MENU
paper-plane-1607340_19202

Każdy chce zobaczyć swoją tęczę – opowiadanie Kariny Pudłowskiej

px

Eksperyment – opowiadanie Katji Tomczyk.

23 listopada 2016 Comments (3) Views: 1382 Czytam, Poezja

Jeszcze w zielone gramy – poezja Ewy Pilipczuk

W letniej polifonii

Do połowy w chmurach jak w zgrzebnej koszuli

lato czas wypełnia

kwiecistym parlando,

wypłowiałe chabry w złocie zbóż utulił

lipiec. Ogród tętni

miodną sarabandą.

 

Jarzębiny proszą o mocne akordy

dla panien i ptaków

łakomych na czerwień,

skowronkowe jutrznie kalendarz odtrąbił –

pierwsze skrzypce wiodą

gawronie brewerie.

 

Późne zmierzchy nucą w liliowych oparach

ciche sonatiny

na wierzbowych gęślach.

Opuszkami palców na skórze mi zagraj

misterną etiudę

dojrzałego szczęścia.

 

 

Po tamtej stronie ulicy

Ubywa światu starych okien

dziś rozszeptanych

bujnym zielskiem

 

czas im się zamknął

wolnym krokiem

odchodzą w niebyt

o blask lżejsze

 

wieczorna lampa nie zaświeci

od krzywizn dziejów

już odetchną

 

tylko jaskółki i poeci

upomną się

o dawną świetność

 

 

Pejzaż przed horyzontem

Tak niewiele

gdy chmurny dzień

nalewa kawę do filiżanki

a na ulicę wyszedł pośpiech

w szarym płaszczu trosk

 

podróże po zaspanych myślach

sklejanych w wiersz

z przymiarką czasu

co dzień krótszą

 

ze słowem-pacierzem

na pamięć chwili

w rozchwianych kłosach

gdy zieloną tarantellą

chwalą zaranie lata

 

z okruszkiem nieba

i koncertem maków

w corocznej frazie

dojrzewającego czerwca

 

pościel mi dłonie

delikatną beztroską

gdy młodość burzliwie wykipiała

z garnka niespełnień

 

 

Z kalendarza sierpnia

Karmią się z doskoku motyle i łątki

nie bojąc się stracha

w dziurawej kapocie

słonecznym refleksem aż kipią podołki

wszędobylskich kałuż

i rannych zaroszeń

 

na polach pożniwne słychać rekolekcje

w rżysku rozmodlonym

gawronim różańcem

stare grusze w sadach pięknieją rumieńcem

wśród szpaczych pogwarek

i wróblich utarczek

 

jarzębiny strojne w bogatą okrągłość

na bocianich gniazdach

czas ciszę rozpostarł

cóż że chłodne noce – tak ciepło mi z tobą

w naszym kalendarzu

zawsze późna wiosna

 

 

Okruchy znad morza

Otworzył się pejzaż

wietrznym kołysaniem traw

z zaśpiewem mew

zostawiamy odciski stóp na piasku

słony zapach wpada w nozdrza

 

Stoimy przytuleni

zbierając odcienie dojrzałych barw

pamiętasz ten żółty kwiatek

to chyba dziewanna

skąd tu na wydmie

 

Jeszcze miękki sowy lot nad głową

i za chwilę nokturn

z rozsypanych gwiazd

w tajemnicy bezkresu

z szumem „na zawsze-gdzieś tam”

 

Pieści łagodny sierpień

dzień zaciąga firanki z sosen

podaj mi jeszcze jeden promień

nakarmię tęsknotę

 

 

Przyzwyczajenie pachnie jak historia

W uliczce drzemie brązowa cisza

niczym wystygła herbata

po bruku chodzi jesień

w kapturze z łaskawych cieni

wyblakłe promienie

liżą parchaty mur

gdzie przeszłość świeci

przymgloną latarnią

za późno na letnie blaski

na miłość-niemiłość

to tylko przyzwyczajenie

jak znoszony szalik

dobry na wszystko

pachnie jak historia

w starym kamieniu

nie porwie go wiatr

z ostatnim liściem

zostanie na portrecie

dobrze upozowanym

na ścianie z rutyną codzienną

chimery – proszę nie grymasić –

tragikomedię pisze czas

 

 

Liściasty wiersz

Ulatująca pamięć lata

krąży w jesiennych światłocieniach

w powietrzu drży kasztanów zapach

klonom sukienki czas rozerwał

rdzawą półnutą w wietrznym pląsie

rozszeleściły się modrzewie

żurawi klangor w niebo odszedł

nie oglądając się za siebie

pozbieram w parku złote liście

nim je listopad sepią dotknie

mglistym porankiem wiersz napiszę

z naszej miłości

całorocznej

 

 

Po wpół do

Wybrzmiały akordy

niskich tonów zieleni

gasnącego lata

w pogoni za puentą

jesień ściele chustę rdzawej ciszy

wyrastają cienie

w za długich koszulach

Już po wpół do

a może za kwadrans

ostatnia czerwona róża

ostatni czerwony wers

podaruj

jeszcze jedną

tkliwą notatkę poranka

z karminem ciepłych ust

na zimę

 

 

fot. z archiwum autora

fot. z archiwum autora

Ewa Pilipczuk: lublinianka z od pokoleń. Z zamiłowania przyrodniczka, z wykształcenia prawniczka, w życiu liryczna, romantyczna i niedzisiejsza.

Ukończyła Wydział Prawa Uniwersytetu Marii Curie Skłodowskiej w Lublinie.

Pisze wiersze od ponad 10 lat, publikując je na swoim blogu, który prowadzi od 2010 r., na forum GoldenLine „Ludzie wiersze piszą”, Wiersze kobieta.pl oraz na Facebooku w grupie poetyckiej „Ogród poetów”, w której pełni funkcję administratora razem z Jarosławem Witem Dłużniakiem.

W listopadzie 2014 r. wydała swój debiutancki tomik wierszy „Impresje codzienne” z serii „Z szuflady poety VI”, przy współpracy wydawnictwa Usługi badawcze i wydawnicze dr Rafał Brzeziński Brodziszów. Jest jedną z autorek w trzech Antologiach Grupy Poetyckiej „Ogród Poetów” serii wydawniczej „Z szuflady poety” Brodziszów 2015 oraz 2016, wydanej przez to wydawnictwo. Jej wiersze opublikowane są również w Antologii poezji miłosnej „Pogubieni w stosach serduszek” i dwóch Antologiach: „W jesiennych woalach mgły” oraz „Zima – Samba na jednej nucie” pod redakcją Ryszarda Mierzejewskiego, Pieszyce 2015. Jest także współautorką Antologii „Poeci Polscy 2016 r., wydanej przez Wydawnictwo Pisarze. pl., w której opublikowano jej 5 wierszy oraz Antologii „Limeryków kosmatych seks w pewnym mieście”, które również jest w przygotowaniu do wydania przez Pisarzy.pl. Zadebiutowała tam swoimi 17 limerykami.

Zdobyła III miejsce w Konkursie Jednego Wiersza „Mosty Słów”, zorganizowanym Przez II Zlot Poetów w Łodzi. Jej wiersze drukowane są również w Almanachu tego zlotu.

Przygotowuje do wydania swój drugi tomik wierszy.

Jej pasją – oprócz poezji – jest również fotografia przyrodnicza, piesze wędrówki i uprawianie własnego ogrodu.

 

 

Tags: ,

Komentarze do Jeszcze w zielone gramy – poezja Ewy Pilipczuk

  1. Ewa Pilipczuk pisze:

    Serdecznie dziękuję Szanownej Redakcji za przychylność i opublikowanie moich wierszy!

  2. Julita Litwiniec pisze:

    Droga Redakcjo i Pani Ewo Pilipczuk! Ogromnie cieszę się, że takie wiersze jak pani Ewy Pilipczuk trafiły do prasy. 😊 Osiem prześlicznych wierszy, w których Poetka tak cudnie słowami maluje bogactwo, piękno letniej przyrody i wczesnej jesieni. Na tle palety barw natury, w sposób szczególny i niezwykle delikatny muska pędzlem – słowem, ukazując różne odcienie miłości i tęsknoty. Ponadto w zachwycający sposób ukazuje nam, czytelnikom, jak piękny jest nasz język ojczysty. Uważam, że jest to nadzwyczaj ważne w czasach, gdy nastała moda na angielszczyznę, a wśród młodzieży skróty językowe, takie jak: „w porzo”, „siema” itp. Urody naszego języka nie potrafimy wykorzystać, bo jesteśmy na tym polu bardzo ubodzy i nasz zasób słów jest ograniczony. Całe szczęście, że mamy jeszcze poetów… takich jak Pani. Pani Ewo Pilipczuk, nawet, gdy ktoś nie zna i nie kupił dotąd tomiku Pani wierszy, to w tym Tygodniku będzie miał przedsmak urokliwej poezji, którą warto poznać. 😊 Czytam z zachwytem… jest Pani moją ulubioną Poetką. ❤️

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *