MENU
fot. z archiwum autora

To się wydarzyło naprawdę – wiersze z życia wzięte Krzysztofa Bojdy

px

Baba Jara – opowiadanie Piotra Kuśmierka

1 kwietnia 2017 Comments (0) Views: 532 Czytam, Poezja

Coobus i Dani – wiosenna satyra

px

Tadeusz Coobus Knyziak

 

Pogłupieli od tej bieli.

Hanka woła do Michała: – Chyba wiosna się zaczęła!

Mucha z kąta wyleciała.

Wyleciała i…bzyknęła.

 

Michał, jeszcze kołowaty, minę mało miał ambitną,

ze snem walczył przez czas jakiś,

lecz go zwalczył i też … bzyknął.

 

Dyć to prawda. Wiosną pachnie. Chuć powraca pełną parą.

Spójrzcie. Za jej sprawą właśnie

dziadek goni swoją starą.

 

Przesadzają. Lepiej będzie, jak oboje nieco zwolnią.

Bo i tak mu nie ucieknie.

Geriavitu niech se golną.

 

Coś się w ludzkim ciele budzi. Jakby ktoś pod kotłem palił.

Patrzcie na tych wszystkich ludzi.

Poszaleli! Zwariowali!

 

Nawet ten spokojny muzyk z naprzeciwka, z oficyny,

wychudzony i nieduży,

wyrośnięte rwie dziewczyny.

 

Ależ dzisiaj go nosiło, cały ranek szukał koksu,

a gdy nigdzie nic nie było,

wciągnął nosem mleko w proszku.

 

Co za hardcore, królu złoty! Jaka jazda po tym mleku…

Nie odloty, a wymioty.

Kocioł walnął gdzieś w człowieku.

 

Chciał na ostro, ma na ostro. Teraz błaga o ratunek.

Jak mu przejdzie, chwyci wiosło

i przywali mocno w strunę.

 

Bo w nim power taki drzemie, właśnie czai się jak lwica.

Chciałby zagrać podczas pełni,

albo zawyć do księżyca.

 

Taka to potęga chuci. Przebudziła ludzi mucha.

Wiatr w kominie pieśni nuci.

No i dobrze.

 

Niech se dmucha!

 

 

O psie, który umiał pisać.

Nauczyłem psa czytać. Rzecz to niesamowita

Patrzeć, jak się z gazetą rozsiada,

I jak bardzo się stara robić to w okularach,

Które często cichaczem podkrada.

 

Nauczyłem psa pisać. Niejednemu to zwisa,

Lecz nie mnie, z ambicjami wielkimi.

Chciałem, mówiąc najprościej, by mi każdy zazdrościł

Jedynego takiego na Ziemi.

 

Mówię prawdę, nie kłamię, leży teraz przy bramie

I odbiera paradę sąsiadów.

Bo już wiedzą, że czyta, ten mój pies celebryta,

W którym resztek skromności ni śladu.

 

Ludzie gapią się na mnie, dziwnie łypią oczami,

Złośliwości mi prawią zawiłe.

Myślę sobie, cholera, pewnie zazdrość ich zżera.

A pies nic. Jakby go tu nie było.

 

Więc zajrzałem mu w ślepia, które w punkt jakiś wlepiał,

Bawiąc się mym zdziwieniem, jak dziecko.

O, Brutusie… dlaczego? – zawołałem na niego,

Przeczuwając intencję zdradziecką.

 

Na tabliczce, przed domem, widzę napis znajomy,

że „Uwaga, zły pies!” . Nic nowego.

Więc krzyknąłem, o rany, tu jest pies pogrzebany.

Już po chwili wiedziałem dlaczego.

 

Bo to bydle ponure doskrobało pazurem

Kilka słów (chyba walne go zaraz).

„Zły gospodarz! Zła żona! Dzieci też pokręcone!

Czy to ładnie na psa wszystko zwalać?”

 

 

px

Danuta Bartoszuk

Poranek zakręconej

Ranek wpycha się pod kołdrę,

wrednym blaskiem drapiąc oczy.

Już się kończy to, co dobre.

Trzeba szybko w kapcie wskoczyć.

 

Prysznic głucho bębni w uszach,

zakłócając przepływ myśli.

Drzemię, prawie się nie ruszam.

Może jeszcze coś się przyśni.

 

Make–up ledwie trzy minuty.

Skrzętnie skrywam nadmiar ciała.

Jem banana – ciut nadpsuty.

Cóż ja jeszcze zrobić miałam?

 

Wzrok bałagan szybko omiótł.

Jest torebka, kurtka, klucze,

więc wybiegam pędem z domu.

Drań–autobus zdążył uciec.

 

Jakiś pacan (puch pod nosem),

szepcze z drugim (w gębie fajka).

Gapią się na moje włosy?

Rany Julek, ja znów w wałkach!

 

 

Inna bajka

Na ciemnym strychu między książkami

znalazłam kilka kartek wyrwanych,

a na nich różne postacie z bajek.

Słuchałam w kącie, o czym gadają.

 

„Królewna Śnieżka? Niezłe z niej ziółko.

Wiem – prawie byłam jej przyjaciółką.

Wszystkim szeptała plotki na ucho,

wciąż lekceważąc macochę głuchą;

 

potem pomknęła w las do krasnali

i chyba wiemy, co było dalej.

Kopciuszek – ponoć biedna sierota.

Biedna, bo brata się wciąż z hołotą.

 

Siostrom zrobiła antyreklamę,

a to są przecież prawdziwe damy.

Kot w butach – ten to niezły gagatek:

wciąż po pałacach i zamkach lata;

 

tutaj się naje, tam się napije

i z młynarczykiem urządza chryje.

Wilk? On po prostu prosił o ciepło,

a ta w czapeczce z wrzaskiem uciekła

 

i jakieś bzdury rozpowiadała,

bo przecież babcia zdrowa i cała.

Jeszcze drętwota – Śpiąca Królewna

– nudna i sztywna, jak klocek drewna,

 

więc w końcu któryś nadworny błazen

psiknął jej sprayem i uśpił gazem.”

A ile prawdy zawiera plotka?

Dowiesz się, jeśli taka cię spotka.

 

 

Tags: , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *