MENU
oklll_2

Książka pisana emocjami

Ewa

„nawet przygarnięte plemiona odchodzą” – poezja Ewy Olejarz

1 kwietnia 2016 Comments (1) Views: 883 Czytam, Myślę

Bitnik znad Wełtawy – Bohumil Hrabal i Beat Generation

Bohumil_Hrabal_1985_český_spisovatel_foto_Hana_Hamplová

Bohumil Hrabal (1985)
fot. Hana Hamplová

 

„Byłem z nimi w grupie zaocznie” – mówił o amerykańskich bitnikach Bohumil Hrabal. I choć dzieliły ich tysiące kilometrów oraz rzeczywistość, w jakiej żyli – tamci w wolnym i demokratycznym kraju, Hrabal w zniewolonej przez komunistyczny reżim Czechosłowacji – trzeba przyznać, że łączyło ich silne duchowe pokrewieństwo.

 

Rewolucja obyczajowa i artystyczna, jaką wywołało w połowie XX wieku pokolenie Beat Generation, sięgnęła daleko poza Stany Zjednoczone. Dotarła również do komunistycznej Czechosłowacji, wywierając ogromny wpływ na tutejszych artystów tworzących na przełomie lat 50. i 60. Był to czas, gdy po okresie stalinowskiego ucisku czeska kultura rozkwitła na nowo, a w literackich czasopismach zaczęto publikować poezję i prozę twórców z Zachodu.

W jednym z takich czasopism, „Světovej literaturze”, dzięki inicjatywie wybitnych tłumaczy, m.in. Jana Zábrany, już w 1959 roku opublikowany został Skowyt Allena Ginsberga. A wraz z nim fragmenty powieści W drodze Jacka Kerouaca. To wystarczyło. Hrabal, który bacznie śledził wówczas wszelkie literackie nowinki, przeczytał te utwory i zachwycił się nimi.

A zachwycił się przede wszystkim dlatego, że otworzyły mu one oczy na nowe możliwości twórcze. Jak pisze Aleksander Kaczorowski:

Hrabal, który pracowicie redagował swoje opowiadania, wciąż je przerabiał i nierzadko montował z wcześniej napisanych tekstów, odkrył sekret pisania alla prima, za jednym zamachem; zrozumiał, że wymaga ono „ogromnej akumulacji obrazów, ogromnej koncentracji, innymi słowy, trzeba wytrwać aż do tego krytycznego momentu, w którym problemy i zdania same zaczną tryskać na papier, i wtedy to już działa jak miech kowalski”.[1]

Jak mówi legenda (którą sam Kerouac chętnie rozgłaszał), W drodze powstało w ciągu trzech miesięcy, w twórczym kofeinowo-narkotycznym ciągu, na jednej długiej rolce papieru. Po latach od pierwszej lektury fragmentów tego dzieła, w rozmowie z węgierskim dziennikarzem Laszlo Szigetim, Hrabal wyznał:

Podziwiałem to, że pisał zawsze w strumieniu. W strumieniu myśli. W drodze napisał w bardzo krótkim czasie. Jak miech kowalski: wdech, wydech.[2]

Zgodnie z tym, co stwierdził Kaczorowski, w ciągu następnych kilkunastu lat po zapoznaniu się z twórczością bitników rzeczywiście Hrabal zmienia swój sposób pisania. Podczas gdy jeszcze opowiadania z tomu Sprzedam dom, w którym już nie chcę mieszkać (wydane w roku 1966) są istnym kolażem posklejanym pieczołowicie z fragmentów spisanych wcześniej utworów, lata 70. to już etap pisania na jednym wdechu. Tak właśnie powstaje powieść Obsługiwałem angielskiego króla – w ciągu osiemnastu dni spędzonych samotnie w domku pośród lasów, w Kersku. Sam Hrabal o swojej przemianie opowiada tak:

Kiedyś nad tym pracowałem. Rozcinałem, układałem, przepisywałem. Połowę moich rzeczy, nawet „Pociągi pod specjalnym nadzorem”, przepisywałem pięć czy sześć razy. Teraz, jako starszy pan, pozwalam sobie na ten luksus, że kilka książek napisałem alla prima. Zdarzało się, że pisałem trzy warianty i wybierałem ten, który najbardziej mi się podobał, ale „Obsługiwałem angielskiego króla” napisałem alla prima, na poddaszu, nikt nie odwiedzał mnie przez osiemnaście dni, napisałem wszystko, co wiedziałem, ponieważ żyję w gospodzie, wiedziałem to od ludzi…[3]

Tę przejętą od Kerouaca metodę twórczą pisarz upodobał sobie już do końca życia. Jak zauważa Stanislav Vávra[4], większość późnych utworów Hrabala to teksty pisane automatycznie, alla prima. Tak powstały m.in. Skarby świata całego, Dobranocki dla Cassiusa, ale przede wszystkim silnie autobiograficzna, opisująca lata spędzone wraz z żoną w mieszkaniu przy ulicy Na Grobli trylogia Wesela w domu. W należącym do tego cyklu tomie Vita nuova autor porównuje pisanie do prucia starego swetra.

W jego tekstach znajdujemy zresztą i inne piękne porównania. Pisanie to u niego oświetlanie reflektorem obrazów, które są jak rzeźne bydło wypędzane z wagonu na rampie przez rzeźników lub jak piękne latawce, utrzymywane na sznurkach gdzieś w głowie. Pisanie to również bieg sztafetowy:

A ponieważ piszę spowity chmurą obrazów, których koniec już podczas pisania pierwszego obrazu jest spodziewany i nasycony obrazem następnym, więc piszę aż do wyczerpania. Moje obrazy wchodzą w maszynę w sposób, w jaki przekazuje się pałeczkę w sztafecie cztery razy sto metrów, gdy pierwszy kończy dystans, a ten drugi już od jakiejś chwili biegnie, żeby płynnie przejąć pałeczkę.[5]

Mówiąc o związkach między Hrabalem a bitnikami, nie można jednak ograniczyć się tylko do zagadnień formalnych. Łączyło ich bowiem dużo więcej niż techniki pisarskie, także w kwestiach światopoglądu, zainteresowań i stylu życia. Weźmy choćby poczynania bohaterów Czułego barbarzyńcy – czy nie przypominają trochę szaleństw Sala Paradise’a i jego przyjaciół? Oczywiście sceneria mocno się różni – w jednym przypadku mamy do czynienia ze smutną komunistyczną Pragą, w drugim pędzimy w zawrotnym tempie po drogach Ameryki – ale bohaterowie mają podobne pragnienia, trawi ich ta sama twórcza gorączka. Nie bez przyczyny Piotr Bratkowski stwierdził, że „Czuły barbarzyńca to książka Jacka Kerouaca, napisana przez Bohumila Hrabala”[6].

To łączące bitników i Hrabala przekonanie, że życie jest nieustanną drogą, naprowadza nas na kolejny punkt wspólny – głęboki podziw dla mądrości Wschodu. Hrabal nigdy nie krył swojej fascynacji taoizmem, to z niego zaczerpnął swoją ideę pisarza jako tego, który musi się znaleźć na samym dnie, by spoglądając w górę, dostrzec gwiazdy, a Lao-cy pojawia się nawet wraz z Jezusem w Zbyt głośnej samotności. Również przedstawiciele pokolenia Beat Generation szukali inspiracji w filozofii Dalekiego Wschodu i buddyzmie zen. Wpływy te są wyraźnie widoczne choćby w powieści Kerouaca Włóczędzy Dharmy czy poezji Gary’ego Snydera (który był pierwowzorem powieściowego Japhy’ego Rydera). Jak mówił Hrabal:

Było w tym coś religijnego, że życie jest w istocie fascynacją, która jednak kieruje nas co najmniej ku transcendencji, że życie jako takie jest drogą, tą siłą napędową, która sięga za horyzont, wykracza poza rzeczywistość. A to nas prowadzi do Laoziego i jego książki o Tao. Czyli o drodze.[7]

Dla mnie jednak najbardziej wyrazistym przejawem duchowego pokrewieństwa Hrabala i bitników jest ich zamiłowanie do tych szalonych, spragnionych życia, wiecznie rozgorączkowanych i wiecznie pogrążonych w euforii osobowości. Porównywali ich do aniołów lub świętych, a Kerouac pisał o nich: „szaleńcy ogarnięci szałem życia, szałem rozmowy, chęcią zbawienia, pragnący wszystkiego naraz, ci, co nigdy nie ziewają, nie plotą banałów, ale płoną, płoną, płoną, jak bajeczne race eksplodujące niczym pająki na tle gwiazd”[8]. To oni są prawdziwymi bohaterami Beat Generation, to oni zaludniają również karty utworów Bohumila Hrabala – od czułego barbarzyńcy Vladimírka poprzez całe rzesze pabiteli, zachwyconych rzeczywistością bohaterów opowiadania Bawidułki i kerskich dziwaków opisanych w Święcie przebiśniegu aż po hrabalowską muzę, stryja Pepina. Stale poszukują intensywnych przeżyć, wszędzie dookoła dostrzegają piękno, a tam, gdzie go nie dostrzegają, dopowiadają je sobie. Ponieważ, jak mawiał stryj Pepin: „Ten świat jest piękny do obłędu. Nie, żeby taki był, ale ja go takim widzę”.

Sam Hrabal miał okazję zobaczyć na żywo jedną z ikon ruchu bitników – Allena Ginsberga. Zdradził Szigetiemu, że rozmawiał z poetą podczas jego wizyty w Pradze w 1968 roku. W rzeczywistości był to raczej dialog bez słów, Hrabal bowiem zupełnie nie znał angielskiego. Ale, jak stwierdził: „My nie musieliśmy dyskutować. Psy też nie muszą się dogadywać”[9].

 

 

Autor: Anna Maślanka

Korekta: Magda Polanowska

Zdjęcie: Hana Hamplova (praca własna), Wikimedia Commons,

[CC BY-SA 3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)]

_________________________

[1] A. Kaczorowski, Hrabal. Słodka apokalipsa, wyd. Czarne, Wołowiec 2016, s. 114.

[2] L. Szigeti, B. Hrabal, Drybling Hidegkutiego, czyli rozmowy z Hrabalem,

wyd. Czuły Barbarzyńca Press, Warszawa 2011, s. 86.

[3] Tamże, s. 52.

[4] F. Frances, S. Škoda, Libenští psychici. Kádrový dotazník Stanislava Vávry, „Babylon” 2009/10, nr 8,

dodatek „Literární a výtvarná příloha”, s. 2.

[5] B. Hrabal, Protokół z sekcji własnych zwłok, przeł. J. Stachowski, w: Piękna rupieciarnia, wyd. Czarne,

Wołowiec 2016, s. 132.

[6] P. Bratkowski, Dwa kulty w jednym, „Książki” nr 4, 1997, s. 3.

[7] L. Szigeti, B. Hrabal, s. 86.

[8] J. Kerouac, W drodze, przeł. A. Kołyszko, wyd. W.A.B., Warszawa 2012, s. 11.

[9] L. Szigeti, B. Hrabal, s. 86.

 

 

Tags: , , , , ,

Komentarze do Bitnik znad Wełtawy – Bohumil Hrabal i Beat Generation

  1. dziejaszek pisze:

    Drobna uwaga: legenda mówi o trzech tygodniach, a nie miesiącach.

    Kurczę, nigdy nie myślałem o „Czułym barbarzyńcy”, chyba mojej ulubionej książce Hrabala, w kontekście bitników, choć jak teraz na to patrzę, to analogia rzeczywiście wydaje się oczywista.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *