MENU
Pixabay

Czas to kłamstwo zegara

1_Heic1501a

Ruszmy ku gwiezdnym obłokom alkoholu

13 maja 2016 Comments (3) Views: 13045 Myślę

Myślę, więc jestem (Kartezjusz). Jesteś, więc myślisz, że myślisz (ja)

Z góry uprzedzam – będę pisał o nazwach. Precyzując: o nazwach gatunkowych. Co mnie natchnęło do zajęcia się tak potencjalnie nudnym, niewdzięcznym tematem? Otóż odnoszę coraz bardziej dojmujące (przy tym dołujące) wrażenie, że coraz częściej nie zasługujemy na dumne miano Homo sapiens. Ignorancja, wtórny analfabetyzm, swoiste uproszczenie intelektu szerzą się w społeczeństwie niczym zaraza. Jak otyłość, tylko że tę łatwiej zauważyć. Pseudowiedza karmiona brakiem krytycyzmu, napędzana multimedialną papką z coraz większą łatwością zagnieżdża się w umysłach. Panuje wręcz moda na głupotę.

Wciąż jeszcze istnieją ludzie dość afektowani, by twierdzić, że nie mają pojęcia o nauce, tak jakby w jakiś sposób miało to ich nobilitować. Tymczasem świadczy to raczej o ich głupocie, stawiając wśród najgorszej kategorii niedobitków owej starej zużytej (…) tradycji intelektualnego snobizmu, uważającego całą wiedzę, zwłaszcza ścisłą, za „rzemiosło”.

[Melvyn Bragg, ur. 1939][1]

Niegdyś, gdy ktoś był ignorantem w danej dziedzinie, siedział cicho, obecnie gada głupoty, znaczy plecie androny. Ponieważ zazwyczaj rozmawia z innymi ignorantami, spirala niedomówień nakręca się, posyłając w ludzki eter kolejne duperele. Swoją drogą język nam ubożeje, giną przysłowia, powiedzonka. Spytam przekornie, kto wie, czym są owe androny? Strzelam w ciemno, że większość nie ma pojęcia i sprawdzi ów irytujący detal przy pomocy wszechwiedzącej wyszukiwarki. Oto paradoks – mamy największy, najłatwiejszy, najszybszy i najtańszy dostęp do wiedzy w historii, tymczasem umiejętność krytycznego, kreatywnego myślenia zanika. Mimo to wciąż szczycimy się owym sapiens. Homo sapiens (często: „Homo sapiens sapiens, tak rozumny, że musieliśmy to podkreślić powtórzeniem”[2]). Skąd wzięła się ta nazwa? Czy na nią zasługujemy? Wreszcie: jak generalnie powstały naukowe nazwy gatunków?

Człowiek od zawsze dążył do możliwie najprecyzyjniejszego uporządkowania otaczającej go rzeczywistości. Lubimy szufladkować. Sporym wyzwaniem okazało się stworzenie przejrzystego systemu nazywania istot żywych. Każdy gatunek – nie będę tu rozwodził się nad tym pojęciem, teoretycznie wiadomo, o co chodzi (teoretycznie) – posiada nazwę w danym języku (nazwy te mogą się różnić, nikt z tego tragedii nie robi) oraz nazwę naukową, uniwersalną, stosowaną na całym świecie (tu różnice są wykluczone). To „profesjonalne” miano tworzone jest w języku łacińskim, którego nikt już, poza ludźmi nauki oraz liturgii, potocznie nie używa[3]. Dzięki temu zawsze, niezależnie od języka, którym się posługujemy, można określić, o jakim stworzeniu pragniemy pogadać. Przykład: jenot azjatycki – zwany po prostu jenotem lub szopem usuryjskim, junatem, tanukiem, lisem japońskim, kunopsem – dla świata systematyki: Nyctereutes procyonoides.

Fachowo rzecz ujmując, stosujemy tzw. nazewnictwo binominalne, nazewnictwo dwuimienne, w którym pierwszy człon nazwy gatunku biologicznego to nazwa rodzajowa w formie rzeczownika, a drugi to tzw. epitet gatunkowy, czyli nazwa gatunkowa, najczęściej w formie przymiotnikowej. Nazewnictwo dwuimienne zastosowali jako pierwsi bracia Gaspard i Jean Bauhin w dziele Pinax Theatri Botanici (1623), jednak powszechną akceptację systemu zawdzięczamy Karolowi Linneuszowi, a dokładnie jego publikacji Species Plantarum z roku 1753[4]. W tamtym czasie stosowano nazwy gatunków składające się z nazwy rodzajowej i frazy opisowej liczącej do 12 słów (tzw. nazwy polinominalne). Gatunki w określonym rodzaju opisywano całym zdaniem, np. Chaerophyllum sylvestre perenne cicutae folio. Można to przetłumaczyć jako: świerząbek leśny wieloletni o liściach podobnych do szczwołu. Chaerophyllum oznacza rodzaj, a reszta frazy to opis gatunku w danym rodzaju. Linneusz zachował taką diagnozę, ale dodatkowo na marginesie podał krótką nazwę, w tym wypadku Chaerophyllum sylvestre.

Zgodnie z zasadami Międzynarodowego Kodeksu Nomenklatury Botanicznej (ICBN) i Zoologicznej (ICZN) nazwy binominalne (inaczej binomy, z łac. binomen) należy pisać krojem pisma wyróżniającym je na tle pozostałego tekstu (np. kursywa w tekście prostym), przy czym pierwszy człon nazwy zawsze zapisywany jest wielką literą[5].

W botanice niedopuszczalne jest tworzenie nazw, w których nazwa rodzajowa przypomina epitet gatunkowy lub pochodzi od niego, w zoologii takie zestawy przechodzą (np. piękny ptak kardynał szkarłatny Cardynalis cardynalis czy uroczo szpetny płaz grzbietoród amerykański, za przeproszeniem, Pipa pipa).

Tradycyjne nazwy organizmów są przeważnie jednoczłonowe – pies, wilk, lis, niedźwiedź, jeleń, sarna, świerk, jodła, modrzew itd. – przez to wygodne. Nawet organizmy obecnie zaliczane do jednego rodzaju miały pojedyncze nazwy: sosna, limba, kosodrzewina. Skąd się zatem pomysł na nazwy dwuczłonowe? Wszystko zaczęło się od Arystotelesa (IV w. p.n.e.), twórcy logiki.

Jedno z praw logiki, tzw. zasada wyłączonego środka, głosi, że dany obiekt nie może jednocześnie mieć określoną cechę i jej nie mieć. Tłumacząc zasady logiki, Arystoteles używał przykładów zoologicznych, np. „owłosiony albo nie”, „z krwią albo bez”, „czworonożny albo nie”. Jednak w przeciwieństwie do swoich następców nie zastosował tej metody do klasyfikowania zwierząt. Co więcej, uważał, że w klasyfikacji organizmów podział logiczny nie ma sensu. Klasyfikacja Arystotelesa odzwierciedlała jego wiedzę o zwierzętach, nie była zaś kluczem do ich oznaczania. Pisma Arystotelesa o roślinach nie zachowały się, klasyfikowaniem roślin zajmował się głównie jego uczeń Teofrast i on nosi zaszczytne miano ojca założyciela botaniki.

Wśród nazw gatunkowych trafiają się ciekawe przypadki. Wpierw akcent polski. Najdłuższa łacińska nazwa naukowa jest dziełem Benedykta Dybowskiego. Nadał on opisanemu przez siebie w roku 1926 małemu skorupiakowi nazwę: Cancelloidokytodermogammarus (Loveninuskytodermogrammarus) loveni. Imponujący rekord…

Rodowody wielu nazw są doprawdy cudaczne… W roku 1870 zoolog Alfons Milne-Edwards ujrzał martwy okaz nowego gatunku małpy, z pogranicza zachodnich Chin i Tybetu. Widok wielobarwnego ssaka przypomniał naukowcowi obraz z XVI w. przedstawiający słynną Roksolanę (Hürrem), czwartą żonę sułtana Sulejmana Wspaniałego (bardzo obecnie popularną dzięki tureckiemu hitowi eksportowemu, serialowi Wspaniałe stulecie). Kierując się zwłaszcza podobieństwem nosów nazwał małpę Rhinopithecus roxellanae (rokselana złocista lub po prostu rokselana).

 

Reformy nie omijają również tej pozornie skostniałej dziedziny. Jedna z najbardziej „spektakularnych” zmian miała miejsce niedawno (napisałbym, że „stosunkowo”, lecz obawiam się reperkusji). We wrześniu 2015 roku przestała istnieć świnka morska, narodziła się kawia domowa. Naukowcy z Muzeum i Instytutu Zoologii PAN w Warszawie wydali publikację zatytułowaną Polskie nazewnictwo ssaków świata, w której rodzajowi Cavia nadano nazwę kawia, zaś niegdysiejszej „śwince morskiej” – kawia domowa. Znamienne, fakt, że świnka pospolita to nazwa ryby (Chondrostoma nasus), jakoś niewielu przeszkadza.

 

Chondrostoma_nasus_(aka)

3. Świnka pospolita

Świnka morska, pardon – kawia, pochodzi z Ameryki Południowej. Około 5 tys. lat temu gryzonia udomowiono w Peru i w Ekwadorze; tamtejsze plemiona hodowały kawie jako przysmak. Inkowie przed zjedzeniem składali je w ofierze bogom, w Ekwadorze wciąż można spróbować ich mięsa. Sprzedawana jest jako danie Cuya. Do Europy kawie domowe przybyły razem z hiszpańskimi konkwistadorami w XVI stuleciu; w wieku XIX zaczęły być używane jako zwierzęta laboratoryjne.

Skąd zatem nazwa „świnka”? Tłumaczenia były różne. Jedni twierdzą, że przez krępy wygląd podobny do hodowanej świni, inni sugerowali się dźwiękami, jakie wydają te małe gryzonie. Po angielsku nazwa brzmi guinea pig. Guinea – można tłumaczyć jako Gwinea (fr. Guinee). W czasach podboju Nowego Kontynentu wiele statków po drodze zawijało do Gwinei – jest to państwo w zachodniej Afryce nad Oceanem Atlantyckim. A skąd drugi człon – „morska”? Ponieważ była przywieziona zza morza (w XIX-wiecznych opracowaniach oprócz nazw „świnka” i „świnka morska” używano również nazwy „morświnka”). Mimo zmiany nazwy tego sympatycznego zwierzęcia, przynajmniej w języku polskim, w języku angielskim kawia domowa pozostała guinea pig, czyli jednak świnką! Przyjęta w potocznym rozumieniu nazwa „świnka” wynikała z błędnego tłumaczenia nazwy hiszpańskojęzycznej na angielską, a z języka angielskiego na poszczególne języki narodowe.

Po tak rozbudowanym wprowadzeniu mogę pochylić się nad człowiekiem.

Wpierw należy zaakceptować fakt, że należymy do zwierząt i gatunek nasz obowiązują te same reguły co w przypadku naszych „braci mniejszych”. Nie mylić z franciszkanami…

Pod względem większości uzdolnień nie różnimy się od zwierząt, w rzeczywistości wiele z nich przewyższa nas, choćby szybkością, siłą i innymi możliwościami. Ponieważ jednak mamy wrodzoną zdolność przekonywania się nawzajem i okazywania sobie wzajemnie pragnień, nie tylko żyjemy inaczej niż zwierzęta, lecz także – łącząc się – założyliśmy miasta, ustanowiliśmy prawa i wynaleźliśmy sztuki, a mowa pomogła nam osiągnąć praktycznie wszystko, co zamierzamy.

[Izokrates, ok. 374 r. p.n.e.]

Niby akceptujemy naszą zwierzęcą naturę, zarazem stawiamy sztuczne granice między nami a resztą królestwa Animalia. Linneusz zdecydował, głównie z przyczyn natury religijnej, wyodrębnić nieco człowieka spośród zwierząt i w obrębie małp wąskonosych stworzył jednostkę właściwie irracjonalną według kryteriów czysto biologicznych – rodzinę człowiekowate z jednym rodzajem i, od zniknięcia neandertalczyka, jednym gatunkiem: Homo sapiens[6].

Zasadniczo wygląda to tak:

Podgromada: Łożyskowce (Eutheria) – obok prassaków i ssaków żyworodnych/właściwych

Rząd: Naczelne (Primates; in. prymaty)

Podrząd: Małpy (Simiae) – obok małpiatek

Nadrodzina: Małpy wąskonose

Rodzina: Małpy człekokształtne (Pongidae) – nasz gatunek powinien być włączony do tej rodziny, zamiast tego stworzono sztuczną, odrębną jednostkę, mianowicie:

Rodzina: Człowiekowate (Hominidae)

Rodzaj: Człowiek (Homo)

Gatunek: Człowiek rozumny (Homo sapiens)

Propagatorem traktowania człowieka jako małpy, wręcz trzeciego gatunku szympansa (tzw. Pan homo, szympans człowiek), jest Desmond Morris, autor rozprawy o naturze ludzkiej Naga małpa (wydana po raz pierwszy w 1967 roku). Autor, z wykształcenia zoolog, pisał w niej o ludziach jako „nagich małpach” – szczególnym gatunku „pozbawionych owłosienia prymatów”. W kolejnych latach opublikował Ludzkie zoo, następnie Zachowania intymne. Zachęcam do lektury całej trylogii, ożywia umysł.

Czemu akurat sapiens? Od dawien dawna trwają dyskusje nad potencjalną wyjątkowością naszego gatunku. Próby syntetycznego uchwycenia tego, co swoiście ludzkie, uzyskiwały formę różnych określeń człowieka, np.

– zoon politikon [gr. istota społeczna][7]

– animal rationale [łac. stworzenie rozumne]

– nimal metaphysicum [stworzenie zdolne do doznań pozazmysłowych]

– homo religiosus [człowiek religijny]

– homo faber [człowiek zręczny]

– homo ludens [człowiek bawiący się, żartujący]

– animal symbolicum [stworzenie posługujące się symbolami]

istota, która do wszystkiego się przyzwyczaja (to za Fiodorem Dostojewskim).

Jak widać, mamy dużo pomysłów na własną unikalność. Stanęło na sapiens – rozumny, chyba dlatego, że zadowala naszą próżność. Rozum ma się jednak z definicji, sztuką (i obowiązkiem) jest z niego korzystać – myśleć. Myślę, więc jestem. Myślę, więc mogę mieć rację.

Przyjmuje się, że przełom w naszych dziejach wyznaczało pojawienie się w Europie (około 40 tys. lat temu) nowego typu przemysłów wiórowych (tzw. kultura oryniacka) i ludzi współczesnych (AMH = Anatomically Modern Humans). Rzeczywiście w okresie tym „(…) dokonała się wielka zmiana ludzkich zachowań. Wcześniej ludzka postać i behawior ewoluowały równolegle, bardzo wolno w długich okresach. Później ewolucja ludzkiej postaci praktycznie ustała, natomiast ewolucja behawioru, czy może ściślej ewolucja kultury, radykalnie przyspieszyła” (R. Klein, 1992). Z drugiej strony nie istnieją żadne różnice anatomiczne między ludźmi mieszkającymi w Afryce przed 150–160 tys. lat a późniejszymi przybyszami do Europy.

Dlaczego w wielu źródłach stosuje się nazwę Homo sapiens sapiens? Wkraczamy w zawiłości antropogenezy. W szkołach uczymy się sztywnego, obecnie wielce dyskusyjnego, schematu: australopitek ––– Homo habilis ––– H. erectus ––– H. neanderthalensis ––– H. sapiens fossilis (tzw. kromaniończyk, anatomicznie identyczny z człowiekiem współczesnym).

Otóż często przyjmuje się, że stanowimy jeden gatunek z człowiekiem wyprostowanym (Homo erectus). Jeden gatunek, obejmujący człowieka rozumnego i wyprostowanego, powinien mieć jedną nazwę. Istnieje tu następująca alternatywa. Można gatunek nazwać człowiekiem rozumnym Homo sapiens i podzielić na dwa podgatunki. Mówilibyśmy wówczas o człowieku rozumnym wyprostowanym – Homo sapiens erectus – oraz właściwym człowieku rozumnym, czyli Homo sapiens sapiens. Teoretycznie można by też przyjąć jako podstawę nowej nazwy gatunku nazwę starszej formy człowieka, czyli Homo erectus, dzieląc go na dwa podgatunki: człowiek wyprostowany sensu stricto i człowiek wyprostowany rozumny: Homo erectus sapiens.

Cope_Edward_Drinker_1840-1897

4. Edward Drinker Cope (zm. 1897 r.) – amerykański paleontolog, zoolog i ewolucjonista. Uznany za okaz typowy człowieka rozumnego.

Ciekawe, że mimo przypisanego nam ponoć intelektu doszło do pewnego niedopatrzenia. Otóż zgodnie z zasadami naukowymi przy nowym organizmie konieczny jest opis cech charakterystycznych gatunku (tzw. diagnostycznych) wraz z ilustracją. Obowiązkowe jest wyznaczenie okazu typowego, do którego będzie przywiązana nowa nazwa; okaz taki musi być złożony i zabezpieczony w publicznej instytucji (np. muzeum). Linneusz nie wyznaczył okazu typowego dla gatunku Homo sapiens, gdyż w jego czasach procedura ta nie funkcjonowała. Naprawiono formalnie to niedopatrzenie; okazem typowym człowieka rozumnego został słynny XIX-wieczny paleontolog amerykański Edward Drinker Cope, który ofiarował swą czaszkę na cele naukowe[8].

W prozie codzienności ulegam niekiedy pokusie i zamiast nobilitującego przymiotnika sapiens stosuję terminy mniej chwalebne – debil, imbecyl, idiota, kretyn (rzadziej: matoł). Wszystkie one są współcześnie obraźliwymi określeniami człowieka głupiego. To nie takie proste. Pierwotnie określenia debil, imbecyl, idiota nie miały obraźliwego charakteru, ponieważ były terminami naukowymi określającymi ludzi upośledzonych umysłowo. W dodatku każdy z tych wyrazów odnosił się do innej kategorii tych osób:

debil – był to człowiek upośledzony umysłowo w stopniu lekkim, który będąc dorosłym, reprezentował poziom umysłowy zbliżony do poziomu 12-latka, o IQ w przedziale 55–69 (średnia w dorosłej części populacji wynosi 100);

imbecyl – był to człowiek upośledzony umysłowo w stopniu średnim, który będąc dorosłym, reprezentował poziom umysłowy zbliżony do poziomu 9-latka, o IQ w przedziale 35–54;

idiota – był to człowiek upośledzony umysłowo w stopniu ciężkim, który będąc dorosłym, reprezentował poziom umysłowy zbliżony do poziomu 6-latka, o IQ poniżej 35.

Dlatego w potrzebie, przekornie, wspieram się zdaniem Juliana Tuwima: „Powiedzieć komuś: idiota! – to nie obelga, lecz diagnoza”[9].

Nie wszystkie te wyrazy zdobyły w języku potocznym popularność. We współczesnej polszczyźnie najczęściej używa się słowa idiota, drugie pod względem frekwencji jest – jak się wydaje – określenie najłagodniejsze, czyli debil, a najmniej chyba popularne jest określenie pośrednie, czyli imbecyl. Dlaczego? Nie wiem, ale to trochę zaskakujące.

Warto też zauważyć, że słów debilimbecyl nie zwykliśmy okraszać dodatkowymi określeniami, jednak do wyrazu idiota często dodajemy przymiotnik skończony lub kompletny. To akurat logiczne i świadczy o dawnej gradacji (stopniowaniu) tych wyrazów, poniżej idioty nie ma już nikogo. Ewentualnie stopniować można samych idiotów.

Kończąc, dodam, że z nauki wywodzą się także wyrazy kretyn, matoł. Dawniej oznaczały człowieka cierpiącego na kretynizm tarczycowy, czyli „wrodzony zespół niedoboru jodu” spowodowany niedoczynnością tarczycy i prowadzący do ciężkiego niedorozwoju umysłowego oraz fizycznego. Choroba ta zwana była też matołectwem.

Mam więc apel – starajmy się zasłużyć na swoją nazwę gatunkową. Piszę poważnie, mimo iż znany jestem jako Homo ludens.

 

 

 

Autor: Krzysztof Pochwicki

Korekta: Dorota Bury

Zdjęcia:

  1. Rokselana / Roksolana (A. Lisowska), https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Khourrem.jpg, autor: anonimowy [Domena publiczna], Wikimedia Commons
  2. Rokselana złocista, https://pl.wikipedia.org/wiki/Rokselana_złocista, autor: Jack Hynes [CC BY-SA 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0)], Wikimedia Commons
  3. Świnka pospolitahttps://commons.wikimedia.org/wiki/File:Chondrostoma_nasus_%28aka%29.jpg , autor: André Karwath aka Aka (Praca własna) [CC BY-SA 2.5 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.5)], Wikimedia Commons
  4. Edward Drinker Cope, https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Cope_Edward_Drinker_1840-1897.png, Frederick Gutekunst [Domena publiczna], Wikimedia Commons

____________________________

[1] R. Dawkins, Rozplatanie tęczy. Nauka, złudzenia i apetyt na cuda, Warszawa 2001, s. 45.

[2] N. Angier, Kanon. Wyprawa galopem przez piękne podstawy nauki, Warszawa 2008, s. 180.

[3] W przypisie przyznam, że naukowe nazwy gatunków, powszechnie nazywane łacińskimi, zwykle rzeczywiście pochodzą z łaciny, mogą też wywodzić się z greki lub są tworzone ze zlatynizowanych słów pochodzących z innych języków.

[4] W pierwszym wydaniu Species Plantarum Linneusz wymienia około 6 tys. gatunków. Pierwsze wydanie tego dzieła jest dla botaników niezwykle ważne, bowiem od tej daty obowiązuje reguła pierwszeństwa nazw. Zoologowie liczą pierwszeństwo nazw od X wydania Systema Naturae w roku 1758. W dziele tym Linneusz wymienia zaledwie 4 tys. gatunków zwierząt.

Analizy z roku 2011 sugerują, że Ziemię zamieszkuje 8,7 mln gatunków zwierząt i roślin (plus minus 1,3 mln). Wcześniej liczbę wszystkich gatunków żyjących na naszej planecie oceniano na 3 do…100 mln. Imponująco niepokojący przedział.

[5] Pełna nazwa gatunku zawiera jeszcze tzw. cytat – nazwisko autora pierwszego naukowego opisu danego gatunku (diagnozy taksonomicznej) oraz, po przecinku, rok publikacji tego opisu, a w postaci rozwiniętej także miejsce opublikowania diagnozy, np.: Branta albifrons Scopoli, 1769, Annus I Hist.-Nat. 69. Znakiem † przed nazwą naukową oznaczane są taksony wymarłe.

[6] Obiektywnie patrząc, nasz gatunek powinien być włączony do małp człekokształtnych, niektórzy postulują nawet zaklasyfikowanie człowieka do szympansów, jako trzeci gatunek tych małp – Pan homo (szympans człowiek).

[7] Arystoteles uważał, że człowiek z natury jest istotą polityczną, chociaż nazywał go także istotą społeczną.

[8] J. Balerstet, W. Lewiński, J. Prokop i in., Biologia 1, Rumia 2002, s. 18.

[9] Za: https://pl.wikiquote.org/wiki/Julian_Tuwim.

 

 

Tags: , , , , , ,

Komentarze do Myślę, więc jestem (Kartezjusz). Jesteś, więc myślisz, że myślisz (ja)

  1. batavia pisze:

    Czy jest to paradoks?
    Jest to konsekwencja rozwoju technologicznego i związanego z tym swobodnego dostępu do szeroko pojętej wiedzy. Zamiast ślęczeć i szukać w annałach bibliotecznych, prostszym jest bezkrytyczne wykorzystanie informacji zawartych w przepastnych zasobach Internetu. Często danych niepodlegających jakiejkolwiek weryfikacji. Równie często niemożliwych do zweryfikowania przez przeciętnego użytkownika. Akceptowanych „ad hoc”, bo potrzebnych i wykorzystanych w danej chwili.
    Czy przez to, stajemy się niegodni swojej nazwy?

  2. Dziękuję za ten komentarz. Fakt, że się pojawił oznacza, że osiągnąłem cel – nakłoniłem do refleksji. Czy uważam, że tracimy prawo do naszej, przesyconej wygórowanym, gatunkowym ego, nazwy? Jako rzesza tak, jednostki – nie. Bo to właśnie jednostki pchają do przodu ten cały ludzki teatr, większość po prostu konsumuje rzeczywistość nic do niej nie wnosząc. Gdy ostrygojad zaczyna gustować w małżach wypadałoby zmienić mu nazwę. Jeżeli pingwin wzbije się w powietrze nazywanie go nielotem straci sens. Na „sapiens” trzeba zasłużyć, wykazać się. Bezrefleksyjne, pozbawione zrozumienia korzystanie z informacyjnej pulpy raczej nie stanowi powodu do chluby. Najgorsze, że mózg geniusza i idioty zużywa tyle samo energii. Ironia. Zresztą nie wiemy co sprawiło, że dysponujemy tak wyjątkowym mózgiem. Warto sięgnąć po książkę http://lubimyczytac.pl/ksiazka/59788/homo-przypadkiem-sapiens

  3. Batavia pisze:

    W zasadzie, to żaden komentarz. Raczej refleksja.
    Dziękuję za odpowiedź, jak i za wskazanie książki. Na pewno skorzystam.

    Niemniej trudno wymagać od przeciętnego homo sapiens posiadania wiedzy specjalistycznej.
    Przedstawione w artykule przykłady dla większości czytelników takimi są.
    Co nie umniejsza sensu i przesłania w nim zawartego.
    Sądzę, / to moje zdanie/ że dylemat dotyczy postrzegania – jednostka – ogół. I tu się zgadzam.
    Dywagacje w zakresie rozwój umysłowy i emocjonalny, a zdolność krytycznego podejścia do korzystania z wytworów techniki i technologii, to zupełnie inny problem. Chociaż w tych czasach szczególnie mocno rzutujący na zasadność nazwy naszego gatunku.
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *