MENU
Richard-Ford- z archiwum autorki

Strach przed porażką to dla mnie najlepsza motywacja – Richard Ford

szczytno-2b

Odkrywanie Mazur

27 maja 2016 Comments (0) Views: 2081 Lubię

Co to jest akwarystyka tradycyjna? Sebastian Czeremcha w rozmowie z Karoliną Orłowską

fot. ze zbiorów Sebastiana Czeremchy

fot. ze zbiorów Sebastiana Czeremchy

Karolina Orłowska: Pamiętasz, kiedy pierwszy raz zapytałam, czym się zajmujesz? Na dźwięk słowa akwarystyka pomyślałam: Fajnie, ma akwarium z rybkami!”. Zdaje się, że to powszechny błąd. Ludzie utożsamiają akwarystykę z kolorowymi rybkami w szklanym pojemniku otoczonym masą rurek i sprzętów. Jak najprościej wytłumaczysz laikowi, czym jest akwarystyka?

Sebastian Czeremcha: Nie jest łatwo, wbrew pozorom, odpowiedzieć na to pytanie, bo dla każdego będzie ona czym innym. Zależnie od obranego kierunku realizowania hobby. Najprościej będzie rozdzielić to pojęcie na trzy składowe: dla jednych akwarystyka będzie okazją do zysku i zarobku, dla drugich zajęciem dającym relaks i satysfakcję albo połączeniem wszystkich tych cech, bo jak to w akwarium – coś urośnie, coś się rozmnoży, coś zmajstruje i zawsze można to sprzedać. Dla jeszcze innych będzie tylko ozdobnym dodatkiem w mieszkaniu. Natomiast według mojej definicji akwarystyka ma na celu zapewnienie posiadanym rybom jak najlepszych warunków, zgodnych ze środowiskiem naturalnym, i jest to tak zwana akwarystyka naturalna i biotopowa. W takich akwariach ryby czują się doskonale, pokazują nam swoje naturalne zachowania i żyją o wiele dłużej, niż przetrwałyby w przyrodzie.

Oczywiście akwarystyka ma też swoje mroczne strony, których nie popieram, o których piszę i piętnuję na swojej stronie. Gdybym jednak mógł cofnąć czas… Paradoksalnie nie pozwoliłbym sobie na takie hobby. Z uwagi właśnie na te mroczne aspekty. Ale trudno. Stało się, dlatego dziś zadaniem akwarysty jest własna edukacja w zakresie biotopów, edukowanie innych i zapewnienie podopiecznym najlepszych możliwych warunków, co każdy świadomy akwarysta robi. Widzimy wtedy, że ryby są nam za to wdzięczne – po ich kondycji, zachowaniu, wyglądzie i wielu innych znakach. Kiedy mamy już świadomość, że naszymi staraniami udało się troszkę zbliżyć do natury, a zwierzaki pokazują swoje dobre samopoczucie, wtedy jest też satysfakcja, radość, zadowolenie i spełnienie.

 

K.O.: Ryba kojarzy się z ładnym stworzeniem, ale to nie piesek czy kotek, nie wydaje dźwięków i nie macha ogonem na widok człowieka, więc z reguły są tylko do oglądania. Czy ryby mają charaktery, swoje zachowania, przyzwyczajenia? Jak przeżywają emocje?

S.C.: Może się to wydawać dziwne laikom, ale ryby odczuwają emocje. Zwłaszcza większe pielęgnicowate mają swoje charakterki, podobnie jak psy czy koty. Widać to po ich zachowaniach i relacjach w grupie. Ryby rozpoznają opiekuna, reagują na ruch, dopominają się pokarmu, a nawet dają się dotykać. Osobniki tego samego gatunku przejawiają różne, czasami głupie przyzwyczajenia, na przykład miałem kiedyś zbrojnika, który wspinając się przyssawką, wchodził do flitra kaskadowego i w nim siedział. Inne tego nie robiły. Jedne ryby z zaciekawieniem podpływają do ręki i skubią ją, podczas gdy inne trzymają dystans lub kryją się po kątach. Czasami jeden gatunek przejmuje zachowania od drugiego drogą obserwacji. Moje grubowargi syjamskie, wcześniej płochliwe, przejęły zachowania od Garra rufa polegające na „pędzlowaniu” i oczyszczaniu skóry. Tak samo u gatunków wybitnie łagodnych trafi się czasem sztuka agresywna lub odwrotnie. Czasami ze stada innego gatunku upatruje sobie jedną sztukę do gonienia, choć inne wyglądają tak samo. Ale to już problemy akwariów mieszanych.

Czy ryby przeżywają emocje tak zwane wyższe, typu miłość, współczucie? Raczej nie. Wobec potomstwa realizują instynkt rozrodczy. Natomiast odczucia takie jak strach, ból, cierpienie, stres – moim zdaniem jak najbardziej tak. Można to zaobserwować, kiedy spłoszone nagle ryby wariują po akwarium, próbując wyskakiwać, czy kiedy niektórym gatunkom bledną kolory.

 

K.O.: Zdaje się, że pojęcie „akwarystyka tradycyjna” zostało niejako stworzone przez Ciebie, bo nie było używane na szeroką skalę nigdy wcześniej. Co ono oznacza i czym jest Twój projekt?

S.C.: Akwarystyka tradycyjna to projekt, który powstał tak naprawdę nieco z przekory. Z braku zgody na hejt i monopol na wiedzę pewnych grup w tym środowisku, które uznały się za nieomylne, tworząc klikę. Zrzeszamy osoby, które w odmętach internetu miały z takimi zachowaniami styczność. Ja się śmieję, że to niedobitki z forów. Ale trafiają do nas i mogą się wypowiedzieć. Doradzamy bez wyższości, zawsze z zastrzeżeniem, że w swoim akwarium można robić, jak się uważa, byle nie krzywdzić zwierzaków, bo jak głosi branżowe powiedzenie: „Każde akwarium jest inne, nie ma dwóch takich samych”. Rozwijając tę myśl: każde akwarium to unikalny świat, wprawdzie podlegający tym samym czynnikom, ale w istocie nieco odmienny, zależny od dziesiątek drobnostek. Dlatego każde zachowuje się inaczej. Litraż, liczba ryb, podłoże, oświetlenie, karmienie, jakość wody – każda z tych składowych sprawia, że często nie sposób podać uniwersalnej recepty.

Wracając do powstania akwarystyki tradycyjnej – były dwie drogi: albo kłócić się z twardogłowymi, obrywać bany i nic nie uzyskać, albo założyć własną stronę, dotrzeć do większej liczby ludzi i jednoczyć osoby myślące podobnie. Wybraliśmy własną stronę.

Jestem czasami zaskoczony liczbą pozytywnych wiadomości, które dostaję, z podziękowaniami w stylu: „Wreszcie ktoś normalny, kto pisze językiem dla ludzi. Dzięki wam uwierzyłam, że mogę ponownie zająć się rybkami” – bo gdzie indziej tak ją zdemotywowano, że się zniechęciła. Z czasem okazało się, że promujemy niskobudżetową naturalną akwarystykę – to moja nazwa robocza. Nie trzeba wydawać niebotycznych kwot, by mieć sympatyczne dla oka i ryb akwarium. Wiele osób wydało masę szmalu na swoje zbiorniki i czytając mnie, wkurzają się na to.

Drugi nasz cel to pokazywanie pewnych sposobów, znanych dawniej w akwarystyce, które zostały zapomniane. Trzeci – nie wszystko, co jest napisane w książce czy Internecie, musi być świętą prawdą. I tak ciągle wiemy bardzo mało. Dlatego chcemy obalać mity i nowoczesne wymysły, za którymi często stoją koncerny i firmy sponsorujące reklamy żerujące na niewiedzy. Nasza grupa na Facebooku o nazwie „Akwarium dla każdego” znana jest jako miejsce kulturalnej wymiany myśli dla wszystkich akwarystów. To chyba na tyle, jeśli chodzi o cele projektu.

 

K.O.: Czy można się „sprzedać” w przypadku akwarystyki?

S.C.: Można, jak wszędzie. Internet jest pełen takich przykładów. Są fora, na których polecać można tylko jeden, jedynie słuszny sklep akwarystyczny, bo admini i właściciel znają się w realu i tak się umówili. Albo tylko jednego rękodzielnika.

Są filmy sponsorowane, w których akwarysta pokazuje, jak założyć akwarium, używając tylko gotowych produktów jednej firmy. Laik obejrzy i będzie kupował to, co mu pokazano. Często też podczas takich instruktaży demonstrowane są loga sponsorów. Wszystkie tak zwane wystawy akwarystyczne i sympozja to jedna wielka sprzedaż – reklamują się tam firmy, dostawcy, sklepy, producenci, a znani krajowi akwaryści promują ich produkty na rozmaitych prelekcjach. Jestem chyba jedyną osobą, która nazywa rzecz po imieniu, co oczywiście wywołuje wielkie rozdrażnienie i rodzi rozmaite wyssane z palca zarzuty.

 

K.O.: Wygrywasz dziesięć tysięcy w lotka. Na co je przeznaczysz?

S.C.: Na pewno poszłoby coś na akwarystykę. Kolejny filtr, by poprawić jakość wody moim podopiecznym. Może dobry turystyczny rower albo wycieczka.

 

K.O.: Kto jest Twoim autorytetem? Wzorujesz się na kimś czy raczej podążasz własną ścieżką?

 S.C.: Nie mam typowych autorytetów w akwarystyce. Gdyby autorzy czy pionierzy nie podążali własnymi ścieżkami, to hobby byłoby pewnie mdłe i niszowe. Lubię czasami posłuchać kogoś z sensem, bo oprócz założenia kanału na YT trzeba umieć jeszcze o tym opowiadać w sposób interesujący i mieć do tego przystępny głos. Rzadko, ale jak natrafię, słucham kanałów MosssartAkwaria i Tramaydylidochlor. Te mogę polecić. Dla wielu autorytetem był na pewno zmarły już Japończyk Takashi Amano, prekursor stylów akwarystyki naturalnej, ale to nie moja bajka i tego nie popieram. Na pewno znalazłoby się jeszcze kilka światowych sław, aquascaperów i designerów, aczkolwiek takie coś miesza ludziom w głowach, bo aranżację na konkurs układa się w godzinę z gotowych produktów i pięknie to wygląda na zdjęciu, natomiast samodzielne zaprojektowanie takiego akwarium wymaga nakładów pracy, wiedzy i mnóstwa czasu przy pielęgnacji. Ale ludzie zobaczą zdjęcie, zachwycą się i szybko chcą mieć coś podobnego. Uważam, że dla akwarysty jedynym autorytetem powinna być natura, i to ta podwodna. Zasadniczo na nikim się nie wzoruje, choć czasem coś podpatrzę, a to potem owocuje pomysłem z własnymi modyfikacjami. Tak, zdecydowanie własna ścieżka, czego bym się nie tknął.

 

K.O.: Jakie jest Twoje wymarzone akwarium? Do czego dążysz?

S.C.: Dobre pytanie. Jak by nie patrzeć, wymarzone już mam. Miało to być docelowo akwarium najmniej zaawansowane techniczne, zużywające mało prądu, zbliżone do natury, przy którym miałbym jak najmniej pracy. I takie coś udało mi się osiągnąć w obecnym strumieniu. Ale gdyby puścić wodze fantazji i kieszeni, byłoby to długie na kilka metrów, biegnące przez cały pokój akwarium w biotopie Czarnych Wód ze skalarami, neonami, kiryśnikami, zbrojnikami.

 

K.O.: Czy to są Twoje ulubione gatunki ryb? Masz taki jeden wybrany?

S.C.: Kilka. Lubię skalary, złote rybki odmiany welon, brzanki odeskie, kiryski pstre, kiryśniki czarnoplame, zbrojniki różnych gatunków. I paradoksalnie żadnego z tych gatunków obecnie nie mam w akwarium.

 

K.O.: Dlaczego?

S.C.: Świadoma akwarystyka, inny biotop, więc inne ryby są wymagane, aby miało to ręce i nogi. Ważne jest samopoczucie zwierzaków, jak i moje własne. Świadomość, że połączyłem to najlepiej, jak się dało.

 

K.O.: Co myślisz o szklanych kulach i plastikowych ozdobach? Jest tego na rynku sporo, tak samo jak osprzętu niezbędnego do akwariów. Używasz wszystkich tych akcesoriów?

S.C.: Myślę, że nadają się do trzymania cukierków. Oczywiście są przykłady ładnego wykorzystania takich naczyń z gałązkami w środku i gałęzatką kulistą. Jednak nie powinno się tam wpuszczać żadnych żywych stworzeń, może poza pospolitymi ślimakami typu rozdętka czy zatoczek, które można hodować na karmę dla innego stworka. Akwarium zalane wodą z plastikowymi ozdobami, nawet z podłączonym filtrem, chyba także tylko dla ślimaków. Takie ozdoby wyglądają kiczowato, a po drugie – mogą wydzielać różne szkodliwe dla ryb substancje, które będą je podrażniać. Toksyczny klej i farby. Porowata niebarwiona ceramika jest mniej szkodliwa, ale również nie wygląda ładnie. Akwarium powinno przypominać naturę albo powinniśmy przynajmniej starać się używać naturalnych elementów do dekoracji, dobranych do zwierząt, które zamierzamy posiadać.

Co do osprzętu, używam oświetlenia i filtracji z wkładami. Reszta wynalazków nie jest mi potrzebna.

 

K.O.: Czy rozważałeś zmianę hobby w biznes, żeby móc zarabiać na swojej wiedzy?

S.C.: Chyba nie… Żeby zarabiać na wiedzy, trzeba rzeczywiście ją mieć. A nie uważam, by moja była aż tak wielka. Zarabianie na akwarystyce wiąże się z propagowaniem tych komicznych plagiatów natury, jakimi są akwaria mylnie nazywane stylem nature (iwagumi, ryuboku) oraz pianie z zachwytu nad rybami z odłowu. A temu wszystkiemu zasadniczo się sprzeciwiam, propagując coś zgoła innego, nazwijmy to naturalną środowiskową akwarystyką niskobudżetową.

 

K.O.: Wspomniałeś o rybach z odłowu. Jaki masz stosunek do takiego zjawiska?

S.C.: Negatywny i zdecydowanie jestem przeciw. Zwolennicy takich praktyk przytaczają niszowe przykłady, kiedy jakiś gatunek w wyniku działalności człowieka zaczął ginąć w środowisku naturalnym, a dzięki akwarystom maniakom, którzy podnieśli sobie wysoko poprzeczkę, rozmnażając dzikie ryby w warunkach akwariowych, udało się gatunek zachować, a nawet wsiedlać z powrotem do sprzyjających siedlisk. Takie przypadki były i są.

Natomiast jeśli ktoś pragnie po prostu, z typowego snobizmu, mieć ryby pochodzące z odłowu tylko dlatego, że zrobił sobie biotopowe akwarium i tak mu się podoba, stać go albo twierdzi, że „takie ryby pokazują zupełnie inne naturalne zachowania”, to już jest nieporozumienie. Widzę to prosto: dla własnej egoistycznej zachcianki kradniemy tym rybom wolność i szczęśliwy żywot. Los ryb, które padły ofiarami takich „miłośników akwarystyki”, nie jest najciekawszy. Zamiast pływać wolne w swojej rzece, spożywać różnorodny pokarm, żyć tak, jak natura przykazała, przeżywają silny stres podczas łapanki, potem transport, kwarantanna, może jakieś chemiczne leki, znowu transport, czasem badania. Sporo ryb ginie już na tym etapie. Dalej transport do Europy, tam znowu kwarantanna, znów część ginie i wreszcie wymęczone trafiają do szczęśliwego akwarysty, który zapragnął sobie poobserwować ich zachowania, które już nie będą takie same jak w naturze. Ograniczona przestrzeń, inne parametry wody, do których trzeba się dostosować.

Większość ryb ozdobnych została sprowadzona do Europy 100–150 lat temu i są nieustannie od tamtej pory rozmnażane dla celów akwarystycznych. Są przystosowane do warunków akwariowych i wody, jaką dysponujemy. W sklepach setki czekają na dom… Oczywiście kupując, napędzamy tę machinę, trzeba o tym pamiętać. Ale kiedy widzę w sklepie dziesiątki rozmaitych barwnych odmian skalarów, białe, srebrzyste, żółte, w prążki, paski, czarne czy zbliżone wyglądem do doman dzikich, w cenie do 10 zł, to fundowanie piekła tym wolnym, żyjącym dziko w Amazonce, w cenie 300 zł za sztukę, uważam za zachowanie niegodne świadomego akwarysty.

 

K.O.: Rozmawialiśmy kilka razy o wędkarstwie. Nie znam wielu osób, które miałyby do niego tak jednoznacznie negatywny stosunek jak Ty. Wyjaśnisz, czemu tak jest? Nie lubisz wędkarstwa?

S.C.: Tam zaraz nie lubię… Nie znoszę.

Chodzi o to, że akwarysta powinien kochać ryby. Jak kogoś kochamy, to nie krzywdzimy go, nie sprawiamy mu bólu i na pewno nie zjadamy. Wędkarze postępują jednak dokładnie w ten sposób. Pasja pasji nierówna. Akwarysta stara się zapewnić swoim rybom jak najlepsze warunki i nie krzywdzi ich, wędkarz dokładnie odwrotnie, bo wyciąga je z naturalnego środowiska, poddusza, kaleczy haczykiem i choćby potem wypuszczał, to i tak jest to zupełnie niepotrzebne. Emocje można wzbudzić i przeżywać na wiele sposobów, bez zbędnego krzywdzenia zwierząt. A trafiają mi się w grupie „akwaryści”, którzy na zdjęciach profilowych uśmiechnięci trzymają ledwo dyszącego karpia. Tego nie rozumiem, choć kiedyś tak samo nie zwróciłbym na to uwagi.

Ryby czują i skoro mamy tego świadomość, powinno nas to zobowiązywać do odpowiedzialnego zachowania wobec nich. Na szczęście w tej materii coraz więcej się zmienia, powstają cyrki bez zwierząt, odbywają się rozmaite akcje. Ludzie przestają postrzegać zwierzęta jako użytkowe przedmioty. Akwarystyka jest niestety dość mocno sprzężona z wędkarstwem, sklepy zoologiczne oferują akcesoria jednocześnie dla obu grup hobbystów i długo jeszcze tak pozostanie. Dlatego tak ważne jest uświadamianie ludzi.

 

K.O.: Masz inne zainteresowania? Zajmujesz się czymś poza akwariami?

S.C.: Zwierzęta, przyroda, historia, las, kosmos, starożytne cywilizacje, ezoteryka, duchowość, fantastyka, rozwój osobisty, nowoczesna psychologia, bioróżnorodność i ochrona przyrody, zdrowa żywność. I bardzo lubię czytać na te tematy.

 

K.O.: Jakie książki czytasz?

S.C.: Czytam ostatnio mniej, ale tematyka jest różnorodna. Nadrabiam o wegetarianizmie, zdarza się fantastyka – wampiry, Pratchett. Coś mocniejszego, jak Graham Masterton, i wiele innych. Sporo książek o tematyce przyrodniczej czy obozowej: gułagi, Auschwitz, druga wojna światowa, zapiski historyczne, wspomnienia, dzienniki. Zależy, na co mam fazę. Także książki o duchach, wschodnich religiach i filozofii życia, medytacjach.

 

K.O.: Na zakończenie zadam Ci kilka pytań, które zadajemy wszystkim rozmówcom. Kiedy kłamię?

S.C.: Gdy ktoś prosi mnie o dyskrecję i jestem zobowiązany dochować tajemnicy. Lub kiedy w grę wchodzi zwykła przyzwoitość. Są rzeczy, które wiemy o kimś, a nie mówimy. Przynajmniej uważam, że powinno się takiego tabu przestrzegać.

 

K.O.: Słowa, których nadużywam?

S.C.: „Natomiast”. Więcej nie kojarzę. Trzeba by poczytać moje teksty, żeby coś wyłapać.

 

K.O.: Dar natury, który chciałbym posiadać?

S.C.: A co rozumiemy pod pojęciem daru natury? Jakąś umiejętność zwierzęcą czy żywioł? Nie wiem, jak na to odpowiedzieć.

 

 

K.O.: Jak chciałbym umrzeć?

S.C.: Spokojnie, bez bólu, wygodnie… Chyba tyle.

 

K.O.: Kim lub czym chciałabym być, gdybym nie był tym, kim jestem?

S.C.: Ornitologiem. Duchem? A może w ogóle nie chciałbym zamieszkiwać tej planety pod żadną postacią?!

 

K.O.: Błędy, które najczęściej wybaczam?

S.C.: Takie, które sam bym popełnił, lub wynikające z niewiedzy. Albo takie, do których zmuszają okoliczności życiowe. W ogóle jestem bardzo pamiętliwy.

 

z archiwum Sebastiana Czeremchy

z archiwum Sebastiana Czeremchy

Sebastian Czeremcha:  zakochany bez pamięci w dzikiej przyrodzie, jej cichy i pokorny obserwator. Aktywista ekologiczny i działacz na rzecz praw zwierząt, redaktor i założyciel portalu „Akwarystyka Tradycyjna”, publicysta, wegetarianin.

 

Akwarystyka Tradycyjna

logo akwarystyka

 

Tags: , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *