MENU
fot. Z.Muszyńska

Zanim skoczę za tobą w przepaść – opowiadanie Zuzanny muszyńskiej

sylwester_polgesek

Mesjasz obłaskawia krzyż – poezja Sylwestra Półgęska

21 września 2016 Comments (0) Views: 788 Czytam, Poezja

Degustacja win – poezja Marii Dowbor – Baczyńskiej

Degustacja win

Jeśli upijesz łyk

esencji z relatywnego życia Kierkegaarda

poczujesz jego relatywną prawdę

fragment gałęzi będzie Ci bajką

przerazisz się

i zaczniesz wierzyć w Boga

albo coś

 

Jeśli upijesz łyk

esencji  z relatywnego

(ja nic nie sugeruję)

życia Andersena

przerazisz się i zaczniesz się zastanawiać

bo Panowie za sobą nie przepadali

 

a tak z innego kieliszka –

 

Jeśli upijesz łyk soków żołądkowych Sartre’a

(to obrzydliwe

ale zastanawiałeś się

czy one wysychają…

Po tym czego się boisz?

Ja tam się boję,

lecz kończę, już kończę

bo znowu o sobie)

przerazisz się

jak przesiąknięty ateizmem

i zaczniesz się zastanawiać

któremu się powierzyć

i o czym myśleć

kiedy się tonie

w czerwonym lub w białym

 

 

„Bycie–ku–sztuce”

Spróbuj zrozumieć

ogrom tragedii

ludzi,

którzy nie potrafią

tworzyć

sztuką – życia

życiem – sztuki

sztuki w życiu

i umierają

tak szybko i bez

zrozumienia dla niemożności

nieogarniania wzrokiem

piękna

i rozpaczy gorzkiej

absurdu

wyłącznie

z pogodzeniem błahym

albo nieznacznym buntem

wypisanym na

masowej, tłumnej twarzy

 

Zrozum

i nie miej dla nich pogardy

tylko próbuj zdziwić

światem –

swoją sztuką

 

 

Proch

Czy w tym momencie

nie czujemy prochu

który prószy na skórę

Czy nie słyszymy

jak się miesza

to, że jesteśmy

i to, że nas nie ma?

Gdy proch

z milczeniem niezakończonym

i nie mającym się kończyć

opada na skórę?

Proch wzbija się na ruchliwej drodze

od prochu się kurzy

to tym właśnie kurzem

przecieram oczy

 

 

Ciebie się nie tłumaczy

Logosie, rozszerzaj zakres pojęć moich

nie dopuszczaj myśli zbyt trwałych

żebym tylko pisała radośnie

tylko tyle spraw mi na starość.

Trwaj proszę w ruchu drogi Logosie

harmonicznie zestawiaj

różne brzmienia

i zostaw po mnie proszę coś jeszcze

coś jeszcze zostaw po mnie

do stracenia

 

 

List z pytań niemiarą

Panie Mrożek,

Czy Pan mnie napisał w tym świecie

Z liter

A poskładane

Absurdy

I inne

Awangardowe nieporozumienia

Pan gliną lepką

Kartek owinął

Jak zasłoną Mai

Na której napisał Pan

Ikonę apokalipsy

W świat

Wpisaną?

 

Wpisaną co nie

– miara

 

 

Rozmowa

Czwarta nad ranem

Od dawna nie śpię

Co mam robić innego

Jak patrzeć w gwiazdy

I cicho

Rozmawiać

Nic prostszego

Powiedział

Myślałam,

Że z Tobą

Szybciej jaśnieje,

Że z Tobą

Już jasno jest

Nawet na dworze ciemnym

Z nocy natury

Myślałam

Ja nawet nie wiem

Czy poza moją głową

Istniejesz

Bądź absolutem

Relatywizmu

Bądź dla każdego z osobna

I nie mów do mnie

Przez swój kościół

I nie każ mi

Kajać się

Krzyżem

Nie bądź ponury i groźny

Jak życia, które rzekomo

Stworzyłeś

Bądź

Mądrością

Miłością

Taflą

Z której wyłonił się

Wszechświat,

pięknem,

Które cenię ponad wszystko

Bądź Bogiem

Dla Fromma

I Bogiem

Dla Sartre

Nie oszczędzaj nikogo

 

Czy Ty rozmawiasz z Nami?

Jeżeli ten surowy Wszechświat

To Ty stworzyłeś

To po co byś mówił

Do mnie?

Po co te historie wymyślne

Demagogie, dogmaty?

Po co mamy

Cię pojmować?

Po co masz

Tworzyć cokolwiek

Skoro JESTEŚ Wszechświatem

A on

JEST w Tobie?

 

Świecie

Mów do mnie

Mów do mnie

Choć nie zamierzam

Rąk składać

Ani powtarzać

Amen

 

 

Chrystus późnym wieczorem

Spaceruje Warszawą

W środę ścieraną

Wieczorem

Który przeszedł już w noc

Kolejny liść

Ten jedyny liść

Utworzył stos

Z tych wszystkich myśli

Splatanych

Na znak kontaktu

Z Absolutem

Relatywizmu liści

Na imię mu było

Człowiek

Gdy tak szedł

Przez Warszawę

Startą

Jego ręką własną

Jego brudnym rękawem

Szukał

I znalazł

Stos

I ujrzał

Górę liści

A każdy liść

Z osobna

I poszedł

Jakby dalej

Dodając do stosu

Swoje imię własne

I powiedział

Wy też to czyńcie

Na moją pamiątkę

 

 

To pole

To pole

jest szczere

bezbronne

nic nigdzie

nie może ukryć

przed twoim wzrokiem

to pole

się przed tobą obnaża

zamknij oczy

patrząc na bezmiar

nagiego

ludzkiego ciała

 

 

Urójmy ul metafor

Urójmy ul metafor

urojmy życie pełne

epitetów stałych

synekdoch i tym podobnych,

które słowami są tylko

jak nasze imiona

ale inaczej

niż my sami

Kilkoma zgrabnymi

ruchami ramion

strząśnijmy z siebie

wszelką realność

bo po co nam ona

gdy świat

nie chce naszych urojonych metafor

 

 

fot. z archiwum autorki

fot. z archiwum autorki

Maria Dowbor–Baczyńska: Urodziłam się w 1999 r. w Warszawie. Poezją zainteresowałam się już w szkole podstawowej. Zawsze lubiłam tworzyć rebusy językowe i krótkie rymowane wierszyki, jednak dopiero w czwartej klasie podstawówki zaczęłam myśleć o poezji jako o swojej pasji (oraz zwracać uwagę na głosy aprobaty dotyczące mojej twórczości). W klasie pierwszej gimnazjum zostałam laureatką Pierwszego Ogólnoświatowego konkursu poetyckiego dla młodzieży o Statuetkę „Szklanego Pióra”. W 2014 roku, dzięki pomocy mojej mentorki i nauczycielki oraz wspaniałej poetki Joanny Oxyvii Jankowskiej moje wiersze (jako jedynej niepełnoletniej autorki) zostały opublikowane w książce pt. „Ostatni świadkowie”.  Ukazały się też w „Antologii poezji kobiecej”, która została wydana w 2016 roku. Znów jestem jedyną niepełnoletnią obecną w niej autorką. Moją największą pasją, poza poezją, jest filozofia. W trzeciej klasie gimnazjum uzyskałam drugi najwyższy wynik w województwie na filozoficznym konkursie dla gimnazjalistów: „W drodze ku mądrości”. W liceum zainteresowałam się historią sztuki i uzyskałam tytuł finalistki z ogólnopolskiego konkursu jej dotyczącego. Uczę się w liceum im. Tadeusza Czackiego w Warszawie. Swoją przyszłość wiążę z filozofią, chciałabym pracować naukowo na zagranicznym uniwersytecie, najchętniej w Wielkiej Brytanii.

 

 

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *