MENU
px

Baba Jara – opowiadanie Piotra Kuśmierka

fot. z archiwum autora

Wiersze, które wiedzą lepiej – poezja Szymona Florczyka

5 kwietnia 2017 Comments (0) Views: 585 Czytam, Poezja

Anioły czasem płaczą – poezja Doroty Czerwińskiej

bo jaźń

anioły czasem płaczą

głosząc na chwałę pana

w niebiosach pieśni

 

z dreszczem

 

anioły słono płacą

rozwodząc ze zmysłami

niepokalane dusze

przyziemnie szumią

 

deszczem

 

 

dywagacje po spożyciu mistrza w płynie

pod wpływem natężonej wizualizacji marzeń

oddam  się bez reszty

i możliwości zwrotu

 

przeczuwam namiętność szczególnie po opróżnieniu butelki

w której upłynniono pragnienie obcowania z tobą

 

uniesieni nurtem Utraty

zagramy etiudę

na dwa ciała

 

 

Karawana i psy

Na pogrzebie u Władzia zebrały się tłumy,

ostro świeciło słońce, każdy był czerwony

na gębie i z emocji, wszak to dzień zadumy.

 

Towarzysze kariery jeszcze za komuny,

trzej synowie, ich dzieci i kolejne żony

– na pogrzebie u Władzia zebrały się tłumy.

 

Chodziły podłe plotki, pomówienia, szumy,

że przed śmiercią dał Zośce (przecież był wkurwiony)

po gębie i emocjach, niech ma dzień zadumy.

 

Ksiądz dość długo przemawiał, słuchały go kumy,

trochę splątał życiorys, od lat zaprawiony.

Na pogrzebie u Władzia modliły się tłumy.

 

Potem poszli na stypę wydać część fortuny,

każdy wlewał w ilościach do dziś niespłaconych

w gębę oraz z emocji, wszak to dzień zadumy.

 

Stygnie surowy ojciec! Zaraz pękną z dumy,

lecz wcześniej upamiętnią ten żywot skończony.

Po pogrzebie u Władzia pobiły się tłumy

w gęby i po emocjach, minął dzień zadumy.

 

 

Mroczny monolog do poety w domu publicznym

Pan musi być poetą, proszę pana.

Grzywa u pana rozczochrana,

spojrzenie jakieś takie dzikie.

 

Pan musi być lirykiem.

 

Pan cierpi za miliony, proszę pana,

w tym nie zachodzi u poetów zmiana,

od wieków  literaci

lubią czas cenny tracić.

 

A ja tancerką jestem w lichej budzie,

mijają miejsce to poważni ludzie,

co myślą o metafizyce.

Tu meta jest w praktyce.

 

I niech pan nie pitoli, proszę pana,

że pan przypadkiem do tej brudnej nory trafił,

że nie na nogi, lecz w podłogę pan się gapił,

że nie interesują pana ulicznice.

 

Przyszedłeś, czyń powinność,  jak ten naród,

odrzuć bibułkę, to nie zmieni bułki smaku,

zjedz ciastko i go nie miej, drogi brachu,

poeta to nie misja, tylko zawód.

 

 

Nalot

Do  Apelu Poległych

nigdy nie stawaj,  Zośko,

trwaj pod szarym kamieniem.

 

Rozważania o sensie

wpuszczenia stolicy w kanał

zagłuszę  „Snem o Warszawie”.

 

Mam tak samo jak ty,

miasto moje,  a w nim…

 

nie usłyszysz nalotów.

 

 

zwapnienie

przywiązany

do kawałka drewna

leży

 

wystarczy szarpnąć

odszczekać

pobiec

 

a on wysysa szpik

ze zbutwiałych kości

 

wgryza się

w stracony czas

 

biedaczek

 

 

Rezerwat

Uwielbiam dzikość  sino–rudej Pragi,

którą pozornie zasłania mrówkowiec

jak tani gorset pryszczaty biust kurwy.

 

Na Dworcu Wschodnim nie zatykam nosa,

bo tylko tutaj mocz pachnie landrynką,

gustujesz w Chanel,  masz wybór

– pa, Ryża.

 

Gorące pyzy prosto z Różyckiego

krążą wśród sukien bogatych w cekiny.

Każda chce wyrwać prawdziwego grzybka,

a on schowany w zalewie słoików.

 

 

si vis pacem

zbuduję pokój

z widokiem

na wojnę

przez dźwiękoszczelne szyby

 

będziesz miał muszkę

niewyszczerbioną

biały jak kość

garnitur

 

czy mury puszczą

bluszcze?

 

fot. z archiwum autora

fot. z archiwum autora

Dorota Czerwińska: Mieszkam i pracuję w Warszawie, z zawodu i zamiłowania jestem pedagogiem.

Pierwsze próby pisania wierszy podjęłam na początku szkoły podstawowej, jednak w tamtych czasach trudno było o poznanie ludzi, którzy mają podobną pasję. Chyba nie trafiłam na swojego mentora, a bieg zdarzeń skierował mnie ku rzeczom bardziej prozaicznym.

W dobie Internetu udało mi się nawiązać kontakt z ludźmi tworzącymi sztukę zarówno tę przez małe, jak i wielkie „Sz”. Zaczęłam komentować i poczułam chęć tworzenia własnych tekstów. Bardziej świadomie, z pewną znajomością warsztatu.  Robię to hobbystycznie, dlatego chętnie próbuję nowych dla siebie form. Nie czuję napięcia, kiedy „wena” odchodzi. Zawsze wraca.  Jeśli się zgubi, tragedii nie będzie.

 

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *