MENU
Ziew charta perskiego.

Zażyj wziew, Aniu

px

Miłość umiera, zdycha na suchoty

19 sierpnia 2016 Comments (0) Views: 591 Lubię, Myślę

„…i luksus dla wszystkich!”

  • 2015-09-15 19.56.53
    fot. Piotr Kulpa
  • 2015-09-15 19.59.39
    fot. Piotr Kulpa
  • 2015-09-15 20.01.39
    fot. Piotr Kulpa
  • 2015-09-15 20.14.18
    fot. Piotr Kulpa
  • 2015-09-15 20.15.27
    fot. Piotr Kulpa
  • 2015-09-15 20.18.27
    fot. Piotr Kulpa
  • 2015-09-15 20.29.19
    fot. Piotr Kulpa
  • 2015-09-15 20.36.00
    fot. Piotr Kulpa

Pamiętam moją pierwszą wizytę w Moskwie. To miasto wchłonęło mnie na dworcu białoruskim, zmieliło i wypluło w Izmaiłowie. Następnie prażyło w blisko czterdziestostopniowym upale na Placu Czerwonym, po czym zapakowało w drogę powrotną do Smoleńskiej kibitki, to jest kuszetki. Na peronach nie było Czechowa, nie było Turgieniewa. To była zupełnie niespodziewana europejsko-azjatycka nawała, która cisnęła mną o dworcową ścianę. Długo nie mogłem się wydobyć z tego pierwszego wrażenia, na które nie byłem przygotowany. Nikt nie wie, ilu tu mieszka ludzi. Może piętnaście, a może i nawet dwadzieścia milionów.

Teraz, po kilku latach, ostygłem i zmieniłem zdanie. Teraz widzę Moskwę nieco inaczej. To podobne wrażenie do tego, jakie osiągają tabuny słoików przybyłych do Warszawy. Niby nie znoszą tego wielkomiejskiego blichtru, ale jednak coś ich ciągnie do stolicy. Klną na czym świat stoi, że u nich w miasteczkach świat jest bardziej poukładany i pobożny, a jednak wybierają Warszawę, która ich i przerasta, i fascynuje zarazem.

Podobnie mają Rosjanie z Moskwą. Zresztą nie tylko Rosjanie, ale i cała masa środkowoazjatyckich i kaukaskich gastarbeiterów, przybywających tutaj za lepszą przyszłością. Żywią się nadzieją na dobrą pracę, bo na sociałkę w niemieckim wymiarze, podobnie jak u nas, nie ma szans.

 

***

 

 

Ostatnio odwiedził mnie Aleksander. Wiozłem go dumnie z naszego nowego, wypucowanego Okęcia, nowymi, szerokimi rozjazdami, które bezkolizyjnie prowadzą ruch aż za Janki, by potem równie wygodną drogą poprowadzić na południe Polski.

– Jakie tu u was, w Europie, wszystko przytulne – westchnął Sasza, rozglądając się wokół.

No tak, zapomniałem, że nasza dwupasmówka równa się moskiewskim ośmiu pasom w każdą stronę. U nas stawia się dziesięciopiętrowe bloki, a w Moskwie czterokrotnie wyższe. My mamy Okęcie i jakieś awaryjne lotnisko w Modlinie, a tam funkcjonują trzy wielgachne aeroporty i właśnie budują czwarty. Na moskiewskie metro składa się  trzynaście linii i blisko trzysta stacji, system podziemnej kolei posiada też linię obwodową, jedyną na świecie. Metropolia ma trzy wewnętrzne obwodnice i tę ostatnią, największą (MKAD), o średnicy stu kilometrów. Moskwa to najlepszy port przesiadkowy do dalszych lotów na rosyjski Daleki Wschód i do Azji. Można stąd odlecieć do stolic wszystkich obwodów, a do każdej z nich jest po kilka rejsów dziennie. Wyobrażacie sobie? Codziennie trzy rejsy do Irkucka napakowanym po brzegi samolotem? To może inaczej. Samoloty do Petersburga odlatują co godzinę. Każdego dnia. Do tego obie stolice łączy Sabsan – szybka kolej podobna do naszego Pendolino, przy czym jedzie naprawdę szybko, bo dystans niemalże ośmiuset kilometrów pokonuje w cztery godziny. Wyobraźmy sobie, że jedziemy tak z Rzeszowa do Szczecina i po załatwieniu kilku spraw wracamy do domu na kolację. W klasie biznesowej nie uderzamy kolanami o brodę, a urocza stewardessa rozdaje mini Jacka Danielsa. Rzecz jasna, poprosiłem od razu o dwa. To jest Metropolis Fritza Langa.

Ostatecznie oswoiłem się z moskiewską czarną dziurą, zaakceptowałem ją, a nawet polubiłem. Tak, nie bójmy się tego powiedzieć, polubiłem to miasto. Nie wiem, czy to siła przyzwyczajenia, czy może po prostu potrzebowałem czasu. Teraz jestem gotów, by przybliżyć Wam w odcinkach pewne miejsca, do których warto zajrzeć choćby na kilka chwil. To będą miejsca ważne dla moskwian, ale również interesujące i dla nas. Od czego zaczynam? Od tego, co panie lubią najbardziej. Zakupy!

 

***

 

 

Jesienny spacer po śródmieściu sprawia mi ogromną przyjemność. Najbardziej lubię spacerować po Moskwie samotnie. Chyba to jest mój cel – zwiedzać świat samotnie. Wbrew mojej powierzchowności wolę chodzić tylko swoimi drogami, zupełnie sam.

Załóżmy, że jesteśmy w Moskwie pierwszy raz. Gdzie udajemy się w pierwszej kolejności? Oczywiście na Plac Czerwony! Dla porządku nadmienię, że nazwa placu nie pochodzi z czasów rewolucji. Dawniej krasnyj znaczyło tyle co piękny i jednocześnie czerwony. Wot takaja fiszka.

Wchodząc nań, mamy przed sobą sobór Wasyla Błogosławionego, architektoniczny symbol Moskwy, o ile nie całej Rosji. Po prawej rozciągają się mury Kremla. O tym wszystkim będzie w kolejnych odcinkach, ale najpierw skupmy się, drogie Panie, na tym, co widzimy po lewej stronie placu. Ten długi i nocą podświetlony budynek to GUM, czyli Główny (niegdyś Państwowy) Dom Handlowy. Zakupy w tym rozkosznym miejscu („rozkoszny” to po rosyjsku luksusowy), to tak jak zakupy w renomowanych domach handlowych Paryża czy Londynu. Tu się chadza, tu się bywa i tu się z fasonem przepłaca. Wystarczy tylko o tym wiedzieć. Jeśli tutaj wstąpisz, będziesz częścią pięćdziesięciotysięcznego mrowiska, które bywa tu codziennie. Każdy zakup, nawet najdrobniejszy, jest furtką do ukojenia finansowo-towarzyskich kompleksów.

Niegdyś stały tu długie, drewniane rzędy kupieckich straganów. Pod koniec dziewiętnastego wieku miasto zdecydowało się wdrożyć w życie zupełnie nową ideę, wzorowaną na najlepszych europejskich tradycjach. Postanowiono zrealizować koncepcję trzypiętrowego domu handlowego, którego każdy poziom dzieliłby się na trzy osobne pasaże. Projekt sfinansował cech moskiewskich kupców. Proszę zwrócić uwagę na rolę prywatnego biznesu w tak kluczowym przedsięwzięciu. Całość składała się z 332 salonów sprzedaży. Założono, że klienci nie tylko pojawią się, by dokonać transakcji, ale i nieco odpocząć. Zaprojektowano zatem centralne ogrzewanie, kanalizację i strefy odpoczynku. W damskiej toalecie dostępne były rozmaite pudry i perfumy, a w części męskiej woda kolońska. Obszerne foyer dysponowało wygodnymi krzesłami i odrębną szatnią wraz z obsługą.

Dziwnie to brzmi, prawda? Co zrobić, o carskiej Rosji salonowej mamy dzisiaj małe pojęcie. Mało wiemy o kulturze tych czasów, a trzeba pamiętać, że Warszawa była wtedy jednym z bardziej interesujących salonów w tej części Europy. Czy ktoś pamięta, że Piłsudski, jako zesłaniec, dostawał od rosyjskiego, zaborczego rządu pensję? Że miał prawo do swobodnego poruszania się po obszarze wielkości dzisiejszej Polski, a na dodatek prawo do posiadania broni? To były inne czasy, doprawdy inne.

Piękny świat prysnął jak bańka mydlana. Nastała bolszewia, która zamknęła przybytki luksusu w GUM-ie i przerobiła je na magazyny. Po trzydziestu latach komuchy zorientowały się jednak, że nie tędy droga. Przywrócono obrót deficytowymi towarami, otwarto toalety. Niemniej marmur na ścianach przykryto zaprawą z cementu a angielskie sedesy wymieniono na proletariackie kible z Kirowa. Od tej pory dwa tysiące moskiewskich proletariuszy odwiedzało codziennie wzorcowy socjalistyczny dom handlowy. Kogo tu nie było! W świetle jupiterów kupował tu Chruszczow i Gagarin. Tutaj kręcono sceny kultowego filmu „Ja szagaju po Moskwie”.

Dziesięć lat temu magistrat postanowił wrócić do źródeł. Remont trwał siedem lat i efekt jest taki, jaki być powinien. Odnaleziono plany z końca dziewiętnastego wieku i tą drogą poszli rekonstruktorzy. Dom handlowy, jak dawniej, posiada trzy poziomy, z których każdy dzieli się na trzy pasaże. Toalety są miejscem wyjątkowym i oczywiście słono odpłatnym. Jak informują wewnętrzne instrukcje, żeńska posiada osiem kabin, a męska pięć. Można się tam doprowadzić do porządku, wziąć prysznic, przewinąć riebionka, umyć zęby, poprawić makijaż tudzież się ogolić. A wszystko po to, by dostąpić odrobiny luksusu, nawet w zwykłej łazience w najsłynniejszym rosyjskim domu handlowym. Te sprawy na pozór są błahe, ale my, drogie Panie, doskonale wiemy, że takimi nie są!

 

Autor: Piotr Kulpa

Korekta: Anna Maślanka

Fot. Piotr Kulpa

 

 

Tags: , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *