MENU
Moliere2

KUGLARZ ZWANY MOLIEREM (1622-1673)

px

Pseudoartyści

1 lipca 2016 Comments (0) Views: 966 Myślę

Dlaczego krowa jest pękata

„(…) musimy jeść. Do tego zaś, by nasze pożywienie mogło rosnąć, na niebie musi płonąć (na swój jądrowy sposób) Słońce”.

 

(P. Atkins, Palec Galileusza, Poznań 2005, s. 158)

 

Ostatnio irytuje mnie nieco powierzchowne, niekiedy wręcz nachalne obnoszenie się z rozmaitymi wariantami wegetarianizmu. Każdy, jeżeli go na to stać, ma prawo wyboru zawartości talerza, lecz czynienie z jedzących mięso swoistych potworów, nieczułych jaskiniowców – to pewne nieporozumienie. Uzasadnienie: rezygnuję z mięsa, by nie zabijać. Nie mam nic przeciwko współczesnym pitagorejczykom, lecz kwestia tylko pozornie jest tak oczywista.

Wszystko sprowadza się do energii, życie wymaga bowiem jej stałych dostaw. Biosfera, z wyjątkiem outsiderów znających tajniki chemosyntezy, uzależniona jest od energii słonecznej. Biosfera, więc również my – ludzie. Mimo całej naszej arogancji, pychy i próżności. Przeliczając energię promieniowania słonecznego na jednostki masy, stwierdzono, iż nasza gwiazda wysyła 4 mld 200 mln kg promieniowania na sekundę, z tego na Ziemię trafia zaledwie 2 kg, stanowiąc mimo to źródło życia[1]. Fakt. Rośliny w procesie fotosyntezy dokonują magicznego wręcz przekształcenia energii promienistej w użyteczną biologicznie energię wiązań chemicznych związków organicznych. Tylko one dokonują tej sztuki, nie dziwi więc, że jako tzw. producenci stanowią podstawę niemal wszystkich ziemskich zależności pokarmowych. Reszta istot – nieprzebrana rzesza cudzożywnych – bazuje na już istniejącej materii organicznej, wykształcając zdumiewającą różnorodność adaptacji pokarmowych (przy czym, generalnie, każdemu sposobowi odżywiania odpowiada inny zestaw enzymów trawiennych).

Wykorzystam enzymy, by pokazać, że natura naprawdę miewa pokręcone poczucie humoru. Zakładam, że przypadkowe. Otóż zainteresowanie medycyny budzi enzym obecny w ananasie – bromelaina. Bromelaina to proteaza cysteinowa, enzym rozcinający wiązania peptydowe, czyli jest to po prostu enzym trawiący białko[2]. Do faktu tego nawiązuje żartobliwe stwierdzenie: gdy ty jesz ananasa, ananas zjada ciebie. Podobnym enzymem jest papaina, otrzymywana z niedojrzałych owoców papai (Carica papaya), używana w przemyśle spożywczym do zmiękczania mięsa. Dlatego doustne podawanie roślinnych enzymów trawiennych może być pomocne w sytuacjach, gdy produkcja własnych enzymów trzustkowych jest niewystarczająca, ale też wtedy, gdy potrzebna jest szybsza regeneracja tkanek (rekonwalescencja po urazie, po intensywnym wysiłku w sporcie).

Dlaczego rośliny produkują enzym rozkładający białko? Wytwarzanie go to strategia obronna, proteazy są bowiem toksyczne dla owadów w postaci zarówno dojrzałej (imago), jak i larwalnej. Właściwości bromelainy odkryto pół wieku temu; obecnie jest wytwarzana na skalę przemysłową z pnia i resztek po ścięciu owocu, choć enzym znajduje się też w soku ananasowym. Czysta bromelaina to żółtawy proszek, jego aktywność enzymatyczna wyrażana jest w jednostkach FIP (trawienie kazeiny) lub GDU (trawienie żelatyny). Enzymy pochodzenia roślinnego, takie jak bromelaina czy papaina, mogą być zamiennikiem enzymów uczestniczących w trawieniu białek: pepsyny (składnik soku żołądkowego) i trypsyny (enzym trzustki, staje się aktywny w dwunastnicy)[3].

 

13556081_1035695816485998_193594983_o

Autor: Francisco Manuel Blanco (O.S.A.) [Public domain], Wikimedia Commons

Pamiętaj: gdy jesz ananasa, ananas zjada ciebie.

 

Dla mnie szczególnie interesujący jest casus roślinożerności.

Pojęcie to, niby oczywiste, przy pobieżnej nawet analizie obnaża prawdę o naszym jakże uproszczonym, nacechowanym wręcz hipokryzją postrzeganiu rzeczywistości. Definicja życia jest uniwersalna dla istot o budowie komórkowej (zresztą tylko przy takim założeniu wypada stosować pojęcie „organizm”). Żyje króliczek, żyje kura, ale żyją też pieczarki i marchewki!

Czym generalnie jest życie?

 

„Złożoność oraz niezwykła różnorodność fenomenu życia wymagają wielowątkowego definiowania, tak aby odnieść się do różnych przymiotów tego zjawiska. Żadna pojedyncza definicja nie potrafi ogarnąć wszystkich naraz atrybutów życia”.

 

(za: Andrzej B. Legocki, Naukowe definicje życia, 2009 [4])

 

Uogólniając – przyjmuje się, że życie posiada następujące cechy charakterystyczne:

  •  zdolność do rozmnażania (autoreplikacji) – tj. jeden osobnik może wytworzyć dwa potomne;
  •  dziedziczność – istnieją różne rodzaje osobników: A, B itd.; dany osobnik wytwarza potomstwo podobne do siebie;
  •  zmienność – dziedziczność nie jest idealna, np. co pewien czas osobnik A wytworzy osobnika C (innymi słowy, życie cechuje podatność na ewolucję i występowanie zmian przystosowawczych zgodnie z Darwinowską zasadą naturalnej selekcji).

Na ogół dodaje się kryterium prowadzenia autonomicznego metabolizmu oraz możliwość przetwarzania energii, lecz z tym bym polemizował (wirusy przytaknęłyby, gdyby istniała taka opcja).

W latach 1838–39 dwaj niemieccy badacze, botanik Schleiden i zoolog Schwann, sformułowali tzw. komórkową teorię budowy organizmów, zgodnie z którą wszystkie istoty żywe zbudowane są z komórek. W 1846 r. czeski badacz Jan Purkyne stwierdził, że najistotniejszym składnikiem komórki jest wypełniająca ją galaretowata, żywa substancja – plazma komórkowa, czyli protoplazma. Nikt wówczas nawet nie zakładał możliwości istnienia bytów żywych nieposiadających budowy komórkowej, dopiero z czasem rzeczywistość wprowadziła zamęt w biologicznych koncepcjach życia – odkryto wirusy, a wiek XX przyniósł priony oraz wiroidy.

Niektóre definicje wabią naukowym urokiem. Przykładowo ujęcie Bernarda Korzeniewskiego: życie jest zespołem sprzężeń zwrotnych ujemnych podporządkowanych nadrzędnemu sprzężeniu zwrotnemu dodatniemu. To tzw. definicja cybernetyczna życia. Uzupełnię od razu – sprzężenie zwrotne ujemne służy utrzymaniu stanu wyjściowego, zaś s. z. dodatnie służy zmianie stanu wyjściowego.

Zgodnie z tą definicją osobnikami cybernetycznymi są m.in. twory niezdolne do istnienia poza organizmem żywiciela – wiroidy, wirusy, transpozony. W komórkach jądrzastych istnieją też mitochondria, zagadkowe struktury odpowiadające za produkcję energii w przemianach oddychania tlenowego. Mitochondria przypuszczalnie były u zarania dziejów odrębnymi, samodzielnymi organizmami bakteryjnymi, do dziś ich poziom autonomii wystarcza, by zastosować wobec nich miano osobników biologicznych w sensie cybernetycznym. Sytuacja wygląda podobnie w przypadku ciałek zieleni (chloroplasty).

 

Poniżej prezentacja endosymbiozy według Lynn Margulis (zm. 2011, autorka przełomowej książki Symbiotyczna planeta).

 

13579745_1035695866485993_1925605182_o

Endosymbioza według Lynn Margulis By User:Kelvinsong translated by Pisum [CC BY-SA 3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], via Wikimedia Commons

 

 

Mitochondrium było odrębnym organizmem przechwyconym przez dużą komórkę, z czasem układ ten przerodził się w endosymbiozę (podobnie ciałka zieleni, ogólnie plastydy barwne).

 

Bernard Korzeniowski dodaje jednak: „Ponieważ wszelkie fenomeny psychiczno-kulturowe są poza granicą stosowalności cybernetycznej definicji życia, człowiek nie powinien być nią obejmowany”[5].

Sekret życia wciąż umyka naszemu zamiłowaniu do precyzyjnego definiowania, katalogowania rzeczywistości. Natomiast istota życia jest uniwersalna dla wszystkich organizmów komórkowych. Żyje bakteria, pierwotniak (użyję starej terminologii), żyją grzyby, rośliny, zwierzęta.

Filozofia, obejmująca według mnie także systemy religijne, oferowała w razie potrzeby złudzenie, że można istnieć, nie zabijając. Dotyczyło to m.in. odżywiania. To niewykonalne, przynajmniej dopóki organizm człowieka pozostaje cudzożywny.

 

„Człowiek musi sobie zdawać sprawę kim jest (…). Nie wolno zaprzeczać naturze, obrażać się na nią czy poprawiać. Żyjemy dzięki innym istotom. Jeśli wyrywamy z ziemi marchew, pozbawiamy ją życia. Gdy zrywamy owoce, nie pozwalamy im przejrzeć i wydać nasion. Kiedy zbieramy zboże, nie dajemy ziarnom się rozmnażać, wydać na świat nowej rośliny. Energia, dzięki której istniejemy, pochodzi z jedzenia, a to jedzenie zawsze jest żywe. Tak funkcjonuje cały kosmos. Trzeba o tym pamiętać. Jeśli zaprzeczymy temu, kim jesteśmy, stracimy szacunek dla pożywienia i przyrody, która dla nas pracuje, grozi nam zagłada. Dlatego wbrew durnym, szkodliwym zakazom pójdziemy jutro zapolować (…). Tylko raz (…), tylko jedno zwierzę. Specjalnie dla ciebie. Żebyś poczuł, jaka to odpowiedzialność być człowiekiem”.

 

(Maja Lidia Kossakowska, Grillbar Galaktyka, Lublin 2011, s. 158–159)

 

Szóste przykazanie Dekalogu – „Nie zabijaj” (2 Mojż. 20,13) – traktowane dosłownie jest nierealne. Bardziej odpowiednie wydaje się wywodzące się z sanskrytu pojęcie ahimsa (rdzeń hims – uderzać; himsa to szkoda lub krzywda, stąd a-himsa jest tego przeciwieństwem, czyli niekrzywdzeniem). Ahimsa to obowiązująca w hinduizmie, buddyzmie, dżinizmie zasada moralna nakazująca poszanowanie wszelkiego życia. Zaleca niezabijanie i niezadawanie obrażeń cielesnych żadnym istotom żywym – ludziom, zwierzętom, a w dżinizmie także roślinom i Ziemi. Szacunek do życia – tego brakuje mi w filozofii konsumpcyjnego, zubożonego duchowo Zachodu. Unikanie zbędnego cierpienia. Bo zabijania uniknąć się nie da. Aby żyć, trzeba zabijać. Takie piętno cudzożywnych.

Nie będę tu wnikał w charakter religii, zestawiał linearności chrześcijaństwa z oszałamiającym kołowrotem narodzin i śmierci, cyklem reinkarnacji, któremu podlegają wszystkie żywe istoty włącznie z istotami boskimi (saṅsāra/saṃsāra).

Zjadając mięso – zabijamy zwierzę, zjadając roślinę – zabijamy roślinę, łykając antybiotyk – dokonujemy rzezi zasiedlających nasze wnętrza mikrobów. Definicję życia, jakakolwiek by ona była, stosujemy wybiórczo, rezerwując ją dla zwierząt. Dzięki temu możemy jakoś uśpić sumienie. Spytam prowokacyjnie: czy – sprowadzając przykład do podstaw funkcjonowania istoty żywej – różnica między deptaniem chomika a deptaniem trawnika rzeczywiście jest tak oczywista? Jedząc wyłącznie rośliny, nie chronisz życia jako takiego, po prostu dbasz o interesy zwierząt. Gdyby troskę ową rozciągnąć na rośliny – umrzesz.

Roślinożerność (fitofagia) to sposób odżywiania się (pobierania pokarmu), polegający na zjadaniu roślin. Z reguły odbywa się to bez ich uśmiercania (spasanie), jak u przeżuwaczy, lecz prowadzić może także, tak jak w drapieżnictwie, do śmierci rośliny[6]. W odróżnieniu od pasożytów pojedynczy roślinożerca atakuje liczne osobniki ofiar (tak, wiem, jak to brzmi…). Czyli roślinożerca to taki drapieżca polujący na rośliny. Zabija, częściej jednak okalecza. Nie da się bazować na pokarmie żywym (przynajmniej przez jakiś czas poprzedzający konsumpcję), nie czyniąc mu mniejszej bądź większej krzywdy. Co innego padlinożercy, mułożercy, kałożercy… Aczkolwiek pamiętać należy, że nawet takie menu samo w sobie sterylne, tym samym martwe totalnie, nie jest.

Zakładam, że raczej nie zastanawiamy się nad zawiłością mechanizmów umożliwiających trawienie treści roślinnych. Tymczasem mimo oczywistego, wspólnego dziedzictwa ewolucyjnego, istnieją między nami – zwierzętami a nimi – roślinami fundamentalne różnice. W kontekście trawienia największe znaczenie ma fakt obecności w ścianach komórek roślinnych wyjątkowego biopolimeru – celulozy. Związek ten jest polisacharydem o olbrzymich molekułach. Pojedynczą cząstkę tworzy liniowo 3–14 tys. cząsteczek glukozy połączonych wiązaniami (precyzując: są to wiązania β-1,4-glikozydowe). Tak gigantyczna cząstka nie rozpuszcza się w wodzie, a ponieważ trawienie formalnie stanowi rodzaj hydrolizy – zwierzęta mają problem. Właściwie można przyjąć, że żaden gatunek należący do królestwa Animalia samodzielnie nie potrafi celulozy „obrobić”. Na szczęście, dzięki jedności biochemicznej istot żywych, trawienie pozostałych składników zazwyczaj nie sprawia większych trudności. Wszak ostateczny rozdział świata zwierząt i świata roślin nastąpił dopiero w imponująco rozległym przedziale czasowym, między miliardem a 600 mln lat temu[7]. Następnie, po opanowaniu dostępnych przestrzeni i wymiarów hydrosfery, rośliny przystąpiły do żmudnego podboju kontynentów. W elementarnym ujęciu ekspansja Plantae na lądy rozpoczęła się przed blisko 490 mln lat (ordowik ery paleozoicznej), kiedy to na przybrzeżnych bagniskach pojawiły się pierwsze nowatorskie ewolucyjnie formy. W sylurze, około 433 mln lat temu, istniały już tzw. rośliny naczyniowe, kontynenty zazieleniły się wyraźnie. Wraz z roślinami rozwijał się świat uzależnionych od nich, pośrednio lub bezpośrednio, konsumentów. Na czoło, co logiczne, wysunęli się roślinożercy, czyli tzw. konsumenci I rzędu.

Wracając do celulozy. Wspomniałem, że większość roślinożerców jej nie trawi. Ponieważ ten twardy, włóknisty polimer stanowi znaczną część biomasy roślin, gdyby na tym poprzestać, byłoby to karygodne marnotrawstwo (nie wspominając o innych, negatywnych implikacjach). Trawienie kłopotliwego wielocukru umożliwia grupa enzymów zwanych celulazami; katalizują one reakcje hydrolizy wiązań β-1,4-glikozydowych. W wyniku tych przemian powstaje początkowo celobioza (jednostka dwucukrowa), następnie glukoza. Z przyswajaniem glukozy, o czym świadczą nasze ubytki w zębach, otyłość oraz coraz częstsza cukrzyca (zwłaszcza cukrzyca typu 2, cukrzyca dorosłych, zwana dawniej insulinoniezależną), zwierzęta nie mają najmniejszego problemu.

W przewodzie pokarmowym – dotyczy to również człowieka – brak jest celulaz, dlatego zwierzęta nie mają możliwości trawienia celulozy[8]. Rozwiązaniem stała się symbioza z bakteriami i protistami (wciąż popularniejsza jest zarzucona obecnie nazwa tych organizmów – pierwotniaki), które są do tego zdolne.

Często utożsamia się celulozę z błonnikiem. W rzeczywistości błonnik (in. błonnik pokarmowy, włókno pokarmowe) to kompleks substancji pochodzenia roślinnego, nieulegający trawieniu przez enzymy przewodu pokarmowego. Mieszanina zawiera substancje o charakterze polisacharydowym (celuloza, hemicelulozy, pektyny, gumy, śluzy) i niepolisacharydowym (ligniny, kutyny). Uf, nauka lubuje się w szczegółach oraz terminach.

Efektem adaptacji związanych z roślinożernością jest więc powstanie prawdziwych „kadzi fermentacyjnych”, gdzie beztrosko bytują mikroby przetwarzające celulozę (w istocie błonnik) na cukry proste, które mogą ulec przyswojeniu przez organizm gospodarza. W takim przypadku pokarmem roślinożercy w rzeczywistości są przede wszystkim ciała mikroskopijnych symbiontów. Pamiętam, że jako dziecko odczuwałem zawsze zdziwienie, swoistą fascynację, patrząc na krowę lub konia en face. Zastanawiałem się, czemu są takie pękate, wręcz wzdęte. Zwłaszcza krowa. Odpowiedzią jest zastosowany już, jakże trafiony zwrot: kadź fermentacyjna. To naprawdę warto zapamiętać – w żołądkach przeżuwaczy obecne są mikroorganizmy wytwarzające celulazy, co pozwala na wykorzystanie błonnika jako znaczącego źródła energii.

 

13548924_1035695893152657_342486276_o

Autor: Katja Schulz from Washington, D. C., USA (Termite) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], Wikimedia Commons

Gdyby zabić występujące w układzie pokarmowym termita rozkładające celulozę pierwotniaki, wówczas owad po prostu by się drewnem zatkał. Na śmierć.

 

W przewodzie pokarmowym funkcjonują dwa podstawowe etapy trawienia (obróbki pokarmu): mechaniczne (jama ustna, żołądek – z wyjątkiem przeżuwaczy) oraz następujące po nim chemiczne. Obróbka pokarmu roślinnego, nawet tzw. lekkostrawnego, jest zdecydowanie trudniejsza niż treści… mięsnych. Pomyślmy:

  • roślinożerca – tu zwierzę (mięso) zjada roślinę;
  • mięsożerca – tu zwierzę (mięso) zjada mięso.

W którym wariancie mamy do czynienia z bliższym pokrewieństwem chemicznym? Odpowiedź jest oczywista. Słuszności tych rozważań dowodzi anatomia.

Roślinożercy, podobnie jak gatunki wszystkożerne, mają przewód pokarmowy dłuższy niż mięsożercy. Pozwala to na wolniejsze trawienie, zapewnia większą powierzchnię wchłaniania. Jelito mięsożercy jest trzy razy dłuższe niż tułów, co pomaga mu w wydaleniu resztek mięsa, które rozkłada się już w przewodzie pokarmowym, natomiast jelito roślinożercy jest dwanaście razy dłuższe od tułowia (taka jest właśnie długość jelita ludzkiego), ponieważ pokarm roślinny później niż mięso ulega procesom rozkładu.

 

Na podstawie: praca pod red. I. Bourdial, Współczesny świat w pigułce. Kosmos. Życie. Informatyka, Warszawa 2003, s. 197.

Na podstawie: praca pod red. I. Bourdial, Współczesny świat w pigułce. Kosmos. Życie. Informatyka, Warszawa 2003, s. 197.

Parafrazując, gdyby całkowicie wyjałowić przewody pokarmowe amatorów wszelkiej zieleniny, roślinożerność przestałaby istnieć.

Pisałem, że roślinożerców można postrzegać jako drapieżców polujących na rośliny. W tym przypadku potencjalne ofiary dysponują zazwyczaj podstawowymi zaletami: nie uciekają, jest ich dużo. Wady: mają niższą wartość (odżywczą, energetyczną) niż pokarm mięsny, sprawiają trudności w trawieniu. Niektóre zasoby, jak trawy, liście, gałęzie, są obfite i łatwo dostępne, jednak mają stosunkowo niską jakość, wymagają przy tym uciążliwego, długotrwałego trawienia. Jeśli już jednak zwierzę nauczy się bazować na takim pokarmie – ma go przeważnie w bród. Dobitnie ukazuje to przykład trawożerców. W tym wariancie konsument łazi po jedzeniu, a ponieważ go nie zabija (tylko okalecza – spasa), ono odrasta!

Przodkowie traw powstali prawdopodobnie w kredzie (mezozoik), około 130 mln lat temu. Trawy w ewolucyjnej rywalizacji o prymat postawiły na wiatr (wiatropylność). Niewątpliwie wygrały. W wyniku zmian klimatycznych w późnym trzeciorzędzie (neogen) powstały, jako „wyspy” w ogromnej masie lasu, zbiorowiska zawierające rośliny podobne do obecnych stepowych i sawannowych. Następnie uformowały się – najwcześniej w Ameryce Południowej na wschód od Andów – zbiorowiska łąkowe. Również w późnym pliocenie powstały zbiorowiska górskie. Jedynie zbiorowiska tundrowe, jak się zdaje, wywodzą się dopiero z czwartorzędu. Regres drzew przyczynił się do sukcesu traw. Obecnie w różnych miejscach globu znajdują się rozległe tereny porośnięte głównie trawami, pozbawione drzew i krzewów. Preria, step, puszta, llanos, pampa, veldt. Sukces traw przyczynił się do triumfu wielu zwierząt – kopytnych, gryzoni, przeżuwaczy, ziarnojadów, węży jadowitych i innych.

Trawy. Wykorzystanie tego pokarmu doprowadziły do perfekcji ssaki, konkretnie przeżuwacze (Ruminantia). Takson ten obejmuje kanczylowate, jeleniowate, piżmowcowate, żyrafowate, krętorogie (tu m.in. bydło domowe) oraz widłorogie.

W mowie potocznej oraz wielu źródłach o niskiej (zazwyczaj słusznie) wiarygodności można się spotkać z twierdzeniem, jakoby krowa dysponowała czterema żołądkami. To niezupełnie prawda. Otóż przeżuwacz posiada olbrzymi, czterokomorowy żołądek (ma więc cztery komory żołądkowe), natomiast żwacz (rumen), czepiec (reticulum), księgi (omasum) to tzw. przedżołądki.

Pierwszy i największy odcinek – żwacz – to żywa komora fermentacyjna. Ułożony wzdłuż lewej połowy jamy brzusznej sąsiaduje z przełykiem. Na powierzchni błony śluzowej żwacza znajdują się liczne brodawki żwaczowe, rozdrabniające pokarm. Żwacz nie zawiera gruczołów trawiennych, na zjedzonych roślinach rozwijają się masy bakterii, których enzymy m.in. rozkładają celulozę, oraz orzęsków (przedstawiciele protistów), biorących udział w przemianach węglowodanowo-białkowych. Symbionty trawią celulozę, budując z niej substancje organiczne własnych ciał. Celuloza jako reprezentant węglowodanów nadaje się głównie na paliwo, tymczasem do budowy organizmu pilnie potrzeba białka. I oto przeżuwacze, zamiast usuwać mocznik z moczem, wydzielają go do żwacza. Przy użyciu mocznika bakterie syntetyzują własne białko. Zawartość żwacza wraca jeszcze raz do pyska dla dokładnego przeżucia (to tzw. odłyk) i ponownie połknięta trafia przez rynienkę przełykową do ksiąg i trawieńca (abomasum). To właśnie robi krowa przez większość dnia – przeżuwa. Cały proces nosi nazwę cyklu żwaczowo-czepcowego, który składa się ze skomplikowanej kombinacji skurczów odpowiednich części tych przedżołądków. W czepcu skurcze odciskają płyn, który wraca do żwacza. W księgach ma miejsce odciśnięcie płynu z treści pokarmowej, po czym pokarm – już stały – przesuwany jest do trawieńca.

Trawieniec to żołądek właściwy, narząd trawienny odpowiadający jednokomorowemu żołądkowi innych ssaków. Odbywa się w nim trawienie już przetworzonego pokarmu z udziałem własnych enzymów. Następnie treść pokarmowa dostaje się do dwunastnicy – pierwszego odcinka jelita cienkiego, gdzie zostaje ostatecznie strawiona.

 

Budowa żołądka przeżuwaczy: a – przełyk, b – żwacz, c – czepiec, d – księgi, e – trawieniec, f – odźwiernik

Budowa żołądka przeżuwaczy:
a – przełyk, b – żwacz, c – czepiec, d – księgi, e – trawieniec, f – odźwiernik By Dr. Karl Rothe, Ferdinand Frank, Josef Steigl [Public domain], via Wikimedia Commons

W normalnym przebiegu procesów fermentacyjnych powstaje u krowy w ciągu godziny 25–30 litrów gazów o składzie: CO2 – 67%, CH4 – 26%, N2 i H2 – 7%, O – 1% i H2S – 0,1%. Największa ilość tych gazów zostaje wydalona przez odbijanie, a tylko niewielka część zostaje wchłonięta przez błonę śluzową żwacza lub przedostaje się do dalszych odcinków przewodu pokarmowego. Podchodzenie do ziewającej krowy nie należy więc do pomysłów trafionych…

Nadmienię, iż przewód pokarmowy człowieka również obfituje w mikroby. Jama ustna stanowi ciepłe, wilgotne miejsce bogate w gronkowce, paciorkowce, pałeczki kwasu mlekowego, krętki, jednak prawdziwym eldorado pozostają jelita (nie żołądek jak u przeżuwaczy), w których stwierdzono łącznie obecność ponad 400 gatunków bakterii (przebadany został co trzeci). Prócz mikrosymbiontów przywartych do nabłonka jelita istnieje w nas także flora planktonowa (drobnoustroje namnażające się w świetle jelita i przemieszczające się wraz z pokarmem); ma ogromne znaczenie w pośredniczeniu w procesach trawiennych, pobudzaniu perystaltyki i dostarczaniu substancji odżywczych, takich jak niektóre witaminy (wit. B1, czyli tiamina oraz ryboflawina, amid kwasu nikotynowego, biotyna, kwas foliowy, wit. K) czy kwas masłowy, niezbędny do prawidłowego funkcjonowania nabłonka jelita grubego. Najsłynniejszą, zarazem niezwykle zasłużoną dla nauki bakterią ludzkiego wnętrza jest pałeczka okrężnicy (Escherichia coli). „Zakażamy się” nią już w pierwszych godzinach życia, przechodząc przez kanał rodny matki. Bakteria E. coli odpowiada za 60–70% produkcji witamin z grupy B i K! Prawdopodobnie miejscem namnażania się symbiotycznej flory bakteryjnej człowieka jest wyrostek robaczkowy. Powstające w procesach trawiennych gazy w naszym przypadku przeważnie rozpuszczają się i przenikają do krwi. Acz nie zawsze to wystarcza… Przykładowo wiadomo, że groch jest bogaty w węglowodory, których nie potrafią trawić nasze enzymy, ale nie mają z tym kłopotu zadomowione w naszych jelitach bakterie E. coli. Podczas trawienia grochu bakterie te uwalniają duże ilości dwutlenku węgla, który jest główną przyczyną wzdęć.

 

Smacznego. Dziś pochłonąłem nieco mięska oraz zabiłem bestialsko rozszarpując zębami porcję malin. I banana.

 

Autor: Krzysztof Pochwicki

Więcej o autorze można przeczytać tutaj: http://nowemysli.pl/zmalowalem-tekst-potencjalnie-drazniacy/

Korekta: Dorota Bury

 

———————————————–

[1] J. Danowski, Repetytorium dla kandydatów na akademie medyczne, Warszawa 1995.

[2] Precyzując, ananasy zawierają co najmniej pięć enzymów znanych pod wspólną nazwą bromeliny, dwa główne enzymy określane są jako bromeliny A i B.

[3] Cyt. za: http://naukadlazdrowia.pl/bromelaina-enzym-trawienny-z-ananasa(2010).

[4] http://www.pan.poznan.pl/nauki/N_109_05_Legocki.pdf.

[5] Na podstawie: Trzy ewolucje: ewolucja Wszechświata, ewolucja życia, ewolucja świadomości.

[6] Spasanie ma silny wpływ na obniżenie dostosowania ofiar (roślin).

Wyjaśniam od razu, że dostosowanie (in. wartość przystosowawcza/adaptacyjna), to wskaźnik (ozn. symbolem W) określający względną zdolność danego genotypu (w porównaniu z innymi genotypami) do przekazania genów następnemu pokoleniu; zdolność ta wynika z możliwości przeżycia i pozostawienia żywotnego potomstwa w danych warunkach środowiskowych. Nie wyjaśnię jednak pojęcia „genotyp”, wyręczanie czytelnika we wszystkim postrzegam jako nadmiar kurtuazji.

[7] [za:] P. Picq, J.P. Digard, B. Cyrulik, K.L. Matignon, Najpiękniejsza historia zwierząt, Warszawa 2002, s. 17.

[8] Przy lekturze tego tekstu, a także innych mojego autorstwa, czytelnik musi zaakceptować fakt, że nie uznaję za zasadne jakiegokolwiek wyodrębniania człowieka ze świata zwierząt. Merytorycznie oraz metodologicznie postępowanie takie postrzegam jako błędne.

 

 

Tags: , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *