MENU
px

Dziki ogród – opowiadanie Tadeusza Krzysztofa Knyziaka – ps....

25 października 2017 Comments (0) Views: 570 Ogólne

Bez zakończenia – poezja Agnieszki Marek

Przymiarki

 „Bóg jest Wielką Rozłąką,

więc toną w nim wszystkie

nasze małe na wieczność rozstania.”

/Anna Kamieńska/

 

Tyle razy odchodziliśmy od siebie.

Jak nitka od kłębka, pestki od owoców.

Wszystko bladło, tępiło się.

Zachody słońca stawały się zwyczajną

zapowiedzią końca dnia.

Brakowało miejsca na romantyczne myśli.

Wtedy klękałam i sama nie wiem,

czy bardziej z nadzieją, czy może jednak z rozpaczy.

 

A potem wstawał dzień i my jeszcze raz.

Nagle znów pełni po brzegi, rozjaśnieni.

Więc kiedy przyjdzie nam rozstać się ostatecznie

(ty będziesz tam, ja tutaj, a może na odwrót),

niech jedno z nas zwyczajnie stanie się światłem.

Pociesza z góry srebrnym mrugnięciem powiek.

 

 

Wszystko

A poza tym nic. Tylko krótka chwila. Jego skupiony wzrok,

gdy zobaczy pociąg u wylotu torów. I poszukiwania

czyjegoś uśmiechu za szybą. Moment koncentracji tuż przed

 

wejściem. Jakieś „Mind your head” – jak błysk, by odnaleźć

bezpieczny czas. A poza tym nic. Tylko minuty zaciskania

warg, splatania dłoni. Oczekiwanie na nieznaną stację za oknem.

 

Ten galop w myślach (bo przecież nie w sercu – nie ten rocznik)

i szybkie przełykanie śliny. A poza tym nic. Może niecierpliwe

otwieranie drzwi. Zaraz później ramion i – żeby było do pary –

 

ust. Ktoś jeszcze staromodnie odgwiżdże odjazd. Coś się spełni.

 

 

Wstęp, bez zakończenia

 

„Znowu lato przeszywa mnie na wylot (…)”

/Anna Kamieńska/

 

Zaczyna się od obserwacji zakochanych jaskółek. Stoimy wbici

w ziemię i w świt. Czuję zapach i wiem, że boisz się tych samych

myśli. Ale to tylko jaśmin, poranek i chłodne rozpoczęcie dnia.

 

A jednak roztapiam się, gdy widzę szybkie kształty na niebie.

Myślę o lekkiej wysmukłości talii (pasowałaby do twoich

rąk), o sukienkach, których ze mnie nie zdejmiesz. Później wolno

 

odwracam głowę i widzę umykanie – wzroku, co przecież chce

powrócić. Wtedy mamy w uszach ten sam dźwięk. Jaskółki nie pozwalają,

żebyśmy zapomnieli. O sobie, zbyt ciepłych wersach, świcie, który

 

do wieczora stanie się wspomnieniem. Dlatego może kiedyś podejdę

bliżej.  Po to, by złamać zagadkę, wreszcie nas odnaleźć.

 

 

Zagnieżdżanie

Jestem kobietą Mazura, ale nie żoną, co dziwnie boli,

lecz można się przyzwyczaić. W walizkach przynieśliśmy

przeszłość i teraz trzeba to wszystko wyjąć, wyłożyć na półki,

podzielić na dni, tygodnie, miesiące i być może lata (jeśli Bóg da,

 

jeśli się uśmiechnie). Póki co mamy nową szafę i jeszcze puste

wnętrze, które przetrę zwilżoną szmatką i poczuję zapach surowego

drewna. Będzie schło, a wtedy Mazur podejdzie bliżej, jak zawsze,

 

gdy pochylam się nad piecem czy praniem, i znów podniesie

moje włosy, odsłoni kark i szyję. Potem zostanie już tylko

lekko podrażniona dreszczem skóra, spijanie bliskości.

Szafa poczeka, nierozpakowane walizki dyskretnie ukryją to,

 

co dawniej. Na jeziorze za oknem zmarszczy się tafla nieplanowanych drgnień.

 

 

Przekazy

Jestem kobietą Mazura, ale nie mamy wspólnych dzieci.

Za późno na wicie gniazda, nieprzespane noce i pierwsze

kroki w pobliżu tataraku. Pogodzeni, ramię w ramię obieramy

ziemniaki, kosztujemy zupę. Nasycam się pewnością, że nic

 

nam nie przepadnie. Wieczorem zabierze mnie na spacer i nawet

nie musi mówić, że to będzie zapomniana już prawie stacja,

gasnący w oczach peron. Opowie o prostym jak trzcina ojcu,

dumnym mundurze i punktualnie odgwizdanych pociągach.

 

Wtedy zobaczę, jak bardzo są podobni i wreszcie zrozumiem,

że czasem coś się spełnia, choć długo nie możemy uwierzyć.

Chcę się z tobą zestarzeć, mała. I słowo staje się nami.

 

 

Na „tak”

Jestem kobietą Mazura i od dłuższego czasu uczę się

na pamięć ziemi, której brakuje moich wzniesień.

Horyzont nie jarzy się szczytem, ale to nie przeszkadza.

Przestaje dziwić zgoda na inną nazwę rzeki, która płynie

 

przez najbliższe nam miasto. Jestem przecież twoją kobietą,

mężczyzno znad wody i mogę wreszcie to wymówić – na głos,

na dwa głosy, tyle samo, ile wynosi liczba foteli na tarasie

 

zacienionym przez winorośl. To tam siadamy w lepkie popołudnia

sierpnia, które tężeją dojrzałością – naszą, owoców z sadu i brakiem

niespełnień. Bo wszystko nagle pasuje: twoja północ, moje południe.

 

A później jeszcze noce, szeroko otwarte okno.

Mój krzyk, który płoszy śpiące przy brzegu perkozy, kiedy mnie przenikasz.

 

 

 

Wiara jest w słońcu,

nadzieja wśród gwiazd,

 miłość w nas.

/S.Czernik, Odgłosy pogańskie/

 

Odwiecznie

Nie patrz we mnie zbyt mocno.

Oślepi cię blask, a później dotknie ciemność.

Raczej nie warto, chyba że poczekasz

do zmroku.

 

Tak. Wolę srebro od złota i lekkie migotanie

na czarnym tle. Dlatego takie kolczyki

i włosy niezmiennie w kolorze nocy.

 

Najcieplej jest – wbrew pozorom – nad ranem.

Gdy ręce odnajdują się bezwiednie

i przylegamy do siebie.

 

Od prawieków – idealnie dopasowani.

 

 

 

Czekamy – wkrótce przyjdzie godzina odjazdu

Wpłyniemy na rzekę gwiazd.

Zapomnimy o ptakach obezskrzydlonych,

a o  nas zapomni wina.

/S.Czernik, Sielanka/

 

 

Napisy końcowe

To jest ostatni wiersz o tobie, zanim zniknę,

tak jak ty się zjawiłeś zimowym wieczorem –

zupełnie nieproszony, a więc niemożliwy,

aby uwierzyć w ciebie i w to, że istniałeś.

 

To są ostatnie chwile, kiedy jeszcze myślę,

że drogi w jedną stronę nie sposób polubić,

bo jednak bardziej boli niż dotyka śmiechem,

więc wystarczy już wszystkich niechcianych okruchów.

 

To jest ostatnie moje spojrzenie na peron –

tam, gdzie czekałeś bardziej niepewny niż czuły.

Od dzisiaj na tej stacji muszę zamknąć oczy

i odjechać bez myśli, że bliżej niż dalej.

 

To są ostatnie wersy, które chcę położyć

przy tobie – by dotknęły, skoro ja nie mogę.

Zostaniesz w ciepłych głoskach, w wypukłości liter,

na dzisiaj i na zawsze, które się nie stanie.

 

 

fot. z archiwum autora

fot. z archiwum autora

Agnieszka Marek: bielszczanka, urodzona w 1977 r.  Ukończyła filologię polską na Uniwersytecie Śląskim i podyplomowo bibliotekoznawstwo. Pracuje jako nauczycielka języka polskiego. Laureatka kilkudziesięciu ogólnopolskich konkursów poetyckich, m.in. J. Różewicza (nagroda główna – 2013 r.), Struny Orfickiej (I nagroda – 2014 r.), M. Czychowskiego (nagroda główna – 2014 r.), J. Kulki, R. Wojaczka, M. Hłaski, M. Kajki i wielu innych.

Publikacje: czasopisma literackie „Migotania”,  „Bliza”, „Tygiel”; „Topos”, „Szafa”, „Helikopter OPT”, portale poetyckie: Pisarze.pl, Salon Literacki, Latarnia Morska;  tomiki i almanachy pokonkursowe.

Debiutancka książka poetycka „Wypuść mnie, wypuść” ukazała się w 2013 r. Była to główna nagroda w konkursie im. J. Różewicza w Radomsku.

W roku 2016 wydała tomik „(Po)równania z wieloma niewiadomymi”.

 

 

 

 

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *