MENU

Kiedy marzną stopy – poezja Joanny Fligiel

Życie kilka numerów za duże – poezja Dominiki Lewickiej –...

11 grudnia 2018 Comments (0) Views: 303 Czytam, Opowiadania

Pan Misio. Czy lisy śnią o gadających kurach? – Dzień pierwszy

Nieopodal Pagórka, w Lesie, mieszkał pan Misio. Było bardzo ważne, żeby zwracać się do niego „panie Misiu”, bo jak słyszał poufałe „Misiu”, to się denerwował.

Pan Misio, jak każdy Niedźwiedź, był drapieżnikiem, to znaczy, że musiał zjeść czasem inne zwierzę, aby zaspokoić głód. Potrafił jednak wytrzymać długo głód, no a poza tym żywił się też jagodami, liśćmi, a czasem nawet pędrakami. Miał bardzo dobry charakter i nie chciał zjadać innych. Efekt był taki, że wiele małych zwierząt z Lasu przychodziło do pana Misia po wsparcie.

Tego słonecznego ranka przybiegła Wiewiórka. Trzymała w łapkach orzeszek i nerwowo go obracała. Zerknęła na pana Misia czarnymi oczkami, jak to tylko Wiewiórki potrafią, i zaszczebiotała:

– Panie Misiu, przychodzę po radę.

Pan Misio ziewnął szeroko – tak, to nieładnie, ale w końcu był Niedźwiedziem. Wielką, pazurzastą łapą podrapał się po boku i leniwie zapytał:

– W czym problem, pani Wiewiórko?

Wiewiórka zaczęła szybko opowiadać:

– Niedaleko mojej Tajnej Dziupli, w której gromadzę orzeszki na zimę, założył swą siedzibę pan Wilk. Ot, niewinny przypadek, świat jest mały, a Las jeszcze mniejszy. Pan Wilk pewnego dnia przyprowadził panią Wilczycę i, nie wiadomo kiedy, pojawiły się Wilczęta. Od tego czasu pani Wilczyca wciąż poluje na coś do zjedzenia. No i rzecz w tym, że ostatnio, ilekroć przynoszę kolejnego orzeszka do dziupli, spogląda na mnie nieco dziwnie.

Pan Misio popatrzył przeciągle na Wiewiórkę. „Zjeść czy nie zjeść? – zapytał sam siebie. –  Za bardzo się nie pożywię, a łapki ma takie zgrabne… Ten orzeszek tak nerwowo obraca… I rudy ogon, taki puszysty…”.

– Wtedy robi mi się trochę nieswojo – kontynuowała Wiewiórka. – Wilk to dobry sąsiad, nigdy przedtem nikomu nie wadził, ale wiadomo, jak kobieta potrafi zmienić mężczyznę. No i jeszcze te dzieci…

Pan Misio troszeczkę się wyłączył. Tempo napływających informacji i ich rodzaj zdecydowanie mu nie odpowiadały. Pomyślał, że ostatnio Wilk rzeczywiście zrobił się jakiś inny.

Wcześniej potrafili razem pójść, zjeść parę jagódek i pogadać przy tym o życiu. Ostatnio kontakt trochę się urwał. Wiadomo, Wilczyca… Małe… Pan Misio chadzał teraz na jagódki sam.

– Nie mam już spokoju – gadała dalej Wiewiórka. – Nie dość, że lękam się, iż jakiś, nie przymierzając, Szczur leśny zeżre mi orzeszka, to jeszcze boję się, że Wilki zjedzą MNIE!

Szczura pan Misio znał. A przynajmniej kojarzył go odlegle z niewielkimi świństwami robionymi mniejszym zwierzętom. A to podkraść orzeszka, a to donieść na Chrabąszcza, że gdzieś bzyka… Taki był z niego zwierzak. Nic dobrego.

– Pani Wiewiórko – zaczął Miś powoli – problem jest najwyraźniej poważny. – Przez chwilę się zamyślił. Problem był na tyle poważny, że nie wiedział, co z nim zrobić. – Pogadam z panem Wilkiem i spróbuję na niego wpłynąć – dodał po zastanowieniu.

To uspokoiło Wiewiórkę. Wszyscy wiedzieli, że pan Misio był największy i najsilniejszy, dzięki czemu mógł wpłynąć na każdego.

Miś nie był tak pewny swoich możliwości. A jeżeli Wilk mu się postawi, to co? Da łapą w pysk? Jakoś to nie pasowało do dystyngowanego stylu pana Misia. No, ale jakby trzeba było dać łapą w pysk… Tylko dlaczego? Staremu koledze? Żeby to jeszcze Wilk osobiście chciał pożreć panią Wiewiórkę…

– Dziękuję, panie Misiu – rzekła Wiewiórka, odwróciła się i błyskawicznie pobiegła w Las.

Misio stanął przed swoim barłogiem nieco bezradnie. Wcześniej planował udać się do siedziby dzikich pszczół na miodek, ale teraz zastanawiał się, czy nie pójść do Wilka pogadać o problemie. Chwila zastanowienia… „Niee, idę na miodek” – i pan Misio poszedł.

 

 

*

 

Pszczoły żądliły, ale niedźwiedzia skóra jest gruba. Nic nie mogło powstrzymać apetytu pana Misia. Martwiło go jedynie, że pszczoły robią niewiele miodu jak na tak dużego łasucha jakim był. „Nie powinienem był zjadać im wszystkiego” – pan Misio miał wyrzuty sumienia.

– Nie powinieneś, panie Misiu – odpowiedziała Królowa Pszczół jego myślom.

Pan Misio wahał się przez chwilę. Miodek nadal skapywał mu z łap. Po chwili takiego kapania Misio znowu polizał łapę.

– Królowo złota, wiem, jak dużo pracy kosztował was ten miód, i muszę przeprosić za to, że go jem, i za to samo dziękuję.

Królowa zabzyczała zdenerwowana.

– Wciąż jest lato – kontynuował pan Misio – do zimy zdążycie kilkakrotnie odrobić to, co teraz zjadłem. Obiecuję, że więcej nie będę was nachodził – pan Misio bezczelnie przymrużył oko.

– Przeniosę rój w inne miejsce! Nie znajdziesz nas! – odbzyczała Królowa.

– I to jest bardzo dobry pomysł! – Pan Misio uśmiechnął się szeroko. Wylizał łapy do czysta i zabierał się do odejścia.

Królowa, widząc, że rabunek dobiegł końca, zwołała swe hufce, do tej pory atakujące niedźwiedzia, i zarządziła odwrót. Pszczoły w równych szeregach powróciły do barci. Królowa patrzyła na to z przyjemnością. „Miód stracony, ale okazja do manewrów świetna, – pomyślała. – może się przydać, gdyby zaatakowały nas szerszenie”.

Pan Misio oddalił się już nieco od pszczelego gniazda. Był w dobrym humorze. Na języku wciąż czuł smak miodu. „Teraz do Wilka” – pomyślał.

 

 

*

 

Jeszcze przed chwilą cień drzewa wydawał się wystarczającym schronieniem. Coś jednak było nie tak… Szczur zamarł w bezruchu. Tuż przed nim stał Lis. Na dodatek Lis  wyraźnie polował. Przywarł teraz do ziemi, zamierzając skoczyć. Gryzoniowi przeleciało przed oczyma całe życie: wszystkie drobne świństwa zrobione małym zwierzętom. Pamiętał, jak doniósł Chrabąszczowej o bzykaniu Chrabąszcza i tego samego dnia zjadł jego kuzyna. Pamiętał, ile razy bezczelnie gapił się z ukrycia na rudą kitę Wiewiórki po to tylko, by zaraz, gdy odeszła, ukraść jej schowanego orzeszka. Pamiętał…

Szczur szybko otrząsnął się ze wspomnień. Sytuacja wymagała szybkiego myślenia.

– Panie Lisie… – zaczął, nie wiedząc jeszcze, co powie dalej.

Lis jakby trochę się rozluźnił. Nie wyglądał już tak, jakby zaraz miał skoczyć. Najwyraźniej zamierzał wysłuchać gryzonia, nim go pożre.

– Wiem, gdzie Wilki mają swoją norę! Pomyśl o smakowitych Wilczętach! – Szczur kombinował po swojemu.

Lis z wrażenia przysiadł na tylnych łapach. Widać było po nim, że skok na Szczura przestał go interesować.

– Wiesz, Szczurku, co Wilk by ze mną zrobił? – zapytał.

– No to może zainteresuje cię kryjówka Wiewiórki?

– Ech, Wiewiórka… Ona ma taki puszysty ogon… Krzywdy jej nie zrobię. – Lis zamyślił się nieco. – Ale, o ile wiem, kręcisz się czasem wokół siedziby Człowieka. Byłbym wdzięczny – Lis znacząco oblizał pyszczek – za informację o tym, gdzie i kiedy mógłbym porwać Kurę lub dwie.

– Oczywiście, pójdę na zwiad i coś dla ciebie upatrzę – odrzekł Szczur, trochę z ulgą, a trochę przerażony perspektywą całego tego przemykania i czajenia się, które było konieczne w siedlisku Człowieka.

Lis cofnął przednie łapki, wyraźnie dając Szczurowi do zrozumienia, że pozwala mu odejść. Szczur natychmiast to wykorzystał. Błyskawicznie skoczył w chaszcze. Za nim rozległo się jeszcze wołanie Lisa.

– Wiem, gdzie mieszkasz, Szczurku!

 

 

*

 

Ludzkie terytorium budziło niepokój. Szczur obserwował potężne, klockowate kształty, łowił nietypowe dźwięki i zapachy. To właśnie ta inność była źródłem lęku! Teraz chował się za oborą. Przed chwilą przeszedł Człowiek, niosąc wielkie widły. Szczura paraliżował strach, co by było, gdyby to narzędzie zostało wymierzone przeciw niemu. Kiedy widły zniknęły za rogiem budynku, Szczur potruchtał w stronę kurnika. Wejście było niewielkie, ale wiedział, że sprytny Lis zmieści się w nim.

„Teraz tylko czas – myślał. – Ile sekund będzie miał Lis, by dobiec tutaj, ile na kurę i ile na wycofanie”. Szczur w myślach rysował mapę siedliska Człowieka. Przebiegł jeszcze dwa razy całą trasę. Wziął poprawkę na to, że Lis jest szybszy. Plan był gotowy. Teraz pora wracać do Lisa. I szczur pobiegł przez pole oddzielające go od Lasu.

 

 

*

 

Miś stanął w niewielkiej, dyktowanej dobrym obyczajem odległości od wilczej jamy.

– Echem, echem – chrząknął. Wychylił się mały, mokry nos. To musiało być jedno z Wilcząt.

– Cześć, Młody – powiedział Niedźwiedź. – Jest tata?

Przez chwilę nosek, węsząc, wystawał na zewnątrz, a później wycofał się. Minęła chwila ciszy.

– Albo mama – dodał pan Misio i nadal czekał.

W tym momencie zza pleców doszedł go głos:

– Wrrrr, stary łamago, cześć! – To był pan Wilk

Miś przyjrzał mu się uważnie – lśniące futro, uśmiech na pysku… Ojcostwo wyraźnie służyło Wilkowi.

– Hej, hej! – odpowiedział Miś. – Gdzie twoja pani?

– Wadera – poprawił Wilk. – A ja teraz jestem Basior. Wiadomo, zawsze byłem Wilkiem samotnikiem, ale teraz, jak mamy rodzinę, to to jest wataha. Ja jestem Wilkiem alfa, ona moją panią. Mamy własną watahę, Miśku! Ja Basior, ona Wadera. – Wilk zakręcił się za własnym ogonem. Widać było radość w każdym ruchu.

– Ciesz się, ciesz, ale kobieta to także problemy – zaczął Misio. – Wiesz, jak ona łakomie patrzy na Wiewiórkę?

Wilk troszkę się zasmucił.

– A czego oczekujesz? – zapytał – Wiewiórka ma ten swój puszysty ogon, wszyscy się za nim oglądamy. Wadera jest zazdrosna i stara się w Wiewiórce widzieć tylko przekąskę dla małych… – westchnął. – Póki co, nikt nikogo nie pożarł.

– Oby tak zostało – wymruczał Miś. – To co? idziemy na jagódki?

Wilk lekko się spłoszył.

– Chodźmy na te jagódki, ale nie za daleko, bo muszę pilnować szczeniąt. Tylko tyle, żebym je słyszał.

I poszli.

Leżąca w krzakach Wadera wzruszyła ramionami. Wiadomo, faceci muszą mieć swoje przyjemności. A Wiewiórce to ona pokaże zamiatanie puszystym ogonem…

 

 

*

 

Ogryzali jagody prosto z krzaków już od kilku dobrych minut. Wilk cały czas zachowywał się jak młodzieniaszek. Tu zerwał jagódkę, za chwilę skubnął z innej gałązki. Miś był bardziej skuteczny w swych działaniach. Dlatego gałązki opuszczały jego pysk całkiem łyse. Ale przecież nie o jagódki chodziło. Chodziło o to, żeby pożerować z przyjacielem. Miś patrzył na Wilka i myślał, jak by to było, gdyby i on znalazł sobie Niedźwiedzicę. Temat był niełatwy, bo w Polsce żyje tylko jakieś pięćdziesiąt Niedźwiedzi. A Miś nie chciał egzotycznej dziewczyny. No, może jakąś Słowenkę… Nie chciał też iść do ogrodu zoologicznego, żeby mu sprowadzono pannę zza wielu granic.

Miś kochał swój Las!

W oddali rozległ się huk wystrzału. Pan Misio gwałtownie puścił ogryzaną gałązkę, ta odwinęła się i strzeliła Wilka w pysk.

– Co się stało? – zapytał podwójnie zaskoczony Wilk.

– Idziemy sprawdzić!

– A nie powinniśmy pójść w przeciwnym kierunku? Wiesz, jako odpowiedzialny ojciec nie powinienem się niepotrzebnie narażać.

Miś przystanął.

– To wygląda na poważny problem. Trzeba go rozwikłać, zanim stanie się naprawdę groźny!

– Jak zamierzasz rozwikłać myśliwego? – Teraz obaj dreptali, ramię w ramię, w kierunku odgłosu strzału.

– Nie sądzę, żeby to był myśliwy, nie słychać było, by ktoś został trafiony. Sądzę raczej, że to ktoś z naszych wszedł w szkodę Człowiekowi.

Zbliżyli się do krzaków na krańcu Lasu. Za nimi, w oddali, widać było siedzibę Człowieka. Otaczały ją pola. Przez łany zboża przedzierał się Lis. W pysku niósł Kurę. Kura nie była całkiem martwa, bo czasem poruszała skrzydłem.

Trwało dłuższą chwilę, zanim Lis dotarł do kryjówki przyjaciół. Zobaczył ich i rzucił swoje trofeum na ziemię.

– Kura jest moja! – powiedział.

W tym momencie ze środka pola rozległ się kolejny strzał. Kula świsnęła tuż nad uchem pana Misia.

– Zgoda, Kura jest twoja, ale kula może należeć do każdego z nas! – sarkastycznie powiedział Miś. – Bierz Kurę i uciekamy.

Lis podniósł Kurę i wszyscy ruszyli w Las.

– Ależ panowie… – zaczęła Kura, jednak Lis wzmocnił uchwyt na jej gardle i przestała się odzywać.

Z oddali huknął kolejny strzał, tym razem oddany całkowicie na oślep.

Kiedy w końcu przystanęli, byli zdyszani i brakowało im tchu. Szczególnie Kurze, którą Lis nieco poddusił w drodze. Teraz położył ją na ziemi i zaczął przechwałki.

– Widzieliście, jaki ze mnie myśliwy? Ciach-ciach i Kura w moim pysku. Ciach-ciach i już z nią uciekam. Ciach-ciach strzelają do mnie, ale ja się nie bałem! Jestem teraz z wami, a Kura leży przed moim nosem.

– Ciach-ciach… – zachrypiała Kura.

– Ciach-ciach i mamy problem… – dodał rozsądnie Wilk.

Pan Misio postanowił wziąć ster w swoje łapy.

– Dobra, dobra! – powiedział. – Kura wciąż żyje i jeszcze nie ma problemu.

– Kura żyje, Kura żyje… – wychrypiała wciąż żywa Kura.

– Nie ma mowy! – sprzeciwił się Lis. – Zapolowałem, zwyciężyłem! Zjem Kurę!

Panu Misiowi łapy opadły. „Przyroda rządzi się swoimi prawami” – pomyślał zrezygnowany.

– Nawet gdy zwrócimy Kurę, spokoju nie odzyskamy – jak zwykle rozsądnie, dodał Wilk. – Człowiek już wie, że gdzieś w naszym Lesie czai się drapieżnik.

– No dobra, to ja zabieram, co moje – oświadczył Lis i chwycił Kurę za gardło. Ta powiedziała tylko: „Kura żyje…”, wtedy Lis ścisnął mocniej. Kurze gdakanie ucichło.

Lis odbiegł w chaszcze, niosąc swą zdobycz.

– Kura ma przechlapane… – zauważył przytomnie Wilk.

– Otóż to! – posmutniał Miś.

 

 

*

 

Pan Misio zostawił za sobą wszelkie troski. Starał się nie myśleć o Wilku, chciał zapomnieć o Lisie. Wiewiórka była tylko odległą wizją zgrabnych łapek i puszystego ogona. Miś stąpał tanecznie do melodii, która grała mu w duszy. Zmierzał do pobliskiego strumyka złowić sobie rybę. Może powinien pośpiewać?

– Chlap, chlap, pstrągu dziki, dam ci łapą przez łeb… – Problem w tym, że to się nie rymowało.

„Rymuje się czy nie – pomyślał pan Misio – tak właśnie zrobię”.

Godzinę później leżała przed nim świeża ryba. Chyba nie był to pstrąg, raczej coś innego, pan Misio nie znał się na nazwach. Ryba lekko podskakiwała na kamieniach. Niedźwiedź przycisnął ją łapą i odgryzł głowę.

– Pstrąg czy nie… – wymruczał do siebie – jak dla mnie, może być.

 

 

*

 

Wiewiórka biegła właśnie w stronę swojego drzewa, które kryło Tajną Dziuplę na orzeszki, kiedy usłyszała:

– Dzień dobry, pani Wiewiórko.

Zastygła w bezruchu, po czym powoli obejrzała się przez ramię. Tuż obok stała Wilczyca. Uśmiechała się. W zachodzącym słońcu jej kły błyszczały żółtawo.

– Dzień… Dzień dobry, pani Wilczyco – pisnęła przerażona Wiewiórka.

Wilczyca położyła się, krzyżując przednie łapy.

– Pomyślałam, że jako sąsiadki powinnyśmy się poznać – powiedziała.

– Po… powinnyśmy? – zapytała Wiewiórka drżącym głosem.

– Proszę się uspokoić – Wilczyca uśmiechnęła się szerzej. – Pan Misio rozmawiał z moim mężem, mój mąż rozmawiał ze mną… Ogólnie oboje uważamy, że nie powinno się zjadać czegoś, z czym wcześniej się rozmawiało. Więc teraz rozmawiamy.

Uwadze Wiewiórki nie umknęło słowo „czegoś” zamiast „kogoś”. Odczuwała jednak ulgę, że to tylko pogaduszki. Nie było błysku pazurów i zaciskających się kłów. Cała postawa Wilczycy mówiła, że nie zamierza teraz atakować.

– Ma pani śliczne szczenięta – powiedziała Wiewiórka, wiedząc, że to wypróbowany sposób na każdą młodą matkę.

– Ach, maluchy – Wilczyca machnęła lekceważąco ogonem, ale jej futro lśniło. – Sto utrapień, ale mordki mają takie radosne i mądre. Potrafią już nawet trochę chodzić. – Uniosła się na przednich łapach i dumnie wypięła pierś.

Wiewiórce nagle przypomniało się coś, czego była świadkiem tego popołudnia. Otóż siedząc na gałęzi, widziała jak Lis dopadł Szczura. Podsłuchała wtedy całą rozmowę i poszła swoją drogą. Teraz te informacje wydały się przydatne; mogła popisać się przed drapieżną sąsiadką. W paru słowach przekazała całe zdarzenie. Między innymi propozycję Szczura, by Lis porwał jedno z Wilcząt.

Wilczyca zerwała się na równe łapy. Obróciła łeb w prawo i w lewo, jakby wypatrując niebezpieczeństwa.

– Wrrr – zawarczała. Rzuciła szybko okiem na Wiewiórkę i nie mówiąc słowa, odbiegła do wilczej jamy pilnować małych.

– Co za maniery… – mruknęła do siebie Wiewiórka, zapominając szybko, jaka chwilę temu była przerażona.

 

 

*

 

Słońce już prawie zaszło. Gdzieś w oddali słychać było hukanie sowy. Wilczyca leżała w głębokim cieniu i czekała. Na polanę wbiegł Szczur. Podążał do swojej nory, w której zamierzał przespać całą noc. Bez żadnych snów o świństwach, które w życiu zrobił. Wilczyca skoczyła na równe łapy i w dwóch susach zagrodziła mu drogę.

– Cześć, Szczurku… – warczała cicho.

Szczur zdębiał. „Oj, takie rzeczy przed snem – pomyślał. – Czy będzie jeszcze jakiś sen?”. Nie zdążył jednak nic powiedzieć, bo cień padł na nich oboje. Ostre pazury Puchacza porwały Szczura sprzed nosa Wilczycy.

Ziemia oddalała się błyskawicznie. Szczur drżał z przerażenia. Trzeba tu dodać, że był przerażony przez większość swego życia. To właśnie strach popychał go do ciągłego kombinowania i robienia różnych świństw. Efekty tego  były opłakane. Nie dość, że był małym, bezradnym zwierzątkiem, to jeszcze nikt go nie lubił. Teraz wyglądało na to, że jego żałosna, pełna lęków egzystencja dobiega końca. „Trzeci raz w ciągu dnia” – pomyślał Szczur i zemdlał.

 

 

*

 

Ocknął się w niemal zupełnych ciemnościach. Powęszył wokoło. Był w dziupli Puchacza. Samego Puchacza jednak nie było. Najwidoczniej wyleciał gdzieś w poszukiwaniu kolejnej ofiary. Obolały Szczur, macając wokół i węsząc, na oślep gramolił się ku górze, aż poczuł powiew świeżego powietrza. „Wolność” – pomyślał i wypadł na zewnątrz.

Spadając, zahaczył o gałąź, potem o jeszcze jedną. Wyhamowało to jego upadek. Pozbierał się niezgrabnie z ziemi i odetchnął. Wciąż mógł chodzić. Zastanowił się szybko, czy wracać do nory. „Niee… – doszedł do wniosku. – Za daleko, za ciemno. Po drodze Lisy, Puchacze i Nietoperze… Muszę zagrzebać się gdzieś pod korzeniem i przeczekać do rana”. Jak pomyślał, tak zrobił. Chwilę trwało, zanim biegając od drzewa do drzewa, znalazł odpowiednią kryjówkę. Odetchnął, zwinął się w kłębek i zasnął.

 

 

*

 

Ciepła noc zapadła nad Lasem. Niektóre zwierzęta spały, inne dopiero wychodziły na polowanie.

Pan Misio w swoim barłogu śnił o tym, że wspólnie z jakąś Niedźwiedzicą gonią Motyla.

Motyl uciekał, a Misie skakały, próbując go złapać. W pewnym momencie Motyl usiadł na nosie pana Misia. Niedźwiedzica dała Misiowi łapą w pysk.

– Mrrr… Mrrr…

– przez sen rozległo się urażone mruczenie.

 

 

Autor: Bartłomiej Trokowicz

Grafiki: Dalia Żmuda Trzebiatowska

 

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *