MENU
z17457122V,Witold-Gombrowicz

Subiektywnie o Gombrowiczu – pisze Marek Jastrząb

21 listopada 2017 Comments (0) Views: 295 Myślę

A historia ta była głupia – pisze Krzysztof Pochwicki

Obecnie noszę ze sobą – i czytam – książkę Iana Stewarta Liczby natury (tu przykładowa recenzja: http://madreksiazki.org/kategorie/matematyka-i-informatyka/liczby-natury-2/). Nie należę do wielbicieli matematyki, chociaż od zawsze fascynowały mnie różne zagadnienia z tego obszaru wiedzy. Duża w tym zasługa mojego nauczyciela (pozdrawiam pana Tadeusza Iwańczyka z XXXIV Liceum Ogólnokształcącego z Oddziałami Dwujęzycznymi im. Miguela de Cervantesa; wiem, że wciąż jest obecny w pedagogicznym zbiorze aktywnych, wyjątkowych). Nie będę rozwodził się nad zagadnieniami matematycznymi. Nie teraz. Natomiast ujął mnie fragment: „Większość z nas złości film pełen luk, niezależnie od tego, jak jest wspaniały pod względem technicznym. Widziałem niedawno taki film: port lotniczy zostaje zdobyty przez partyzantów, którzy wyłączyli elektroniczne urządzenia używane przez wieżę kontrolną i podłączyli swoje własne. Władze portu i bohater spędzili pół godziny lub więcej czasu trwania filmu – kilka godzin czasu opowieści – cierpiąc z powodu niemożliwości skontaktowania się z nadlatującymi samolotami, które gromadziły się ponad lotniskiem, latając aż do wyczerpania paliwa. Nikt nie pomyślał ani o tym, że nie dalej niż pięćdziesiąt kilometrów znajduje się inny, działający port lotniczy, ani o telefonie do najbliższej bazy sił lotniczych. Historia ta była wspaniale i kosztownie sfilmowana – i była głupia”[1].

Tak na marginesie – zakładam, że słowo partyzant stanowi inwencję tłumacza (obstawiam najemnik lub terrorysta), natomiast zwrot swoje własne brzmi jakoś tak nieporadnie (wystarczy własne).

 

Błyskawicznie wydedukowałem, że brytyjski matematyk ma na myśli przebój z roku 1990 – film Szklana pułapka 2 (reż. Renny Harlin), z łobuzerskim Bruce’em Willisem kreującym postać bohatera – porucznika Johna McClane’a – odznaczającego się niebywałą odpornością na ból i zadziwiającą krzepliwością krwi.

 

Czytając, uśmiechnąłem się. Też łobuzersko.

 

Przy wielu filmach należy wyłączyć mózg, myślenie coraz częściej negatywnie wpływa na odbiór filmu. Zarazem nie należy przesadzać z krytyką, film (podobnie jak książka) bynajmniej nie musi stanowić odzwierciedlenia rzeczywistości. Nawet nie powinien. Istnieją jednak granice uproszczeń lub po prostu trywialne błędy w scenariuszu, które rażą. Gdyby analizować filmy pod kątem spójności oraz wiarygodności (fabularnej, merytorycznej), w salach kinowych, w wytwórniach powiałoby grozą. Dlatego lepiej zgasić mózg, a po wszystkim uruchomić go dla intelektualnej rozrywki.

 

Prywatnie mam kilka typów – filmy, które lubię, lecz wolę podczas seansu nadto nie myśleć. Zresztą nie dotyczy to tylko filmów. Przytoczę jeden ze świeżych przykładów – książka Andrzeja Ziemiańskiego  Virion, tom pierwszy –  Wyrocznia.

 

Lubię prozę tego autora, jednak streszczenie wspomnianego tomu oraz okładka rozanieliły mnie (książkę i tak przeczytam)[2].

Zdanie:

„Virion– szermierz natchniony, który wraz dwudziestoma innymi straceńcami pokonał legion Moy – raptem tysiąc doświadczonych weteranów”.

 

Nie wiem, jak było w uniwersum Achai, lecz historycznie pojęcie „legion” (legio) oznaczało początkowo armię jako całość; dopiero w IV w. p.n.e. zmieniło znaczenie, odtąd był to po prostu oddział wojska.

 

Wyglądało to tak:

legion = 10 kohort,

kohorta[3] = 6 centurii,

centuria = około 100 żołnierzy (według organizacji za Cezara, I w. p.n.e.)[4].

Teoretyczny stan osobowy legionu wynosił 5000–6000 żołnierzy, w praktyce rzadko przekraczał 4000. Dopiero w schyłkowym okresie cesarstwa rzymskiego legiony liczyły mniej więcej po tysiąc mężczyzn. Jak legion Moy Ziemiańskiego.

 

Na okładce zasępiony szermierz natchniony dzierży… gladius. Ujmę to tak – nie jest to wymarzona broń dla szermierza. Faktycznie trzeba być nieźle natchnionym, żeby po nią sięgnąć. Zastanowiło mnie, jakiej broni powinien używać szermierz, dla którego najważniejsza była wszechstronność i skuteczność, szczególnie w zwarciu. Poprosiłem o opinię mojego przyjaciela, który jest inkarnacją szlachcica (obstawiam XVII w.) i dysponuje olbrzymią wiedzą, również praktyczną, o walce rozmaitą bronią białą. Werdykt: miecz długi. Gladius służył głównie do zadawania pchnięć, techniki walki mieczem długim – szczyt ich rozwoju przypadł na przełom XIV i XV stulecia – umożliwiały zadawanie precyzyjnych i silnych pchnięć (znacznie skuteczniejszych w walce z przeciwnikiem noszącym zbroję płytową), a także zadawanie ciosów głowicą lub jelcem. Broń przydatna właściwie w każdych warunkach, dodatkowo w bitewnym ścisku nie traciła znacznych walorów defensywnych. Szabla, darzona taką estymą w Polsce, w tłoku, zwarciu nie pozwala na tak skuteczną, aktywną obronę. Swego czasu o nieskuteczności długich mieczy w zwarciu z rzymską piechotą przekonali się Celtowie, którzy w ścisku nie mogli wywijać swoją bronią. Na szczęście mało kto walczył później w ciasnym szyku najeżonych ostrzami tarcz.

Grafika 1

Strona z kodeksu Wallersteina ukazująca walkę mieczem długim w tzw. półmieczu (źrógło: wikimedia.org / domena publiczna)

 

Wracając do filmów. Mam prywatne typy, obrazy głupie (przy czym głupotę można tu stopniować), co jednak nie przeszkadza mi czerpać przyjemności z ich oglądania.

 

Po brutalnej selekcji wspomnę kilka.

 

Żołnierze kosmosu (Starship Troopers, 1997 r.) – ekranizacja książki Roberta A. Heinleina (zm. 8 maja 1988 r.), powieści, która przyczyniła się do wyodrębnienia w literaturze nurtu tzw. militarnego science fiction. Kapitalny film przedstawiający zmagania w międzygwiezdnej wojnie pomiędzy Federacją Ziemską (Terran Federation) i Arachnidami (określanymi mianem „robali”). Tylko czemu walczymy z monstrualnymi, niewiarygodnie licznymi robalami na powierzchni planety, bazując na piechocie? Gdyby kierować się logiką, wystarczyłyby precyzyjne bombardowania, nie wspominając o ładunkach nuklearnych. Już teraz dysponujemy technologią budzącą pełną grozy zadumę, wystarczy sprawdzić informacje dotyczące GBU-57 (inaczej: Massive Ordnance Penetrator – MOP), amerykańskiej bomby penetrującej przeznaczonej do niszczenia bunkrów i innych obiektów silnie umocnionych. Oceniana przebijalność bomby wynosi:

  • 60 m zbrojonego betonu o wytrzymałości na ściskanie 35 MPa,
  • 8 m zbrojonego betonu o wytrzymałości na ściskanie 69 MPa,
  • 40 m skały o średniej twardości.

Na robale, nawet kosmiczne, powinno wystarczyć. Wówczas jednak zamiast trwającego ponad dwie godziny widowiska mielibyśmy militarną etiudę.

Kadr z filmu „Żołnierze kosmosu” (embed – osadzone ze źródła: http://1.fwcdn.pl/ph/02/07/207/308495.1.jpg)

 

W filmie Epoka lodowcowa 2: Odwilż (2006 r.) jest rozbudowana, widowiskowa scena, w której lawa podgrzewa od spodu lód. Podgrzewa tak specyficznie, że wzrasta temperatura lodu, a wówczas m.in. leniwcowi pocą się stopy. Tymczasem w warunkach ciśnienia atmosferycznego przemiana lodu w wodę zachodzi w temperaturze 0°C. Ponieważ cała pobrana energia zostaje zużyta na zniszczenie struktury krystalicznej lodu, topniejąc, będzie on miał zawsze temperaturę… 0°C. Tyle w temacie.

Podobny absurd chemiczny mamy w animacji Film o pszczołach (2007 r.). Oto pszczoła pływa w filiżance kawy, stojąc na kostce cukru. Niestety, cukier tonie w roztworach wodnych. O ile wcześniej się nie rozpuści.

 

Lot Batmana między budynkami zastanawiał nie tylko mnie, sprawą zajęli się fizycy. Przyjmując, że Batman ma 1,88 m wzrostu i wspierając się kadrami z filmu Batman – Początek (2005 r.), naukowcy obliczyli powierzchnię nośną peleryny, otrzymując wynik 2,2 m2. Następnie przeanalizowali ciężar potencjalnego Batmana, powierzchnię peleryny i jej rozpiętość. Okazuje się, że w praktyce peleryna taka rzeczywiście umożliwiałaby sterowanie i pionowe przemieszczanie się na duże odległości (do blisko 350 m), ale problematyczny jest moment lądowania przy prędkości sięgającej 110 km/h. Dla legendarnego Batmana jest ono porównywalne ze zderzeniem z samochodem rozpędzonym do 80 km/h. Heros zginąłby po zetknięciu ze ścianą czy chodnikiem. Z czymkolwiek. Nie zabija wszak samo spadanie (nawet jakoś tam kontrolowane), lecz wieńcząca lot amortyzacja, kontakt z rzeczywistością niebędącą już mieszaniną jednorodną gazów[5].

 

Gladiator (2000 r.) Ridleya Scotta to jeden z moich ulubionych filmów, mistrzowskie połączenie wielkiego fresku historycznego z muzyką. Przez lata nie zwróciłem uwagi na bezsens otwierającej dramat sceny batalistycznej, bitwy legionów rzymskich z Germanami. To bowiem wojska imperium zajmują umocnione pozycje na niewysokim wzniesieniu, dysponując antyczną artylerią (katapulty, skorpiony) i czystym przedpolem wypalonego lasu. Cóż robią barbarzyńcy? Stoją na skraju lasu – przy czym jasne lotki strzał wyznaczają zasięg rzymskich łuczników – krzyczą i najwyraźniej nie mają ochoty na szturm lub pomysłu na rozwinięcie akcji. Tymczasem Maximus, jadąc przed obozem, dołącza do jazdy tak sprytnie schowanej między drzewami, że Germanie nie zdołali jej wypatrzeć (zero rozpoznania przeciwnika). Rozkaz „trzymać szereg” w sytuacji planowanego galopu przez las też brzmi niecodziennie. Następnie Rzymianie urządzają spektakularny, ognisty pokaz strzelania do barbarzyńców, którzy… giną, krzycząc, najwyraźniej wciąż nie mając ochoty na szturm lub pomysłu na rozwinięcie akcji. Rzymianie tymczasem opuszczają pozycje, atakując pod ostrzałem własnych wojsk. Po co się narażają? Dopiero na widok maszerujących karnie szeregów „dzicy” ruszają do walki. Ochrypli?

 

Kopalnią nielogiczności są filmy należące do serii bondowskiej; nie przeszkadza mi to mieć do nich dużej słabości (zainwestowałem nawet w kolekcję  wszystkich tytułów cyklu z Jamesem Bondem[6]). Chociażby Żyje się tylko dwa razy (1967), gdzie po raz piąty w rolę agenta 007 wcielił się Sean Connery. Akcja filmu dzieje się w ciągu kilku dni. To w zupełności wystarcza Bondowi do przejścia szkolenia w technikach ninjutsu. Najwyraźniej zostanie ninja nie wiązało się ze szczególnymi trudnościami[7].

 

Dniu Niepodległości (1996 r.) najlepszym sposobem na górujących nad nami technologicznie kosmitów okazuje się wgranie im wirusa komputerowego do systemów statku matki za pomocą komputera Apple PowerBook. Pozostaje docenić także uniwersalność informatyki i kompatybilność wsteczną pozaziemskich komputerów.

 

Zawsze irytowały mnie tłumiki dźwięku w filmach. Jedną z przyczyn tej irytacji może być fakt, że strzelałem nieco, interesuje mnie też broń, aczkolwiek zwykle nieco starsza (tak do XIX w.). Broń palna jest głośna. Cholernie.

Karabinek sportowy kaliber .22 cala generuje 134 decybele, rewolwer .357 Magnum, jeden z najgłośniejszych modeli broni ręcznej, to źródło huku na poziomie 164 decybeli. Warto zaznaczyć, że wartości tak zwanego progu bólu dla człowieka oscylują w granicach 130 decybeli.

Grafika 3

Dźwięki a zmysł słuchu człowieka.

 

Wytłumiona broń nadal jest głośna, zwłaszcza w pomieszczeniach. Pocisk przekracza wszak barierę dźwięku, a wtedy ma miejsce zjawisko tak zwanego gromu dźwiękowego; dlatego dodatkowe wytłumienie strzału osiąga się poprzez zastosowanie amunicji poddźwiękowej (tj. miotającej pociski z prędkością mniejszą niż 340 m/s). Niska prędkość wylotowa pocisku jest kompensowana z reguły większym kalibrem broni typu 0.45ACP lub 9X39 Vintorez oraz jego dużym ciężarem.

Podczas strzału hałas generowany jest przez trzy zjawiska fizyczne:

  1. inicjację ładunku miotającego i towarzyszący jej gwałtowny wzrost i spadek lokalnego ciśnienia atmosferycznego,
  2. przekroczenie przez pocisk bariery dźwięku,
  3. ruch części broni w przypadku broni samopowtarzalnej.

Zadaniem tłumika jest ograniczenie pierwszych dwóch zjawisk.

Dobre tłumiki wyciszają broń do ok. 117 decybeli, czyli do poziomu hałasu generowanego przez grupę motocyklistów.

Grafika 4

 

Użytecznym efektem ubocznym tłumików jest to, że pełnią rolę efektywnych hamulców wylotowych, czyli urządzeń zmniejszających odrzut. Odpowiednio dobrany tłumik może zmniejszyć siłę odrzutu aż o 40 procent.

Standardowy, niewyciszony pistolet generuje około 150–160 decybeli, po pełnym wytłumieniu (tłumik + amunicja poddźwiękowa) wartości te spadają do 125–130 decybeli. Startujący odrzutowiec… Chcąc uzyskać imponujący efekt, projektuje się specjalistyczną broń wyciszoną; jednym z pierwszych przykładów takich konstrukcji był karabinek wyciszony De Lisle, wyprodukowany w Anglii w roku 1942 specjalnie na potrzeby dywersji. Broń wykonano na bazie karabinu Lee Enfield. Umożliwiała prowadzenie skutecznego ognia na dystansie maksymalnym 400 m, przy czym strzał był praktycznie niewykrywalny na dystansie większym niż 50 m[8].

Grafika 5

Karabinek De Lisle (grafika by Atirador (Own work) / CC BY-SA 3.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0) or GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html), via Wikimedia Commons

 

Pozostańmy w tematyce broni palnej. W filmach nagminnie człowiek trafiony kulą doznaje odrzutu, przy czym zdaje się obowiązywać zasada, że odrzut rośnie wraz z kalibrem. W rzeczywistości ciało dozna odrzutu na odległość centymetrów, czyli niemalże upadnie w miejscu[9]. To strzelec jest bardziej narażony na skutki odrzutu broni podczas naciskania spustu.

Właściwie co film, to zagadka. Gdzie na niemieckim okręcie podwodnym schował się Indiana Jones w filmie Poszukiwacze zaginionej Arki (Raiders of the Lost Ark, 1981 r.)[10]? Albo bohater dysponuje ukrytymi skrzelami, albo dowodzący jednostką czuł się tak pewnie, że pozostał w wynurzeniu cały szmat drogi. Jakim cudem odzyskują normalny kształt deformujące się w wyniku gwałtownej różnicy ciśnień głowy bohaterów Pamięci absolutnej (Total Recall, 1990 r.)[11]? Tak nagłe zmiany bez żadnych komplikacji zdrowotnych? Douglas Quaid, grany przez Arnolda Schwarzeneggera, wręcz oczy wytrzeszczał ze zdumienia.

 

Wspomnę filmy, które wspaniale nadają się do komentowania, pierwszego nie jestem w stanie oglądać, do drugiego chętnie wracam:

  • Bitwa o Ziemię (Battlefield Earth: A Saga of the Year 3000, 2000 r.) – nie pomógł udział samego Johna Travolty, obraz zdobył dziewięć Złotych Malin, uznano go m.in. za najgorszy dramat w 25-letniej historii Złotych Malin (2005 r.) oraz najgorszy film dekady (2010 r.). Akcja toczy się w roku 3000, setki lat wcześniej Ziemię podbili Psychlokowie. Nie wnikając w meandry scenariusza, przymykając oczy na imponującą przemianę bohatera z dzikusa w obeznanego z techniką humanistę – mamy w filmie atak z wykorzystaniem tysiącletnich Harrierów. Maszyny są sprawne mimo braku konserwacji przez milenium i mimo faktu, że paliwo do odrzutowców jest zdatne do użycia przez około cztery lata po wyprodukowaniu. Kosmitów pokonujemy, podrzucając im na ojczystą planetę bombę (jedną!) nuklearną.

 

Travolta jako Terl (embed – osadzone ze źródła: http://1.fwcdn.pl/po/13/45/1345/7151661.3.jpg)

 

  • Trzynasty wojownik (1999 r.) – bohater Ahmed (Antonio Banderas) opanował język wikingów podczas podróży, po prostu obserwując ich, przysłuchując się rozmowom. Mistrz. Innym smaczkiem filmu jest niezwykle zróżnicowane uzbrojenie bohaterów, obejmujące całą Europę i niemal całą jej historię, od starożytności po XV stulecie. Ale to już materiał na odrębny tekst.

 

Oddzielną kategorię filmowych absurdów stanowią kuriozalne „dzieła” prezentowane przez warszawski DKF Muranów w ramach cyklu „Najgorsze filmy świata”. Noc lepusa (1972) o królikach wielkości wilka spragnionych krwi, pożerających ludzi, konie oraz krowy czy Niesamowita, podwójnie transplantowana głowa w reżyserii Anthony’ego M. Lanzy. Komentowanie tych „dzieł” to jak kopanie leżącego. Czekam m.in. na Invasion of the Bee Girls (1973), to taki mój prywatny typ. Kto nie uczestniczył w seansach cyklu, a może – zachęcam. Warto.

 

Kończę słowami Ferdynanda Kiepskiego: „Są na świecie rzeczy, które się fizjologom (fizjonomom) nie śniły”.

 

W kinach z pewnością.

 

Autor: Krzysztof Pochwicki

Więcej o autorze można przeczytać tutaj: http://nowemysli.pl/zmalowalem-tekst-potencjalnie-drazniacy/

Korekta: Dorota Bury

 

————————————————————————–

[1] I. Stewart, Liczby natury, Kraków 2016, s. 51–52.

[2] http://fabrykaslow.com.pl/virion-od-dzis-w-ksiegarniach/.

[3] Kohorta stanowiła odpowiednik dzisiejszego batalionu. Reforma konsula Mariusza – orientacyjnie około 100 r. p.n.e. – zmieniła rolę manipułów w armii. Trzy manipuły zaczęły tworzyć kohortę, która stała się od tej pory podstawową jednostką taktyczną.

PS Batalion jest jednostką mniejszą od pułku – liczy ok. 300–700 żołnierzy (czasem więcej niż 700).

[4] Centuria podzielona została na dziesiątki (łac. contubernium).

[5] Szczegóły: https://www108.lamp.le.ac.uk/ojs1/index.php/pst/article/view/2036/1939.

[6] Niestety, ta seria skończyła się na 20. filmie z cyklu o przygodach agenta 007 – Śmierć nadejdzie jutro (Die Another Day) z 2002 r. Kolejne cztery „craigi” musiałem dokupić i niestety, ich etui odstają graficznie od reszty.

[7] Wątki ninja pojawiły się w moim wcześniejszym tekście Wojownicze żółwie ninja – analiza przekorna (http://nowemysli.pl/wojownicze-zolwie-ninja-analiza-przekorna/). Zachęcam też do lektury książki Ninja. 1000 lat wojowników cienia Johna Mana                                                                (http://lubimyczytac.pl/ksiazka/200913/ninja-1000-lat-wojownikow-cienia).

[8] http://www.specops.pl/vortal/taktyka_zielona/Tlumiki/tlumiki.htm ; http://gry.onet.pl/artykuly/narzedzia-wojny-prawdy-i-mity-na-temat-tlumikow-dzwieku/1ywb7.

[9] Ciekawe obliczenia dostępne są tu: http://www.sadowski.edu.pl/wp-content/uploads/kino.pdf.

[10] Od 1:37:40 do 1:38:50 filmu.

[11] Od 1:52:50 filmu.

 

 

Tags:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *