MENU
px

Stechnicyzowany świat

fot. Jerzy Woźniak

Mazurski ślad generała „Bora”.

29 lipca 2016 Comments (0) Views: 897 Myślę

Ależ wdepnęliśmy, czyli chemia wokół nas

Chemicals_in_flasks

By Joe Sullivan (Flickr) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], via Wikimedia Commons

Nie jestem chemikiem. Nawet niespecjalnie za chemią przepadam. Szukając jednak tematu do kolejnego tekstu, spacerowałem po swoim rozległym lokum (jestem mężczyzną, stąd rozmiar stanowi u mnie pojęcie względne, z gruntu skażone optymizmem) i nagle mnie oświeciło. Otaczał mnie sztuczny świat. Świat tworzyw, substancji zawdzięczających istnienie ludzkiej inwencji, uporowi, często przypadkowi. Przyszło mi żyć w świecie wręcz groteskowym. Korzystamy z przedmiotów, których nie rozumiemy, nasza wiedza o świecie jest przeważnie coraz uboższa, fragmentaryczna i płytka. Otrzymując informacje w postaci gotowej papki, odzwyczajamy się od krytycyzmu, dociekliwości, stawiania pytań i szukania odpowiedzi. Człek tankuje na stacji, nie wiedząc, co to oktan, do czego służy katalizator i po cóż do paliwa dodaje się ołów. Wreszcie po cholerę czytać opakowania od żarcia, jeśli statystyczny Ziemianin nie wie, co to kaloria, oraz myli jula z żulem[1]. Dlatego przytoczę kilka refleksji, które naszły mnie podczas metafizycznej wręcz wędrówki po wszystkich trzech pomieszczeniach mej prywatnej twierdzy.

Dawniej kształtowaliśmy nasze otoczenie, wykorzystując surowce naturalne, głównie drewno, kamień. Potem rozpowszechniła się ciecz o bardzo dużej lepkości, tak dużej, że nigdy nie krystalizuje – ta ciecz to szkło. Obecnie trudno jednak wskazać materiały w postaci pierwotnej, wyparły je produkty nowoczesnej chemii. Okazała się tańsza, wszechstronna, zaborcza. Niegdyś materiały składały się z włókien roślinnych (bawełna, len, konopie oraz mniej znane juta, sizal, manila) lub zwierzęcych (wełna, jedwab), teraz sam nie rozumiem składu własnej koszuli! Moje ciuchy, dywany, zasłonki, kąpielówki, koce, zasłony; obijam się wśród włókien poliamidowych (nylon), poliakrylonitrylowych (elana), polichlorowinylowych, polipropylenowych oraz poliuretanowych (lycra i inne). Nie chcę wzbudzić nowej fobii, po prostu poczułem się lekko nieswojo. Nie jestem przeciwnikiem chemii, zresztą cywilizacja dotarła do takiego punktu, że nierealny jest jej bojkot – dzięki chemii istniejemy. Zmienia nasze życie – w XX w. dobitnie świadczą o tym chociażby skutki wprowadzenia pigułki antykoncepcyjnej (tzw. rewolucja seksualna) czy tzw. plastików. Budownictwo, transport, najnowsze technologie, medycyna, produkcja i przechowywanie żywności – wszędzie stosujemy wiedzę z zakresu chemii. Skala tej ingerencji oraz jej tempo są jednak tak imponujące, że warto zastanowić się nad skutkami długofalowymi. W tym negatywnymi. Mimo naszej gatunkowej próżności, arogancji wciąż zasiedlamy jedną planetę. Licząc od Słońca – trzecią.

Wpierw małe wprowadzenie. Za praojca alchemii, nauki mającej na celu badanie istoty ciał, można uznać greckiego filozofa Bolosa z Mendes, żyjącego w II wieku p.n.e. (bardziej znanego pod imieniem Demokryt lub Bolos-Demokryt, Pseudo-Demokryt). Poświęcił się badaniu zagadnienia przemiany, czyli transmutacji jednych metali w inne, przede wszystkim interesowała go przemiana ołowiu w złoto. Poszukiwania metod transmutacji ołowiu w złoto zakończył jednak dopiero Antoine Lavoisier, chemik francuski z XVIII w., który metodami naukowymi obalił teorię o możliwości przemiany jednych metali w inne. Właśnie wtedy narodziła się prawdziwa chemia. Mimo to jeszcze bardzo długo występowała wiara w sztuczne byty wywodzące się z alchemii, takie jak flogiston i siła witalna[2]. Samo pochodzenie słowa „alchemia” nie jest do końca wyjaśnione, jednak źródłosłowem terminów „alchemia” i „chemia” jest słowo khemeia. Khemeia, oznaczająca sztukę egipską, wywodzi się od słowa Kham, będącego określeniem Egiptu (według wersji króla Jakuba użyte jest ono w Biblii w imieniu „Cham”). Zgodnie z inną teorią khemeia pochodzi od greckiego khumos, czyli sok roślinny, i oznacza sztukę pozyskiwania płynów. Terminy „alchemia” i „chemia” wywodzi się też od greckiego chymea – metalurgia. Nieco to zawiłe, ale pozwala zrozumieć, że wiedza alchemiczna (chemiczna) towarzyszy człowiekowi od zarania cywilizacji rolniczej. Alchemia eksperymentalna rozwinęła się przede wszystkim w Europie, chociaż wiadomo, że np. Chińczycy potrafili otrzymywać szereg związków i pierwiastków chemicznych, takich jak: siarczek arsenu (II), ałun, cynober, złoto, ołów, srebro, cynk, miedź, żelazo. Największym ciosem dla alchemii było zburzenie Biblioteki Aleksandryjskiej w wyniku przewrotu chrześcijańskiego (IV w. n.e.), khemeia została wyklęta jako wyraz starej egipskiej religii. Część ksiąg została uratowana przez nestorian – jedną z sekt, na które rozpadł się młody wówczas chrystianizm. Prześladowani nestorianie wyemigrowali głównie do Persji, gdzie khemeia, po podbiciu tego kraju przez Arabów, znalazła znów warunki do rozwoju. Od Arabów otrzymała nową nazwę – al-kimija. Określenie to zadomowiło się w językach europejskich i odtąd zaczęto chemików nazywać alchemikami. Później ściągnęliśmy część zapomnianej wiedzy od muzułmanów, Europa wkroczyła w renesans i dalej poszło już z górki.

W atmosferze i litosferze w stanie naturalnym występuje 88 pierwiastków[3], lecz tylko 26 uważa się za stałe, niezbędne składniki protoplazmy, czyli materii żywej. Ziemska skorupa (do głębokości około 15 km) utworzona jest w 99,5% z 12 pierwiastków, chociaż jedynie pięć z nich – tlen, krzem, glin, żelazo, wapń – składa się na 91% ziemskiej materii. Uwzględniając atmosferę i hydrosferę, do najczęściej występujących pierwiastków należałoby doliczyć wodór (11% składu wody) oraz azot (78% składu powietrza). Człowiek potrafi tworzyć pierwiastki niewystępujące w naturze, układ okresowy jest regularnie uzupełniany. Tworzenie pierwiastków jest możliwe m.in. dzięki urządzeniu zwanemu cyklotronem. Do 1979 r. grupa badaczy, która pierwsza otrzymała nowy pierwiastek, miała przywilej nadania mu nazwy. Wszystko zmieniło się z chwilą wybuchu sporu między uczonymi amerykańskimi a rosyjskimi o nazwanie pierwiastka o liczbie atomowej 104. Amerykanie chcieli go nazwać rutherfordium – Rf (na cześć Ernesta Rutherforda), Rosjanie natomiast – kurczatowium – Ku (ku pamięci Igora Kurczatowa). Ostatecznie Międzynarodowa Unia Chemii Czystej i Stosowanej (IUPAC) zadecydowała, że nowy pierwiastek nazywać się będzie unnilquadium (z łac.: un – 1, nil – 0, quad – 4). W 1994 r. IUPAC poleciła nazwanie pierwiastka 104 oraz inne pozbawione nazw nazwiskami uczonych lub nazwami miejscowości, w których dokonano ich odkrycia. Ostatecznie pierwiastek 104 to dubnium (Db), na cześć Dubna, gdzie został otrzymany przez Rosjan. Rutherford użyczył zaś nazwiska pierwiastkowi 106… Obecnie na końcu układu okresowego, w miejscu najcięższych pierwiastków, zostaną dopisane nowe pierwiastki o rosnących liczbach atomowych. Pierwiastek 114 (Ununquadium – Uuq) otrzymano w 1999 r., pierwiastek 115 (Ununpentium – Uup) w 2003 r., pierwiastek 116 (Ununhexium – Uuh) prawdopodobnie otrzymano w 2000 r., a pierwiastek 118 (Ununoctium – Uuo) przypuszczalnie w 2002 r. Pierwiastek 117 (Ununseptium – Uus) został po raz pierwszy zsyntetyzowany w drugiej połowie 2009 r. w laboratorium w Dubnej w Rosji[4]. À propos przytoczonych nazw, uważam, że są fonetycznie upierdliwe i wyprute z jakiegokolwiek wdzięku…

Dodam, że istnieje sześć stanów skupienia (chociaż powszechnie znamy jeno trzy): ciało stałe, ciecz, gaz, plazma (zjonizowany gaz) oraz:

– nr 5 – tzw. kondensat Bosego-Einsteina, otrzymany w 1995 r. (Einstein przewidział jego istnienie w 1924 r.);

– nr 6 – kondensat fermionów (otrzymany w 2004 r. na Uniwersytecie Kolorado). Schłodzono atomy potasu do miliardowych części stopnia powyżej zera absolutnego; w takich warunkach poruszają się one coraz wolniej, tracą prawie całą energię i zachowują się podobnie jak elektrony w nadprzewodniku[5].

A teraz nieco obiecanych refleksji. Każdego dnia mogę zetknąć się z imponującym zbiorem co najmniej 75 tys. substancji chemicznych. Nie sposób przewidzieć wszystkich interakcji między nimi, wpływu na środowisko, na nas. Mimo podziwu godnej zdolności organizmu człowieka do rozkładu lub bioakumulacji toksyn świat, który sobie stworzyliśmy, niestety również szkodzi, acz w różnym stopniu. Farby, lakiery, kleje zawierają takie substancje jak benzen, dwuchloroetan, toluen. Mogą one spowodować zaburzenia układu nerwowego, uszkodzenia wątroby i nerek, mają działanie rakotwórcze. W plastikowych naczyniach i opakowaniach są ftalany, powodujące m.in. u mężczyzn deformację narządów płciowych, u kobiet tzw. zespół policystycznych jajników. Polihalogenowe węglowodory aromatyczne (uniepalniacze) z firanek i zasłon mogą powodować spadek płodności, zaburzenia działania tarczycy. Płyty paździerzowe, pianki, meble są bogate w formaldehydy, mogą wywołać stany zapalne dróg oddechowych, podrażnienia błon śluzowych. Otaczająca nas chemia jest tak złożona i nieprzewidywalna, że nawet przeciętny chemik, dysponując odpowiednim sprzętem, laboratorium, jest w stanie wyprodukować śmiertelnie niebezpieczne substancje. W 2001 r. James M. Tour, współtwórca najmniejszych na świecie przełączników elektronicznych, doszedł do wniosku, że nic nie stanęłoby na przeszkodzie tym, którzy chcieliby kupić składniki do produkcji broni chemicznej. W artykule opublikowanym w „Chemical & Engineering News” postulował, aby wprowadzić ograniczenia w nabywaniu podstawowych składników do produkcji broni chemicznej. Stwierdził, że „są zbyt łatwo dostępne oraz że nie ma kontroli i nie prowadzi się bilansu zużycia” tych substancji. Postępując zgodnie z jedną z dobrze znanych receptur na wytwarzanie sarinu – mieszając metylofosfonian dimetylu, trichlorek fosforu, fluorek sodu i alkohol we właściwych proporcjach i kolejności – mógł wytworzyć 280 g tej substancji lub porównywalną ilość somanu czy też GF (ilość ta odpowiada ponad 100 łyżeczkom). Wszystko to za 130,2 USD plus koszty przesyłki i doręczenia. Nadmienię, że podczas ataku na tokijskie metro w kwietniu 1995 r. członkowie sekty Aum użyli około 5 kg sarinu, na szczęście nie posłużyli się rozpylaczem[6]. Postęp chemiczny widoczny jest w medycynie oraz na rynku środków dopingujących czy narkotyków. W 2001 r. w Polsce zmarło przypuszczalnie 10 osób po zażyciu pigułki kupionej jako ecstasy pod nazwą UFO. Okazało się jednak, że skonfiskowane tabletki nie zawierają MDMA, czyli ecstasy, lecz PMA (pochodna amfetaminy, tzw. parametoksyamfetamina) oraz małe ilości innych substancji stymulujących. Nieoficjalnie twierdziło się, że nowy środek był prawdopodobnie mieszanką pięciu substancji: trzech pochodnych amfetaminy, LSD oraz pewnego leku. Miał działać silnie pobudzająco, uwalniać od bólu i zmęczenia, wywoływać niezapomniane przeżycia i wizje, a okazał się śmiercionośnym bublem. W farmakologii nie obowiązują bowiem zasady matematyczne. Na mój mały rozumek – UFO stanowiło metodę rosyjskiej mafii na pozbycie się części zgromadzonych chemikaliów, na które spadał popyt lub stały się zbędne w wyniku zmian technologii wytwarzania narkotyków.

Zaglądam do kuchni.         Mam tu m.in. najbardziej śliskie ze znanych tworzyw – teflon (in. PTFE). Jest tak śliski, że teflonowe walce obrotowe są samosmarujące. W 1938 r. Roy Plunkett odkrył go przypadkiem, prowadząc badania nad substancjami chłodzącymi do lodówek. Teflon wykazuje cudowną obojętność chemiczną, reaguje jedynie z ciekłym sodem, ciekłym wapniem oraz bardzo gorącym fluorem. Stąd też wykorzystuje się go nawet do rekonstrukcji kości twarzy. Nie przewodzi prądu, zachowuje plastyczność w przedziale temperatur od -270°C do +260°C. Fajny jest. A tak szybko spowszedniał…

Ludzie, zwłaszcza po nagłośnieniu przez media wyników bulwersujących niekiedy kontroli artykułów spożywczych, boją się chemii, przede wszystkim tajemniczych substancji „E”. Tymczasem nie istnieje żywność całkowicie wolna od chemii! Pojawia się ona w glebie (z deszczem, pestycydami), przenika do łańcuchów pokarmowych, jest w opakowaniach (tu pytania: dlaczego mleko z kartonowego pudełka nie wycieka? Czemu margaryna nie istniała przed rokiem 1869?). Rezygnując z chemii, skazujemy się na śmierć głodową. Każdego dnia statystyczny człowiek pochłania wraz z pokarmem około 1500 mg naturalnych związków i ledwie 0,09 mg syntetycznych (2007 r.). I trudno. A owo „E” oznacza po prostu chemiczne dodatki do żywności (konserwanty, barwniki, pigmenty, antyutleniacze, stabilizatory, zagęszczacze), uznane przez wyspecjalizowane instytucje Unii Europejskiej za bezpieczne i dozwolone do użycia (nazwa pochodzi od kontynentu – Europa). Dostępna m.in. w internecie lista E nie obejmuje tzw. dodatków smakowo-zapachowych identycznych z naturalnymi, których zgodnie z prawem UE nie trzeba dokładnie specyfikować, pod warunkiem że ich stężenie nie przekracza procenta masy tych produktów. Zdaniem Centrali Konsumenckiej w Hamburgu (2001 r.) nie można wykluczyć zupełnie istnienia potencjalnego zagrożenia wynikającego z obecności chemii w pokarmie. Do tej pory nie jest znane wzajemne oddziaływanie różnych substancji na siebie ani oddziaływanie na nie toksyn ze środowiska, środków ochrony roślin i lekarstw. Ogółem w Europie dopuszczonych zostało 296 substancji dodatkowych. Naukowcy podzielili je na kilka grup: uchodzące za zupełnie nieszkodliwe, co do której nie ma sygnałów mówiących, że substancja jest szkodliwa dla zdrowia, oraz takie, co do których nie ma dokładnych badań, a także których nie powinniśmy często lub w ogóle spożywać. Ostatecznie za nieszkodliwe uznano 142 substancje (około 48% ogółu). Reasumując – trzeba wiedzieć, że zyskiem piekarza jest sprzedać klientowi jak najwięcej powietrza w pieczywie, a producent wędlin magicznym wręcz sposobem upycha w mięsie wodę.

Boimy się wody, żywności, a powszechnie akceptujemy papierosy. Tymczasem papieros stanowi chemiczny majstersztyk.

„Gdyby dawkę nikotyny zawartą w jednym papierosie podać dożylnie, mogłaby zabić dorosłego człowieka. (…) małe dziecko może się śmiertelnie zatruć, zjadając jednego papierosa!”[7]

Przy produkcji papierosów dodaje się do tytoniu glicerynę (przedłuża jego świeżość), aromaty, substancje konserwujące, często o nieznanym, utajnionym przez producentów składzie chemicznym. Na logikę papieros powinien spłonąć w ustach, wszak to suche zielsko. Tymczasem tli się dzięki specjalnym solom, zaś cukier i lukrecja poprawiają smak. Tak „spreparowany” chemicznie papieros dostarcza palaczowi prócz nikotyny także prawie 4000 związków toksycznych, w tym ponad 40, których działanie rakotwórcze udowodniono ponad wszelką wątpliwość! Ten syf jest dynamiczny, w wysokiej temperaturze, przy zmiennej wilgotności i koncentracji wciąż reaguje, reaguje… Właściwie nie mamy pojęcia, jakie niespodzianki wprowadzamy do ciał.

Amerykańska FDA (Food and Drug Administration) utrzymuje od 1995 r., że producenci papierosów powszechnie dodają do tytoniu amoniak lub związki uwalniające go w procesie rozkładu. Oficjalnie celem tego „wzbogacenia” jest zmniejszenie zawartości nikotyny w dymie, tymczasem jest ona po prostu efektywniej przyswajana przez organizm (amoniak poprzez zmianę pH uaktywnia biologicznie nikotynę)[8].

Oto niektóre z substancji obecnych w dymie tytoniowym:

  • aceton – rozpuszczalnik, składnik farb i lakierów;
  • naftyloamina – składnik barwników, stosowany w drukarstwie;
  • metanol – trucizna, składnik benzyn silnikowych;
  • piren – stosowany w syntezie organicznej;
  • naftalen – środek owadobójczy;
  • kadm – silnie trujący metal;
  • tlenek węgla – składnik spalin, tzw. czad;
  • benzopiren – używany w przemyśle chemicznym;
  • chlorek winylu – w przemyśle tworzyw sztucznych;
  • cyjanowodór – tzw. kwas pruski, stosowany m.in. w komorach gazowych podczas II wojny światowej;
  • toluidyna – ma zastosowanie w syntezie chemicznej;
  • amoniak – stosowany w chłodnictwie, składnik nawozów mineralnych;
  • uretan etylu / karbaminian etylu – tzw. uretan; łagodny środek hipnotyzujący i słaby diuretyk; razem z chlorowodorkiem chininy używany jako środek w leczeniu żylaków, w stanie stopionym stosowany jako rozpuszczalnik substancji organicznych;
  • toluen – rozpuszczalnik;
  • arsen – trucizna, składnik chemicznych środków bojowych;
  • dibenzoakrydyna – stosowana w produkcji barwników;
  • fenol – kwas karbolowy, składnik środków żrących;
  • butan – gaz pędny, stosowany do wyrobu benzyny syntetycznej;
  • polon-210 – pierwiastek promieniotwórczy, wysoko radiotoksyczny;
  • DDT – insektycyd polichlorowy, silna trucizna insektobójcza.

Nic dziwnego, że już w latach 50. XX w. agencja nikotynowa BAT próbowała opracować bezpieczny papieros; okazało się jednak, że usunięcie zeń wszystkich substancji uznanych za szkodliwe jest niemożliwe. Już w latach 70. minionego stulecia istniała technologia usuwania nikotyny z tytoniu, pozwalająca na produkcję beznikotynowych papierosów. Dlaczego taki produkt nie powstał? Bo nie uzależnia, a jakiż to wtedy biznes?…

Z kolei już w roku 1993 wykazano, że – w odróżnieniu od ogólnie uznanego poglądu – alkohol nie niszczy neuronów w mózgu. Nim wzniesiemy triumfalny i pełen ulgi toast, dodam, że alkohol je po prostu rozłącza. Nici z myślenia. Swoją drogą ilu „koneserów” win, piw, wódek potrafi powiedzieć coś sensownego o substancji ETOH?

Mitów związanych poniekąd z chemią przybywa, wykazują się one niezwykłą żywotnością. Posłużę się przykładem kosmetyków. Klienci wierzą, że kremy się wchłaniają. Guzik. Po prostu pod wpływem ciepłoty ciała z kremu paruje woda, a na skórze pozostaje cieniutka, wręcz niewyczuwalna warstewka kremu. Wiele osób, m.in. młode matki, uważa również, że tłuste, „ciężkie” kremy lepiej chronią. Tymczasem właściwości kremu w ogóle nie zależą od jego konsystencji.

Wyglądam przez okno – mury ocieplone styropianem. Ile o nim wiecie? To komórkowe, sztywne tworzywo sztuczne, określane również jako twarda pianka polistyrenowa. Wynaleziony w 1951 r. (Niemcy) początkowo funkcjonował jako styropor. Surowcem wyjściowym jest polistyren spienialny, niskoudarowy, otrzymywany przez polimeryzację perełkową styrenu (winylobenzenu) występującego w smole i innych produktach rozkładu substancji organicznych. W toku produkcji, podczas tzw. spieniania, następuje 20–80-krotne (w zależności od przeznaczenia) powiększenie objętości polistyrenu. W efekcie procesów produkcyjnych (temperatura + ciśnienie, bez użycia toksycznych klejów) granulki polistyrenu sklejają się ze sobą, tworząc twardą, bardzo lekką strukturę komórkową. Materiał ten zawiera powietrze w zamkniętych komórkach stanowiących do 98% objętości. W czasie blisko dwumiesięcznego sezonowania występujące w styropianie resztki pentanu są zastępowane przez powietrze.

            Ja mam rower, lecz każdy, nim zasiądzie za kierownicą swojego samojezda, niech ma świadomość, że jego pojazd to: metale żelazne (ok. 68% zastosowanych materiałów), materiały i kompozyty polimerowe – 12%, metale nieżelazne (aluminium, cynk, miedź, magnez) – 9%, guma – 4%, szkło – 3% i inne materiały (np. tekstylia). Obecnie w produkowanych samochodach stosowanych jest ponad 700 części wykonanych z tworzyw sztucznych, średni ich udział masowy wynosi blisko 10%. W przemyśle motoryzacyjnym zużywa się około 7% całkowitej produkcji tworzyw sztucznych. Pośród wykorzystywanych w samochodzie tworzyw dominują poliuretany (15%), polichlorek winylu, polipropylen i akrylonitryl/butadien/styren (każdy po 12%), pozostałe to poliamid, polietyleny, poliwęglan i inne. Tworzywa sztuczne stosowane w pojazdach samochodowych można podzielić na trzy grupy:

termoplasty (plastomery) – tworzywa, które po podgrzaniu stają się miękkie i dają się łatwo formować, natomiast po ochłodzeniu twardnieją, przyjmując nową formę;

duroplasty (tworzywa termo- lub chemoutwardzalne) – nie topią się i nie rozpuszczają w wysokich temperaturach; są to tworzywa twarde, ale jednocześnie kruche i łamliwe przy uderzeniu; najbardziej znanym duroplastem jest bakelit;

elastomery – o właściwościach podobnych do kauczuku (mają gumową elastyczność, również w podwyższonych temperaturach); stosowane głównie do produkcji: uszczelek, nakładek zderzaków czy spoilerów[9].

Patrzę na wczorajsze zakupy. Sieci supermarketów zmieniają image, wprowadzając torebki biodegradowalne (szkoda tylko, że płacę za to, że jestem kulturalny…). W coraz większym stopniu dostępne są ekologiczne odmiany tworzyw sztucznych. Mimo luk merytorycznych i słownikowych większość ludzi intuicyjnie zakłada, że taka torebka po użyciu prędzej czy później po prostu zniknie… Odnośnie do tej konkretnej torebki: dowiedziałem się, że powstała z miłości do środowiska i jest w 100% biodegradowalna, gdyż wykonano ją z surowców odnawialnych – skrobi. Tworzywo rozkłada się na wodę, dwutlenek węgla oraz resztki organiczne, czyli kompost. Wszystko cacy, tylko proszę nie wyrzucać takich toreb latem czy nad morzem; gdy jest sucho lub torebka unosi się w słonej wodzie, z kompostowania nic nie wychodzi… W dodatku zazwyczaj ludzi robi się w przysłowiowego balona metodą niedomówień. Otóż większość materiałów biodegradowalnych to mieszanka sztucznych polimerów z celulozą (błonnikiem). Celuloza się rozłoży, jednak mrowie niemal niewidocznych skrawków czystego plastiku trafi do przyrody. W Polsce tworzywa syntetyczne stanowią 3 do 10% całkowitej masy odpadów i aż 30% ich objętości, a ich ilość wzrasta co roku o około 3%. W związku z tym szybko rośnie powierzchnia wysypisk zorganizowanych. W ciągu dekady powiększyła się dwukrotnie i zajmuje około 5000 ha. Dane nie obejmują wysypisk dzikich: opakowania z tworzyw zaśmiecają lasy, potoki, pobocza dróg, trasy turystyczne, plaże. Ich utylizacja staje się palącym problemem[10].

Zobaczcie. Poruszyłem ledwie kilka zagadnień, a ile wyszło tekstu… Nie byłem jeszcze w przepełnionym chemią WC, nie zajrzałem do garderoby i dużego pokoju. Nie poruszyłem tematu efektu cieplarnianego, dziury ozonowej, kwaśnych deszczy. Proszę mi wierzyć, wbrew pozorom nie są to kwestie oczywiste. Kończę. Muszę zwilżyć gardło zdrową mineralną z plastikowej butelki, umyć ząbki pastą z jakimiś granulkami, szczoteczką, co zmienia kolor, i wychodzę.

 

Warto przeczytać:

 

Autor: Krzysztof Pochwicki

Więcej o autorze można przeczytać tutaj: http://nowemysli.pl/zmalowalem-tekst-potencjalnie-drazniacy/

Korekta: Dorota Bury

 

 

—————————————————-

[1] Przelicznik: 1 kilokaloria [kcal] = 1000 [cal]; 1 kilojul [kJ] = 1000 [J]; 1 [kcal] = 4,184 [kJ].

[2] Pierwszy poważny cios khemeia zadał cesarz Dioklecjan (243–313 r. n.e.), który z obawy przed zachwianiem gospodarki Cesarstwa Rzymskiego przez dopływ taniego złota rozkazał zniszczyć wszystko, co do tej pory zapisano o transmutacji metali. Znamienne, że w chemii przemiana metali nieszlachetnych w złoto jest obecnie możliwa dzięki reakcjom jądrowym, np. bombardowaniu tarczy wykonanej z amalgamatu rtęci neutronami. W roku 1980 Glenn Seaborg dokonał transmutacji bizmutu w złoto za pomocą przemian jądrowych. I tak oto nauka Mugoli zyskała wymiar magiczny!

[3] Inne źródła podają, że w geosferze jest ich 92.

[4] Bardzo dobrze opracowany układ okresowy znajduje się pod adresem: http://www.ukladokresowy.pl/.

[5] „Focus” kwiecień 2004, s. 27.

[6] Mimo to śmierć poniosło wówczas 12 osób, a blisko 6000 pozostaje chorych do dziś.

[7] „Focus” listopad 2003, s. 16. „Rytmy Zdrowia” nr 8(18), październik 2003, s. 8.

[8] Istotne jest też, że nikotyna z fazy kropelkowej zamienia się w gazową, lepiej wchłanianą przez organizm.

[9] Ważna jest umiejętność rozpoznawanie tworzyw sztucznych. Jeżeli np. wrzucimy kawałek tworzywa sztucznego do naczynia z wodą, to:

– tworzywo termoplastyczne półsztywne lub elastomer będzie pływało po powierzchni,

– tworzywo termoplastyczne twarde lub duroplastyczne opadnie na dno.

Inna metoda rozpoznawania rodzaju tworzywa to szlifowanie powierzchni:

– tworzywo termoplastyczne topi się,

– duroplast lub elastomer będzie się palił.

[10] Warto zajrzeć (m.in. by dowiedzieć się więcej na temat biodegradacji): http://www.ekologia-info.eu/.

 

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *