MENU
black-and-white-bird-birdcage-cage2

Kanarek – opowiadanie Patrycji Żurek

px

Same pójdziemy na Ray’a – opowiadanie Moomu Moo

2 lutego 2017 Comments (1) Views: 653 Czytam, Poezja

Nie nazywaj – poezja Adama Gwary

dobry rok

zapowiada się

dobry rok

wojen w sam raz

i tylko jedna

światowa

modne będą

czernie i kółka

na czole

urodzaj

zje nas

na przednówku

a miłość

zdąży się

nie wykluć

to będzie

dobry rok

doprawdy

lepszy

od tego

który

nie nadejdzie

 

 

ciebie nie ma…

ciebie nie ma powtarzał samotny na globie

ciebie nie ma szeptała i nigdy nie było

i tym cichym wołaniem zmyślili się sobie

pod zimnymi gwiazdami wymyślając miłość

 

ciebie nie ma szeptała i nigdy nie było

moja kroplo płynąca do źródła strumieniem

pod zimnymi gwiazdami wymyślając miłość

odnajdę cię na nowo gdy pogasną cienie

 

mała kroplo płynąca wczorajszym strumieniem

odpowiadał modlitwą szukając jej wszędzie

odnajdę cię uśpioną gdy pogasną cienie

moja miłość cię zbudzi kiedy mnie nie będzie

 

odpowiadał modlitwą szukając jej wszędzie

ciebie nie ma szeptała z dalekiej otchłani

moja miłość cię zbudzi kiedy nas nie będzie

tęsknota odbijała echem zaszeptanie

 

ciebie nie ma szeptała z dalekiej otchłani

ciebie nie ma powtarzał samotny na globie

tęsknota odbijała echem zaszeptanie

i tym cichym wołaniem zmyślili się sobie

 

 

co wiemy…

co wiemy o ukrytych marzeniach przedmiotów

ławek w parku lufcików zgubionych rękawic

kogo może obchodzić kogo zaciekawi

wypisany długopis w pudle bibelotów

 

jakie mają pragnienia pogubione piórka

kawek wróbli gołębi umazane błotem

pozostałe na ziemi po spotkaniu z kotem

władcą pór księżycowych i królem podwórka

 

one wszystkie a każde na odrębny sposób

są związane tęsknotą albo przerażeniem

z przemijaniem właściwym dla zwierząt i osób

 

jeśli marzą to raczej wracając wspomnieniem

do dotyku spojrzenia chwili bez powrotu

a gdy zmysły utracą stają się kamieniem

 

 

nie nazywaj

oto stół

cztery nogi i blat

lecz nic po nim jeżeli się chwieje

nawet jeśli potrafisz go zbić

to nie staniesz się przez to stolarzem

 

oto wiersz

biały

jak grzbiety fal

które biegną

przez morze

do kresu

i konają

zmęczone

na piasku

 

jeśli fali nie umiesz zawrócić

albo chociaż na chwilę zatrzymać

nie nazywaj siebie

poetą

 

 

Marzenie

Wejdę rosą po liściach, spłynę pełnią białą.

Pożądaniem zbudzonym modlitwą daremną.

Zaplątanym majakiem w serenadę ciemną,

a to jeszcze tej nocy będzie Ci za mało.

 

Albo zrobię inaczej. Przyjdę niewyspaniem.

Pulsowaniem śmieciarki pod Twoim balkonem.

Przewracaniem poduszki na piętnastą stronę.

Piciem wody w łazience o trzeciej nad ranem.

 

Będę Twoim mijaniem. Minut policzeniem.

Będę śmiał się za głośno i echem rozbrzmiewał.

Będę krzakiem płonącym. Wczorajszym marzeniem.

 

Będę jabłkiem zerwanym z niebieskiego drzewa.

Papierosem do kawy. Sennym przywidzeniem.

Gdy rozwieję się świtem, Twój kos mnie dośpiewa.

 

 

***

nie przychodź ponownie w Aleppo

nie w rozpacz nie w zimę

nie w śmierć

tam róże kamienieją jak serca

na wystygłej pustyni

bogów

 

przyjdź do nas

w Powsinie

w długi majowy weekend

wtedy

zjadą się autokary

i magnolie zapachną

bożym ciałem

 

uśniesz w cieniu

swej opatrzności

i nikt

nie wyda Cię lepiej

niż naród wybrany

przez siebie

 

 

z grzbietu słonia rozważania o poezji

z grzbietu słonia

widać lepiej

do czego jest poezja

 

do chodzenia po wodzie

i latania na jawie

 

przenikania przez mury Uruk

schlebiania barbarzyńcom

albo własnej próżności

 

mogę zatrzymać czas

i poklepać Anu po plecach

tylko po co

 

moje życie trwa

28 800 lat

nadal nie wiem

do czego jest poezja

 

podobnie jak koło

mruczał król Alulim

kołysany muzyką

niebios

 

 

nie mogę uwierzyć

nie mogę uwierzyć że przeżyłaś

szukałem cię przez dwa dni

w zażenowaniu depcząc groby

podobnie zakłopotanych cieni

szukałem starego klonu jak zawsze

ale ktoś go uśmiercił metr nad ziemią

żeby nie gubił liści niepotrzebnie

myślę że również wtedy

strącono na ziemią anioła

a jego gipsowe dłonie

rozłączyły się w locie na amen

 

nie mogę uwierzyć że przeżyłaś

z dwójką malutkich dzieci

gdy świat wypowiedział ci wojnę

i sama zostałaś bez męża

w koślawym domku przy torach

nocami maszyna singera

nuciła do snu kołysanki

a szara garsonka od ślubu

zmieniała się w worek kartofli

w miasteczku o wiorsty odległym

gdzie trudno jest dostać się zimą

 

nie mogę uwierzyć że przeżyłaś

sto metrów od kresu wędrówki

gdy buty pijanych banszuców

liczyły ci żebra i lata

wdeptując sieroty twe w głód

podobno świat wtedy się zapadł

i tylko umarli przeżyli

bo nie miał kto przyjąć ich dusz

po wojnie płakałaś już tylko

z radości lub patrząc na dzieci

wtedy innych nie miałaś już łez

 

nie mogę uwierzyć że przeżyłaś

gdy pamięć zarosła już blizną

czerwony krzyż grzeczną formułką

ogłosił cię wdową po latach

pamiętam mężczyznę na progu

co zabrać mnie chciał do Londynu

i moje rodzeństwo i mamę

bez ciebie do nowej rodziny

aż nagle przez okno w pokoju

na zawsze porwali go diabli

 

nie mogę uwierzyć babciu

 

 

fot. z archiwum autora

fot. z archiwum autora

Adam Gwara: absolwent Wydziału Aktorskiego łódzkiej Filmówki. Po studiach aktor Teatru Nowego w Łodzi za dyrekcji Kazimierza Dejmka. Z aktorstwem rozstał się trzydzieści lat temu podejmując pracę w sektorze organizacji pozarządowych. Potem urzędnik państwowy, przedsiębiorca, manager w biznesie. Obecnie mieszka w podwarszawskim Hornówku i zajmuje się głownie pisaniem limeryków i wierszy. Można powiedzieć, że robi to, co lubi. Jeśli nie zdarzy się nic nieoczekiwanego, w lipcu skończy 62 lata.

 

 

Tags: ,

Komentarze do Nie nazywaj – poezja Adama Gwary

  1. Ela pisze:

    Nie nazywam lecz wczuwam się w każdy wiersz przeczytany z wielką przyjemnością :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *