MENU
px

Święta w Ogrodzie Poetów – ogrodniczki

px

Atak ud – opowiadanie Hanny Bilńskiej – Stecyszyn

3 stycznia 2018 Comments (0) Views: 205 Czytam, Poezja

Kiedy się nie widzi świata – poezja Tadeusza Hutkowskiego

Szczurek

wydawało się że miał wszystko

wyjątkowo wystające jedynki

rysowały wyobraźnię kolegom

przeszkadzało że nie palił w kiblu

łomot zgodnie z planem zajęć

 

potem wpatrywał się tylko w szyby

 

po szkole żył

bardziej jak domowy bóbr

układał domy z zapałek

w sześciopiętrowym akwarium

obgryzał ołówki temperował kredki

wchodził i wychodził z klatki

 

śmiech na podwórzu bolał

jak laboratoryjny zastrzyk

rozchodziła się pod skórą zła ślina

 

często dziwnie obmacywał okna

wyglądał na chłopca

który pokona szkło

 

 

Stacja IX

 

pot na twoim czole duszno i ciemno w oczach

to pewnie przez mrok który mnie prześladuje

wilgoć z najczarniejszej piwnicy

bezustannie liże ściany naszego powietrza

 

może dlatego

że kiedyś nie wrzuciłem cygance pod kościołem

Jezus rozłożył ręce w twojej sprawie

pozwolił wbić gwoździe

pierwszy raz obudził bunt

 

wśród ludzi z plastikowymi żyłami

kropla po kropli pochyliły krzyż

gnie się wiara w kolanach gdy słabniesz

popełniam drugie bluźnierstwo

 

kiedy słońce niżej patrzę na zetknięcie

hen daleko musi być szpara w ziemi

Bóg powoli wsuwa tam żółtą monetę

jak do wielkiej skarbonki wypuszcza z ręki kolejny dzień

 

upadek trzeci

wieczorem dotykam ciszy podłogowych desek

tu najlepiej drżą słowa

modlę się o grosz dobrego światła

czekam

może spadnie może zabrzęczy

 

 

Nekrolog z otwieranymi drzwiami

 

przyjechali rankiem

z białą ciągłą wzdłuż granatowego samochodu

przerywanym głosem potwierdziłem tożsamość

wtedy sypnęli wprost

 

zanim policyjny bus uderzył w taksówkę

wyglądało że jest tu sklep

w którym kupuje się smutek

 

potem byłem w sprawie ojca

dodali kilka wyjątkowo dużych wizytówek

nie pamiętam kiedy się rozmazały

i kto je rozwieszał po mieście

 

od tej pory w ciągu handlowym jest przerwa

między galanterią a kwiaciarnią tracę oddech

to chwila której nie umiem ominąć

 

wiem że w jej głębi

oferują jasny dąb i sosnę

żeby nie sypać ziemi prosto w oczy

 

 

Wizyta

trzeba sprawdzić czy trawa ożyje

a na tobie wciąż leży śnieg,

 

zamiast roślin otulałem słowa

azalie nie będą rosnąć

nie zadbałem o twój kochany skrawek

bo lato było bardzo słabe

jesień także ledwo stała na nogach

 

podchodzę więc ostrożnie biorę wierzbę za gałąź

jeszcze nie czuję jej tętna

jakby bała się życia po zimie

choć miejscami odpuściło do gołej ziemi

mimo że wyłonił się zatrzymany obraz

 

przed badaniem kontrolnym

słońce prześwietla bezlitośnie

w ogrodzie wyszło na jaw

wiadro zostawione z zimna

 

obok niepełnego kosza liści

zgubiona rękawiczka wysuszona na wiór

kurczowo trzyma się kamienia

 

 

Zapięcie dwustronne

kiedy się nie widzi świata poza

mówią że to tylko chemia

ale dawniej lubiliśmy się śmiać

przy przeciąganiu wykrochmalonej pościeli

 

dziś

pięciu strażników w imieniu prawej strony

pilnowało białej koperty spinając jej bok

 

była to najlepsza droga ucieczki

podczas wieczornej zmiany

wydostał się tędy więzień

z różowej poszwy wymknął zatrzymany sen

 

podobno jego wspólnikiem

był podmuch świeżo rozkładanego  prześcieradła

i piórko z rogu jaśka

razem przekroczyli granice lekkości

 

dzień był ciężki

mówią że chemia zabierze ci włosy

połóż więc głowę na pachnącej poduszce

a potem wznieś się ponad

 

 

Przecieranie ludzi

krzyknął że nic nie widzi

podobno wpadła im pod koła mgła

szara jak wszystko co jest tu od dawna

 

połowa listopada rysuje cmentarne drzewa

czarniejsze niż te z parku lub ogrodu

jakby w umarłych było mniej życia

 

chyba poświąteczny dym został na gałęziach

bo niebo osmolone w wygasłej lampce

siwo-mleczne smugi zaciekawiły wronę

szuka w wosku zastygłej muchy

a może tylko bawi  resztą knota

 

po Wszystkich Świętych martwe liście tulą się

bardziej do kamiennej płyty

szara kobieta odsłania mężowi oczy

z tych co spadły od wczoraj

 

 

Gorący asfalt i dzwony

Rudy miał dziś sztych otwarcia

pierwszy trącił ciało martwego świtu

budząc miejsce gdzie ludzie

przynoszą kamieniom kwiaty

 

upał nadchodzi szybko

szturchają cmentarz szpadlami

igrają z ciemnością w dole

szykują pokój gościnny na koniec

 

Marian strąca z łydki ziemię

i okruchy ze świecącej brody

po posiłku nie jest  gładki

w pracy czasem  wygląda dziwnie

coś do niego gada

 

gdy opuszczają taśmy

szarpie pamięć lepi się jak piach

do świeżo lakierowanych desek

 

skwar wygina południe na zegarze

w mieście z kościoła wynoszą sen

wszyscy mają czarne plecy

 

na budowie obok

żółte koparki zwolniły zmęczone szczęki

pocą się bardziej

żałobnicy w kondukcie jak trupy

żywe

jest tylko słońce

 

 

fot. z archiwum autora

fot. z archiwum autora

Tadeusz Hutkowski: od wielu lat mieszka i pracuje w Sochaczewie.Zadebiutował w 2005 r. zbiorem wierszy „W milczeniu zbóż”. Następny tomik nosił tytuł „Między barwami”, publikował też swoje utwory w „Antologii poezji sochaczewskiej”. Najnowszy tomik  to „Części znamienne”. Poeta jest współzałożycielem Sochaczewskich Wieczorów Literackich – comiesięcznych spotkań lokalnej grupy poetów oraz współorganizatorem Turnieju Jednego Wiersza – „O kałamarz metafor”. T. Hutkowski nie tylko zachęca innych do publicznego prezentowania swoich utworów, ale sam z powodzeniem bierze udział w konkursach poetyckich, zajmując w nich czołowe miejsca.

 

 

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *