MENU

Sny broczą w ciemności – poezja Weroniki Golbert

Nie tylko bogowie – poezja Haliny Surmacz

25 lipca 2018 Comments (0) Views: 427 Czytam, Poezja

Bo tyle w ludziach jest uśmiechu – poezja Grzegorza Szafoni

cały wiersz o półprawdach

to będzie zwykły wiersz o niczym

na prośbę tego co jest we mnie

jak można z nikim się nie liczyć

albo się liczyć nadaremnie

 

może o wróblach bo tak prościej

zbić sobie trumnę z pantałyku

przecież w nich tyle jest miłości

ile tańczenia na śmietniku

 

ile trzepotu szarych skrzydeł

by szczęście między bajki zamieść

zobaczyć tak żeby nie widzieć

ile nas życia w życiu kłamie

 

i nie dla żartu nie dla grzechu

lecz żeby cieszyć się na pamięć

bo tyle w ludziach jest uśmiechu

ile im będzie wydrapane

 

to miał być zwykły wiersz o niczym

a wyszło nic o wielkich rzeczach

bo takie właśnie bywa życie

że lubi sobie pozaprzeczać

 

 

wstąpienie

jakiś czas temu

urodziłem się w domu

pełnym miłości i troski

o moją świadomość

 

opowiadali mi o cudach

o żłobie, biedzie i mędrcach

którzy uwierzyli i na koniec

opowiadali mi o śmierci

 

nigdy nie wspominali o tym

jakim byłeś chłopcem

czy składałeś trumienki

które wyrzeźbił ojciec

 

czy podglądałeś życie

chodząc po drzewach ukradkiem

i czy czytałeś książki

zmęczonym wzrokiem matki

 

jakiś czas temu

bez konkretnego wieku

urodziłeś się we mnie

człowieku

 

 

od-bity

powiedz na którym końcu kija

mieszka pokuta przez nienawiść

czy tam gdzie miłość się zabija

żeby statystyk nie poprawić

 

czy może trochę wyżej dalej

za siódmym żebrem za przeczuciem

że jej w człowieku nie ma wcale

chociaż nie można od niej uciec

 

więc może lepiej w krzywym lustrze

przyrostem nosa mierzyć szczęście

życie zostawić na pojutrze

z nadzieją że już go nie będzie

 

 

„żeby nie było-świętujemy”

pamiętam jeszcze świat

normalniejszy o kilka świąt

gdy najważniejsze były

pomarańcze pod choinką

I biała na Wielkanoc

a jedyny indyk we wsi

dożywotnio straszył poezją

gulgotu nie dziękczynienia

 

miłość nosiło się do pracy

między kromkami chleba

tak prawdziwą jak smalec

I powidła ze śliwek

których zapachu nie dotyczy

żadna chemia i postęp

a tym bardziej Europa

ze swoją kulturą samotności

 

dlatego postanowiłem

nie straszyć i nie bać się

w pochmurne święto zmarłych

a kochać tak normalnie

by bezboleśnie pomijać

szukanie siebie pomiędzy

świecidełkami

 

na koniec wystarczy mi

szopka przy grobie

 

 

po-twierdzenie

załóżmy

 

ty jeszcze z wielkich Y-greków

a ja już z archiwum X

mieliśmy wspólny wzór na życie

tak prosty jak tylko kamienie potrafią

trwać

 

dowód niekonieczny

 

zostałem elementem

jednym ze zbioru spadów

poprzedniej jesieni zabrakło

słońca do wysłodzenia win

 

dowód ostateczny

 

nie należy przedłużać

prostych rozwiązań w nieskończoność

nie mając wspólnego punktu

nawet między ugiętymi

kolanami

 

stosunek Y do X nazywamy dzieleniem

 

 

posklejany

mamie

 

wybacz nam mamo że zostałem

panem chochołem nad ogrodem

codziennie znosisz moją karę

a ja wciąż czekam na nagrodę

 

za rannej róży czułą smukłość

za moje z gruszą obcowanie

za to co niby się potłukło

gdy krzyż na drogę kij na ramię

 

gdy wszystkie branki jak Pinokio

bo zdrady miały długie nosy

więc nie umiały ze mną moknąć

a ja nie chciałem o nic prosić

 

jakoś udało się nagrzeszyć

tyle o ile można skleić

będziemy dziećmi naszych dzieci

kiedy dorosną wbrew nadziei

 

 

zza wiedziony

Ty który w trójcy przy porannej kawie

dajesz i zabierasz i nic w zamian pragniesz

od złego nie zbawiaj

może być ciekawie

a od dobrego

cukier został na dnie

 

daj chleb powszedni

leniwym krojony

niewiernym świeżość dotykaną palcem

i rozdmuchaną w cztery świata strony

dla mnie wczorajszy

może być ze smalcem

 

nie wódź mnie Panie

wschodem gorejącym

nie patrz na ręce tak rzadko składane

o której będziesz Boże Wszechmogący

teraz czy w godzinę śmierci mojej

amen

 

 

jak dziadek rąbał życie

mój dziadek Władek był poetą

w życiu dwa razy wydawanym

słoninę smażył ledwo ledwo

taka pamiątka po Rosjanach

 

a kwiaty kwitły na platanach

 

często mi mawiał zwykła rzecz

jak pospolita to sprzedana

jeśli chcesz pić to musisz mieć

taką pamiątkę po Rosjanach

 

a kwiaty więdły na kolanach

 

kiedy przyklękał po ziemniaki

strzelało w krzyżu niedoniesień

jak Chrystus miał nie byle jaki

taką pamiątkę dał mu wrzesień

 

a kwiatów nie ma bo już jesień

 

przyszła jak trzeba w samą porę

zaraz po szklance już nie czystej

życie jest czasem ciężko chore

a mimo to potrafi błyszczeć

 

 

fot. z archiwum autora

Grzegorz Szafoni: Mieszkam od urodzenia (od 48 lat) na moim malutkim, pięknym końcu świata: w Polanowie. Z wykształcenia matematyk, z potrzeby budowlaniec, a z namiętności czytelnik poezji, który czasem próbuje coś napisać. Uwielbiam poezję Tuwima, Baczyńskiego i Stachury, z ochotą odwiedzam Pawlikowska-Jasnorzewską i Szymborską… i to w ich poezji najczęściej szukam inspiracji. W roku

 

2015 został wydany mój tomik „pozostań…”.

 

 

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *