezopa, La Fontaine’a czy Krasickiego, gdyż wpisuje się w formę przypowieści z morałem, w której ludzkich bohaterów odgrywają zwierzęta.

Liczący prawie sto pięćdziesiąt stron tekst książeczki ma kilka poziomów przekazu. Dzieci znajdą tu przygody leśnych zwierzątek, zaś dorośli mnóstwo dowcipnie zakamuflowanych, a funkcjonujących w naszej kulturze skojarzeń, aluzji i odniesień, w tym politycznych. Nie wyobrażam sobie nikogo z pokolenia rodziców czy dziadków obecnych kilkulatków, kto przeczytałby tę książkę dziecku nie krztusząc się ze śmiechu i nie gratulując autorowi inwencji. Tam, gdzie maluch będzie kibicować zwierzątkom, dorosły zobaczy układy w swojej pracy lub między dorosłymi znajomymi oraz odniesienia do starych i nowych czasów.

Jakie wartości „Pan Misio” ma do przekazania dzieciom, do których przecież jest adresowany? Otóż w leśnych ostępach mieszka tytułowy bohater, który jest władcą Lasu. Władcą spokojnym, sprawiedliwym i niegroźnym. Stara się jak może pogodzić swoje zwierzęce instynkty z postanowieniem, aby nie krzywdzić innych istot. W Lesie mieszkają również chytry i cwany Lis, prędka i rozplotkowana Wiewiórka, Basior z Waderą wychowujący młode oraz Szczur donosiciel. Jako postaci dalszego planu pojawiają się Bobry, Kura, Mysz, Borsuk, Koń, Puchacz i Świnka Morska. Zwierzęta mają ludzkie przywary, zgodnie z obowiązującym w tego typu bajkach kodem, a problemy zwierzęcych bohaterów odzwierciedlają te, z jakimi mogą mieć do czynienia w przedszkolu lub w szkole nasze pociechy. Najważniejszą sprawą jednak jest potrzeba przyjaźni, co pięknie ujął w słowa Pan Misio: „Ale przecież nie o jagódki chodziło. Chodziło o to, żeby pożerować z przyjacielem”[1].

Prosto i pięknie autor wyjaśnia także motywy postępowania zwierząt, dając dziecku do ręki klucz do zrozumienia zachowań niektórych kolegów i koleżanek: „Szczur był przerażony. Trzeba przyznać, że był przerażony przez większość swego życia. To właśnie strach popychał go do ciągłego kombinowania i robienia różnych świństw. Dawało to opłakane rezultaty. Nie dość, że był mały i bezradny, to jeszcze nikt go nie lubił”[2].

Kiedy leśna społeczność staje w obliczu zagrożenia, musi zewrzeć szyki, porzucić stare waśnie, by szukać ratunku. A może to okazja, by któryś z bohaterów się zrehabilitował? Czy rzeczywiście ten, kto dużo mówi, jednocześnie dużo czyni? Jakie cechy pozwolą zwierzętom uzyskać ratunek? I czemu skarbem największym okazują się stosy porzuconych na strychu książek?

Na te pytania czytelnik mały i duży znajdzie odpowiedzi – każdy osobne, dla siebie, a także trochę wspólnych, bo świat dorosłego wyrasta ze świata dziecka i aż tak bardzo się one od siebie nie różnią.

Warstwa językowa jest odpowiednia dla młodego odbiorcy. „Pan Misio” dodatkowo ma walor edukacyjny, gdyż maluch wiele dowiaduje się o zwyczajach zwierząt leśnych i trochę o gospodarskich, poznaje nowe słowa, choćby takie jak basior, wadera i wataha, o znaczenie kilku innych słów natomiast zapytać będzie musiał czytającego mu dorosłego, a to przecież idealny początek rozmowy.

Książka zawiera także elementy wychowawcze. Zwierzęta są wobec siebie kulturalne i dbają o poprawną polszczyznę: „Było bardzo ważne, żeby zwracać się do niego »panie Misiu«, bo jak słyszał poufałe »Misiu«, to się denerwował”[3]. Autor swobodnie bawi się językiem, pokazując, jak można pogodzić klasę i humor. Na przykład porwana przez Lisa Kura, ściśnięta między jego szczękami, woła na widok Pana Misia i Wilka: „– Ależ panowie…”[4].

Na koniec kilka słów na temat strony graficznej. Czarno-białe rysunki Dalii Żmudy-Trzebiatowskiej mają urok starych rycin, postacie nie są zniekształcone, aby wyglądać bardziej słodko lub przypominać bohaterów animowanych filmów, to prawdziwe zwierzęta, bez wszechobecnego dzisiaj lukru.

Starania wydawcy, z którego publikacją stykam się po raz pierwszy, także zasługują na brawa – nie ma błędów, literówek, żadnych przejawów powszechnego obecnie niechlujstwa.

Myślałam, że nikt już nie potrafi napisać pięknej i mądrej opowiastki dla dzieci, starannie jej wydać ani zilustrować ze smakiem, że pozostanie nam grzebanie w antykwariatach i lamusach, by zdobyć wartościowe bajki. Jakże się cieszę, że na podobieństwo skarbów w postaci książek, które przetrwały na opisanym w „Panu Misiu” strychu, pojawiają się tacy autorzy, jak Bartłomiej Trokowicz oraz takie wydawnictwa, jak RW2010 i mają odwagę powiedzieć wszechobecnemu kiczowi oraz infantylizmowi w bajkach – „nie”.

A „Pana Misia” gorąco polecam wszystkim dzieciom w wieku od zera do stu lat!

 

Autor: Magdalena Woźniak

Pani_Wu

 

————————————————————-

[1] Bartłomiej Trokowicz, „Pan Misio. Czy lisy śnią o gadających kurach?”, Oficyna Wydawnicza RW2010, 2015, s. 19.

[2] Tamże, s. 28.

[3] Tamże, s. 28.

[4] Tamże, s. 22.

 

 

Tags: , , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *