MENU
fot. z archiwum autorki

Zmęczona malowaniem paznokci – poezja Angeliny Caligo

pan misio

„Pan Misio” – książka dla dzieci w każdym wieku.

15 sierpnia 2016 Comments (0) Views: 491 Czytam

Nietoperza cień

Wydawane w Gotham pismo „Stupid Fantasy Tales” od wielu lat zatrudniałopx wybitnego literata, który podpisywał się jako Mr Jajko. Prawdziwa tożsamość tego redaktora nie była nikomu znana i nic w tym dziwnego. Nikt spośród osób piszących dla „Stupid Fantasy” nie mógł się pochwalić swoją pracą. Pismo należało do rynsztokowych i nie przynosiło chwały  swym autorom.

Charakter miało przekrojowy. Od podpaleń, przez rozboje i drobne łapówki. Miało także swój dział krytyki literackiej, w którym Mr Jajko wiódł prym jako główny krytykant. Ostatnim sukcesem na jego koncie były ostre słowa pod adresem „Ody do księżyca” napisanej przez niejakiego Batmana:

 

„Nietoperza cień,

widzę w twym blasku.

Mój partner zbudzi mię,

choćbym pijany zasnął.”

 

Mr Jajko wyśmiał treść, proste rymy i stylizację na klasyczną poezję w słowie: „mię”!

Autorowi naprawdę się dostało. Ze słowa „partner” Mr Jajko zrobił dochodzenie na temat orientacji seksualnej. Całość nazwał wyciem do księżyca, a autora kundlem.

 

***

 

Nie można powiedzieć, by Mr Jajko nie znał Batmana osobiście i by krytyka była całkowicie obiektywna. Jeszcze w szkole średniej obaj uganiali się za tą samą okularnicą. Dziewczyna była ładna i zgrabna, jednak noszenie okularów powodowało, że nie należała do śmietanki towarzyskiej. Tylko Batman i Jajko potrafili dostrzec w niej piękno i tylko oni mogli się z jej powodu znienawidzić.

Batman – chłopak w obcisłych dresach i włóczkowej czapce nasuniętej na oczy oraz Jajko – niski, tłustawy dzieciak, ostrzyżony na zero.

 

 

***

 

Teraz młoda Rebecca była tylko wspomnieniem. Z tego, co obaj słyszeli, po dwóch rozwodach, z trójką dzieci, roztyła się tak bardzo, że w kolizji Titanica miałaby szansę zatopić zarówno statek, jak i górę lodową! Sentyment do kobiety zniknął. Wzajemna nienawiść pozostała. Ilekroć Batman coś publikował, tylekroć Jajko nie zostawiał na tym suchej nitki. Podsycało to nienawiść Nietoperza, który obecnie wykonywał zawód bezdomnego. Do ulubionego dresu dodał przydługą pelerynę, znalezioną na śmietniku. Włóczkową czapkę zaczął nasuwać aż na nos. Musiał wyciąć w niej otwory, by coś widzieć, czuł się jednak dzięki temu zamaskowany.

Zamaskowany po to, by incognito walczyć ze złem.

Poprzysiągł bowiem zwalczać zło w jego wszelkich przejawach! Pod płaszczykiem poezji wdzierał się w świat recenzentów literackich. Krytykę uważał bowiem za zło najgorsze. A miał z tym nasieniem szatana spore doświadczenie! Od kiedy pamiętał, spotykał się z surowymi ocenami. Ostatnimi czasy często słyszał, że obcisły dres podkreśla kiepską sylwetkę, a czapka nasunięta na nos wygląda głupio. Cóż, nie zamierzał przejmować się opiniami bezdomnych. To świat literatury był miejscem, w którym pragnął błyszczeć! Dlatego ostre słowa Mr Jajka bolały najbardziej!

 

 

***

 

Od kilku miesięcy Batmanowi towarzyszył nieletni. Nazywał się Robin i pisał nawet gorzej od mistrza. Nietoperz zdawał sobie z tego sprawę, jednak dzieciak wynosił dla niego jedzenie, więc trzeba było się pogodzić z drobnymi wadami chłopaka.

To on został uwieczniony w „Odzie do księżyca” jako niezawodny partner. Po szkole zakładał przyduży czepek kąpielowy (z obowiązkowymi otworami na oczy) i dołączał do mrocznego poety. Spotykali się przy wejściu do kanałów ciepłowniczych, gdzie Batman miał kryjówkę. Czytali tam wzajemnie swoje wiersze. Stary Nietoperz szczędził krytyki jak tylko mógł, Robin zaś był rozrzutny w zachwytach. Doskonale się rozumieli.

 

***

 

Mr Jajko z wiekiem zrobił się jeszcze bardziej okrągły. Nie musiał już golić głowy, naprawdę wyłysiał. Za to życie zawodowe dostarczało mu wiele satysfakcji. Opublikował już trzy książki, które sprzedawały się nieźle. Był autorem licznych felietonów i opowiadań. Owszem, nie przynosiło to większych pieniędzy, więc by zarobić na chleb, wciąż musiał pisać dla „Stupid Fantasy”, jednak satysfakcja była spora.

Ostatnio na łamach pisma, w którym publikował, pojawiły się kolejne, krótkie strofy rywala ze szkoły średniej. W szkole nie rywalizowali na gruncie literackim. Po prostu podobała im się ta sama dziewczyna. Od tego czasu dokładnie Batmana obserwował. Dowiedział się, z dużą przyjemnością, że ten stał się bezdomnym. Czasami przyglądał mu się przez lornetkę, ciesząc się upokorzeniem konkurenta.

Tego wieczora, jak zwykle, Mr Jajko otworzył okno, by przewietrzyć mieszkanie. Palił tak dużo, że oczy mu łzawiły, kiedy nie wietrzył. Rozebrał się do gatek i właśnie miał kłaść do łóżka, gdy do mieszkania został wrzucony martwy kot. Jajko obejrzał truchło uważnie. Do najeżonego futra przypięta była kartka:

„Spotkajmy się!”

Chwilę się zastanawiał, po czym na drugiej stronie napisał: „Gdzie?” i wyrzucił kota na zewnątrz.

Kocie zwłoki wróciły z wiadomością: „Jutro wieczorem o 8.30, w garażu u Robina, jego starych nie będzie”.

„Adres, debilu!” – kot znów powędrował za okno. Kiedy wrócił, Mr Jajko leżał w pościeli. Nie odebrał wiadomości. Wiedział, że zdąży to zrobić rano, a zdechły zwierzak nie powinien zacząć śmierdzieć przez jedną noc.

 

 

***

 

Spotkali się w garażu. Batman kroczył wolno, jego przydługa peleryna zamiatała posadzkę, zbierając brud, olej napędowy i rozlaną benzynę. W głębokim cieniu stał Mr Jajko. Jak zwykle palił papierosa.

– Widzę, że nadal palisz… – Batman rozpoczął rytualną konwersację od niezobowiązujących uprzejmości.

– Tak! Ale właśnie postanowiłem rzucić! – W tym momencie redaktor rzeczywiście rzucił papierosa prosto w niewielką kałużę. Benzyna zapaliła się błyskawicznie, a wraz z nią peleryna nietoperza. Aspirujący poeta wrzasnął i zaczął uciekać przed własnym płaszczem. Ten jednak podążał za nim wraz z rosnącymi płomieniami. Batman zatrzymał się, by przystąpić do prób zadeptania ognia. Podskakiwał przy tym zabawnie. Szybko zrozumiał swój błąd, gdy przydeptał ciągnącą się po ziemi szatę zbyt wysoko. Zwalił się na ziemię, głową wprost w kałużę. Miał jednak szczęście. Kałuża okazała się na tyle niewielka, że paliwo zdążyło się już wypalić. Peleryna jednak wciąż płonęła stanowiąc zagrożenie! W tym właśnie momencie nasz mroczny bohater wykazał się sprytem: rozwiązał kokardkę przytrzymującą płaszcz i odczołgał się na bezpieczną odległość. Natychmiast zerwał się na równe nogi.

Dopiero w tym momencie Mr Jajko przestał się śmiać. Batman podszedł do niego dwoma długimi krokami i uderzył otwartą dłonią w twarz.

– To za „Odę do księżyca” – wysyczał.

Trzeba przyznać, że cios był silny, jednak nietoperz bił jak kobieta. Redaktor przez moment wyglądał na nieco zaskoczonego, szybko jednak wziął się w garść i oddał uderzenie. Tyle, że zrobił to zaciśniętą pięścią. Pogromca krytyków, człowiek-nietoperz, zwalił się na ziemię po raz drugi tego wieczora. Tym razem stracił przytomność.

Jajko przekroczył jego ciało i wyszedł z ciemnego garażu. Obserwujący to wszystko Robin umknął za narożnik budynku. Nie chciał dać się rozpoznać. Wciąż miał nadzieję na karierę literacką.

Złowrogi krytyk wracał do domu piechotą. Rozpoczęte kilka lat temu treningi bokserskie wreszcie dały jakieś rezultaty. Wprawdzie nie schudł dzięki nim, jak początkowo zamierzał, pokonał jednak odwiecznego wroga w sposób naprawdę satysfakcjonujący. Pastwienie się nad poezją nie dawało tyle radości, co prawy prosty wymierzony w szczękę!

Zemsta była słodka. Przed laty Rebecca wybrała Batmana. Kogo wolałaby teraz?

Mr Jajko zamierzał to sprawdzić. Mimo upływu czasu, wciąż ją kochał!

 

 

Autor: Bartłomiej Trokowicz

Korekta: Danuta Bartoszuk

 

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *