MENU
px

Skreślony. Rozdział I – opowiadanie Lecha Brywczyńskiego

px

Skreślony. Rozdział II – opowiadanie Lecha Brywczyńskiego

26 kwietnia 2017 Comments (1) Views: 785 Czytam, Poezja

I w kłębek – poezja Ewy Kłobuch

i tak do świtu

za dużo przestrzeni

miejsc w których można się zgubić

miłość

to rozgrzebywanie dni po ostatnie liście

spadały z drzew jak martwe ptaki

 

przez skórę i pierwszy szron

ledwo wyczuwając słabnący puls

śniłam powroty

 

nocami

nasze głowy odrastały na poduszce

jedna przy drugiej

 

 

***[pora wracać…]

pora wracać

do zdrobnień i drewnianych kołysek

 

samotne wyspy między snami

nie wróżą dobrze

puste łodzie daleko od brzegu

 

pierwsza próba

 

znajomą ścieżką przy stawie

tylko żab nie słychać

zamiast wody sine niebo

i kaczki na chmurach

 

 

korespondent

nie wiem co to za miejsce

między początkiem a końcem jest taki czas

kiedy wszystko się odkształca

kolejny dzień gaśnie w złożonych dłoniach

na kolanach dopełza do świtu

 

świat kręci się gdzieś poza mną

bez nas tego nikt nie dostrzega

że mam już tylko listy

nadal dochodzą szczeliną pod drzwiami

albo dziurką od klucza

do której czasem przykładam oko

 

piszesz że niebo się wyludnia

zmarli wracają na ziemię i mówią

że idą święta i pewnie stąd tłok na ulicach

topnieje śnieg

brudną rzeką spływa do studzienek

 

grzejnik parzy w zdrętwiałe kolana

gdy przyklejeni do szyb pilnują oddechu

 

 

i w kłębek

niecierpliwe czekanie

takie aż mrowi w zaciśniętych palcach

 

bo teraz nie tylko listy

nawet dni przychodzą w butelce

rozkołysane i chętne

 

wystarczy otworzyć

 

za mokre oczy

i noce z tamtym imieniem

pod kołdrą

 

sam na sam

 

 

przenikanie

mam w domu więcej drzwi niż okazji do wyjścia

nie gwarantują powrotu na dawne pozycje

dlatego od lat chodzę z tym samym grymasem na twarzy

 

najbardziej wstydzę się łez

płaczę w poduszkę z pierza

wyrosną nowe skrzydła albo ptaki

 

może

 

znasz miejsce z którego przychodzi pierwszy śnieg

i zmierzch rozciąga się leniwie między murami

wyrwą ulatuje ciepło noc

 

przymarza do szyb

 

 

***[tu byliśmy…]

tu byliśmy do dziś

przeprowadzasz nas z marca do lutego

w metrowych zaspach grzęzną nogi na schodach

strącasz mnie z ramion i muszę czepiać się

poręczy by nie upaść niżej

 

znów się mijamy przy kolejnych półsłówkach

półobrotach gdy próbuję zawrócić

po świeżych wciąż śladach odnaleźć tamte miejsca

stół dwa puste krzesła obok

 

nadszedł czas rozwiązań podskórnych cięć

i burz pod sufitem

rozkołysany żyrandol jak wahadło

odlicza kroki do drzwi

 

na ścianie marcowa odwilż

soplami dosięga podłogi

są zimne i śliskie zimne i śliskie

 

okno niebezpiecznie wychyla się na ulicę

 

 

żeby nie spłoszyć

chyba środa

pierwszy promień jak nóż

wbity w poduszkę

pewnie dlatego nie słyszałam wschodu

przegapię zachód

 

we mnie noc

i chcesz czy nie podglądam gwiazdy

schowane pod łóżkiem dojrzewają

do pierwszych podróży

 

w kosmos

choćby boso

 

a najlepiej na palcach

 

 

dzień trzeci

szukanie pulsu

choćby i w ścianie na lewo od drzwi

gdzie komin najdłużej trzyma ciepło

 

już nie pytasz skąd przyszło złe

może zwyczajnie zza drzwi

albo jest karą za szczęście

 

imiona powtarzane bezwiednie

jak wdechy gdy śpisz

gubią dźwięki i smaki

zapachy przypisane kolorom

 

 

Bóg nie ma z tym nic wspólnego

cokolwiek powiem może zostać użyte przeciwko miłości

dlatego najczęściej milczę a wtedy śmierć

jest niemal namacalna jak tamtego dnia

trzymałam ją w dłoniach

 

nie stała się przez to mniejsza ani większa

ot po prostu była i właśnie wtedy przestałam się bać

włożyłam ją do kieszeni

pomiędzy chusteczki i drobne na bilet

coś jak oswajanie przez bliskość dotyk nawet smak

gdy oblizałam usta poczułam że wszystko jest deszczem

 

cisza spływa z chmur liście czepiają się płaszczy

trumien parasoli otwartych nie w porę

oczu w które spadały krople i wyglądało to tak

jakbyś płakał do środka

 

 

fot. z archiwum autora

fot. z archiwum autora

Ewa Kłobuch: rocznik 1982. Mieszkanka Turza, małej wioski niedaleko Ostrzeszowa w województwie wielkopolskim. Z zawodu oraz zamiłowania opiekunka osób starszych i niepełnosprawnych. W poezji stawia pierwsze kroki. Niepewnie i wciąż jeszcze potykając się o własne nogi. Urodzona pesymistka, która mimo wszystko ciągle się uśmiecha.

 

 

Tags: ,

Komentarze do I w kłębek – poezja Ewy Kłobuch

  1. S.K pisze:

    Gratuluje publikacji I zycze dalszych sukcesow

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *