MENU

Myślą, słowem, uczynkiem – nie zdążyłem – poezja...

Zrozumieć niepojęte – poezja Haliny Markowskiej Budniak

27 października 2018 Comments (0) Views: 72 Czytam, Opowiadania

Celebrytyzacja – opowiadanie Kochaliny Miłosnej

Marcelina, z hukiem zamknęła klapę swojego laptopa. Gdyby, nie pakiet tekstowy, jaki w nim posiadała, byłoby to jej najbardziej znienawidzone urządzenie, mieszczące  się w pokoju. Gdyby nie wiele opowiadań jakie tworzyła, byłby dla niej całkowicie zbędny.

 Marcelina, cierpiała od urodzenia  na bardzo ostrą odmianę fobii społecznej. Na szczęście, szkołę zdała, a jedynym miejscem, w którym musiała się mierzyć ze swoim obezwładniającym lękiem, była jej uczelnia. Marcelina, początkowo studiowała nauki polonistyczne, by później przenieść się na wydział weterynaryjny. Praca ze zwierzętami dawała jej więcej satysfakcji. Dużą rolę, w porzuceniu dawnej uczelni, odegrało środowisko studenckie. Zgodnie z obliczeniami dziewczyny, znacznie większą ilość słów musiała wypowiedzieć na pierwotnym wydziale nauki.  Tutaj, co prawda również byli ludzie, również zdawali się być jednakowo nie do zniesienia. Natarczywi, gadatliwi, ich wzajemne utarczki słowne, urastały w umyśle Marceliny, do rozmiarów gigantycznych. Nie ważne, czy były to żarty czy też kłótnie. Ale tutaj miała zwierzęta. Jedyne, żywe stworzenia do których nie żywiła lęku ani urazy. Jedyne, których nie musiała się panicznie bać.

One rozumiały, czuły ciepło bijące z wnętrza dziewczyny i nie oczekiwały więcej. Niestety, społeczny problem Marceliny, nie dotyczył wyłącznie sytuacji bezpośrednich interakcji z otoczeniem. Te, paraliżowały ją najbardziej, ale demony, tkwiące w jej głowie, posiadały o wiele bardziej złożone struktury.

Marcelina, obawiała się również wirtualnej rzeczywistości. Media społecznościowe, profile znajomych lub nieznajomych osób ją przerażały. Marcelina nie żyła w tym świecie i uciekała od tego, jak tylko mogła. Za namową rodziców założyła osobiste, czyste konto, na którym nie robiła nic, poza obserwowaniem innych. Nie miała zdjęcia, postów, niczego. Właśnie oglądała profile osób z uczelni.

Ich wesołe selfie, ich uśmiechy, ich informacje odnośnie rozpoczętej pracy, nowego związku, zdanego prawa jazdy, mąciły jej w głowie i przerażały. Dziewczyna miała cały umysł zajęty nowo zobaczonymi obserwacjami. Nie poradziła sobie z tak wieloma społecznymi bodźcami, atakującymi ją, z każdej strony. Gwałtownie zamknęła, znienawidzonego laptopa.

– Kochanie, co się dzieje? – usłyszała łagodny głos, swojej mamy, która właśnie ciekawsko wychylała swoją głowę, znad wpół otwartych drzwi. Widziała. Doskonale, wiedziała co się dzieje.

– Nic… – odrzekła Marcelina niechętnie, zakrywając twarz oburącz. Nie chciała patrzeć na matkę. Kolejny niewygodny i przytłaczający bodziec zaatakował ją, tym razem ze świata realnego. Nie miała ze swoją matką absolutnie żadnej nici porozumienia. Zwracały się do siebie uprzejmie, zawierając w swoich dialogach, właściwe dla powiązań rodzinnych, grzecznościowe zwroty, lecz nie rozumiały siebie nawzajem, ani tym bardziej swoich światów. Żyły obok siebie, a jednak tak daleko.

– Uważaj na laptop kochanie, bo jeszcze się zepsuje, panuj trochę nad nerwami – kobieta, spojrzała karcącym wzrokiem w kierunku Marceliny. Na samą myśl, o tym, iż coś mogłoby się stać jakiejkolwiek rzeczy znajdującej się w domu dostawała palpitacji serca. Martwej rzeczy.

– Już…już jest dobrze – mruknęła dziewczyna, powoli odsłaniając zakrytą wychudzonymi dłońmi twarz. Rysy miała delikatne, łagodne, ale mimikę bez wyrazu. Dało się z niej wyczytać jedynie zmęczenie i coś na kształt samoistnej, wszechogarniającej nudy i niechęci do jakichkolwiek działań.

– Kochanie, ja wiem co ci dolega…– zaczęła matka – Ale, wiesz….jest już 2045 rok. Masz już 20 lat. Powinnaś pomyśleć o rozwinięciu swojej marki na portalach społecznościowych. Powrzucać swoje zdjęcia, filmiki, może jakiś podcast. Tak pięknie piszesz….lubisz pisać opowiadania…dlaczego ich nigdzie nie wrzucasz? Bez wyrabiania swojej marki w Internecie nie zaistniejesz nigdzie, nawet jako weterynarz. Wyprzedzą cię w branży inne, znacznie sprytniejsze i bardziej otwarte dziewczyny. Wiem kochanie co Cię gnębi, ale…może właśnie to, czego się tak bardzo boisz, okazałoby się dla Ciebie najlepszą terapią? Próba otworzenia się, choćby wirtualnego.

– Nie jestem wirtualna, tylko, żywa – Marcelina znała już te motywujące tyrady swojej matki. W końcu pracowała jako coach. Popatrzyła na nią zza swoich długich, kasztanowych włosów, zarzuconych na prawe oko – I mój lęk jest także żywy. Nigdy nie stanie się wirtualnym.

Marcelina, z hukiem zamknęła klapę swojego laptopa. Gdyby, nie pakiet tekstowy, jaki w nim posiadała, byłoby to jej najbardziej znienawidzone urządzenie, mieszczące  się w pokoju. Gdyby nie wiele opowiadań jakie tworzyła, byłby dla niej całkowicie zbędny.

 Marcelina, cierpiała od urodzenia  na bardzo ostrą odmianę fobii społecznej. Na szczęście, szkołę zdała, a jedynym miejscem, w którym musiała się mierzyć ze swoim obezwładniającym lękiem, była jej uczelnia. Marcelina, początkowo studiowała nauki polonistyczne, by później przenieść się na wydział weterynaryjny. Praca ze zwierzętami dawała jej więcej satysfakcji. Dużą rolę, w porzuceniu dawnej uczelni, odegrało środowisko studenckie. Zgodnie z obliczeniami dziewczyny, znacznie większą ilość słów musiała wypowiedzieć na pierwotnym wydziale nauki.  Tutaj, co prawda również byli ludzie, również zdawali się być jednakowo nie do zniesienia. Natarczywi, gadatliwi, ich wzajemne utarczki słowne, urastały w umyśle Marceliny, do rozmiarów gigantycznych. Nie ważne, czy były to żarty czy też kłótnie. Ale tutaj miała zwierzęta. Jedyne, żywe stworzenia do których nie żywiła lęku ani urazy. Jedyne, których nie musiała się panicznie bać.

One rozumiały, czuły ciepło bijące z wnętrza dziewczyny i nie oczekiwały więcej. Niestety, społeczny problem Marceliny, nie dotyczył wyłącznie sytuacji bezpośrednich interakcji z otoczeniem. Te, paraliżowały ją najbardziej, ale demony, tkwiące w jej głowie, posiadały o wiele bardziej złożone struktury.

Marcelina, obawiała się również wirtualnej rzeczywistości. Media społecznościowe, profile znajomych lub nieznajomych osób ją przerażały. Marcelina nie żyła w tym świecie i uciekała od tego, jak tylko mogła. Za namową rodziców założyła osobiste, czyste konto, na którym nie robiła nic, poza obserwowaniem innych. Nie miała zdjęcia, postów, niczego. Właśnie oglądała profile osób z uczelni.

Ich wesołe selfie, ich uśmiechy, ich informacje odnośnie rozpoczętej pracy, nowego związku, zdanego prawa jazdy, mąciły jej w głowie i przerażały. Dziewczyna miała cały umysł zajęty nowo zobaczonymi obserwacjami. Nie poradziła sobie z tak wieloma społecznymi bodźcami, atakującymi ją, z każdej strony. Gwałtownie zamknęła, znienawidzonego laptopa.

– Kochanie, co się dzieje? – usłyszała łagodny głos, swojej mamy, która właśnie ciekawsko wychylała swoją głowę, znad wpół otwartych drzwi. Widziała. Doskonale, wiedziała co się dzieje.

– Nic… – odrzekła Marcelina niechętnie, zakrywając twarz oburącz. Nie chciała patrzeć na matkę. Kolejny niewygodny i przytłaczający bodziec zaatakował ją, tym razem ze świata realnego. Nie miała ze swoją matką absolutnie żadnej nici porozumienia. Zwracały się do siebie uprzejmie, zawierając w swoich dialogach, właściwe dla powiązań rodzinnych, grzecznościowe zwroty, lecz nie rozumiały siebie nawzajem, ani tym bardziej swoich światów. Żyły obok siebie, a jednak tak daleko.

– Uważaj na laptop kochanie, bo jeszcze się zepsuje, panuj trochę nad nerwami – kobieta, spojrzała karcącym wzrokiem w kierunku Marceliny. Na samą myśl, o tym, iż coś mogłoby się stać jakiejkolwiek rzeczy znajdującej się w domu dostawała palpitacji serca. Martwej rzeczy.

– Już…już jest dobrze – mruknęła dziewczyna, powoli odsłaniając zakrytą wychudzonymi dłońmi twarz. Rysy miała delikatne, łagodne, ale mimikę bez wyrazu. Dało się z niej wyczytać jedynie zmęczenie i coś na kształt samoistnej, wszechogarniającej nudy i niechęci do jakichkolwiek działań.

– Kochanie, ja wiem co ci dolega…– zaczęła matka – Ale, wiesz….jest już 2045 rok. Masz już 20 lat. Powinnaś pomyśleć o rozwinięciu swojej marki na portalach społecznościowych. Powrzucać swoje zdjęcia, filmiki, może jakiś podcast. Tak pięknie piszesz….lubisz pisać opowiadania…dlaczego ich nigdzie nie wrzucasz? Bez wyrabiania swojej marki w Internecie nie zaistniejesz nigdzie, nawet jako weterynarz. Wyprzedzą cię w branży inne, znacznie sprytniejsze i bardziej otwarte dziewczyny. Wiem kochanie co Cię gnębi, ale…może właśnie to, czego się tak bardzo boisz, okazałoby się dla Ciebie najlepszą terapią? Próba otworzenia się, choćby wirtualnego.

– Nie jestem wirtualna, tylko, żywa – Marcelina znała już te motywujące tyrady swojej matki. W końcu pracowała jako coach. Popatrzyła na nią zza swoich długich, kasztanowych włosów, zarzuconych na prawe oko – I mój lęk jest także żywy. Nigdy nie stanie się wirtualnym.

 

Marcelina, zmierzała na uczelnię. Ranek był rześki i bardzo pobudzający, nawet jak dla niej.

Podczas marszu, zobaczyła znajome twarze, ze swojego roku. Dziewczyny, stały w kółeczku, zaśmiewając się i kręcąc energicznie swoimi głowami. Marcelina gwałtownie zwolniła i obrała bardziej okrężny sposób dostania się do budynku. Chciała wyminąć kolorowe, szczęśliwe, postaci. Nagle usłyszała za sobą.

– Patrzcie, to ona!

Wszystkie cztery twarze, obróciły się równocześnie i zadowolone spoglądały na Marcelinę. Jedna, rudowłosa, pokazywała ją palcem.

– To ona, nasza nowa internetowa celebrytka!

Marcelina poczuła, jak serce zaczyna jej bić w tempie punk rockowym. Zatrzymała się, gdy uświadomiła sobie, iż brakuje jej powietrza. Zachłannie wdychała je ustami, gdy nozdrza ją zawiodły. Nie, to nie mogła być prawda. Pewnie to kolejny atak jej fobii, a zachowanie dziewczyn, jest tylko i wyłącznie, kolejnym społecznym urojeniem.

Ono było jednak dogłębnie prawdziwe i przerażające. Dziewczyny nadał stały przodem i przyglądały się Marcelinie, z czymś na kształt badawczego zaciekawienia i sympatii. W jej oczach, jednak wyglądały jak banda, drapieżnych sępów, czekających na wystraszoną padlinę. Ziemia drżała pod jej stopami, a dreszcze przechodziły przez jej ciało bezlitośnie, pokazując swoją dominację. Czyjeś zimne ramię, utrzymywało ją w jednakowej pozycji.

Jednak, gdy jedna z dziewczyn, ta która pokazywała palcem, wyciągnęła telefon i zaczęła robić Marcelinie zdjęcia, ta poczuła olbrzymi wstyd, obrzydzenie i niespotykany power w nogach. Zerwała się niczym zastraszony pies na łańcuchu i uciekła w kierunku budynku. Gdy znalazła się we wnętrzu, czym prędzej pomknęła do damskiej toalety. Wpadając zamknęła się na zamek w kabinie. Siadając na zamkniętej klozetowej desce, starała się opanować drgawki i dreszcze, gdy nagle usłyszała pewien dialog. Dwa kobiece głosy, dyszały z podekscytowania.

– Oni ją kochają, jak słowo daję, kochają bardziej niż nas! – krzyknęła pierwsza. Marcelina, skuliła się jeszcze mocniej, przybierając postać kulki. Uniosła z podłogi swoje nogi, aby na dole, nikt nie zobaczył jej czarnych tenisówek w kabinie.

– To dlatego, że ona jest tajemnicą. Jest czystą kartką. Jest jedyną kobietą, której po prostu nigdzie nie ma. Ona istnieje sama dla siebie, chce się ukryć przed światem – dodała druga.

– Znalazłam jej konto! –  nie kryła podekscytowania, pierwsza rozmówczyni – Znalazłam ją, weszłam na jej profil, a tam NIC! Rozumiesz, po prostu jedno wielkie, ogromne NIC! Pusta tablica. Ta kobieta nie ma kompletnie duszy, ona jest jak duch…

– Nie przesadzałabym tak z tym wszystkim…–odrzekła druga – Wszystkim ta faza przejdzie i to już niedługo, szał na tą całą Marcelinę przejdzie, szybciej niż się pojawił. Nie musimy się martwić o swoje miejsce w Internecie, przyszłość, ani fejm. A wiesz dlaczego?

 Dlatego, że my jesteśmy prawdziwe i autentyczne w tym co robimy i co pokazujemy. Nie ukrywamy, przed naszymi Internetowymi obserwatorami niczego. A ona, usilnie, aby stać się sława, robi ze swojego życia szopkę, pokazując jakim to niby jest outsiderem, jaka to niby jest ważna i wiedzie zajebiste życie. Tak bardzo zajebiste, że musi je ukrywać. I to właśnie jest jej siła, to że wszystko ukrywa a ludzie umierają, wręcz pękają z ciekawości. Spędzają cały swój czas na zastanawianiu się jak wygląda jej życie, co robi na co dzień, czym się interesuje. Przesyłają sobie jej fotki, analizują , zbierają informację o niej do kupy. O to gdzie jest, gdzie przechodzi, studiuje , do jakiej kawiarni wstępuje na koniec i na zakup jakiego ciastka się zdecyduje. Znalazła dla siebie niszę, olewając wszystko i roztaczając nad swoją osobą aurę tajemnicy. Ale my nie musimy się martwić tym dziwnym trendem. My mamy prawdziwość, autentyczność, nic nie ukrywamy.

– A co jeśli ona również jest prawdziwa, autentyczna i nic nie ukrywa?– wybąkała pierwsza, z jawną nutką strachu w głosie.

– Chyba żartujesz! – krzyknęła druga – To oczywiste, że to jest kreacja! Kreacja, specjalnie stworzona przez nią, dla zdobycia na szeroką skalę zainteresowania i popularności. To nie możliwe by taka była i aby jej życie tak wyglądało. Musiałaby być nikim, nie myśleć i nie robić nic. Nie mieć życia. Wierzysz w takie coś?

– Nie – głos dziewczyny przybrał na pokrzepiającej sile.

–No właśnie. Zobaczysz. Jej czas się szybko skończy bo to wszystko jest nieszczere i każdy to zobaczy.

Dziewczyny wyszły z toalety. Marcelina, siedziała w niej jeszcze dłuższy czas, boleśnie skulona. Bolały ją mięśnie. Gdy nabrała pewności, że rozmówczynie opuściły już pomieszczenie spuściła nogi na ziemię. Krew zaczęła jej właściwie dopływać do organizmu. Słuchanie tego wszystkiego, było torturą dla jej uszu.

Dziewczyna była przerażona i nie poszła na pierwsze zajęcia. Nie poszła w sumie na żadne. Gdy zdecydowała się na wyjście z toalety, zauważyła, że ludzie z uczelni, zarówno znani, jak i nieznani, obserwują ją, śledzą oczami. Niektórzy skrywali się za ścianą, inni za firankami, drzwiami i pstrykali zdjęcia zdumionej Marcelinie.

Blask fleszy, wywołał kolejne bóle sensoryczne. Brzuch Marceliny, rozrywał dziewczynę na pół. Zaczęła biec w kierunku wyjścia, jednak nawet tam nie znalazła tak upragnionego, dawnego spokoju. Ludzie, których mijała zachowywali się w identyczny sposób. Tak jakby była jakąś osobą publiczną lub celebrytką. Gdy Marcelina wskoczyła do pociągu i zasiadła wygodnie na tylnym siedzeniu myślała że koszmar już się zakończył. Miał jej w tym pomóc zarzucony na głowę kaptur jej szarej, dresowej bluzy. Po chwili, jednak wpatrując się w ziemię, zauważyła czyjeś brudne, sportowe buty.

– Hej!– usłyszała, męski niski głos, napięcie w jej mięśniach, ponownie dało o sobie znać. Nie uniosła głowy. Na jej nieszczęście autobusowy prześladowca pochylił się i klęknął przed nią, wyszczerzając swoje wielkie, krystalicznie białe zęby.

– O jezu, to naprawdę Ty…–wybąknął zachwycony, gdy ujrzał połowę twarzy Marceliny – Kobieto, Ty jesteś petardą, jesteś jak zjawa, jak duch….Pojawiasz się i znikasz. Jesteś, a jednak Cię nie ma.

Wpatrywał się w Michalinę błyszczącymi oczami, ta nadal nie zmieniała pozycji siedzenia, ani nie odezwała się ani słowem. Uważała na to, by serce nie wyskoczyło jej przypadkiem z piersi. Po chwili usłyszała kolejne, tym razem damskie i dziecięce głosy.

– My chcemy zdjęcie z Marceliną, rany ile lajków będzie…

– Dajcie jej spokój! – krzyknął w ich stronę chłopak – To ja ją znalazłem, i ja teraz z nią rozmawiam. Cieszcie się , że w ogóle ją zobaczyłyście na żywo. W końcu znacie ją tylko z Internetu, nie to co ja – odrzekł, po czym kolejny raz, zwrócił się do Marceliny:

– Jestem Twoim wielkim fanem. Uwielbiam sposób w jaki postanowiłaś zaistnieć w sieci, podziwiam twój oszczędny minimalizm. Dlatego, w przeciwieństwie do innych Twoich fanów, nie wymagam od Ciebie i nie chcę poznać tego kim naprawdę jesteś, co robisz, jak żyjesz. Ujęłaś mnie tym wszystkim, tym niedopowiedzeniem. Chcę byś taka już dla mnie została, ale pragnę równocześnie abyś Ty poznała moje myśli. Napisałem ten list, w nadziei, że ktoś w końcu w Internecie poda twój adres pocztowy i będę go mógł do Ciebie wysłać. Nigdy nie przypuszczałbym, że stanie się taki cud i będzie mi dane spotkać Cię osobiście. Dam ci go więc, proszę oto on – chłopak wcisnął Marcelinie w rękę różową kopertę w kształcie serduszka – Ja już wychodzę, zaraz będzie mój przystanek. Nie będę cię śledził, lepiej zmyl innych i wysiądź na innym przystanku, przejdź kawałek pieszo. Żegnaj niezwykła nieznajoma.

Jak powiedział, tak zrobił, zostawiając Marcelinę w środku zatłoczonego pociągu. Drżące ręce, już dawno zaplamiły piękną kopertę śladami potu. Gdy Marcelina kolejny raz usłyszała rozmowy na swój temat i pomysł zrobienia sobie z nią zdjęcia, w celu zwiększenia liczby obserwatorów internetowych poczynań, ukryła całą twarz we włosach i kapturze oraz wysiadła kilka przystanków przed swoim właściwym.

Kiedy obróciła się do tyłu, zauważyła że paru fanów wysiadło i idzie za nią. Dziewczyna zaczęła biec, ile sił w piersiach. Wiedziała, że dom jest jej celem, jej azylem. A ona musi zgubić tych paru zatwardzialców, musi odnaleźć w sobie wystarczająco siły fizycznej aby tego dokonać.

Im więcej Marcelina była zmuszona do społecznych interakcji, tym bardziej lęk dodawał jej siły i biegła coraz szybciej. W niedługim czasie okazała się lepsza od swoich prześladowców i gubiąc ich po drodze, zniknęła.

 

Gdy Marcelina wróciła do domu, przywitała ją radosna matka:

– Kochanie, jesteśmy z Ciebie dumni, tylko włącz ten Internet, robisz prawdziwą furorę!

Przerażona dziewczyna, tylko obserwowała, jak matka loguje się na wszystkie swoje portale społecznościowe, jak otwiera po kolei podesłane jej przez znajomych linki.

– Widzisz, skarbie, tutaj kilka zdjęć z wczoraj, tutaj z dzisiaj. Ktoś Cię wczoraj przyuważył jak weszłaś do cukierni, i wybrałaś kruche francuskie ciasteczko, z nadzieniem waniliowym…Teraz twoi fani, szturmem uderzają do tej kawiarenki pod Twoją uczelnią i wykupują te same ciasteczka na potęgę. Ech, powinna ci ta cukiernia, zapłacić za reklamę, musimy się odezwać po swoje.

Marcelina czuła się coraz słabiej. Położyła się w pokoju na łóżku. Matka jednak nie przestawała otwierać załączników, linków i uśmiechać się pod nosem.

– O, a tutaj jak ślicznie wyszłaś, ta grzywka na Arielkę co zawsze nią zasłaniasz prawe oko i buzię, tutaj została uniesiona do góry przez wiatr. Twój fan, jest szczęśliwy, że udało mu się uchwycić na zdjęciu całe Twoje osobiste piękno. O, a tutaj zdjęcie z dzisiaj, jak szybko biegniesz. Generalnie, internauci, już wiedzą o tym, że jesteś studentką weterynarii, doceniają Twój zapał, talent i miłość do zwierząt, wróżą ci przeogromną karierę. Jedynie to zdjęcie z dzisiaj troszkę namieszało. Spora część twoich obserwatorów, uważa, że jesteś biegaczką, lub przynajmniej robisz to hobbistycznie bo świetnie Ci idzie.

Marcelina udała, że zasnęła.

– Do zobaczenia jutro, moja cwana córeczko – powiedziała matka i ucałowała ją w czoło, po czym wyszła z pokoju. Marcelina, poderwała się na równe nogi. Owszem, była wycieńczona, lecz emocje i rozchwianie, jakie jej towarzyszyło nie pozwoliłoby na tak szybkie zaśnięcie. Szykowała się bezsenna noc plus kolejne wizyty u psychiatry. Marcelina, nie chciała widzieć, ani czytać wiadomości o sobie w Internecie. Otworzyła różową kopertę i siedząc na łóżku, zaczęła czytać list od fana, którego poznała w autobusie. List nie był obraźliwy, natarczywy ani w żaden sposób niepokojący. Z jego lektury, wyłaniał się obraz chłopaka, przeżywającego podobne rozterki, jak Marcelina. Spokojnego, wycofanego, zafascynowanego.

– To moja bliźniacza dusza – pomyślała dziewczyna pierwszy raz w życiu o drugim człowieku.

 

Kolejne miesiące były dla Marceliny, prawdziwą próbą charakteru. Między wizytami u psychiatry, a studiami, dziewczyna walczyła jeszcze na innym polu. Na polu mediów społecznościowych.

Wyszła z ukrycia, lub w sumie to została do tego brutalnie zmuszona. Przez los, przez życie. Bezsenne noce, które okupowała solidnymi nerwami, posłużyły jej za oręże, w walce o powrót do swojej anonimowości i spokoju. Marcelina, robiła sobie zdjęcia. Zwykłe, w ciemnych jeansach i dresowej, szarej bluzie. Z udawanym początkowo uśmiechem, który jednak w miarę robienia coraz więcej ujęć, zaczął stopniowo ewoluować.

Najpierw cień uśmiechu wstąpił na jej usta, a kąciki zaczęły delikatnie drzeć. Później, uśmiech zaczął przybierać coraz szersze formy, nabrał naturalności, spontaniczności. Marcelina zaczęła się tym bawić, odkryła, że te znienawidzone formy przekazu paradoksalnie zaczęły sprawiać jej ogromną przyjemność. Zobaczyła, iż ludzi, ukazujących jakąś część swojego życia jest więcej, niż tych ukrywających się. Była w mniejszości. Publikowała posty, w których śmiało przyznała się fanom do miłości do kruchych, francuskich ciastek z nadzieniem bananowym. Przyznała się do tego iż uwielbia dobre thirillery, kryminały i uważa, że Alice In Chains, bez Layney Staley a to już nie to samo.

Im więcej fani Marceliny, dowiadywali się o niej samej, im bardziej ich ciekawość, została gaszona, tym bardziej porzucali obserwowanie jej w Internecie. Liczba zainteresowanych prywatnym życiem dziewczyny malała. Na uczelni oraz w pociągu, nikt już się nie patrzył, nie podchodził nie robił zdjęć.

Marcelina zabiła swoją legendę, ciesząc tym samym swoje rywalki. Lecz Marcelinie nigdy nie zależało na popularności, a wręcz przeciwnie. Ta sytuacja jednak, pokazała jej jak może pokonywać swoje bariery. Jak może walczyć o swoje. Jej posty, początkowo bijące szczyty popularności i reakcji, po dwóch miesiącach zaczęły świecić pustkami. Ona jednak, odważyła się umieścić swoje opowiadania i powoli zdobywać coraz liczniejszą grupę zwolenników oraz czytających.

„To Twoje życie, naprawdę tak wygląda, naprawdę jest takie nudne i tylko się uczysz i piszesz?” takie słowa najczęściej padały z ust ostatnich, zszokowanych i zdezorientowanych fanów.

„Tak, właśnie tak wygląda moje życie”– odpowiadała.

„Moje też!”– odczytywała lub słyszała, odpowiedzi.

Dziewczyna, nie była pewna, czy wydarzenia, ostatnich miesięcy były prawdziwe, czy też były omamami społecznymi, na które otrzymała leki, ale czy to ważne.

Marcelina w końcu zaczęła rozmawiać z innymi ludźmi.

Nie chciała sama przyjść do nich,  ani do mediów społecznościowych, więc one przyszły do niej.

 

Autor: Kochalina Miłosna

 

 

fot. z archiwum autorki

Karolina Michałowska–Dzięcioł ( 04.07.1995 r): poetka, pisarka. Autorka tomiku wierszy „Kochanka w toalecie”, wydanego pod pseudonimem Kochalina Miłosna. Pisze wiersze, opowiadania, teksty piosenek i powieści. Studiuje Dziennikarstwo i Nowe Media, w Warszawie. Prowadzi fanpage „normalnie astralnie” .Osoba żyjąca w świecie horrorów i science–fiction. Zakochana w rockowej muzyce, zwłaszcza jej tajemniczych, mrocznych i romantycznych odmianach. Twierdzi, że dzięki takim artystom jak Joy Division, Fields Of The Nephilim czy Cradle Of Filth, może „cokolwiek odczuwać i pisać”. Psychofanka Daniego Filtha i adopcyjna mama pluszowego R2D2. Chciałaby zostać wiedźmą. Wiedźmy są mądre. Lub ewentualnie droidem.

 

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *