MENU

Bo tyle w ludziach jest uśmiechu – poezja Grzegorza Szafoni

Po prostu – poezja Małgorzaty Kulisiewicz

13 sierpnia 2018 Comments (0) Views: 339 Czytam, Poezja

Nie tylko bogowie – poezja Haliny Surmacz

***/to nie jest wiersz/

to nie jest wiersz

to naprawdę nie jest wiersz

 

ta plątanina rurek przewodów kabli

wzbudza we mnie strach błagalne spojrzenie

Małgosi nie trzeba kroić

kanapek

pokarm wlewa się prosto do żołądka

Małgosia nie rozumie nie umie

ale w źrenicach widać jak bardzo boli

 

jej mama ma 38 lat a kręgosłup 80 letniej kobiety

nie spała od dawna tyle ile ten pan

który nie miał nigdy rodziny

i ten pan który posiada kota

na tle podtrzymywania gatunku

i pani co nigdy nie podłączała kroplówki

swojemu dziecku

nigdy nie musieli

codziennie… codziennie!

ten pan ta pani przyglądają się

jak Małgosia z każdą sekundą

ma mniej powietrza i coraz więcej

rurek przewodów kabli

 

 

Nie tylko bogowie

Bogowie nie kochają poranionych kobiet.

Zabraniają rozbierać się,

rozpuszczać włosy, chodzić boso,

więc kobiety palą za dużo papierosów, nieraz piją.

Wyglądają przez zamknięte okna,

drapią paznokciami ściany.

 

Czasem pozwalają sobie na szaleństwo –

zaczynają wierzyć,

że ktoś zauważył, słyszy, widzi,

że może jednak…

 

Bogowie podglądają zza węgła nieśmiały uśmiech,

nagie ramiona, a potem złośliwie klaszczą w dłonie.

 

Kobiety szepczą ‚wszystko w porządku’-

wtedy milczą najgłębiej.

 

 

podobno szczęśliwa liczba

nie pisz o egzystencji – powiedział Czesiek

to twoje najgorsze wiersze

nie pisz o swoich brakach nadmiarach zawodach

to twoje najgorsze wiersze

 

najlepsze są o innych

tak powiedział Czesiek

 

dziś mam urodziny a nie mam wiersza

oczekiwałam od rana

jakiegoś tematycznie odpowiadającego człowieka

 

chciałam coś opowiedzieć o sobie

ale Czesiek mi nie kazał

zbytnio się rozklejać ani roztleniać

 

dostałam serce wielkie

ze sztucznymi cyrkoniami na rzemyku

 

oraz bardzo gorzką czekoladę

nadszedł wieczór zaraz będzie

po niedotartych na czas życzeniach

jeden krzyżyk więcej i cześć

i jak zawsze ktoś zapomniał przeoczył i przeprosi

i jak zawsze przemilczę wypiję kielicha

no cóż Czesiek ma rację

 

o nieistotnych tematach pamiętają tylko poeci

 

samotni poeci

wieczorami piją wódkę

palą papierosy uciekają w marzenia

piszą wtedy różne dziwne wiersze

o egzystencji cierpieniu pustce niespełnieniach

 

poeci samotni pękają od nadmiaru ciepła

i marzną nieprzytomnie

a skarpety z owczej wełny na nic się zdają

 

czasem płaczą albo klną bezsilnie

na maj na wiosnę zieloną czekając

kłócą się między sobą o istotę i znaczenia

lub przytulają niezidentyfikowane obiekty

widzą w nich światło którego tam nie ma

 

noszą duszę na końcach palców i we włosach

krzyczą że nie są po(d)miotem lirycznym

 

 

***/pora grabienia liści/

pora grabienia liści głaskania kasztanów

szukania po omacku czy wszystko na ziemi

czas przytulania śladów pieszczenia kamieni

bolą mniej chociaż wrosły w rozedrgane cienie

 

znów ścinanie chryzantem do czułych bukietów

powrót na tomografię podłączanie tlenu

sens jesiennych zamodleń bez żadnej modlitwy

liście wpadły w ekstazę złocąc się wśród trenów

 

 

pragnienie

czuję wciąż twój dotyk po wewnętrznej stronie

narasta pragnienie i chodzę wpółprzytomna

nie całkiem z głową w chmurach

bo przecież trzeba uważać żeby się nie zakochać

 

pocałunki we wrześniu smakują

inaczej niż majowe

nie będę tym razem porównywała do niczego

te wszystkie maliny poziomki bzy i inne słodkości

są zbyt blade aby stanowić dobrą metaforę

 

a może nie ubierać się

by pozostał na dłużej ślad

przyspieszonego oddechu

 

 

Tematy, które tymczasowo wyłączają

Rozmowa o trudno dostępnych lekach i znów

znalazłam się w mieście. O dwudziestej trzeciej,

o piątej rano – pod apteką. O pierwszej w nocy – tam,

gdzie wydawało się, że już odeszły różowe recepty

nie są pisane sympatycznym atramentem.

 

Więc w tej chwili tymczasowo polegnę i będę przeklinać, krzyczeć

przeciwko nieregularnym encefalogramom, ‚złotym’ sukienkom,

bliznom, paciorkom na sinych dłoniach. Przeciwko nadmiarowi

gwoździ, drzazg, milczeń.

 

Wy, w długich ciemnych sukienkach, z ogromną ilością guzików

nie oceniajcie, nie patrzcie na trzęsące się plecy.

 

 

fot. z archiwum autora

Halina Surmacz: Rocznik 1961, od urodzenia mieszkanka Szczecina. Pisze od 2014 roku. Publikuje na portalach internetowych. Głównie na Poezji Polskiej i wiersze.kobieta.pl. oraz w grupach poetyckich na FB.

Od roku członek SAP oddział Kołobrzeg. Wydany jeden tomik „Witajcie sosny – jestem” oraz udział w trzech Antologiach.

 

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *